Prace o Kasprowiczu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Józef Birkenmajer
Tytuł Prace o Kasprowiczu
Podtytuł 1926-1936
Data wydania 1937
Wydawnictwo „Pamiętnik Literacki”
Druk Drukarnia Zakładu Narodowego Imienia Ossolińskich
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
JÓZEF BIRKENMAJER
PRACE O KASPROWICZU
1926—1936
LWÓW
Z DRUKARNI ZAKŁADU NARODOWEGO IMIENIA OSSOLIŃSKICH
1937

ODBITKA Z „PAMIĘTNIKA LITERACKIEGO" R. XXXIII, Z. 4
237/37


Konstanty Balmont, Jan Kasprowicz, poeta duszy polskiej. Przedmową poprzedził Dr. Stanisław Pazurkiewicz, Częstochowa, Towarzystwo Oświaty Narodowej, 1928, s. 60. — Wacław Borowy, Jan Kasprowicz (odb. z Przeglądu Współczesnego) Kraków, 1926, 8-vo, s. 35. — (uzup. przedruk w książce Dziś i wczoraj, Warszawa, Rój, 1934, s. 148—195). — Dr. Wanda Brzeska, Lata szkolne Jana Kasprowicza, Inowrocław 1872—1879. (Bibljoteka stu dwudziestu, tom XIII) Poznań, 1931, 8-vo, s. 128. — Zofja Ciechanowska, Credo Kasprowicza (Przegląd Powszechny, 1927—1928, i nadbitka?). — Kazimierz Czachowski, Jan Kasprowicz, próba bibljografji. Towarzystwo Miłośników Książki. Kraków, 1929, 8-vo, s. 63. — Paweł Czarnecki, Młody Kasprowicz a grupa warszawskiego Głosu (Prace polonistyczne Seminarjum historji literatury polskiej Uniwersytetu Poznańskiego). Poznań, 1935. 8-vo, s. 84. — Konrad Górski, Tatry i Podhale w twórczości Jana Kasprowicza, Muzeum Tatrzańskie, Zakopane, 1926, 8-vo, s. 52. — Zdzisław Dębicki, Portrety, tom I (o Kasprowiczu, s. 109—132). Warszawa, Gebethner i Wolff, 1928. — Zdzisław Dębicki, Poeta bibljofil. Warszawa, Gebethner i Wolff, 1926, 8-vo, s. 41. — Jan Kasprowicz, Dzieła, pod redakcją Stefana Kołaczkowskiego. Kraków, 1930, wydał Wojciech Meisels. T. I. Pierwsze poezje. — T. II. Motywy biblijne. Chrystus. — T. III. Świat się kończy, dramat z życia ludu wielkopolskiego, w pięciu odsłonach. — T. IV. Z chłopskiego zagonu. — T. V. Anima lachrymans. — T. VI. Miłość. — T. VII. Krzak dzikiej róży. — T. VIII. Bunt Napierskiego. Baśń nocy świętojańskiej. — T. IX. Ginącemu światu. — T. X. O bohaterskim koniu i walącym się domu. — T. XI. Ballada o słoneczniku. — T. XII. Uczta Herodjady. — T. XIII. Sita, indyjski hymn miłości w trzech odsłonach. — T. XIV. Chwile. — T. XV. Marchołt gruby a sprośny. — T. XVI. Księga ubogich. — T. XVII. Utwory rozproszone. — T. XVIII. Mój świat. — T. XIX. Pisma prozą I. — T. XX. Pisma prozą II. — T. XXI. Pisma prozą III. — T. XXII. Pisma prozą IV, 8-vo. — Jan Kasprowicz, Przekłady, t.I—V Ajschylos Oresteia, Prometeusz skowany, Persowie, Siedmiu przeciw Tebom, Błagalnice. T. V—XV Eurypides Alkestis, Medea, Hippolytos, Hekabe, Ifigenja w Aulidzie, Ifigenja w Taurydzie, Heraklidzi, Andromacha, Błagalnice, Ion, Trojanki, Fenicjanki, Elektra, Helena, Cyklop, Herakles szalejący, Rezos. Kraków, W. Meisels, 1931, 8-vo. — Jan Kasprowicz, Obraz poezji angielskiej, z oryginału angielskiego zebrał, przełożył i notatkami biograficznemi opatrzył... Wydał z rękopisu Wojciech Meisels. Kraków, 1931. T. I, s. 169. — T. II, s. 82. — T. III, s. 109. — T.IV, s. 63. — T. V, s. 97, 8-vo. — Jan Kasprowicz, Wybór poezyj, wstępem zaopatrzył i opracował Stefan Kołaczkowski, (Bibljoteka Narodowa, serja I, nr. 120). Kraków, 1929, 8-vo, s. 264. — Marja Janowa Kasprowiczowa, Dziennik, Cz. I—II. Warszawa, Instytut Literacki, 1932, s. 462. — Cz. III—IV. Warszawa, 1933, Dom Książki Polskiej, s. 299. — Cz. V, tam że, 1934, s. 168 + 4 tab. il., 8-vo. — Ostap Ortwin, Próby przekrojów, ze słowem wstępnem Juljusza Kleinera i Władysława Kozickiego. Wydane przez Komitet Jubileuszowy trzydziestolecia działalności autora. Lwów, Księgarnia Polska Bernarda Połonieckiego, 1936, 8-vo (o Kasprowiczu jest tu mowa w studjach: O gazdostwie Kasprowiczowskiej „Księgi ubogich“, s. 295—305, i Podstawy liryki Kasprowicza s 306—340). — Stefan Papée, Kwiaty na ugorze, rzecz o współczesnej kulturze Wielkopolski, Poznań, Fiszer i Majewski, Księgarnia Uniwersytecka, 1929 (Kasprowiczowi poświęcono tu rozprawę: Jan Kasprowicz. Teatralność misterjum o Marchołcie, na s. 51—71). — Michał Pawlikowski, Okna (serja I). Medyka, 1934, s. 109. — Leon Płoszewski, Poronińskim szlakiem „pana Kasprowica“ (Odbitka z nru 19 Ziemi z dn. 1 X 1930), Warszawa, 1930, 4-to, s. 8. — Leon Płoszewski, Wieczność w notatniku, O „Księdze ubogich“ Kasprowicza. (Odbitka z Prac historyczno-literackich ku czci Ignacego Chrzanowskiego). Warszawa, 1936. — Anna Pohoska, Syn Kujaw. Warszawa, Książnica-Atlas, 1933. — Roman Pollak, Abiturjenta Jana Kasprowicza praca łacińska (Seorsum impressum e libro q.i. Munera Philologica Ludovico Ćwikliński bis sena lustra professoria claudenti ab amicis collegis discipulis oblata). Posnaniae, 1936, 8-vo, s. 5. — Roman Pollak, Niemiecka praca abiturjenta Jana Kasprowicza, (nadb. z Kroniki miasta Poznania rocz. XIV, s. 399—404), Poznań, 1936. — Stanisław Przybyszewski, Moi współcześni. Cz. II. Warszawa, Bibljoteka Polska, 1928. — Irena Sławińska, Uwagi o stylu „Hymnów“ Kasprowicza (Alma Mater Vilnensis, zeszyt 12, 1935, s. 25—35). — Adam Stodor, Jan Kasprowicz, wydanie nowe, znacznie powiększone. Złoczów, Bibljoteka powszechna, 16-mo, s. 114. — Franciszek Surówka, Charakterystyka „Hymnów“ Kasprowicza (Studja z zakresu historji literatury polskiej, nr. 12). Warszawa, 1935, s. 96. — Janina Szweminówna, Kasprowicz a średniowiecze. (Odbitka z Kroniki miasta Poznania). Poznań, 1936, s. 34. — Zygmunt Wasilewski, Wspomnienia o Janie Kasprowiczu i Stefanie Żeromskim, Warszawa, Gebethner i Wolff, 1927, s. 186. — Zygmunt Wasilewski, Przełęcz Jana Kasprowicza (odb. z Myśli Narodowej), Warszawa, 1931, s. 24. Zygmunt Wasilewski, Poeci i teatr, Warszawa, Gebethner i Wolff, 1929. — Zygmunt Wasilewski, Pieśń w górach, Warszawa, 1931. — Stanisław Waszak, Wielki pieśniarz z nad Gopła. Inowrocław, 1930, s. 79. — Zygmunt Zaleski, Bibljoteka Jana Kasprowicza w Muzeum Miejskiem w Poznaniu, Poznań, Magistrat, 1930, s. 22 + 2 tab. — Emil Zegadłowicz, Siedem pieśni zgrzebnych o Janie Kasprowiczu. — Henryk Życzyński, Marchołt Kasprowicza. (Odb. z Prądu). Lublin 1935, s. 16. 8-vo.
Najważniejsze książki o Kasprowiczu ukazały się przed rokiem 1926. Są to dwie podstawowe monografje, do których i dzisiaj i przez lat jeszcze wiele sięgać będzie musiał każdy badacz życia i twórczości poety. Pierwszą z nich jest Jan Kasprowicz, zarys wizerunku, nakreślony przez Zygmunta Wasilewskiego, drugą Twórczość Jan Kasprowicza, ujęta syntetycznie przez Stefana Kołaczkowskiego.
Dwaj ci autorzy wysuwają się na czoło badaczy Kasprowicza nadal i w okresie dziesięciolecia po jego śmierci, przodując zarówno liczebnością, jak wagą swych studjów. Za punkt węzłowy tych nowych badań można uważać współpracę ich obu w Kasprowiczowskim zeszycie Myśli Narodowej z r. 1925, ważnym też przez to, że przyniósł pierwszy (i to, wbrew książkowemu pierwodrukowi, autentyczny) tekst ostatniej pieśni wielkiego poety — pieśni, której miano: Mój świat.
Ta nowa faza badań nad Kasprowiczem tem się różni od faz dotychczasowych, że ma za przedmiot zamkniętą już drogę jego twórczości — i to zamkniętą nietylko przez zgon poety (mimo podeszłych lat tegoż, przedwczesny!), ale i przez ten finał naturalny i harmonijny, przez ten najdojrzalszy plon, jakim były utwory z ostatnich lat jego życia. Jeżeli więc dotychczasowy „zarys wizerunku“ i dotychczasowa synteza twórczości w ogólnym swym konturze nie wymagały gruntownych poprawek czy przeróbek, niemniej konieczne były dość liczne uzupełnienia — wynikające metyle z odmiennej perspektywy, jaką w stosunku do tegoż człowieka przyjąć należało w zmienionych warunkach społeczeństwa powojennego, ile przedewszystkiem z faktu, że prócz Mojego świata poznano szereg pism Kasprowicza, leżących w zapomnieniu lub wogóle nieogłoszonych poprzednio, ponadto zaś ukazały się obfite wspomnienia ludzi, którzy poetę znali i bliżej z nim przestawali, oraz dokumenty, pozwalające pełniej wyświetlić niejeden szczegół jego życia.
Wspomnienia Wasilewskiego przyniosły sporą przygarść materjału biograficznego, przedewszystkiem z dwóch okresów: z czasu pracy w redakcji Słowa Polskiego i z ostatniego roku życia poety. Ze względu na wielką rolę, jaką w życiu poety odegrał Wasilewski — nietylko pierwszy jego monografista, ale długoletni przyjaciel i powiernik — wszystkie te jego relacje mają wartość pierwszorzędną, zwłaszcza że są udokumentowane szeregiem źródeł piśmiennych, pochodzących od samego poety. Z listów jego przytoczono tu głównie te, które mówią o sprawach najbardziej prozaicznych, bo finansowych — i ukazują „całego Kasprowicza, owego świeckiego, nieporadnego w rzeczach powszednich, bez przyjemności myślącego o powrocie do taczki, udającego człowieka użyteczności codziennej, wiecznie przysięgającego, że od jutra będzie akuratny i pracowity, zabawnie gospodarującego w swoim biednym budżecie i istotnie, dopóki nie został profesorem, żyjącego w niedostatku“. Jest i to zasługą Wasilewskiego, o której historja literatury wspomnieć musi: że go z tego niedostatku ratował, co ważniejsza zaś, że „ulżył mu doli dziennikarskiej i przyspieszył wyzwolenie“ z tej orki, „w której łatwo go mógł zastąpić kto inny“, a mianowicie, że swym wpływem, staraniem i namową przyczynił się do powołania poety na katedrę uniwersytecką...
Wbrew tytułowi jednak w książce Wasilewskiego mieszczą się nie same tylko wspomnienia. Obyczajem swoim autor i tutaj skupił pod wspólnym nagłówkiem zbiór tematowo pokrewnych szkiców, nakreślonych w różnych okolicznościach i noszących na sobie wyraźne znamię chwili, w jakiej powstały. Jedna chwila zbudziła refleksje szczególnie głębokie; oto Nad mogiłą Kasprowicza pada pytanie: „Dlaczego śmierć Kasprowicza tak ciężką okryła naród żałobą?“ Odpowiedź na to brzmi: „Kasprowicz wytwarzał wartości artystyczne doniosłości cywilizacyjnej; z poezji nie czynił zabawki, jeno służbę duchowi ludzkiemu“. Powtóre: „ducha ludu polskiego nobilitował, a jednocześnie zasilił nim rasę twórców polskich“. Po trzecie: „był z tych, co nadają narodowi postawę, napiętą do rzutu w przyszłość, zbudził nas z odrętwienia martyrologicznego, że wszystko, co mamy wielkiego, zawdzięczamy przeszłości; w nim poczuliśmy, że naród jest dopiero w zaraniu życia, że ma przed sobą nieprzebrane możliwości rozwoju“. Wreszcie: „poezję polską wydobył znowu na wielkie horyzonty i spokrewnił ją duchom twórczym narodów“.
W słowach tych autor ujął — w sposób, jak mi się wydaje, z możliwych najzwięźlejszy — i całą odrębność poezji Kasprowicza, i jej znaczenie. Ta odrębność tonu, a zarazem trafne przeczucie, że ze wszystkich wielkich pisarzy polskich na przełomie dwóch wieków ten właśnie (i Żeromski) najsilniej oddziała na twórczość Polski niepodległej i najlepiej wyrazi dążenia nowej chwili, kazała czujnemu publicyście zająć się nim tak uważnie. Ale jest i przyczyna inna: „Nie znajdziemy w literaturze polskiej poety, któryby budził tyle ciekawości, jako zagadnienie psychologiczne“.
Psychice Kasprowicza poświęcił Wasilewski szkic przeznaczony dla Rivista di letterature slave. Uwydatniwszy, jak w swej dużej książce, związek poety z glebą, na której się urodził, a więc jego podłoże rasowe, a także i cechy psychiczne ogólno-słowiańskie (tęsknota), podkreśla i swoiste, indywidualne właściwości, a więc zmysł wyczuwania własnych stanów psychicznych, kolejność przechodzenia od zjawisk zmysłowych do wnętrznych, następnie opieranie tych ostatnich na podstawie głębszej przez szukanie dla nich typu i wydłużanie ich w perspektywę nieskończoności, wreszcie zaś wyczucie przeciwieństw i bolesnych nieraz skrzyżowań w losach jednostki i świata — stąd nieodstępny niemal od jego liryki pierwiastek tragiczny.
Pewne z tych cech wziął autor pod baczniejszą rozwagę w szkicu, mającym za tło Przełęcz Kasprowicza, mianowicie stan duszy poety około r. 1905. Książka O bohaterskim koniu i walącym się domu jest „wybitnym momentem zatrzymania się namiętności i reakcji“, a więc drugim momentem przełomowym w twórczości poety; pierwszym momentem analogicznym była liryka r. 1896 („Byłeś mi dawniej bożyszczem, o tłumie“). Jak wtedy rozpoczął się odwrót — wcale nie nagły i nie bezpodstawny — z pod znaku społecznictwa, tak teraz przyszedł czas na wyzwolenie się z pęt prometejskich. W Walącym się domu poeta „odepchnął od siebie pozostałości po przeżytych już okresach“.
Szkicem tym (wydanym niestety w rzadkiej odbitce) Wasilewski uzupełnił niejako świadomie swoją monografję, która, szeroko rozplanowana aż do Hymnów włącznie, całą późniejszą twórczość omawiała ledwie na kilkunastu stronach (rozdział Cisza duchowa po burzy). Wolno nam wyczekiwać odeń równie szczegółowego studjum o Księdze ubogich, która dotąd jakby pozostawała poza obrębem jego zainteresowań badawczych. Fakt ten objaśniać można tem, że tutaj, na tem przekarczowanem niejako polu, samodzielny umysł Wasilewskiego mniej znajdował sposobności do działalności pionierskiej. Albo tem, że Księga ubogich powstała w czasie jego rozłąki z Kasprowiczem, więc gdy brakło bezpośredniej obserwacji zarówno samego twórcy, jak i środowiska, w którem utwór powstał.
Ale to tylko domysły — i, być może, słabo ugruntowane. Albowiem Wasilewski nigdy nie podnosi — tak dziś niestety częstych — pretensyj do monopolu czy pierwokupu w zakresie uprawnień swoich względem tego czy innego autora. Nie broni nikomu strzelać do tej samej zwierzyny — owszem, cieszy się bardzo, ilekroć zdarzy mu się wziąć do ręki czyjeś studjum o temacie pokrewnym temu, jaki sam opracowywał. Sam się też przyznaje do impulsów, jakich mu udzieliły badania Konrada Górskiego, a nadewszystko Stefana Kołaczkowskiego, które wspomina zawsze z wielkiem uznaniem. Tyczy się ono nietylko wspomnianej już monografji, ale przedewszystkiem nowego wydania dzieł Kasprowicza, gdzie na kartach tytułowych figuruje nazwisko Kołaczkowskiego jako redaktora.
Na czem polegała praca redakcyjna? Mojem zdaniem, redaktor wywiązał się z niej w zupełności, jeśli: 1) zgromadził wszystkie pisma Kasprowicza (z wyłączeniem listów, przynajmniej narazie), jakie w danej chwili były znane i dostępne, 2) uporządkował je według pewnego racjonalnego i przejrzystego systematu, 3) jeżeli przydał najogólniejszy aparat bibljograficzny, a choćby samą tylko chronologję utworów.
Te trzy warunki prof. Kołaczkowski spełnił, jak tylko w ówczesnych warunkach było możliwe. Słusznie chwali Wasilewski „umiejętne rozłożenie utworów na tomiki w tym porządku, jak one z pod ręki poety wychodziły“. Każdy tom stanowi tu nietylko zamkniętą całość — bez „ciągu dalszego“ — ale ponadto jest odrębnym etapem w twórczości Kasprowicza (z wyjątkiem tomu, obejmującego Utwory rozproszone, oraz czterech tomów Pism prozą, które jednak mają wewnętrzną systematykę własną). Nie widzimy tu ani śladu księgarskiej mechanizacji czy normalizacji: tom I czy IV jest dwa lub trzy razy grubszy od niektórych innych tomików. Chronologja też jest tu tylko „taktem, nie wędzidłem“: w niektórych tomach widzimy skupienia lat wielu, w innych zaś niemal wycinki lat poszczególnych, gdzie trafiają się daty dokładne co do dnia i miesiąca.
Szczególnie radzi być musimy temu, że na swym chronologiczno-bibljograficznym obowiązku Kołaczkowski nie poprzestał, ale — wchodząc w całą pełnię swych przywilejów — opatrzył wszystkie tomy posłowiami, które w sumie dają jakby nową monografję o Kasprowiczu, niezmiernie przejrzystą, choć zwięzłą. W porównaniu z dawniejszą, faktyczną monografją uderza tu silniejsze uwzględnienie materjału biograficznego, który w niejednym tomie stał się dla dzisiejszego czytelnika wręcz niezbędny w roli komentarza. W każdym razie materjał ten nigdy nie staje się celem sam w sobie: jest jeno punktacją, wedle której ma się posuwać linja rozwojowa twórczości poety; stąd poszczególne momenty zaznaczone są skrótami, niektóre nawet pominięte — te zwłaszcza, które, choć nader ważne, mogłyby czytelnikowi mniejszego zasięgu dawać tylko temat do plotek (tragedja rodzinna poety w stosunku do Hymnów).
W kreśleniu linji rozwojowej Kołaczkowski bierze pod uwagę głównie trzy czynniki: związek z prądami i zagadnieniami epoki, motywy tematyczne utworów, wreszcie kształtowanie się ich formy. Wszystkie trzy mają w odniesieniu do Kasprowicza historję długą, a wzajem pomiędzy sobą prawie równoległą, tak iż w kolejnych etapach jego twórczości zaznaczają się różnice niemal integralne. Kasprowicz-naturalista zabarwia swój język gwarą stron rodzinnych,, bądź dobierając dlań niekrępującą formę prozy, bądź narzucając mu rygor trudnej, często mocno wymuszonej wersyfikacji: „w rzemiosło swe wkłada całą rzetelność pracy, cały fanatyzm umiłowania“. Od Krzaku dzikiej róży zerwanie z naturalizmem i dydaktyzmem zaznacza się i drugą zmianą: — jednocześnie artystyczną swobodą i udoskonaleniem formy: „tu po raz pierwszy język poety staje się dźwięcznym, wiersz muzycznym“. W Hymnach — jak zaznacza Kołaczkowski — forma długo walczyła o swój własny i odrębny wyraz; w ostatecznem ukształtowaniu „artyzm ich ma wybitne piętno sztuki z okresu symbolizmu“ — jednakże działają przedewszystkiem swą żywiołowością, „nie szczegółami artystycznego wykończenia“. Odprężenie po wielkiej burzy i uczuciowem napięciu Hymnów znalazło swe odbicie w podwójnej grotesce: jedna z nich, bardziej bezpośrednia, obrała dla siebie formę prozy na kartach książki O bohaterskim koniu, będącej w tonie jakby przedsmakiem późniejszego (a w jakże analogicznych warunkach powstałego!) ekspresjonizmu; druga — misterjum, czy może raczej intermedjum o Marchołcie — rozmyślnie wpada jakby w ton dziadowski czy częstochowski (jeden z krytyków późniejszych, bodaj że futurysta, miał go zestawić ...z Baką!), ale kształtuje się długo, nasiąkając pierwiastkami następnych faz twórczości; późne wydanie książkowe tego utworu (dopiero w 1920 roku!) zdezorjentowało niejednego z badaczy — i jest poważną zasługą Kołaczkowskiego, że Marchołtowi na podstawie historji jego powstawania wyznaczył właściwe miejsce w twórczości poety; niemniej to odwleczenie się daty ukończenia Marchołta (czy jego druku) będzie nam tłumaczyło formę niektórych wierszy z Mojego świata, które do niego jakby nawiązują.
Marchołt jest jednocześnie jednym z objawów nawrotu poety do prymitywu ludowego. Prymityw — może obudzony wówczas w duszy Kasprowicza studjami nad Lenartowiczem — staje się dla niego w nowym, już szczytowym okresie twórczości, coraz to częstszem, z coraz to większą świadomością stosowanem, narzędziem artystycznem. Jak w swej monografji, tak i w posłowiach zbiorowego wydania Kołaczkowski stwierdza i akcentuje wielkie — przez innych krytyków mniej docenione — znaczenie tomu Ballada o słoneczniku: „artyzm wyzuł się dobrowolnie z wszystkich elementów dekoracyjnych i efektownych, ale zyskał niezrównaną precyzję wyrażania najintymniejszych stanów duszy i piętno najgłębszego uduchowienia“.
Księgę ubogich uznaje Kołaczkowski za dzieło klasyczne poety, za koronę jego twórczości w każdym względzie: „Posiadać ona będzie trwałość, nietylko właściwą dziełom wielkiego artyzmu, lecz tę, którą mają księgi mieszczące najwyższe tęsknoty metafizyczne ducha ludzkiego“. Mój świat, to wobec dzieła tamtego już schyłek — bynajmniej nie upadek, ale naturalne i świadome dochodzenie do mety życia i twórczości. Właśnie to opus exactum nasuwa badaczowi trafną uwagę syntetyczną: „Niczyja twórczość z pośród pisarzy polskich nie daje tak pełnego, a w tem znaczeniu klasycznego rozwoju osobowości, jak dzieło życia Kasprowicza. W tem, między innemi, leży wielkość osobowości tego poety, że historyczny rozwój jego twórczości pozostaje w takiej harmonji z tem, co wyczuwamy jako prawo biologiczne rozwoju ludzkości“.
Posłowia Kołaczkowskiego — i każde dla siebie i wszystkie razem, wzięte jako całość — ukazują w redaktorze wydania zarówno krytyka, jak i artystę wysokiej miary. Tegoż dowodzi i układ dzieł; uwagi usprawiedliwiające tę czy inną przestawkę utworów, wybór tego czy innego tytułu, prawie zawsze nas przekonywają. W tym zakresie Kołaczkowski okazał się filologiem biegłym i wytrawnym. Natomiast zauważamy u niego niechęć do „czarnej roboty“ filologicznej: do ślęczenia nad poszczególnemi wierszami, czy wyrazami, nad drobiazgowym komentarzem, wreszcie nad korektą. Może jest w tem i racja: redaktor nie ma obowiązku bawić się tą stroną wydania, którą za niego może wykonać byle urzędnik — oczywista rzecz, inteligentny, a skrupulatny. Otóż właśnie ci pomocnicy, którym redaktor zawierzył, zawiedli na całej linji. Nie żeby brakło im skrupulatności — owszem, okazali jej aż za wiele... tam gdzie była jak najmniej potrzebna! To, że prześlepili dziesiątki omyłek druku, wyłowione później w erracie, drażniąco zdobiącej załączniki do każdego tomu, można im najspokojniej przebaczyć — a raczej z listy owej skreślić niejeden z tych grzechów, w jakich się niepotrzebnie kają; opuszczenie bowiem tego czy innego przecinka często zasługą bywa, nie winą. Natomiast winą korektorów pozostanie to, że w ślepym pedantyzmie ortograficznym — „poprawiali“ ustawicznie samego Kasprowicza, psując mu rytmikę, a nawet i rymy przez skracanie „Maryja“ na „Marja“, „milijon“ na „miljon“ i t. d. i t. d. (Na miłość Boską, kiedyż to u nas ludzie czytający poetów będą mieli lepszy słuch muzyczny!). Także ich winą jest to, że kogoś powołanego, fachowego, nie pytali o znaczenie wyrazów obcych czy specjalnych. Nie będę tu wyliczał listy takich omyłek. Dla przykładu wspomnę jeden szczegół. W wierszu do Zdzisława Dębickiego (tom XVII, s. 67) wydrukowano osobliwą apostrofę do adresata „Kochany Dębikowic!“ — w której wołacz ma formę nie spotykaną w polszczyźnie... Ale bo też w rękopisie o żadnym „Dębikowicu“ niema mowy! Stoi najwyraźniej: „Kochany Dębikonie“. Nie kto inny, ale sam Dębicki we własnym pamiętniku, ogłoszonym p. t. Iskry w popiołach, apostrofę tę cytuje i wyjaśnia. Jest to przecie początek piosenki, ułożonej przez Romana Dmowskiego, a często śpiewanej w kole przyjaciół Kasprowicza:

Kochany Dębikonie!
Do ciebie serce płonie!

Ci sami korektorzy, którzy tak się natrudzili nad poprawianiem Kasprowicza w zbiorowem wydaniu dzieł jego, prowadzili zapewne korektę pięciu tomików jego Obrazu poezji angielskiej. Juści, robotę mieli niełatwą, bo niema rękopisów mniej czytelnych, jak rękopisy Kasprowicza. Ale w podobnym wypadku samo mędrca szkiełko i oko nie wystarcza do tego, by dojść do odcyfrowania rękopisu. Gdy się czyta poetę, trzeba się znać trochę na robocie poetyckiej, a gdy się czyta rękopis tłumacza, trzeba mieć pojęcie i o rzeczy tłumaczonej — czyli poprostu zaglądać do oryginału, gdzie znajdzie się wyświetlenie niejednej rzekomej niejasności. Pierwszy lepszy podręcznik literatury angielskiej wyjaśni laikowi różnicę między Keatsem a Yeatsem, których wydawcy Obrazu fatalnie z sobą pomieszali. Pierwsza lepsza encyklopedja starożytności wyjaśni, że olbrzym mityczny zwał się Briarej, a nie Briasej. I&nbsp&t.&nbsp&d. I&nbsp&t.&nbsp&d. Gdy w tekście Szekspira jest {{Roz|O Sisters Three — toż to nie „liczby trzy“ (!), jak odczytali wydawcy, ale Siostry trzy (Parki) — i tak też odczytałem bez trudu za pierwszem spojrzeniem, gdym ten rękopis kiedyś przelotnie oglądał. Zasię bez zaglądania do rękopisu tłumacza i do oryginału Szekspira będę wiedział, jako człowiek znający się trochę na rymowaniu, że gdy jeden wiersz brzmi:

Chłop znowu swą kobyłę zobaczy w swej stajni!

tedy wiersz drugi będzie brzmiał, najzupełniej zresztą zgodnie z sensem:

Z wszystkim będzie najzwyczajniej,

a nie „najwyraźniej“, jak nam ni do sensu ni do rymu każą śpiewać wydawcy. Tak więc krytyka tekstu przedstawia się w tem wydawnictwie nieszczególnie. Całe szczęście, że obronną ręką wyszły tomy tragików greckich, a to nietylko dlatego, że korzystano tu z drukowanego tekstu utworów, ale i dlatego, że wzięto kompetentnego doradcę, jakim jest prof. Butrymowicz, spełniający oba warunki, wskazane niegdyś przez Augusta Platena: w jednej osobie filolog i poeta. Dobrzeby było nieraz poradzić się zdania takich ludzi, gdy chodzi o sprawy przez nich fachowo znane... Nie pokutowałyby w historji literatury różne mylne sądy, zwłaszcza na temat dziejów wersyfikacji!
Tak więc pod względem formalnej staranności edytorskiej wydanie pism Kasprowicza, podjęte przez firmę W. Meiselsa, pozostaje daleko w tyle poza dawną zbiorową edycją dzieł poety, przygotowaną przez Ludwika Bernackiego. Góruje nad nią pod jednym tylko względem: jest od niej pełniejsza. Edycja Bernackiego nie objęła — co rzecz zrozumiała — wszystkich dzieł poety powstałych po r. 1911, a więc Chwil, Księgi ubogich, Sity, Marchołta, Mojego świata, następnie pism prozaicznych i utworów rozsypanych po świecie i nie wcielonych do żadnego zbioru. W edycji Meiselsa znalazły się cztery wymienione tomy poetyckie, ponadto w jednym tomie zebrano poezje rozproszone, w czterech zaś pisma prozaiczne. Zbieranie tych pism rozproszonych bardzo ułatwiła Próba bibljografji, nakreślona przez Czachowskiego (jej zarys mieścił się w artykule tegoż autora O puściznę Kasprowiczowską w Ruchu literackim, 1928, 95—96), oraz uzupełnienia dodane przez recenzentów tej książki, głównie Wasilewskiego (Myśl narodowa) i niżej podpisanego (Ruch literacki, 1929). Przeglądając po latach ponownie ową Próbę, widzę, że można jeszcze niejedną pozycję bibljograficzną z przed r. 1927 dopisać. Tak np. do wydań książkowych trzeba zaliczyć wybór poezyj Kasprowicza w Gebethnerowskiej Bibljoteczce Uniwersytetów ludowych (nr. 104). Trzeba też przypomnieć o wierszu ku czci Sienkiewicza, drukowanym w r. 1916, o wielu wierszach utajonych po czasopismach i jednodniówkach — wśród nich najcenniejszy będzie zapewne Warjant Mojej pieśni wieczornej, ogłoszony w jednodniówce na powodzian w r. 1904, a należący do pereł w twórczości lirycznej Kasprowicza. Wreszcie i czterowiersz, którego „pierwodruk“ wyryty jest na tablicy pamiątkowej w Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie (1921).
Poza temi nie odszukanemi czy przeoczonemi pierwodrukami pomnożą puściznę literacką Kasprowicza różne pisma, które do końca jego życia przeleżały się w rękopisie. Część z nich zdążył jeszcze Kołaczkowski włączyć do redagowanego przez siebie wydania, sporo jednak wyłoniło się na widok publiczny dopiero po ukończeniu tej edycji. Najwięcej na tem polu zasłużyła się dr. Wanda Brzeska, która z wielką starannością i sprawnością metodyczną wydała wiersze młodzieńcze poety, opierając się na autografie przechowanym przez rodzinę Ulatowskich, a różniącym się od autografu biskupa Laubitza, na którym opierał się Bernacki, później zaś Kołaczkowski. Wierszy, które byli opublikowali tamci badacze, wydawczyni nie ogłaszała już in extenso, poprzestając na zestawieniu różnic obu tekstów. Poza temi warjantami znalazło się kilkanaście takich utworów, które nie były przedtem wcale drukowane wśród nich zaś trzy niemieckie. Co do jednego z tych wierszy niemieckich (Agamemnons Ermordung) wspomnę, iż istnieje tradycja o jego wydrukowaniu przez młodego poetę. Mimo negatywnego wyniku dotychczasowych poszukiwań, sądzę, iż należałoby sprawę tę zbadać dogłębnie.
Tak bogatego pokłosia rękopiśmiennego nie dały już inne źródła, w każdym razie wydaje mi się, że z tych znalezisk (utworów nieznanych i zapomnianych) uzbierałby się tomik dość pokaźny. Napomknę tylko, że pośmiertnych pierwodruków Kasprowiczowskich dały najwięcej pisma wielkopolskie z Kurjerem poznańskim, Tęczą, Kroniką miasta Poznania, Dziennikiem kujawskim, Piastem (wielkopolskim) i Wiciami wielkopolskiemi na czele, z warszawskich zaś wspomnieć trzeba Gazetę warszawską, Myśl narodową, Ruch literacki, a wreszcie Pion. Z odkrywców najbardziej się zasłużyli: Zygmunt Wasilewski, Stanisław Wasylewski, Stanisław Helsztyński, Adam Munnich, L. Rath, Zygmunt Zaleski, Stanisław Pigoń, M. Osten, R. Poliak, L. Płoszewski.
Zasłużony redaktor Kroniki miasta Poznania, Z. Zaleski, ma zarazem bezpośrednią pieczę nad zbiorami Kasprowiczowskiemi, przekazanemi stolicy wielkopolskiej przez rodzinę poety. Przejrzyście opracowana relacja o bibljotece Kasprowiczowskiej świadczy o wielkim pietyzmie opiekuna, a stanowi doskonałą ilustrację tych wiadomości, jakie nam o Kasprowiczu-bibljofilu przekazał Dębicki. Niektóre tylko szczegóły dopraszają się wyjaśnienia: np. czemu Wyspiańskiego wspomniano w dziale varia (s. 20), nie zaś w poetyckim? Zakradło się i kilka błędów druku; należy poprawić: Malanchtona na: Melanchtona, Karpowicza na: Karłowicza (Słownik gwarowy), Dybowskiego na: Dyboskiego (Romana).
Bibljoteka Kasprowiczowska nietylko przez dobór swych książek zasługuje na wielką uwagę każdego badacza poety. Oto znajdują się tam rękopisy Kasprowicza lub mające związek z Kasprowiczem. Najpilniejszą rzeczą — bo najdłużej leżącą odłogiem — będzie staranne opracowanie krytyczne jego wykładów uniwersyteckich. Krytyk tekstu i ostrowidz-lektor będzie tu musiał współpracować nietylko z fachowym polonistą, ale i takimże znawcą innych literatur, przedewszystkiem obu klasycznych (plus łacińska średniowieczna), zaś z nowożytnych głównie angielskiej i niemieckiej, następnie i włoskiej.
Poniekąd do „utworów“ Kasprowicza wolno nam zaliczyć — dwa wypracowania abiturjenckie, pisane przezeń w 23 roku życia (1884) na ławie gimnazjum św. Marji Magdaleny w Poznaniu, a ogłoszone przez prof. Pollaka. Z dwóch prac — niemieckiej i łacińskiej — lepiej przedstawia się niemiecka, oceniona przez egzaminatora jako najlepsza w całym abiturjenckim zespole. Coprawda, autor Agamemnons Ermordung czynił omyłki gramatyczne, jednakże temat został rozwinięty inteligentnie i bystro. Godna uwagi jest rzucona mimochodem wzmianka o Prometeuszu, poza tem pewien ton patetyczny. Ton ten jeszcze bardziej uderza w wypracowaniu łacińskiem — gdzie niekiedy ma się wrażenie, jakoby abiturjent nieco nadrabiał miną...
Materjały, ogłoszone przez Pollaka i Brzeską, będą jednakże przedewszystkiem służyły celom biograficznym. Dokładnie połowę książki Brzeskiej (więc poza omówionemi już ineditami poety) zajmują „materjały biograficzne i przepisy“, czerpane ze wspomnień dr. J. Ulatowskiego, od rodzin Drwęskich, Dybalskich i Meissnerów, wreszcie z archiwum towarzystwa „Wincenty Pol“. Wydawczyni dorzuciła sporo informacyj o osobach z tych wspomnień oraz o wspomnianem towarzystwie Polowskiem (także i drugiem: Towarzystwie T. Zana).
Ulatowscy i Dybalscy, a w znacznej mierze Walerja Kryszewska, dochowali swe wspomnienia o Kasprowiczu z jego lat wczesnych. Informacje tych świadków wartoby kiedy skonfrontować z relacjami innego świadka jego młodości — świadka już nie tak prawdomównego, w każdym razie niezmiernie ważnego choćby ze względu na wielką rolę, jaką odegrał kilkakrotnie w życiu Kasprowicza. W Moich współczesnych Przybyszewskiego nieraz się ukazuje to zdaleka, to zbliska postać rówieśnika i kujawskiego ziomka, tego, którego sam autor pamiętnika pierwszy obwołał wielkim poetą... i którego też skrzywdził najdotkliwiej.
Tak czy owak, pamiętnikiem tym jako materjałem do biografji Kasprowicza posługiwać się można i należy — ale z pewną ostrożnością. A to i dlatego, że pamiętnik ten pisany był dopiero po latach, wśród wielu okoliczności, które wpływać mogły na świadomą czy mimowolną deformację prawdy, następnie że był dziełem nie epika ani tem mniej historyka, lecz liryka o silnie rozwiniętej autosugestji, — wreszcie że źródło to w czasie swego powstawania nie było zapewne kontrolowane przez żadną osobę czy to zainteresowaną w nim, czy postronną, w danym zaś zakresie — przez Kasprowicza samego czy osobę mającą z nim bliższą łączność.
Pamiętnik — a raczej Dziennik — Marji Kasprowiczowej usposabia nas zupełnie inaczej. Autorka była wszak żoną Kasprowicza, osobą, u której boku przeżył chwile największego w życiu szczęścia. Poeta nazwał ją w dedykacji Mojego świata: „czynnie a głęboko współczującym świadkiem powstawania tych melodyi i obrazów“. Wysoce inteligentna i wykształcona, o wyrobionym smaku artystycznym, sama obdarzona nieprzeciętnym talentem literackim, bywała Kasprowiczowi nietylko podnietą twórczości, nietylko powierniczką jego pomysłów i pierwszą czytelniczką jego nowych utworów („Przynoszę ci kilka pieśni“ — zwracał się do niej poeta w Księdze ubogich), ale wytrawnym i szczerym krytykiem, niekiedy wręcz współtwórczynią: — ostatnia księga Kasprowicza była pisana dosłownie ręką jego żony pod dyktando autora.
Już to wszystko każe nam Dziennik Kasprowiczowej uważać — za dokument, jeden z najważniejszych i najautentyczniejszych dokumentów do biografji poety. Ale nie dość na tem. Autentyczność szczegółów potwierdzona jest i formą ich podania, metodą ich utrwalania. „Nie są to wspomnienia. Są to notatki spisywane z dnia na dzień, równolegle z biegiem samego życia“. Tę bezpośredniość uważa autorka za pewien minus, jako że owe notatki „nie mogą wyczerpywać treści opisywanych wydarzeń“. Niekoniecznie to musi być wadą. Ze zaś czysto rosyjska bezpośredniość łączy się u p. Marji z Buninów Kasprowiczowej z rosyjską również pasją zaciekawiania się sprawami cudzej psychiki, więc — mimo całego podziwu i uwielbienia, jakie autorka żywi dla męża, nie spotykamy w jej notatniku żadnych panegirycznych komunałów, przesady czy wyolbrzymiania. I to zarówno w stosunku do Kasprowicza, jak i do spraw własnych. Że temi właśnie sprawami własnemi ona niekiedy przedewszystkiem się zajmuje, że pisze nie wciąż tylko o Kasprowiczu, ale raczej o sobie, — z tego czyniono jej zarzut: widocznie chciano, żeby Dziennik nie był dziennikiem, prywatnym zbiorem osobistych zapisków, ale monografją, relacją historyczno-literacką, czemś takiem, co dał Władysław Mickiewicz o swym ojcu, lub (inne wymagania) Eckermann o Goethem. Tymczasem nietylko postulat był oparty na zasadniczo błędnej podstawie, ale też z drugiej strony nie było nic mylniejszego jak przydomek „Eckermanna w spódnicy“, jaki Kasprowiczowej nadał jeden z pobieżnie czytających krytyków. Eckermann, ani Władysław Mickiewicz, ni famulus Odyniec zgoła nie dorastali umysłem do poziomu twórców, o których pamięć chcieli zachować, tembardziej zaś daleko im było do roli spółtwórców, sojuszników i ożywicieli twórczości; byli to raczej jakby protokolanci, kanceliści. Zawdzięczamy im czy to zebranie szpargałów biograficznych (oby dokładne!), czy zanotowanie zapamiętanych szczególików lub powiedzeń. Bodaj że jest to szczęściem Marji Kasprowiczowej, iż do takiej roli nie zeszła.
Jeszcze jedną okoliczność należy wziąć pod uwagę. Dziennik Kasprowiczowej, pisany w pierwszych swych częściach po rosyjsku, był zrazu utrzymywany w tajemnicy przed jej mężem. Dopiero później poeta się o nim dowiedział i zaciekawił jego treścią — i odtąd oboje, jakby naprzekór historji Paola i Franczeski, zaczęli czytać wspólnie. Nietylko czytać, — bo odtąd i ta księga była niejako tworzona przez nich razem. O fragmentach odczytywanych Kasprowicz wypowiadał swoje sądy, niejako poddając kontroli pogląd czy w rażenia osoby drugiej. Kiedy niekiedy sam „pomógł w rozmowie“ i dorzucał po słowie dalszą treść dziennika; zczasem nawet wprost zaczął niemal dyktować swoje wspomnienia — to o latach swych najmłodszych, kujawskich i poznańskich, to o pierwszym ożenku, o którym ledwie że wiedzieli biografowie.
Nietylko biograf Kasprowicza nie będzie mógł ominąć Dziennika — zarówno ze względu na te podyktowane autobiograficzne wspomnienia poety, jak na daty, które wiernie utrwalają i miejsce pobytu, i główne życiowe zdarzenia, w które zwłaszcza obfitował okres wielkiej wojny. Znaczenie dzieła pani Kasprowiczowej będzie jeszcze inne. Jest ono ciągłym komentarzem twórczości poety. I tu zaznaczymy odrazu: komentarzem z natury rzeczy niezupełnym. Zaczyna się on od Chwil i Marchołta, dawniejsza zaś twórczość ledwie że przygodnie — czasami jakby zlekka niechętnie — bywa traktowana. Inna rzecz, że nierównomierność tę można poniekąd odżałować. I to nietylko dlatego, że te właśnie dawniejsze fazy miały swych komentatorów — z Wasilewskim na czele — ale i dlatego, że od Chwil i Marchołta (po wspominanej już „przełęczy“) zaczyna się najświetniejszy okres twórczości Kasprowicza, zostawiający poza sobą wszystko, co poeta dawniejszemi czasy napisał.
Dziwić mogłoby co najwyżej jedno. O Chwilach autorka mówi stosunkowo niewiele, jakkolwiek są tam utwory najbardziej z nią samą związane (cały cykl III) i bezpośrednio do niej zwrócone. Natomiast największą, wprost uporczywą uwagę poświęca Marchołtowi, jakkolwiek z ust samego poety słyszy: „Marchołt jeszcze nie jest twoim, chociaż bez ciebie może nigdybym go nie skończył. Powinnaś właściwie Marchołta nie lubić“. W każdym razie badacz literatury powinien być wdzięczny żonie Kasprowicza, że postąpiła przekornie: wydobyła bowiem wiele zeznań o tem dziele, które poetę zaprzątało najdłużej i które przez swoją późną edycję (1920) wprowadziło niejednego z krytyków albo w błąd, albo co najmniej w zakłopotanie. Dzięki Dziennikowi zyskuje Marchołt właściwe umiejscowienie genetyczne: zarówno chronologiczne, jak i ideowe. Jest to bowiem utwór, związany niemal bezpośrednio z Bohaterskim koniem.
Marchołt jest wielkiem przeczeniem życia. Pozytyw zaczyna się Księgą ubogich“ — stwierdził sam poeta, kreśląc tem wyraźnie linję rozwojową swego artyzmu i swej ideologji. I trafnie wyczuł, że ten pozytyw da mu siłę największą.
W relacjach o Księdze smucą nas — niezawinione zresztą przez autorkę — luki. Zwłaszcza gdy chodzi o drugą część utworów zawartych w tym zbiorze — o te utwory, do których Kasprowiczowi dały podnietę długie nocne rodaków rozmowy. Sumaryczna informacja Stanisława Wyrzykowskiego wyjaśnia tylko cząstkę tych spraw, które jeszcze czekają swego historyka.
Ale już nikt nie potrafi powiedzieć tyle o tem, jak powstawał Mój świat. W żonie miał poeta niemal jedynego świadka tworzenia się tych wierszy najprostszych — i przez to właśnie jemu najbliższych, najbardziej rodzimych. A właściwa jej psychice bezpośredniość odczuwania miała żywy rezonans w tej bezpośredniości, jaką poeta — w stopniu najwyższym za czas całego swego życia — osiągnął w tej ostatniej swej książce...
Dwa pierwsze tomy Dziennika obejmują dzieje wspólnego pożycia tych dwojga ludzi. Tom trzeci to tylko podzwonne. Co w niem najważniejsze dla autorki samej — i dla czytelników tem bardziej — to, użyjmy już w danym wypadku słusznie tej nazwy. wspomnienia. Mauzoleum, którego dzieje kreśli tu autorka, jest symbolem przeszłości — przeszłości, która wbrew grobowemu przeznaczeniu pomnika: żyje. Obok tych dziejów i obok napływających wspomnień o ubiegłych czasach mamy w tym tomie i trzeci wątek; są nim, luźne zresztą, uwagi o krytykach, zajmujących się twórczością Kasprowicza.
Ten trzeci tom (inaczej część V), noszący nazwę Harenda, wyjaśnił mi — pomiędzy innemi — jedną sprawę, którą kiedyś (biję się w piersi) wskutek niewiadomości niewłaściwie ująłem. Idzie o Wybór poezyj Kasprowicza, ogłoszony w Bibljotece Narodowej. Nie mnie jednemu nie spodobał się układ tej antologji (poważniejsze zarzuty, niż ja, postawił A. Szczerbowski), układ, wbrew zapowiedzi wstępnej niezupełnie wyraźną drogą wprowadzający w twórczość poety tych „którzy się dopiero do niej zbliżają“, a zatem chyba przedewszystkiem młodzież szkolną; stwierdziła to praktyka dydaktyczna. Ale niesłusznie winę przypisuje się Kołaczkowskiemu, bo antologja właściwie nie od niego pochodzi. Nie on był winien, lecz — lilija winna.
To, co jest w tej książce naprawdę jego dziełem, wykonane, zostało sumiennie, z całem poczuciem odpowiedzialności, zarówno naukowej, jak dydaktycznej. Wstęp, podzielony na cztery rozdziały, jest nietylko wzorowo przejrzysty, ale i niezmiernie przystępny; tyczy się to zwłaszcza rozdziału, unaoczniającego Rozwój twórczości, a będącego w pewnej mierze jakby własnym skrótem monografji na tenże temat.
Takie szkicowe zarysy monograficzne — po uzupełnionym zarysie, nakreślonym przed laty przez Stodora — jawić się muszą coraz częściej, w miarę, jak świadomość znaczenia Kasprowicza rozpowszechnia się najpierw wśród wyższych sfer kulturalnych, następnie wśród średniej inteligencji, dalej wśród ludzi mniej wykształconych — no, i wreszcie wśród młodzieży. Opowiadanie Anny Pohoskiej o Synu Kujaw spełnia tę ostatnią rolę — i spełnia ją z całą umiejętnością stosowania środków pedagogicznych; w drugiem wydaniu ta książeczka przynosi i drobny materjał tekstowy (wiersz do wnuczki), nieobojętny dla badacza. Rzecz Waszaka ma zakres popularny i regjonalny; najbliżsi ziomkowie poety przysługiwać się mogą wiedzy o Kasprowiczu jeszcze niejednym szczegółem. Zdzisław Dębicki znowu, kreśląc portret Kasprowicza, mógł czerpać z własnych o nim wspomnień, napewno bardzo obfitych; sprawił nam przeto pewien zawód, że w części biograficznej oparł się niemal całkowicie na Wasilewskim i Przybyszewskim; dopiero końcowa synteza, acz z konieczności (odczyt radjowy!) popularnie ujęta, daje nam kilka rzutów bystro ujętych, z których najważniejszym będzie określenie trzech źródeł jego poezji: walki, cierpienia i miłości.
Do napisania większego szkicu syntetycznego o Kasprowiczu byłby powołany drugi jeszcze poeta, i to — ostatniemi zwłaszcza 1 najwspanialszemi utworami — znacznie silniej z Kasprowiczem związany. Jednakże Michał Pawlikowski poprzestał tylko na dość luźnych Wspominkach o swym przyjacielu. Wiele one dorzucają ciekawych rysów do psychiki Kasprowicza, a z tych rysów najważniejszy — to „ciężkie, skrupulatne traktowanie obowiązków... poczucie wagi spraw, których się podjął“: „Kasprowicz był mocarzem wysiłku, przez który prowadził go niezłomny charakter, tak jak przez opór formy prowadziła go jego wielka, czująca dusza i gorące serce poety“.
Tę przejrzystość wykładu, tę planowość konstrukcji, jaką widzieliśmy w szkicu Kołaczkowskiego na czele Wyboru poezyj, widzimy i w essay’u napisanym przez Borowego. Podział na punkty przejrzystość tę uwydatnia. Dwa pierwsze z nich stanowią introdukcję całości — mówią o pierwszych wrażeniach, jakie się odnosi za wkroczeniem w obszar twórczości poety. A więc najpierw wrażenie siły, intensywności. Powtóre uderza nas stała obecność niezwykłej jednolitości w przeogromnem bogactwie tematów, form, motywów. Żeby ocenić miarę tej jednolitości, krytyk przechodzi kolejnemi etapami całą twórczość Kasprowicza; rzecz ciekawa, że Marchołta jakby nie uznał za etap ważny czy odrębny, skoro o nim tylko krótko napomknął przy Chwilach; toż samo uczynił — już słuszniej — z Sitą, niesłusznie tylko podając datę jej druku (1917), zamiast daty powstania (1907), która wyjaśniłaby wiele.
Kolejne etapy twórczości zrośnięte są ściśle z etapami życia — i to właśnie stwarza wspomnianą jednolitość. Ale jest jeszcze jedno źródło, jedna, przyczyna: wspólny punkt wyjścia, wspólne pochodzenie. „O czemkolwiek pisał, był to zawsze poeta rzeczy pierwszych i ostatecznych. Kosmogonja i eschatologja stanowiły najnaturalniejsze tereny jego wyobraźni. Życie i Śmierć, Stworzenie i Stwórca, Dobro i Zło, Wola i Los — to tematy zasadnicze“.
O tych właśnie tematach mówi dalej Borowy — logicznie i pięknie — ukazując ich pochód w szeregu dzieł Kasprowicza tudzież ich wzajemną łączność. A gdy już doszedł do ostatnich akordów twórczości wielkiego poety, od 16 punktu rozpoczął snuć wnioski syntetyczne, wykazując, że przyrodzoną formą poezji Kasprowicza jest modlitwa, zaś akompanjamentem kontemplacja przyrody. Określiwszy znaczenie społeczne tej poezji, krytyk zajął się jej instrumentacją: rytmiką i stylem. Uwagi o rytmice są trafne — i świadczą, że po Łosiu i Folkierskim (Sonet polski) dużo jeszcze na tem polu można powiedzieć. Sprostuję drobną nieścisłość: wiersz trójprzyciskowy (o różnej ilości zgłosek) nie jest w Księdze ubogich nowością; używał go przecie dawniej sam Kasprowicz („Wiatr gnie sieroce smreki“ i t. d.) i Wyspiański („O Boże, pokutę przebyłem“), a może i ktoś przedtem; gdyby tak rozpatrzeć niektóre wiersze Mickiewicza i Słowackiego?
Z tezą Borowego, że „przyrodzoną formą poezji Kasprowicza jest modlitwa“ polemizuje Ostap Ortwin w rozprawie Podstawy liryki Kasprowicza. Według niego „modlitwa jest przyrodzoną formą wszelkiej liryki czystej“; u Kasprowicza zaś „wrodzony, właściwy mu liryzm nie wystąpił odrazu w swej czystej bezpostaciowej formie i rozmaite przechodził stadja, w których przedmiotem jego były poszczególne zjawiska życia i świata rzeczywistego, zanim przybrał ostateczny swój kształt w najwyższej kategorji stosunku modlitewnego“. Oto bowiem „Kasprowicz nie wyszedł z liryki, ale do niej stopniowo dochodził, dojrzewał“. Dojrzałość ta nadeszła, zdaniem krytyka, w punkcie, któremu imię: 'W turniach i Przy szumie drzew; „odtąd liryka Kasprowicza skłania się już coraz widoczniej do czystej formy modlitwy, stając się jednak zarazem bardziej ponad-osobistą, ogólnoludzką, globalną i wszechświatową“.
Zanim do tego punktu doszedł poeta, musiał walczyć „o istotne swe artystyczne powołanie, o swą właściwą formę, o czystą lirykę“. Słusznie krytyk przywraca do czci utwory wcześniejsze Kasprowicza, obalając mylny sąd Miriama jakoby poeta w nich deprecjonował swój artyzm, gdy tymczasem naprawdę on tam wykuwał sobie własny swój wyraz, torował sobie drogę przyszłej twórczości. Droga ta — długa i powolna — „prowadzi ku przyrodzonej i właściwej poecie formie, od poezji objektywnej, liryzującej tylko i postaciowej, do bezpośredniej i bezpostaciowej liryki czystej, od opisującej do modlitewnej, od wolnomyślicielskiej do religijnej, od protestanckiej do katolickiej“. Najwyższem u osiągnięciu tej liryki poświęcił Ortwin osobny szkic O gazdostwie Kasprowiczowskiej „Księgi ubogich“ najpiękniejszy w całem swym pięknym zbiorze, pełen subtelnych i oryginalnych uwag i obserwacyj („Okazuje się tedy, że i poczucie wieczności może mieć także swoje granice, dość zresztą ciasno zakreślone“), a jednak budzący kilka zastrzeżeń. Będą się one tyczyły znowu głównie wersyfikacji; trudno się zgodzić na informacje o „toku ośmiozgłoskowych (! J. B.) czterowierszy, o jednym tylko, przeważnie parzyste wiersze sprzęgającym rymie“... Warto by dobrze policzyć te zgłoski! Także nieścisłą jest wiadomość, jakoby Kasprowicz „wśród pisarzy polskich jedyny“ używał zwrotki spencerowskiej; wszak spotykamy tę zwrotkę już u Słowackiego (wiersz Paryż) i jeszcze kilku innych.
Drobne te zastrzeżenia i rozbieżne sądy nie zmniejszają uznania dla studjum Ortwina o Kasprowiczu, zwłaszcza, że autor nie zadowolił się wspomnianymi kwestjami, ale rzucił też sporo trafnych spostrzeżeń, dotyczących stosunku publiczności polskiej do autora Hymnów i Księgi ubogich.
Wiele brak książeczce Konstantyna Balmonta, by mogła stać się — choćby w skrócie — jasnym obrazem życia i twórczości Kasprowicza. Przedewszystkiem brak jej jakiejkolwiek systematyczności. Trzy impresje, rzucone od ręki, zawierają niejedną rzecz powtórzoną dwukrotnie, natomiast pomijają cały szereg faktów, o których choćby półsłówkiem należało wspomnieć. W jednej z tych impresyj autor zaczął opowiadać życie Kasprowicza, doprowadził je do matury — i odrazu przeskoczył do Księgi ubogich. Słowem, nieporządek miły. Że między maturą a Księgą ubogich było lat wiele, że były Hymny i Ballada o słoneczniku, o tem jakoś głucho. Ale mimo wszystko — nawet mimo niepotrzebnych tu i owdzie wylewów lirycznych — książeczka jest i ciekawa, i pożyteczna. Ciekawa, jako dowód, iż ze wszystkich poetów polskich ostatniej doby największą siłę ekspansji okazuje twórczość Kasprowicza. Pożyteczna, bo daje kilka trafnych analogji z dziełami literatury światowej, poza tem zaś zawiera tekst jednego z listów polskiego poety.
Po książkach, omawiających całokształt życia i twórczości Kasprowicza, przechodzimy do studjów nad poszczególnemi etapami tej twórczości. Rozmiarami i względną nowością tematu wysunie się na pierwsze miejsce rozprawa Czarneckiego, omawiająca twórczość Kasprowicza z lat przebojowych, młodzieńczych. Idąc za słuszną tezą Kołaczkowskiego, autor stwierdza, że w latach 80-tych zeszłego wieku dokonał się właściwy przełom kulturalny, poprzedzający znacznie Młodą Polskę, a od niej głębszy i ważniejszy. Były to lata Głosu — tego pisma, które niosło wszystkie niemal zarodki późniejszych ruchów politycznych i społecznych, a zarazem skupiło najprzedniejszych twórców na polu literackiem: „Przez Głos wchodzili do piśmiennictwa pisarze tej miary, co Kasprowicz, Żeromski, Reymont, Sieroszewski, tu pisywali Konopnicka, Dygasiński, tu spotykamy Tetmajera, Langego i innych“. Kasprowicz dostał się tu przez Jeża oraz przez Popławskiego, który był autorem pierwszego artykułu krytycznego o jego twórczości. Odtąd już zaznacza się łączność młodego poety z organem Popławskiego: łączność współpracownicza, łączność tonu i haseł, łączność poglądów polityczno-społecznych, łączność idei. Mniejsza o „rewolucyjną frazeologję“ ówczesnych utworów Kasprowicza. Najważniejsze węzły owej łączności płynęły — z czego sobie poeta może zdawał sprawę — nie tyle z haseł, głoszonych przez nową generację, przeciwstawiającą się świadomie oportunizmowi pozytywistów, ile z dwóch źródeł dawniejszych: z ludowego otoczenia, w którem Kasprowicz wzrósł w latach młodych, i z kultu wielkich romantyków, wyniesionego również ze środowiska wielkopolskiego. Ta odmienność pochodzenia — czyli raczej warunków, które inaczej układały się w Poznańskiem, niż w Królestwie — sprawiła, że wniósł on i ton odrębny, i odrębność tematów. Z drugiej strony jednak jego pojawienie się w gronie współpracowników było bardzo na czasie dla redakcji Głosu, skoro działalność Komisji Kolonizacyjnej była jedną ze spraw najczęściej tam poruszanych. Wiersz Excelsior wyraził chyba najdobitniej i stanowisko pisma, i rolę w niem nowego współpracownika. Ludowość jednak nie zamykała się w samych tylko hasłach. Życie ludu, jego nędza, jego obyczaj — to przedmiot utworów nowej generacji, idącej za Dygasińskim. W tych kręgach obracała się twórczość poety aż do tomu Anima Lachrymans, który już jest momentem zwrotnym ku nowym poglądom. Czarnecki w dużej mierze rehabilituje z pod sądów „Młodej Polski“ ten wcześniejszy okres twórczości Kasprowiczowskiej. Ze znaczną też umiejętnością ukazuje tę twórczość na tle związków z epoką i dziełami literatury obcej bądź polskiej.
Następny etap twórczości Kasprowicza, rozpoczęty Krzakiem dzikiej róży, dosięgnął kulminacyjnego punktu w Hymnach. Dzieło to — ze względu zarówno na swą własną wartość, jak i na rolę, jaką spełniło w dziejach literatury i wogóle kultury polskiej — czeka zdawna na godnego siebie monogratistę. Do miana tego pretendować nie może Franciszek Surówka, autor Charakterystyki Hymnów Kasprowicza. Książka jego ma wszelkie cechy młodzieńczego niewyrobienia, ujawniające się nawet w stylu. Mam wrażenie, że powinna była jeszcze czas dłuższy przeleżeć się w biurku i nie było potrzeby kwapienia się z jej wydaniem na światło dzienne zwłaszcza w serji wydawniczej o tak świetnych i obowiązujących tradycjach, jak Studja z zakresu historji literatury polskiej. Gdyby autor przejrzał po latach rzecz swoją — i to pod kierownictwem któregoś z fachowych znawców przedmiotu — gdyby uzgodnił własne sądy, wyrzucił zbyteczne powtarzania (zwłaszcza o hymnie Dies irae) oraz niektóre niezbyt jasne frazesy, gdyby wreszcie pogłębił swoją wiedzę w zakresie hymnologji — a także wogóle literatury światowej — mogłaby z pracy Surówki powstać rzecz zapewne nie olśniewająca, ale w każdym razie wartościowa. Tymczasem otrzymaliśmy tylko próbę — ani wyrazistą w swym celu, ani też nie wystarczającą w zakresie.
Jak widać z literatury przedmiotu, podanej na końcu książki, jedynem bodaj „źródłem“ wiadomości autora o istocie hymnów tudzież ich dziejach są... encyklopedje, i to przeważnie bardzo już stare: jedna z nich sięga jeszcze roku Pańskiego 1875! Fachowych dzieł hymnologicznych p. Surówka nigdy nie widział na oczy: wspomniał wprawdzie Drobiazgi hymnologiczne ks. Karyłowskiego (którego przechrzcił na Kuryłowicza), ale nie widać, żeby i te drobiazgi czytał[1], czy rozumiał. O istnieniu Hymnów kościelnych tegoż badacza (1932), o pracach innych jeszcze polskich hymnologów: Sternbacha, Sinki, Sajdaka, Ganszyńca etc., zwłaszcza zaś ks. Gładysza, nic nie słychać — autor nie uważał za stosowne ich się poradzić. Tem bardziej tu głucho o pracach W. Meyera, Baumgartnera, Manitiusa, o epokowych badaniach i wydawnictwach Drevesa — słowem, o wszystkiem, co się od owego r. 1875 w nauce danego przedmiotu zdarzyło. Stąd to w informacjach Surówki o hymnografji średniowiecznej, dającej wzór i natchnienie Kasprowiczowi, spotykamy kardynalne błędy. Autor nie rozumie nawet elementarnych terminów hymnodji średniowiecza, takich, jak sekwencja, antyfona etc. Oto przykład tych nieporozumień: „W hymnach kościelnych spotykamy się albo z regularnym wierszem rymowym, albo — w sekwencjach — z prostą (? J. B) prozą“. To „albo — albo“ jest zgoła fałszywe, gdyż różnorodnych postaci wersyfikacyjnych hymnu średniowiecznego jest nie dwie, ale nieprzebrana ilość, taka, jaką nie może poszczycić się poezja łacińska klasyczna ani renesansowa... Powtóre sekwencja nie jest czemś nieregularnem, ale naodwrót, odznacza się wręcz pedantycznie regularną budową sylabiczną; można się o tem przekonać na pierwszy rzut oka w pierwszym lepszym tomie Analecta Hymnica medii aevi, gdzie nb. nie brak też sekwencyj — rymowanych...
Że na mylne drogi schodzi interpretacja Hymnów, jeżeli się nie zna chrześcijańskiej liturgji, pisałem już w r. 1930 na łamach Ruchu Literackiego. Nadmienię, że Kasprowicz był liturgji tej doskonałym znawcą (miał iść do stanu duchownego!). W bibljotece jego nie brakło dzieł z tego zakresu: różnych brewiarzy i hymnarzy. W wykładach swoich uniwersyteckich mówił też o hymnach średniowiecza — i przytaczał obszerną naukową literaturę przedmiotu. O tem wszystkiem, o tej fachowej znajomości hymnologji u Kasprowicza, Surówka nic nie wie — a szkoda, bo mógłby się od poety wiele nauczyć w obranym przez siebie temacie...
O ile Surówka za wiele zapowiada tytułem swej rozprawy, a za mało daje w jej rezultacie (jedynie rozdział o znaczeniu Hymnów na tle epoki Młodej Polski przynosi szczegóły ciekawe), o tyle zbyt skromna jest Irena Sławińska, nadając swemu sumiennemu i umiejętnie skomponowanemu studjum nieobowiązujący tytuł Uwagi o stylu Hymnów Kasprowicza. Faktycznie nie są to luźne uwagi, tylko zwarta i przemyślana całość, oparta nie na płytkich i przygodnych wyimkach z encyklopedyj, ale na rzetelnej znajomości przedmiotu. Zagadnienie stosunku stylu Hymnów do współczesnej im epoki literackiej autorka umyślnie zwęziła, wybierając za przedmiot jeno związek z literaturą polską i francuską; ponieważ nie chodziło jej o zagadnienia „wpływologiczne“ (zastrzegła się przeciwko wyrazowi „zależność“, stosując ostrożniejszy, a w danym razie bardziej celowy wyraz „zbieżność“), więc egzemplarycznie wzięła pod rozwagę tylko pisarzy reprezentatywnych: z polskich Tetmajera, Miriama, Micińskiego, z francuskich symbolistów zaś Verlaine’a, Rimbauda, Verhaerena, Mallarmego i Maeterlincka. Kwestję analogij traktuje opisowo, nie wchodząc w zagadnienia genetyczne Za najbardziej charakterystyczną uznała dziedzinę słownictwa i poświęciła jej najwięcej miejsca; zwłaszcza terminologja liturgiczna i wogóle słowne motywy religijne uwzględnione zostały i szeroko i trafnie. Bystre są i dalsze „uwagi“: o roli epitetu, o przenośniach, kontraście i ironji, o apostrofie, wreszcie o składni; ten ostatni rozdział już miejscami jest (stosunkowo) nazbyt sumaryczny: szersze uwzględnienie sprawy paralelizmu syntaktycznego, tak ważnego i w psalmach Starego Testamentu, i w hymnodji średniowiecznej, stąd zaś dziedziczonego (zazwyczaj bezwiednie) przez późniejszą lirykę religijną, zwłaszcza zaś przez symbolistów, dałoby zapewne podstawę dla rozważania i zagadnień rytmiki Hymnów, dawno minął już przecie w nauce zachodniej ten czas, kiedy to zagadnienia rytmiczne rozstrzygano jedynie przez sylabizowanie, liczenie zgłosek (tylko u nas jeszcze tuła się legjon maruderów takiej naukowości), i rozważa się kwestje rytmiczne na podłożu stylistycznem, zwłaszcza zaś na podłożu syntaktycznego układu wyrazów. Rytmice Hymnów p. Sławińska niewątpliwie poświęci wkrótce rozdział odrębny, skoro, jak czytamy, przygotowuje obszerną rozprawę p. t. Hymny Kasprowicza. Sądząc po ogłoszonym dotąd fragmencie, mamy prawo spodziewać się po tej monografji bardzo wiele.
Z uprzywilejowanego stanowiska, na jakie generacja starsza wniosła Hymny, usuwają je dzisiejsi krytycy (Kołaczkowski) na rzecz dzieł późniejszych, a mianowicie: Marchołta i Księgi ubogich. Tym to dziełom też należą się kiedyś większe opracowania monograficzne. Narazie torują ku nim drogę prace nader ważne, oparte i na wiedzy, i na wytrawnym sądzie.
Stefan Papée pisał o Marchołcie wiele razy. W książkowej edycji ogłosił rzecz tylko jedną, będącą poniekąd wnioskiem z własnych prac poprzednich. Zajął się kwestją z zakresu swej bliższej specjalności: teatralnością Marchołta, dając szereg sumiennie przemyślanych uwag o tem, co należałoby skreślić z tekstu w razie przygotowania utworu na scenę, następnie, jak interpretować w grze aktorskiej poszczególne role, jak rozłożyć czy stopniować efekty sceniczne, jak uwydatnić ideę dramatu, a wreszcie jaką dać mu oprawę, jakie tło. Krytyk słusznie zaznacza, że jak Wesele, tak i Marchołt jest związany ze ściśle określonem środowiskiem regjonalnem, w danym wypadku kujawsko-wielkopolskiem. „Całości misterjum musi odpowiadać ton, któryby był tonem Kasprowicza i głosem ziemi, która go wydała“.
Henryk Życzyński przejrzał i przemyślał prace wszystkich niemal dotychczasowych badaczy, by dać wkońcu własną interpretację Marchołta. Nie zgodził się z poglądem, jakoby w utworze tym należało widzieć dramat społeczny lub psychologiczny. Przeszedłszy akt za aktem, rozpatrzywszy przebieg trzech wątków, jakie wyróżniają się w ekspozycji (wątek chłopskiego świata, wątek żebraka, wątek zaziemski), następnie zaś związek motywów dalszych, dochodzi do wniosku, że Marchołt to groteskowa baśń alegoryczna. Jakaż to alegorja? „Wyższa cywilizacja, uosobiona w Królu, staje się ...bezsilna i bezpłodna, więc instynktownie zasila się u dołu, gdzie równocześnie rodzą się nowe dążenia, uosobione w Marchołcie“ — jednak Marchołt „odrzuca to, co mu dała stara cywilizacja wówczas traci treść duszy i staje się bezdomnym żebrakiem“. Winowajcą nieszczęść Marchołta jest żebrak-Faun, w zestawieniu swych dwóch tytułów stanowiący kontrastowe, dwojakie oblicze tych obu stanów, między którem i toczyło się fizyczne i duchowe życie bohatera. Marchołt „staje się właściwie igraszką w jego ręku i ku jego uciesze niszczy własne i cudze szczęście“. Walka z narzuconem mu przez Fauna-żebraka wątpieniem „zaprowadziła go poza społeczeństwo, uczyniła człowiekiem zupełnie samotnym i ubogim, a w tedy dopiero Marchołt mógł się w pełni upajać słońcem, nie widzieć cieni. Jest to jednocześnie ostatnia tragedja jego losu i ostatni triumf jego życia“.
Za wzorem Wasilewskiego i pani Kasprowicz owej Życzyński dostrzega w Marchołcie element autobiograficzny, mylnie jednak upatruje w utworze aluzje do „ostatnich lat życia poety, gdy w myślach przeżywał minione lata i szukał ich właściwego sensu“. Przypomnieć sobie należy, że Marchołt, choć wydany w r. 1920 jest utworem z lat przedwojennych, a nastrojami swemi i tendencją wyprzedza nawet chronologicznie nieco wcześniejsze — Chwile. Sam poeta wskazał na to, że w związku z książką o Bohaterskim koniu (a może i z Balladą o słoneczniku) należałoby szukać interpretacji tego misterjum.
Leon Płoszewski złączył w swej osobie kilka zalet, które predestynują go na monografistę Księgi ubogich. Jest bystrym filologiem i krytykiem tekstów (czego dowody dał w świetnych edycjach dzieł Wyspiańskiego tudzież prelekcyj Mickiewicza). Jest jednym z najtęższych znawców poezji polskiej XX wieku (patrz uzupełnienie Literatury polskiej porozbiorowej B. Chlebowskiego wydanej niedawno przez Zakład Nar. im. Ossolińskich). Jest spokojnym, opanowanym sędzią wartości estetycznej utworów, a wreszcie tęgim stylistą. To wszystko pozwala nam żywić nadzieje, że ten badacz — łączący z naukowem i literackiem przygotowaniem także wielkie uzdolnienia dydaktyczne — da kiedyś takie gruntowne, a jednocześnie piękne i przystępne opracowanie Księgi ubogich, jak to wzorowe opracowanie Wesela, jakie podziwiamy w edycji Wielkiej Bibljoteki.
Punktem wyjścia rzeczy o Księdze ubogich było dla Płoszewskiego zaznajomienie się z rękopisami tego dzieła, znajdującemi się w Archiwum wojennem i w Bibljotece Zakładu Nar. im. Ossolińskich. Z odkryć, dokonanych podczas czytania tych rękopisów, zdał sprawę już przed kilkoma laty (w Pamiętniku Warszawskim), przedewszystkiem ogłaszając nieznany wiersz „Pod słońcem, pod nieba błękitem“. Teraz dał szczegółowy opis manuskryptów, zestawienie odmian tekstu, wykaz pierwodruków (nb. w Głosie Narodu drukowało się więcej, niż ten wykaz podaje: pamiętam, że tam właśnie po raz pierwszy czytałem niektóre inne wiersze, np. „Tą samą chodzę wciąż drogą“...). To zbadanie tekstów, jak mówi słusznie Płoszewski, „rzuca niejeden promień światła na artystyczne kształtowanie się Księgi ubogich i pozwala z większą wyrazistością ująć niektóre formalne jej cechy“. Za przewodem krytyka obserwujemy, jak poeta, przerabiając swoje utwory, dąży do silniejszej animizacji obrazów przyrody, do wysubtelnienia określeń, dotyczących światła i dźwięku, do wzmocnienia ekspresji dynamicznej lub uczuciowej. Obserwujemy dalej i kolejne adaptacje form wierszowych do rozwijającej się stopniowo treści utworów. Trafne są uwagi o wierszu fonicznym, o formie rondowej — a także i o „pantum“. Co do tego ostatniego, uczynię wzmiankę, że wzór parataktycznego szeregowania dwóch pozornie niezwiązanych z sobą wątków miał poeta nietylko w poezji egzotycznej i utworach poetów francuskich (Verlaine, Sully-Prudhomme), ale przedewszystkiem — w polskiej poezji ludowej. Przykłady liczne podaje J. S. Bystroń w książce Artyzm pieśni ludowej; przytoczę jeden:

Oj, z kamienia na kamień
da, przestępuje jeleń.
Oj, chłopcy mnie kochają —
da, ja nic o lem nie wiem.

Oj, z kamienia na kamień
da, jelenie biegają.
Oj, ledwiem cię poznała,
da, już mi wymawiają.

Wątek A.

Wątek B.


Wątek A.

Wątek B.


Także z pieśni ludowej przejął autor Księgi ubogich zwyczaj drugi, wspomniany przez Płoszewskiego, a mianowicie łańcuchowe wiązanie zwrotek: ostatni wiersz zwrotki pierwszej powtarza się stale jako wiersz pierwszy następnej. Przykłady:
(Pieśń ludowa)

Z tamtej strony wody
nasze konie kują.
Przypatrzcie się chłopcy,
jak pomaszerują.

Jak pomaszerują
trzysta mil za Wideń,
by se tam oglądać
tę talijańską ziem.

Ta talijańska ziem —
piękne położenie —
po niej się przechadza
moje pocieszenie.

Moje pocieszenie
czarne oczy macie i t. d.

(Kasprowicz)

Przynoszę ci kilka pieśni,
umiłowanie ty moje —
w góry poszedłem po nie,
między siklawy, nad zdroje.


Między siklawy, nad zdroje,
na turni strome urwiska,
gdzie w otchłań omglonych żlebów
ścieżka się wije śliska.

Ścieżka się wije śliska.
stacza się, rzuca, opada... i t. d.

Zbadanie rękopisów Księgi uprawnia Płoszewskiego do głębszego ujęcia dwóch jeszcze innych spraw: dziejów utworu na tle zdarzeń temuż współczesnych, a tem samem jego strony ideowej. Wybuch wojny — nazwany przez badacza „słupem granicznym“ — nie rozbija wprawdzie Księgi na jakieś dwa cykle zupełnie od siebie różne, w każdym razie niewątpliwie zmienia pierwotną koncepcję, nadaje jej inny kierunek, dodajmy odrazu: silniejszy i głębszy. Poemat, sam z siebie od początku stanowiący najwyższe osiągnięcie twórcze poety, przez swój stosunek do zagadnień wywołanych przez wojnę światową wzmógł się jeszcze bardziej, przerósł — że się tak wyrażę — sferę własną twórcy, wyrósł na jedno z naczelnych arcydzieł literatury nietylko polskiej, lecz światowej. Zwłaszcza że poeta, dając Księgę całą do druku książkowego, nadał jej kompozycję spoistą, jednolitą, logiczną, nawet zmieniając nieco pierwotny, chronologiczny porządek powstawania wierszy. Porównanie tego pierwotnego porządku z ostateczną kompozycją przeprowadził Płoszewski bardzo sumiennie, wyświetlając rozwój uczuć i przeżyć osobistych poety w związku z tłem dziejowem i tłem bliższemu ludźmi i przyrodą.
To tło ostatnie za przedmiot swych badań wziął w „Diarjuszu“ swej wędrówki krajoznawczo-literackiej Poronińskim szlakiem pana Kasprowica, kędy to ugwarzając sobie z ludźmi prostymi, którzy znali i kochali piewcę Mojego świata, gromadził różne ciekawe szczególiki biograficzne czy — nie obojętne dla biografa — dokumenty („świadectwo moralności“, meldunek gminny, dedykacja książki). W ten sposób uzupełnił tę jedyną bodaj stronę, jakiej zabrakło w książce Konrada Górskiego Tatry i Podhale w twórczości Jana Kasprowicza. Górski nie uważał za potrzebne wprowadzać daty i szczegóły biograficzne. Nie mam bynajmniej za złe — wprost przeciwnie, chwalę — że nie wdawał się w anegdoty w rodzaju Hoesickowskich „Legendowych postaci zakopiańskich“; byłyby one w odniesieniu do Kasprowicza niewątpliwie bardzo ciekawe, ale „już to jest inna historja“, która byłaby tylko zepsuła i charakter, i kompozycję wzorowo zbudowanej rozprawy. Natomiast nie zepsułyby jej napewno — owszem, plastyczności pewnejby dodały — wiadomości o tem, kiedy i w jakich okolicznościach znalazł się „syn Kujaw“ po raz pierwszy w Tatrach, kiedy też przebywał w nich w latach następnych. Wówczas, jak sądzę, rozwój stosunku Kasprowicza do Tatr i Podhala zarysowałby się pełniej i wyraźniej. Obraz ten pogłębiłby się jeszcze bardziej, gdyby autor miał czas czy sposobność uwzględnić pewne utwory, nie zamieszczone za życia poety w żadnym z jego zbiorów książkowych, a więc artykuły pisane gwarą podhalańską, opracowania baśni podhalańskich i t. d., zebrane dopiero w edycji Kołaczkowskiego.
Te czy inne uzupełnienia — o ile autor będzie uważał za stosowne — mogłyby się znaleźć w późniejszem, nowem wydaniu tej cennej pracy, która wnosi wiele do badań nad Kasprowiczem. Już to jest ważne, że pod kątem rozpatrywanego zagadnienia — stosunku Kasprowicza do gór — wyróżniono tu dwa okresy, „odzwierciadlające w przybliżeniu jego ewolucję duchową w zakresie problemów etycznych i religijnych“. W ten sposób ścisły temat książki rozszerzył się, nabrał znaczenia podstawowego, a jednocześnie i sama treść rozprawy zyskała podział jasny, konsekwentny, ujęty w gradację a minore ad maius: Obrazy i nastroje tatrzańskie, Życie Podhala i charakter ludu, Refleksje filozoficzne i religijne pod wpływem gór.
Jest rzeczą wiadomą (zaznaczoną np. przez Kołaczkowskiego), że zetknięcie się z górami wzbogaciło artystyczne zasoby poety, wyrobiło w nim precyzję malarskiej plastyki i muzykalność. Górski wskazuje na te obrazy, „do których ze szczególnem umiłowaniem lgnie myśl i uczucie poety“, następnie zaś określa dominantę muzyczną: szum potoku, „ulubione wrażenie słuchowe“, które „jest jednym z głównych pierwiastków ujmowania gór, jako całości“. Dalej zaś mówi o „typowych nastrojach“, związanych z górami i obudzonych pod ich wpływem; ich ostatecznym wynikiem jest zespolenie się poety z „duszą kraju“. Z krajem zżył się Kasprowicz ściślej przez ludzi, którzy zrazu tylko zaciekawiali artystę, imponowali mu swą swobodą i niezwykłością, następnie zaś stali się bliscy jako „ludzie ubodzy“, jako ci, w których duszach dostrzegł „tę samą, acz prostaczo wyrażoną, wiarę i postawę moralną, do jakiej dopracował się sam po długiej szarpaninie“. O tej właśnie szarpaninie, a następnie zdobytej wierze i postawie moralnej, której najlepszymi i najwierniejszymi powiernikami były góry, mówi autor w rozdziale trzecim, omawiając i łamanie się z pesymizmem oraz dręczącemi antynomjami, i porywy i trwogi wobec uświadomionej sobie prawdy życia, i rosnące umiłowanie tego życia, i uciszenie wewnętrzne, pojednanie z Bogiem, miłość ludzi i całego świata. „Sumą mądrości religijnej, filozoficznej i moralnej, zdobytej widokiem górskiego krajobrazu i walką z niebezpieczeństwem na skalnym szlaku, będzie: odczucie wieczności i tajemnicy życia kosmicznego przez miłość do przyrody; zbliżenie i pojednanie z Bogiem przez wsłuchanie się w rytm harmonji wszechświata; i wreszcie odnalezienie najgłębszego celu i sensu życia w bohaterskim wysiłku walki ze złem i dążenia do światłości“.
Do książki Górskiego — mówiąc ściśle: do trzeciego jej rozdziału — świadomie nawiązała Zofja Ciechanowska w swem studjum o Credo Kasprowicza. Tytuł zdaje się zapowiadać co innego niż to, co jest treścią tej rozprawy. O właściwem „credo“, wyznaniu wiary, jest mowa dopiero w momencie niemal końcowym; poprzednio zaś widzimy tylko drogę, jaką odbył poeta, zanim do przystani tej dobił.
Ujęcie poglądów religijnych Kasprowicza w sposobie statycznym — jakaś ich synteza — to zadanie niemożliwe do urzeczywistnienia, gdyż podlegały one ewolucji niemal przez całe jego życie. Z domu rodzinnego wyniósł tradycyjną wiarę — napewno nawet żarliwą, sądząc z wierszy młodocianych. W każdym razie „w pierwszych utworach drukowanych pojawia się koncepcja o zabarwieniu monistycznym, a raczej panteistycznym, przyczem świat jest pojmowany jako emanacja pierwiastku boskiego, natomiast struktura świata przedstawia się najczęściej analogicznie do koncepcji monizmu psychofizycznego“. W tych utworach, „w których jest poruszany problem dobra i zła, zawiera się również w związku z nim Kasprowiczowska etyka“. Pogłębia się ona z każdym utworem następnym, wyzwalając się zwolna z pęt determinizmu. Przełomowym momentem są Hymny, gdzie już budzą się nastroje skruchy, gdzie część odpowiedzialności za zło i nieszczęście ponosi sam człowiek, którego nieprawość „przeszła granice Bożych zamiarów“. Trzy hymny są wytycznemi punktami tego przełomu; autorka wprowadza tu ciekawą analogję: „O ile Dies irae możnaby porównać z dantejską wizją piekła, to w Salve Regina oddychamy seledynowem powietrzem dantejskiego czyśca, a Hymn świętego Franciszka ma blaski dantejskiego nieba“.
W Hymnach poeta doszedł do przekonania, że „nie Bóg i nie szatan, ale człowiek sam winien jest swych nieszczęść“. Zarówno to przekonanie, jak symbolika utworów, jak wreszcie same ich źródła są katolickie — i w tym właśnie, katolickim kierunku wieść odtąd będzie coraz częściej, coraz wyraźniej następna droga poety. „Ostateczne credo jego osobistego stosunku do Boga i świata stanowi przedziwna Księga ubogich“ — zwłaszcza wiersz „O starowierne melodje“. Tutaj już „wierzy poeta w Boga osobowego. Stwórcę wszechrzeczy, wszechmocnego i najmiłościwszego“. Odsłania nam też głębsze źródło swej wiary: tradycję katolicką, wyniesioną z lat dziecięcych, a obudzoną wespół z „dalekiem wspomnieniem“ stron rodzinnych; ku temu „źródłu swojemu“ dusza poety zaczęła „iść jako najprościej...“
W zakończeniu swego studjum zaznacza p. Ciechanowska, że celem jej było „danie impulsu innym, bardziej powołanym“ gdyż „w pracy nad poezją Kasprowicza czas już byłby wyjść poza zaklęte koło komentujących estetycznych rozważań całej twórczości, a zająć się poszczególnemi jej problemami“. Apel ten zrobił już swoje. W prawdzie „bardziej powołanych“ jeszcze nie pobudził, w każdym razie znaleźli się sumienni młodzi pracownicy, którzy pod wytrawnem kierownictwem prof. Pollaka zajęli się poszczególnemi problemami poezji Kasprowiczowskiej. Praca Mieczysława Suchockiego Pierwiastki franciszkańskie w twórczości Jana Kasprowicza nawiązuje wprost do rozprawy Ciechanowskiej, uzupełnia zaś szkic Bielaka o analogicznym, szerszym temacie. Poza obfitem korzystaniem z badań poprzedników mamy tu wiele spostrzeżeń słusznych, niekiedy bystrych. Mówi więc Suchocki trafnie o predyspozycjach psychicznych, który sprawiły, iż franciszkanizm tak się bujnie przyjął w duszy i twórczości Kasprowicza; ma rację, kiedy potwierdza myśl Ciechanowskiej, iż wycieczka do Assyżu — zadokumentowana w szkicu Ad limina apostolorum — dała decydującą podnietę. Ale za pobieżnie, zdaniem mojem, autor zajął się ogólnem podłożem, które sprawiło, iż Kasprowicz pociągnięty został, już przed ową wycieczką, w stronę artystycznych i ideowych zasobów prądu franciszkańskiego. Należało zwrócić uwagę na entuzjazm dla św. Franciszka, żywiony przez symbolistów zachodnich (Joergensen), na zwrot do prerafaelityzmu, na tendencje franciszkańskie naszych artystów-malarzy (Adam Chmielowski, Malczewski, Wyspiański), wreszcie na naukowe zainteresowania franciszkanizmem na bliskim Kasprowiczowi terenie lwowskim, gdzie nadawał ton jego przyjaciel, znakomity uczony i poeta, Edward Porębowicz, nietylko autor studjów o tym świętym, ale też — o czem dziś niestety zapomniano! — świetny tłumacz jego Fioretti.
Wpływ franciszkański na Kasprowicza był różnorodny. W zakresie artystycznym wywodzi się stąd coraz to większa dążność do prymitywu formy. W zakresie uczuciowym coraz to większa szczerość, ciepło, serdeczność. Treść czerpie coraz to nowe motywy z Kwiatków i z hymnu słonecznego (większa miłość Boga, ludzi i przyrody, dziękczynienie, radość). Wprowadzona jest niejednokrotnie i osoba samego świętego Franciszka. Na wszystko to Suchocki zwraca uwagę, w rozdziale zaś IV ujął zagadnienie na płaszczyźnie szerszej, charakteryzując warunki, w jakich powstała poezja franciszkańska, oraz zadania, — jakie sobie stawiała.
Praca Janiny Szweminówny Kasprowicz a średniowiecze ma — rzecz prosta — styczne punkty z pracą dopiero omówioną, ale w wywodach swoich jest głębsza, rozporządza większą ilością materjału (m. inn. nie ogłoszone dotąd rękopisy Kasprowicza!), a poza tem dotyczy kwestji bardziej dziś aktualnej. Nie obce są, jak wyczuwam, autorce nowe poglądy na średniowiecze i jego kulturę, epoka ta nawet pociąga ją silnie swym urokiem. Źródła zainteresowań się Kasprowicza średniowieczem wytropiła trafnie i wiele ich w skazała: zabytki stron rodzinnych (dodam: i tradycje, wspomniane w wierszu Pamiętam te piaski nad wodą), wrażenia włoskie (Rzym średniowieczny zajął go bardziej niż starożytny i renesansowy), studja nad historją sztuki, bibljofilskie zamiłowania, udział w przekładach średniowiecznych poetów niemieckich (nb. mam podstawy do przypuszczenia, że rozmiłował się w tych poetach już na ławie szkolnej), studja nad dramatem średniowiecznym, potrzebne mu do prelekcyj uniwersyteckich, wyczucie pokrewieństwa między umiłowanymi oddawna Verlainem i Novalisem a „odkrytymi“ przezeń następnie poetami franciszkańskimi: Jacoponem da Todi i św. Bonawenturą (nb. ponieważ naprawdę znał utwory tych poetów, napewnoby nie potwierdził nieuzasadnionego, a tułającego się u nas sądu, jakoby z poezji franciszkańskiej miała wyróść... nasza Bogarodzica!). Ale najważniejsze jest — nie przez Kasprowicza jednego wskazywane, bo będące dziedzictwem dawnych poglądów romantycznych — zapatrywanie o pokrewieństwie czy wspólnocie średniowiecza i ludowości, tej ludowości, która przesyca całą niemal twórczość Kasprowicza, która jemu, synowi ludu, była dobrze znajomą i drogą.
Zaciekawiła nas p. Szweminówna wiadomościami o notatnikach Kasprowicza i częstemi z nich wypisami. Te rękopisy czekają na badacza, któryby przygotował ich naukowe opracowanie — takie np., jakie dała Brzeska czy Płoszewski.
Z impulsów, danych przez prof. Pollaka, wyszły prace kilku uczonych włoskich, zajmujące się naszym poetą. Nie mając tych prac pod ręką, nie mogę niestety ich narazie omówić; znam je tylko[2] z ocen i streszczeń, które, jakkolwiek nie będą dla mnie „źródłem“ ani dyrektywą własnego sądu, dają mi jednak świadectwo tego, iż zainteresowanie się twórczością Kasprowicza — nadewszystko zaś Hymnami i Księgą ubogich — jest za granicą bardzo wielkie i żywe. Znane mi urywki przekładów, pióra Henryka Damianiego, uważam wprost za znakomite.
Nie danem mi było zawrzeć w przeglądzie niniejszym ani połowy tych prac, szkiców, rozpraw, studjów, jakie wielkiemu twórcy polskiemu poświęcono choćby w naszej literaturze od czasu jego zgonu. Omówiłem tu jedynie publikacje książkowe i broszury, specjalnie jemu poświęcone. Zostawiłem na boku nawet te książki, w których poświęcono mu dość wiele miejsca, ale których temat jest znacznie większy, ogólny (Czachowskiego Obraz współczesnej literatury polskiej, Forst Battaglii Katolickie piśmiennictwo w Polsce niepodległej, Kleinera Die polnische Literatur), gdyż publikacje te z natury rzeczy zasługują na szczegółowe omówienie odrębne. Tem bardziej, mimo wszelkich pokus, przemilczeć muszę mnóstwo artykułów i rozpraw, nieraz bardzo cennych i ciekawych, kryjących się po czasopismach (wyjątek, ze względu na szczególną wagę i objętość, uczyniłem dla prac Sławińskiej i Ciechanowskiej), a także i w pismach codziennych. Pewnem dla mnie usprawiedliwieniem — i pewną pociechą — będzie jednakże to, żem tytuły najważniejszych pomiędzy temi czasopismami i pismami codziennemi już wspomniał w przeglądzie niniejszym.
Pomimo wielkiego zastępu badaczy i olbrzymiej ilości studjów wiele jeszcze zostało do zbadania, do oświetlenia w imponującem dziele życia i twórczości Jana Kasprowicza. Niektóre dezyderaty wspomniałem już przygodnie. Dodam jeden na zakończenie. Powinien znaleźć się ktoś, kto wykaże, ile Kasprowiczowi zawdzięcza poezja młodszych, poezja dzisiejsza. Studjum na ten temat, jak mniemam, byłoby bardzo obszerne i pouczające. Narazie niech ma swą wymowę tytuł poetyckiego zbiorku Emila Zegadłowicza, a także poświęcone Kasprowiczowi wiersze dwóch innych wybitnych poetów — z dwóch epok: Leopolda Staffa i Marjana Piechala. Stwierdzają one, jak poezja Kasprowicza, bardziej niż twórczość któregokolwiek innego poety, stała się arką przymierza między dawnemi a nowemi laty.
Nie bez myśli też o Kasprowiczu nazwał Marchołtem redagowane przez siebie pismo Stefan Kołaczkowski...
P. S. Zapowiadany oddawna Rocznik Kasprowiczowski ukazał się (w Poznaniu) już podczas druku niniejszego artykułu, przeto obszerne jego omówienie trzeba będzie odłożyć do innego czasu.



Przypisy

  1. Z Kasprowiczem nie mają one najmniejszego związku. Surówka dlatego przypadkowo na nie się natknął, że drukowały się w tymże zeszycie Przeglądu powszechnego, co Credo Kasprowicza Z. Ciechanowskiej...
  2. Na podstawie informacyj prof. Pollaka podaję tu przynajmniej ich bibljografję: Ettore Lo Gatto, Inno d i S. Francesco d’Assisi, Istituto per 1’Europa Orientale, Roma, 1926; Santo Dio, Santo Possente, inno, traduzione di Enrico Damiani, Roma, 1926, s. 23 (odb. z Rivista di letterature slave I, I, 1—2, 1926), Graziussi Il „Libro dei poveri“ di Jan Kasprowicz, Roma, 1934, s. 22 (odb. z Europa Orientale), lista to zresztą może niezupełna. O Kasprowiczu pisano też w perjodykach czeskich, rosyjskich, francuskich, bułgarskich i angielskich; bliższych danych bibliograficznych nie potrafiłbym zebrać. Z przekładów znam czeskie (J. Karníka i in.), rosyjskie (przedewszystkiem K. Balmonta) i bułgarskie (D. Penew’owej).


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Birkenmajer.