Pieśń Bekwarka

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ludwik Kondratowicz
Tytuł Królewscy lutniści
Podtytuł Pieśń Bekwarka
Pochodzenie Poezye Ludwika Kondratowicza/Tom III
Data wydania 1908
Wydawnictwo Wydawnictwo Karola Miarki
Miejsce wyd. Mikołów-Warszawa
Źródło skany na commons
Indeks stron
PIEŚŃ BEKWARKA.

Nad mirtowe wonne gaje
Pozłocisty księżyc wstaje
I ułudne światła fale
Porozrzucał okazale.

Rzewny słowik w gęstej knieje
Szczebiotliwe tony leje,
Śpiewa pieśnię miłowania
I tęskliwą myśl odgania.
Ciepły wietrzyk piersi wzdyma, —
Pierś człowiecza nie wytrzyma,
Musi westchnąć z całą siłą,
Tam, gdzie sercu jego miło.
Gdy zarzuci noc oponę,
Jego serce rozmarzone
Z wiatrem lecieć chce od ziemi,
Puka takty słowiczemi,
Rzewną pojąc się tęsknotką,
W lubym dreszczu mdleje słodko.
Z cieniów mirtu i oliwy
Dolatuje odgłos tkliwy:
Arkadyjskich dziecko dolin,
Młodzian piękny, jak Apollin,
Dłoń dziewczęcą dzierżąc w dłoni,
Pieszczotliwie szepce do niej.
.............
Ona rada i nierada,
Słodkim głosem odpowiada,
To ze szczęścia westchnie z cicha,
To młodzieńczą dłoń odpycha,
To trwożliwie, to znów czulej
Ku ramieniu głowę tuli.
Jej opona lśni się biała,
A źrenica iskrą pała,
A jej oddech ciepłem wionie,
A jej serce kipi w łonie.
I dwa serca, słychać zdala,
Niby jedna zdroju fala,
Biją prędko, jednakowo...
Kocham!... kocham!... jedno słowo
Z ust obojga wyleciało.
A Kupido ze swą strzałą,

Ze swym łukiem i kołczany,
Z poza mirtów niewidziany,
Z lubym śmiechem, w liści gwarze,
Przyklaskiwa młodej parze.

∗             ∗

— Dość! — zawołał król Zygmunt niechętno —
Źle wybrałeś twój przedmiot, niebożę:
Twojej pieśni, co życia gra tętno,
Anakreon zazdrościłby może;
Ale mnie, co na sercu żal noszę,
Taka pieśnią — to tylko łzy wzmaga.
Piać przede mną miłości rozkosze,
To zniewaga, Bekwarku!... zniewaga!
Znieważyłeś majestat monarszy,
Boś się z jego urągał boleści.
Czy myślałeś, że serce rozdarłszy,
Balsam pieśni mą duszę rozpieści?...
Idźcie sobie! gdy wasza pieśń taka,
Nie chcę słuchać miłości i wojny!
Czyż na dworze już niema śpiewaka,
Który w sposób życzliwy, przystojny,
Da mi ulgę w tęsknocie, jak z Nieba,
Ciężki kamień z mej piersi pokruszy,
Wyrozumie, co sercu potrzeba
I zadosyć uczyni mej duszy?
— Królu! — rzecze z ukłonem Radziwiłł —
Próżno żądać rzewności od Włocha!
Oni pragną by słuchacz się dziwił,
Serc litewskich nie znają ni trocha,
Na domowe cierpienia i bole
Pieśń domowa najlepiej przystoi.
Jest tu u mnie na dworze pacholę,
W ukraińskiej zrodzone wsi mojej;
Gra na starym słowiańskim torbanie;
Różne pieśni wywodzi kozacze,
Że mi nieraz łza w oczach postane

A wiesz, królu — ja snadno nie płaczę!
Pieśń niżowa, czy dumka litewska
W jego uściech odżywa inaczej.
Może Wasza Dostojność Królewska
Prostakowi swój posłuch dać raczy?
— Niechaj przyjdzie — rzekł Zygmunt — niech przyjdzie!
Przywołano pacholę do sali;
Zapłonione, w nieśmiałym zawstydzie,
Skłoniło się — stanęło w oddali.
Na skinienie książęcia i króla,
Torban zabrzmiał początek rozgłośny —
Zda się w polu stepowy wiatr hula,
Szumią jodły litewskie i sosny,
Wyją w Tatrach pioruny i burze,
I przygrywka do pieśni gotowa,
Młody wieśniak wzniósł oczy ku górze,
Przy torbanie zaśpiewał w te słowa:

∗             ∗


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ludwik Kondratowicz.