Pieśni Petrarki/Canzona XXIX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Francesco Petrarca
Tytuł Pieśni Petrarki
Data wydania 1881
Wydawnictwo nakładem tłumacza
Drukarz Józef Sikorski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Felicjan Faleński
Źródło Skany na commons
Indeks stron
Canzona XXIX.

Panienko piękna, którą blask osłania!
Co w gwiazdy zdobna, dniejesz na obszarze
Nieba, którego Król wziął z Ciebie życie!
Dziś mi o Tobie Miłość mówić każe.
Lecz jak bez Twego zacząć współdziałania
I bez tej Chwały, którąś Ty w zachwycie
Zrodziła Światu? O! jeżeli skrycie
Z dziwną wyprzedzasz rozkoszą
Tych, co Cię w sercu swem noszą,
(Tak, że wy nawet biedni, co tęschnicie,

Bywacie wprędce przez Nią wysłucham) —
Chciej memi wzruszyć się modły!
Acz jam proch podły — Ty zaś niebios Pani!

Panienko mądra! owszem, najmądrzejsza
Z rozumnych pięciu Panien w Przypowieści,
I z najjaśniejszą z wszystkich lampą w ręce!
Puklerzu dzielny! w którym hart się mieści
Przeciw niedoli ciosom, czem się zmniejsza
Przewaga śmierci — Tobie cześć ja święcę!
Jeśli w miłości ziemskiej Ty szaleńce
Oślepłe garniesz ku Sobie,
To zwróć źrzenice Twe obie —
Te smutne, które Syna Twego Męce
Pociechą były — zwróć je ku mnie proszę —
Niech udręczony też łzawo,
Za Twoją sprawą, pociech mam rozkosze!

Panienko czysta! owszem, o! przeczysta
Córo i matko syna Twych wnętrzności,
Który dał życiu blask i Zmartwychwstanie!
Przez Ciebie Bóg nasz między nami gości.
Z Ciebie w ostatniej doli świat korzysta,
Z Tobą brzask Chwały wiecznie pozostanie,
Gdyż Cię nad wszystkich królestw naszych Panie
Wyborem Nieba zaszczycą,
Błogosławiona Dziewico!
Dająca Ewy łzom rozradowanie!
Spraw, niechaj godnie Tobie się pokłonię
O ty! Chwalebna bez końca!
W wieńcu siedząca na Najwyższym Tronie!

Panienko Święta wszelkiej pełna Łaski!
Coś przez przedziwne Twej pokory dzieło
W Niebo jest wzięta, i tam uwielbiana —
Z Ciebie świętości źródło w świat spłynęło!
Z Twojego łona, słonecznemi blaski,
W ten wiek pochmurny jasna dnieje zmiana!
W Tobie trzy słodkie w jedno zbiegły miana:
Dziewicy, Matki i Córy!

Tyś Panią Króla jest, który
Krwią Swą wykupił ludzi z pęt Szatana,
Że im dziś szczęście i swoboda błoga.
O! w Świętej Krwi owej zdroje
Weź serce moje, Wybranico Boga!

Panienko! wiecznie w stanie Swym jedyna,
Coś Twemi wdzięki Niebo rozkochała,
Większej, ni równej Tobie, niema wcale!
Twych myśli, Twoich żądz przeczysta Chwała,
Z dziewictwa, które Święty Płód poczyna,
Zdziałała Kościół Żywej Boga Chwale.
Twą Łaską, mimo tęschność, łzy i żale.
I błędów także nie mało,
Gdyby się Tobie tak zdało,
Od potępienia istnosć mą ocalę,
Tylko cię błagam: niech pod Twoim chodzę
Przewodem, o Matko Boża!
Bym mógł z bezdroża wyjść ku prawej drodze.

Panienko jasna i przedziwnie stała
Gwiazdo miotanych wichrem fal żywota!
Ucieczko wierna wiernych Twych żeglarzy!
Patrz! jak mną sroga nawałnica miota!
Jak mi już zdarła żagle, ster strzaskała —
Czyż los mi zgubę ostateczną zdarzy?
Nie — ja ufanie mam w Twej dzielnej straży,
I jakbądź grzech mię przygniata,
Nie dopuść, Królowo świata!
By się z mej doli śmiech urągał wraży.
Wszak ci to za nas Pan się Bóstwa zrzecze,
I gdy Litością rozpłonie,
W dziewiczem łonie ciało wziął człowiecze.

Panienko! ileż łez już z siebie dałem,
Chcąc wyrzekaniem lub modlitwą marną
Zbyć udręczenia ciężkiej mojej doli!
Odkąd rodzinne porzuciłem Arno
Dziwnie obłędnym płonąc wskroś zapałem,
Czyż dziw: że srogim utrapieniom gwoli,

Duszę mi ziemska piękność przyniewoli
W doczesnej miłości pęta?
Więc przyjdź Panienko ty Święta!
Nim mię pchniętego w ostateczną kolej,
Dni moje szybciej mknące niż pociski,
Między upadkiem i nędzą,
Aż tam przypędzą, kędy kres już bliski.

Panienko! już jej niema! Swym mię zgonem
Tyleż co życiem udręczyła całem,
Tak, że z tysiącznych nieszczęść mych, jej strata
Jest mi jedynem, które gdy poznałem
Nieodwołalnie było już spełnionem —
Gdyż raczej moje miała skrócić lata,
Niźli że sama w kraje gwiazd odlata!
Więc, że dla ludzkiej posługi
To, czego nie mógł nikt drugi,
Niczem jest Cnocie Twej, Królowo Świata!
Zkąd wielceś słynna zawsze jest i wszędzie —
Spraw, niech mą boleść ukoję!
Niech serce Twoje mnie zbawieniem będzie!

Panienko! Tobie jednej zaufało
To biedne serce, i oby Cię zdjęła
Litość ostatniej skargi mej gołębiej!
Mnie nie patrz we mnie, tylko Stwórcy dzieła,
Którego obraz mą zasługą całą.
Miłość mię ziemska tyle jeszcze gnębi,
Że jest w zmartwiałej piersi moich głębi
Łez pełno ku jej pamięci —
Tchnienie Twe niech je uświęci,
Niech świetlanemi mgłami je okłębi,
Niechaj w ostatnią moją choć godzinę.
Ziemskiego wolen już kału,
W wieczność pomału czystym płaczem spłynę.

Panienko ludzka, nieprzyjazna dumie!
Miłość, początek wspólny wszelkiej rzeczy,
Serce Ci moje składa w kornej dani!
Jeżeli taki jak ja, lichy człeczy

Gliniany zlepek, wiernie kochać umie,
To cóż dopiero Ty. wspaniała Pani!
Jeśli Ci żal mej nędzy, jeśli dla niej
Dźwigną mię Boskie Twe ręce,
Niech Twem imieniem uświęcę
Myśl, chęci, czyny, bym był, jak wybrani,
Czystym od żalu i tęschnoty łzawej —
A Ty, Najświętsza! wzajemnie
Przyjmij odemnie skruchę mej poprawy!

Wprędce się tchnienie ziemskie zastanowi
W piersi mej... och! póki jeszcze
Śmiertelne drętwią mię dreszcze —
Panienko! błagam — Twemu mię Synowi,
Co Jeden prawym człekiem jest i Bogiem,
Daj w zalecenie niezwłoczne,
Niech w Nim odpocznę odpocznieniem błogiem!



KONIEC.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Francesco Petrarca i tłumacza: Felicjan Faleński.