Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie/Iskrzycki

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania


Madej Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie • 151. Iskrzycki • Lucjan Siemieński Boruta
Madej Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie
151. Iskrzycki
Lucjan Siemieński
Boruta

Pewien pan w okolicach Tarnowa, potrzebował ekonoma. Jak raz jawi się nieznajomy człowiek, powiada, że się zowie Iskrzycki i prosi, aby jemu ten obowiązek powierzono. Pan przystaje; przychodzi do umowy, późniéj do zgody, nakoniec do kontraktu: już i kontrakt podpisany, już go pan wręcza nowo przyjętemu, kiedy z nienacka postrzega, że Iskrzycki nieludzkie ma pazury.
Zmięszał się obywatel, waha się jakąś chwilę, w końcu zrywa całą umowę i służbę Iskrzyckiemu wypowiada. Ale Iskrzycki ani da sobie mówić o odprawie; przysięga, że raz podpisawszy kontrakt, musi, mimo woli pana, dopełnić wszystkich jego warunków; z tém zapewnieniem wychodzi i ginie.
Odtąd niepokazał się już nikomu, ale obrał sobie mieszkanie w piecu i ztamtąd wszystkie usługi najgorliwiéj na każde zawołanie pełnił. Państwo bali się z początku; lecz z wolna tak przywykli do niewidomego sługi, tak byli pewni jego dobrych chęci, że wyjeżdżając z domu, oddawali mu dzieci w dozór.
Z tém wszystkiém saméj pani swędziło gadanie sąsiadek, że w domu swoim djabła przechowuje: nastaje tedy na męża, aby na czas pewny przemienić mieszkanie. Mąż wypełnia wolę żony i bierze dzierzawę gdzieś za Wisłą: wyjeżdżają na nowe siedlisko, radzi, że z djabła zażartowali. W drodze wypadło przebywać jakieś miejsce, tak złe, czy niebiezpieczne, że pani krzyknęła ze strachu; aż tu za powozem dało się słyszeć:
— Nie bój się pani! Iskrzycki z wami.
Zdumieni państwo pomiarkowali, że niebyło sposobu rozstania się z tak wiernym sługą; wrócili do domu i żyli z nim w dawnéj zgodzie, póki termin kontraktu przeznaczony nierozłączył ich na zawsze.