Poezye Ludwika Kondratowicza/Tom VI/Rymy łacińskie Jana Kochanowskiego/Elegia I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

RYMY ŁACIŃSKIE
JANA KOCHANOWSKIEGO.




ELEGIA I.
(Księga I. Elegia 2).

Hoc dodoneas tibi dicere crede columbas.

W dodońskich synogarlic wierz prorocze słowa:
Nie zawżdy się i Barses poczciwo zachowa!
Fedra, ogniem występnym płomieniejąc cała,
Na głowę Hipolita klęskę wywołała.
O! jak się na zbrodnicze kwapiła rozkosze,
By serce pasierbowe skłonić ku macosze!
Czy z mężem, czy bez niego, myśl ją trawi cicha,
I oko płomieniste od łez nie wysycha;
Często chadza do gajów — nie Dyany pyta,
Lecz prosi u Wenery serca Hipolita;
Wśród dnia jej wrzące myśli zgryzota zatruwa,
Wśród nocy na bezsennych rozmyślaniach czuwa.
Cóż taić żar powolny, co przegryza łono?
Tych ogni ów nie zagasić, nie pokryć zasłoną;
Kaczej miluchnem słówkiem wyznaj udręczenie,
Wszak on nie syn tygrysa, ani lwicy szczenię.
Twoje lice tak krasne i żądz tyle łechce,
Prostak chyba tych wdzięków posiadać nie zechce.
Zgwałcić płonne krwie związki?! i cóż za obawa?
Czyż i bogi w Olimpie szanują te prawa?
Sama powiedz mu wszystko, odkryj mu swe bole,
Nie przez zdradne służebne, ani przez pacholę;
Pacholę i służebna zniewierzyć się mogą,
A miłość za niesławę — to kupować drogo!
Więc od rozkosznych myśli szalona i wrząca,
Ani mogąc pod sercem zataić gorąca,
Modli się: Boska Wenus, pofolguj niebodze!
Wiedź mię wedle pragnienia na ponętnej drodze!
Rzekła, trwogą, nadzieją rzucana na dwoje,

Z drżącem sercem kołata w kochanka podwoje;
Weszła — oczy jej błądzą, chwieją się kolana,
Ujrzała Hipolita — i zbladła, jak ściana;
Usta drżą, niespokojne kołysze się łono,
I cicho wyszeptała swą prośbę szaloną.
Młodzieniec się zdumiewa z tak śmiałego ducha,
Pyta, dziwi się, mówi — lecz Fedra nie słucha,
I w gwałtownych uściskach plotąc rączki hoże,
Nic więcej oprócz kocham wymówić nie może.
Poznał pasierb występne macochy zamysły,
Zrozumiał łzy namiętne, co z oczu jej trysły:
— Jakto! — rzekł — o występna ! taż cię myśl prowadzi?
Czy cię furya ośmiela? czy ci piekło radzi?
O hańbo! o wyrodku! o zbrodnicza głowo!
Jam cnotliw, mnie nie skusić piekielną podmową!
Wyrwał się, uciekł prędko, — jego twardej duszy
Ani prośba nie zmiękczy, ni płacz nie poruszy.
Co czynisz, nieszczęśliwy? zgubiłeś się zgoła;
Czyż żądza zawiedziona pomsty nie zawoła?
Zaliż ciebie nie spotka hańba lub mogiła?
Wróć, klęknij, Hipolicie, gdy ci głowa miła!
Nie wrócił, dopadł konia i pośpiesznie znika,
Snadź nie wie, jako Wenus karze niewdzięcznika.
A Fedra? O! jej miłość, jej żądze i siły
We wściekłą się i w krwawą nienawiść zmieniły;
Bo jaźń męża i sędziów, hańby i bezcześci,
Jeszcze bardziej zawściekla jej umysł niewieści.
A więc gubi pasierba, i skarży go o to,
Że chciał łoże ojcowe nabawić sromotą.
Wierzy łacny Tezeusz, przyjmuje potwarze,
I syna z rodowitej ziemi wygnać każe,
I jeszcze za wygnańcem tak przeklęctwo ciska:
Ojcze mój! wielki władco morskiego łożyska!
Wszak jeszcze słowa bogów nikogo nie zwiodły,
Wspomnij, żeś przyrzekł trzykroć wysłuchać me modły,
Oto jedno z mych życzeń: niech mój syn zbrodniczy
Dzień dzisiejszy ostatnim żywota policzy!

Neptun łacno wysłuchał modły Tezejowe,
I wnet gotuje klęskę na młodzieńczą głowę;
A właśnie ponad morzem, w tymże samym czasie,
Pędził wygnany młodzian na żartkiej kolasie.
Wtem byk straszliwych kształtów wynurzył się z morza,
Rumaki przepłoszone pędzą na bezdroża,
Wóz pęka, młodzian pada, konie rwą w ubocze,
Młodzian wleczon cuglami na śmierć się gruchocze.
Oto jak się okropnie pomściła macocha:
Kara godna każdego, kto niewiast nie kocha.
Barses! nie dróż się wielce, bo ucierpisz srodze;
Niech ci ta moja powieść służy ku przestrodze.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jan Kochanowski i tłumacza: Ludwik Kondratowicz.