Podróż do Turcyi i Egiptu/List XVI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jan Potocki
Tytuł Podróż do Turcyi i Egiptu
Podtytuł Z wiadomością o życiu i pismach tego autora
Wydawca Żegota Pauli
Data wydania 1849
Drukarz Drukarnie D. E. Friedleina
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


LIST XVI.
6 Września. W Kairze.
Jeszcze i ten list poświęcony jest na opisanie Ci jednéj w tém mieście uroczystości. Karawana z Mekki wyjechała dziś rano w towarzystwie odziaków, bejów, rozmaitego żołnierstwa i wszystkich sekt, które są w Kairze cierpiane. Porządek wychodu tego przepisany był jeszcze przez Selima II, podczas podbicia Egiptu, i dotąd zwyczaje wieku owego zachowują się: widać tam pancerze okryte tygrysowemi skórami, szale zawijające głowy i twarze i igrające na powietrzu, tarcze, kołczany nasadzane drogiemi kamieniami, strzały pozłacane i giętkie dżyrydy, jakie były w zwyczaju u dawnych Arabów. Między przedniejszemi sektami, najciekawszą była sekta Mahwisów, znana niegdyś pod nazwiskiem Ophiophagów czyli pożeraczów węży. Każdy z nich trzymał w ręku garść gadu tego, i pożerał je z wykrzywianiami właściwemi bardzo do zjednania im uwagi i uszanowania pospólstwa; lecz najpierwszy cel powszechnego nabożeństwa był wielbłąd, niosący na sobie mahmal, rodzaj namiotu bogato szytego, który ma w sobie niby zawierać i nieść do Mekki modlitwy wszystkich dobrych Muzułmanów. Za tym wielbłądem następowała zaraz chorągiew Mahometa, i cały ten pochód wspaniale zamykała. Co do nas, największém naszém było ukontentowaniem, żeśmy wszystko bez przypadku widzieli; bo lubo starannie bardzo kryliśmy się za żaluzyje, zawoje nasze sposobem Druzów i postać cudzoziemska, ściągnęły na nas uwagę młodych Mameluków, którzy z pobliższego dachu rzucali na nas zielone pomarańcze i kamienie z szparkością, która prawdziwie czyniła honor zręczności ich w téj sztuce. Zerchilisowie za najprzyjemniejszą także wzięli sobie zabawkę, wypuszczać do okien naszych strzały; lecz żadna nie doszła do nas, i szczęśliwie powróciliśmy do domu.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Jan Potocki.