Pieśni Petrarki/Canzona VII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Francesco Petrarca
Tytuł Pieśni Petrarki
Data wydania 1881
Wydawnictwo nakładem tłumacza
Drukarz Józef Sikorski
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Felicjan Faleński
Źródło Skany na commons
Indeks stron
Canzona VII.

Każda strofa tej Canzony kończy się wierszem zaczynającym najulubieńsze pieśni z owych czasów. Pierwszy jest własnością Arnalda Daniela Prowanckiego Truwera, drugi Gwidona Cavaleanti, trzeci Dantego, czwarty Cino da Pistoja, i wreszcie ostatni samego Petrarki.

Biada mi! nazbyt w pole mię wywiodły
Zdradzane tyle razy już nadzieje!
I gdy się płocha z cierpień moich śmieje,
Poco mi niebo trudzić memi modły?
Lecz jeśli ujrzeć miałbym — co daj Boże —
Pociechy błysk, nim w grobowiec
Strudzone ciało położę,
To błagam — Lauro, raz mi wreszcie powiedz,
Przyjaznym głosem krasząc uśmiech boski:
„Spiewaj mój wieszczu i zbądź wszelkiej troski!“

Tak — śpiewać pragnę. Lecz że od lat wiela
Nie znając pociech dusza we mnie kwili,
Nie wiem, czy zdołam pieśniom mym w tej chwili
Po przez łzy, uśmiech dać za przyjaciela.
Więc gdybyś twemi raczyła oczęty
Do pieśni wyzwać mię czule,
Mniemałbym żem w niebo wzięty,
I żem kochanków królem po nad króle!
Cóż gdyby wyrzec zdjęła mię odwaga:
„Czegom sam życzył — ona o to błaga!“

Lecz darmo! Za nic najwznioślejsze słowa
Z duszy wam brane, błędne żądze moje!
Gdyż Laura, serce w twardą sobie zbroję
Zdobiąc, do wszelkiej wzgardy jest gotowa;
Ani też raczy zniżyć myśl dziewiczą
Ku moich skarg cichej pieśni,
Czego i nieba nie życzą,
Z któremi walczyć coraz mi boleśniej,
Tak, że im sroższy ból w mem sercu gości,
„Tem w słowach moich więcej jest gorzkości!“

Lecz któż mi winien, jeśli boleść skryta
Podkarmia we mnie coraz żywszą żądzę?
Próżno po gwiazdach w noc bezsenną błądzę —
Czyliż z nich wzrok mój potępienie czyta?
Próżno myśl tęschną puszczam po za góry —
Czyliż na krańcu gdzie świata
Szukać przyczyny, dla której
Dniem jak i nocą boleść mię ugniata?
Nie, nie, jedynym tylko jest mi wrogiem
„Słodkie jej lice wraz z wejrzeniem błogiem!“

Każde rąk Pańskich dzieło, nieskończenie
Pięknem jest; ale, kto jak ja, w rozterce
Sam z sobą, żądzę wielką wziął w swe serce,
Wzrok jego duszy dziwne ma olśnienie,
Ilekroć w inne jak nie w jej powaby
Spojrzeć przypadkiem się sili —
Tak bardzo stał się już słaby
Z swej winy własnej, i to od tej chwili,
Gdym w najpiękniejsze spojrzał dzieło Boże,
„W młodzieńczych moich lat wiosennej porze.“ —





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Francesco Petrarca i tłumacza: Felicjan Faleński.