Przejdź do zawartości

Pastorałki i kolędy/Ta noc nieszczęśliwa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki


Szczęśliwa kolebko Ta noc nieszczęśliwa Tryumfy Króla niebieskiego
Szczęśliwa kolebko Ta noc nieszczęśliwa Tryumfy Króla niebieskiego
Kolędy
Polska pastorałka podana przez Mioduszewskiego w 1843 roku, z melodią podobną do My też, pastuszkowie

KOLĘDA 91.


Ta noc nieszczęśliwa, aż serce omdlewa,
W mem ciele, w mem ciele,
Często się przewracam, gdzie jest twardo macam,
I ścielę, i ścielę:
Aż oto wcale o północy,
Gwałt krzyczą z całej swojej mocy,
Że gore, że gore.

Ja się przestraszywszy, kożuch pochwyciwszy,
I słucham, i słucham.
Aż tu powiadają że wilcy zjadają
Pastuchom, pastuchom:
I myślę co to jest takiego,
Wysyłam parobka swojego,
Do bydła, do bydła.

A tak przestraszony, pędzę polem w strony
Z palicą, z palicą.
I słucham statecznie, gdzie wilcy bezpiecznie
Kaleczą, kaleczą
Bydlęta, czyli też pastuchy?
Aż znowu przeciwne rozruchy.
Parobcy, parobcy.

Z pola uciekają, o Bogu gadają
Z Bartosem, z Bartosem,
Że anieli w bieli, pod niebem krzyczeli
Swym głosem, swym głosem:
Aż ja się ich z radością pytam,
I wszystkich bardzo mile witam,
Co znaczy, co znaczy?

Lecz mi Bartos stary, co chodził do fary,
Tłumaczy, tłumaczy.
Że się Jezus rodzi, witać się Go godzi,
Ignacy, Ignacy.
Bo to jest Syn Boga żywego,
Trzeba by udarować jego,
Co kto ma, co kto ma.

Więc gruszek opałkę wsypałem w kobiałkę,
I kurę, i kurę;
Bartos wziął koźlątko, Kuba zaś jagniątko
Ponure, ponure.
Grzegorz się z swym skopem morduje,
Ciągnie go, ten mu wyskakuje,
Nie chce iść, nie chce iść.

I mówi do syna, co za zła zwierzyna,
Pędź mi go, pędź mi go,
Ten go batem pędzi, aż go cosik nędzi,
Nuże go, nuże go:
Wojtek zaś związawszy barany
Prowadzi, lecz mu idą sami,
Ochotnie, ochotnie.

Banach w swoim chlewie, krzyczy litościwie:
Czekajcie, czekajcie,
Kur związać nie zdoła, aż na drugich woła:
Łapajcie, łapacie.
Tomaszek kilka gęsi dźwiga,
Żeby szła na swą żonę miga,
Do domu, do domu.

Jędyków zaś parę, Panu na ofiarę,
Maciaszek, Maciaszek;
Pcha do swego wora, kaczkęi kaczora,
Walaszek, Walaszek:
Wtem każdy z niego się naśmiewa,
Bo kaczka i z kaczorem śpiewa
We worze, we worze.

Stasiek tatarczaną, Sobek zaś jaglaną
Z workami, z workami,
Kaszę swą wynoszą, wiążcie dobrze proszą,
Sznurkami, sznurkami:
Pod ten czas Matus koszę doi,
I woła, że koza źle stoi,
Na żonę, na żonę.

Kozę wydoiwszy, koźlątko schwyciwszy, Wyskoczył, wyskoczył;
Franek garnek masła, aż skorupa trzasła,
Natoczył, natoczył:
A Banach płacze nad swą żoną,
Że sperkę i kiełbasę słoną,
Dała mu, dała mu.

Aż tu Szymon krzyczy, że mu prosię kwiczy
We worku, we worku;
Puszcza go czym prędzej i przed sobą pędzi
Na sznurku, na sznurku.
Jan stary mleka dzbanek wlecze
Ogromny, aż mu z niego ciecze,
I serek, i serek.

Kasper jaj pół kopy, koguta spod szopy
Porwawszy, porwawszy,
Maciek zaś śmietany, dzbanek polewany
Nalawszy, nalawszy:
Prowadzi kozę uporczywą,
Ta śpiewa piosnkę przeraźliwą
Po drodze, po drodze.

Klimek jagniąt parę i koźlątko stare,
Prowadził, prowadził,
Dla lepszej ochoty i kozła niecnoty,
Grać radzi, grać radzi:
Gdy się już wszyscy razem zeszli,
Co kto miał to z domu wynieśli,
Wesoło, wesoło.

Krzykają, śpiewają, kto jak umie, grają
Na basach, na basach,
A koźlęta skaczą, a rogami kołaczą
Na pasach, na pasach,
Kuba zaś jako oparzony,
Przykrywszy na głowie kołtuny,
Tańcuje, tańcuje.

Nieszczęście spotkało, koźlę się urwało,

Uchodzi, uchodzi,
Klimek bardzo smutny, bo tu wilk okrutny
Nadchodzi, nadchodzi;
Lecz dobrze, że z sobą nabrali
Batogów, jak duzi tak mali,
I pałek, i pałek.

Kuba dobrze znany z ręki swojej prawej,
Jak bije, jak bije,
Od węzła srogiego i Kuby wielkiego,
Wilk wyje, wilk wyje.:
Alić już do szopy wstępują
I Syna Boskiego całują
We żłobie, we żłobie.

Dary swe oddawszy, wszyscy poklękawszy,
Wołają, wołają:
Błogosław nam Panie, póki życia stanie,
I wstają, i wstają,
I grają wesoło dzieciątku,
Wołając, skakaj żywo Janku
Z Tomaszem, z Tomaszem.

Bartos się uwija, rękami wywija,
I śpiewa, i śpiewa;
Kubę ząb zabolał, aż go wodą polał,
Omdlewa, omdlewa:
W minucie Kuba ozdrowiony,
Wyskoczył jakby odrodzony,
I skacze, i skacze.

Sobek nad basami przewraca oczami,
I śpiewa, i śpiewa,
Miciura wodeczkę dobywszy flaszeczkę,
Nalewa, nalewa:
A Jarosz gdy już pomył garki,
Zaglądał czy nie ma przywarki,
Z wieczerzy, z wieczerzy.

Garki w kąt wstawiwszy, czapkę porzuciwszy,
Tańcuje, tańcuje,
Jacek maleńkiego, klęknąwszy u niego,
Całuje, całuje:
Skoro się wszyscy nacieszyli,
Wesoło razem wykrzyknęli:
Chwała Panu Bogu!


Znak domeny publicznej
Tekst lub tłumaczenie polskie jest własnością publiczną (public domain), ponieważ prawa autorskie do niego wygasły (expired copyright).