Pieśni Petrarki/Canzona XI

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Francesco Petrarca
Tytuł Pieśni Petrarki
Data wydania 1881
Wydawnictwo nakładem tłumacza
Drukarz Józef Sikorski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Felicjan Faleński
Źródło Skany na commons
Indeks stron
Canzona XI.

Canzona ta wogóle mocno ciemna, w pierwowzorze ma wielką wartość, z powodu mnóstwa przysłów i przypowieści, których jest pełna, jak się zdaje, z rozmyślnego układu. Niektórzy jednak kommentatorowie utrzymują: że cała ta pieśń jest tylko Allegoryą. —

Nie chcę się więcej marną wieńczyć chwałą!
Nikt nie dba o mnie. Tęschna moja dusza
Zniewagi cierpieć dłużej już nie będzie,
I wiecznie wzdychać czyż się na co zdało?
Bo gdy przedwcześnie skroń mi szron przyprusza,
Zaczynam wierzyć, żem był dotąd w błędzie.
A przecięż, niemniej jak i wprzód, w kobiecie
Wielbię cudowne arcydzieło nieba —
Lecz niechaj serce w piersi jej znajdziecie,
Niech zaś nie będzie jak dziecię,
Z którego miłość brać przemocą trzeba
Kiedy wędrowiec zboczył na bezdroże,
Pod gołem niebem niech snem członki krzepi,
I choć mu z kubka pić lepiej,
Niech swe pragnienie gasi tak jak może.

W służbie miłości być już nie chcę dłużej!
Głośno to mówię, w obec całej rzeszy
Tych, z których ona łatwe ma igrzyska.
I jako strumień, gdy swej kres podróży
W morzu napotkał, wraz się mocno cieszy
Że już go brzegów krawędź nie uciska —
Tak ja się wolnym czuję, bowiem w drodze
Głaz dziwnie twardy spóźniał moje kroki
O! czyż wypowiem, iłem cierpiał srodze.
Że taką pychę znachodzę
W kobiecie, zdobnej w wszelkich cnót uroki?
Niech już kto inny w twarzy jej dziewiczej
Wiecznie, omylne czytać chce nadzieje,
I od jej chłodu marnieje,
I dniem i nocą własnej śmierci życzy!

Bodajto: „kochaj tego, kto cię kocha!“
Stara to prawda, a ja znam się na niej —
Lecz niech się każdy owej prawdy dowie!

Uczucie tkliwe i kobieta płocha
Nie idą w parze, i, niż dumnej pani
Lepiej jest skromnej służyć białogłowie.
A znajdziesz inną, jeśliś tej nie miły.
Bowiem nadzieja płonna życie skraca
Ja sam, o małom nie zszedł do mogiły
Dla łask, co tylko mi były
Zapłatą, tyleż marną co i praca!
Odtąd mi tylko w Panu ufać szczerze.
Co tu na ziemi, cichą Swą owczarnię
Ku słodkiej piersi Swej garnie,
Poczem ją w spokój Rajskich gajów bierze.

Nie zawsze dusza na przynętę chciwa
Miłosny haczyk w porę połknąć umie —
Też zbyt ściągnięta struna łatwo pęknie —
Kto drugich zwieść chce, sam zwiedziony bywa —
I królująca gdzieś w wyniosłej dumie
Miłość, przy całem swych pozorów pięknie,
Nie zawsze sercu głosi prawdę świętą; —
Więc pycho Laury dziwnie bądź uczczona!
Gdyż z twą pomocą z duszy mi odjęto
Najsroższe na świecie pęto,
A z niem i ciężki ucisk z mego łona.
Oby choć chwilę Laura wycierpiała
To, com ja dla niej cierpiał nieskończenie
Dziś mi w miłości ulżenie,
Co nie doczesna jest, lecz wiecznotrwała!

Milczenie mądre, to znów mądre słowa,
Których czarowny dźwięk się wielbić każe —
Świetlana piękność, która wdzięk oblicza
W zazdrosne rąbki jak fijołek chowa —
Królewskość serca, i wraz obok w parze
Myśl, w obyczajach skromna, wskroś dziewicza —
Słowem ta Laura dawna, utracona,
Której przystępu Amor mi zazdrości,
Jakbądź ku temu serce wziął mi z łona —
I, niby wieszcze znamiona,
Jej oczu gwiazdy, które mię najprościej

W kres mąk mych wiodły przez nadziei kwiecie —
O ty jedyne dobro! zkąd się bierze
I z sobą bój i przymierze,
Choć ty bądź ze mną pókim żyw na świecie!

Z przebytych cierpień po przez łzy się śmieję,
Gdyż mocno ufam w to, co wstręt mi czyni —
I idę w lata, własnej rad pokucie
Za to, żem długo płonną miał nadzieję —
I dziękczynienie składam mej zdrajczyni,
Że uporczywe w piersi mej uczucie
Precz odtrąciwszy, w nową pchnęła drogę —
Czem gorzka radość w duszy mi się budzi;
Bo dziś przynajmniej głośno wyznać mogę,
Żem tylko marną miał trwogę.
I wypowiedzieć ku nauce ludzi:
— Oto, w kim wszystkich cierpień mych przyczyna!
Kogom w mych pieśniach skarżył nieskończenie!
Kto niemal ze mnie wziął tchnienie!
Kto wraz przepala wskróś i lodem ścina! —





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Francesco Petrarca i tłumacza: Felicjan Faleński.