Pani Dubarry/Część I/Rozdział XV

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Leo Belmont
Tytuł Pani Dubarry
Podtytuł Miłośnica królewska
Rozdział Proces miłosny z panem Duvalem
Pochodzenie Od kolebki do gilotyny
Data wydania 1927
Wydawnictwo Instytut Wydawniczy „Renaissance“
Druk Zakłady Graficzne E. i D-ra K. Koziańskich
Miejsce wyd. Warszawa — Poznań — Kraków — Lwów — Stanisławów
Źródło Skany na Commons
Inne Cała część I
Pobierz jako: Pobierz Cała część I jako ePub Pobierz Cała część I jako PDF Pobierz Cała część I jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ROZDZIAŁ XV.
Proces miłosny z panem Duvalem.

Niebawem przemówiło serce. A przynajmniej zapaliły się oczy niezwykłym blaskiem zachwytu.
Co prawda liczący dwadzieścia parę lat urzędnik marynarki, pan Duval w zupełności zasługiwał na to. Był tak urodziwy, że co dnia rankiem, kiedy przechodził przez podwórze domu, w którym mieścił się magazyn mód pana Labille, (gdzie mieszkał na bardzo wysokiem piętrze, pod dachem, odpowiednio do swojego niskiego urzędu), wszystkie dziewczątka w pracowni porzucały swoją robotę, przyklejały się do szyb i gapiły się na jego urodę.
Wiedział o tem i przechodził sprężystym krokiem, dumnie pokręcając wąsa, uchylał kapelusza pod adresem wszystkich, potrząsał bujną jasnoblond czupryną i szczerzył dwa rzędy śnieżnych zębów w uśmiechu. Był młody, wesół, lekkomyślny, zadowolony ze siebie, miał nawet kawałek literackiego talentu, który rozwinął był w korespondencji miłosnej z kobietami, i duże ambicje, którym nie pomagał zbytkiem pracy, licząc na uśmiech fortuny.
Powiedziano o jego urodzie Joannie. Zobaczyła go i podzieliła zachwyt koleżanek. Nadto skorzystała ze swego samorodnego talentu malarskiego, zrobiła z pamięci wcale udatny iego portret. Zaniosła go pod jego nieobecność na poddasze i przybiła na jego drzwiach.
Był rad. Zostawił portret na miejscu i napisał na nim wielkiemi literami, w rachubie na przypadek:
„Pragnałbym poznać malarza.“
Odczytała. W lustrze zrobiła własny portret i przybiła na drzwiach obok poprzedniego z podpisem:
„To ja — malarz!“
Odtąd jął marzyć o niej. Odgadł, że autorką portretu jest jedna z panien, pracujących u pana Labille. Wypatrywał oczy, gdy wychodziły wieczorami; nie mógł w mroku odnaleźć poszukiwanej. Nie natrafił na wchodzącą rankiem, gdyż musiał wcześniej udawać się do odległego miejsca pracy.
Zaszedł po południu do magazynu, udał, że chce coś nabyć. Obaczył ją śród pracujących. Zrobił znak, iż coś pisze, i ręką wskazał nieznacznie w górę, patrząc zdaleka mocno w jej oczy.
Zrozumiała jego język mimiczny w lot. Udała się w przerwie obiadowej na piętro. Portretów nie było. Natomiast na drzwiach wypisany był węglem napis:
„W portrecie moim są błędy. Kiedy mój malarz przyjdzie, aby mnie sportretować dokładniej zbliska?“
Węgielek wisiał obok na sznurku.
Napisała.
„W Niedzieję o 9-ej rano malarz przyjdzie na śniadanie. Proszę drzwi pozostawić otworem.“

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Dalszy rozwój stosunków pomiędzy Joanną i panem Duvalem uwidoczniony został w czterech listach, pozostałych w odpisie w pamiętniczku przyszłej pani Dubarry. Jest to szczęśliwy przypadek, że ocalały te właśnie kartki. Są to żywe świadectwa stylu miłości XVIII wieku. Nadto dwa listy młodzieńca i dwa, stanowiące jej odpowiedź, starczą za charakterystykę obojga w ciekawej kontrowersji, która wywiązała się między nimi. Byłoby grzechem opuścić je — grzechem komentować — nie wymagają uzupełnienia — nie dopuszczają zmian. Mówią wszystko, co trzeba, pozostawiając domyślności to, co nie znosi pisma i druku.
Listy noszą daty kwietniowe r. 1761; brzmią akordami już nawiązanego stosunku, dążąc do finału.
Pan Duval pisze:

Czemu nie pozwolilaś, luba panno Lançon, bym znalazł się na najwyższym szczycie błogoŚci? Rzekłaś przecie, że mnie kochasz; jam rzekł to samo. Oboje jesteśmmy wolni. Czas i miejsce były dogodne... a jednak, ach! użyliśmy tylko cienia rozkoszy miast jej rzeczowej istoty. Myślę, że nie okazałaś tyle wstrętu niegodziwcowi opatowi, o którego zwycięstwie nad tobą mówiłaś mi, acz warunki były tam o wiele mniej subtelne. Przyrzekłaś wyjaśnić przyczyny swej odmowy. Czekam, że mi je wyjaśnisz, i z góry oznajmiam, że ich nie zrozumiem. Dzisiejszej nocy nie zmrużyłem oka; wściekałem się na brzegu łóżka, szalałem w pośrodku. Miałem cię wciąż przed oczyma. Wmawiałem sosie, że mówię z tobą, obejmuję cię. Ale to mi wcale nie wystarczyło, lubko. Oczekuję odpowiedzi, jako najgorętszy kochanek. Zostaw ją u dozorcy domu.”
Duval.“

Joanna odpowiada:

„Tak jest! drogi przyjacielu. Powiedziałam i potwierdzam: kocham cię z całego serca. Wprawdzie i ty to samo rzekłeś, ale u ciebie to jest swawolą. Szybko po zaznaniu rozkoszy przestaniesz myśleć o mnie. Oho! nauczyłam się poznawać mężczyzn. Jeżeli masz poważne zamiary względem mnie, to posłuchaj:
„Nudzi mnie już pracą sklepowej dziewczyny. Rada byłabym zostać już panią siebie. Dlatego szukam kogoś, co mnie weźmie na utrzymanie. Gdybym nie kochała ciebie, potrafiłabym już wycisnąć z ciebie pieniądze. Powiedziałabym ci: wynajmij mieszkanko dla mnie i umebluj je. Poleciałbyś na to. Ale nie chcę tego, boś wyznał mi, że nie jesteś bogaty. Proponuję ci przeto: weź mnie do siebie. Nie będzie kosztować cię drożej komorne, ani obiad, ani całość twego gospodarstwa. Dasz mi tylko na ryzowanie głowy miesięcznie 100 liwrów — to mi wystarczy na wszystko, Tym sposobem będziemy oboje w pełni szczęśliwi i nie będziesz potrzebował narzekać na moją odmowę. Jeżeli mnie kochasz, zgodzisz się; jeżeli nie kochasz, szukajmy szczęścia gdzieindziej zdala od siebie. Dowidzenia! ściskam cię serdecznie.“

Lançon.

W korespondecji tej jest drobna luka, gdyż następny z ocalałych listów świadczy o zaostrzeniu się tej kontrowersji między pociągniętymi ku sobie „półkochankami“. Duval pisze, usprawiedliwiając siebie wyrzutami pod jej adresem:

„Powiadasz, moja mała, że zdziwiło cię to mocno, iż przeprowadziłem się. Wiedz zatem, że tylko twój upór w odmowie uczynienia mego szczęścia pełnem przywiódł mnie do tego. Zmusił mnie zarazem do przełożenia nad ciebie innej kobiety, czego nigdybym nie uczynił, gdybyś potrafiła być trochę łaskawszą dla mnie i nieco bardziej się poświęcić. Niechajże będzie ci i to wiadomem, że osiągnąłem zwycięstwo nad: osobą, której wysokie pochodzenie pochlebia mojej próżności i że zapadła między nami umowa, iż najmę od niej wkrótce pokój. Bądź pewna, mój skarbie, że jakkolwiek godziny, które z tobą spędziłem, nie wystarczyłyby z powodu twej przekory, abym podarował ci całą moją miłość, to jednak były one tak przyjemne, że możesz liczyć już do końca życia na przyjaźń twego

Duvala.

Trochę poirytowana, dużo pewniejsza siebie (acz nigdy na pamięci jej nie zbywało), uświadomiona wysoce przez życie, znajdująca już smak w miłości, gdyż doszła lat 17-tu i rozkwitłym kształtom ciała dopisywać jął temperament — odpowiada Joanna panu Duval na jego słodką impertynencję:

„Powiadasz mi, mój panie, że porzucasz mnie dla jakiejś znakomitej osoby, ba! wielkiej damy. Sądzę, że tylko dla pochlebienia swojej próżności mnie donosisz taką nowinę. A jeżeli jest ona prawdziwą, to wątpię, czy popycha cię pociąg serca do tej, którą sławisz, jako wielką damę!
„Boć miłość nie zna podobnych rozróżnień, Miłość dzieli kobiety tylko na dwie klasy: — ładne i szpetne.
„Wiem też, mój panie, że młode 17-letnie dziewczę zawsze warte jest więcej, niż 40-letni babsztyl, choćby pochodził z krwi Burbonów. A tyle ma, zdaje się, flądra, z którą widziałam cię niedawno na placu Bastylji.
„Daję ci 24 godziny do namysłu. Wierzaj, że dwa razy taka okazja ci się nie zdarzy. Nie sądź, że propozycję moją czynię, ponieważ sama znajduję się w kłopotach. Wcale nie! I ja mam także innego kochanka, który przechodzi nawet ciebie urodą, młodością i świeżością. Jest ładny, jak Adonis.
„Zawołasz: pfe! — jeżeli ci powiem, że to jest tylko mój fryzjer. Ale wielkie damy, które potrafią żyć, często oddają się swoim lokajom, przekładając ich ponad małżonków. Zapytaj twojej miłośnicy, czy zważała na twoją rangę kiedy wprowadzała cię do łóżka.
Ale ten mój chce się nawet zemną żenić. Da mi wszystko, czego zechę. Gotów jest nawet przepuścić zemną cały swój majątek. Nawet go już kocham. Ale ponieważ ciebie wcześniej kochałam i mam do ciebie jakąś słabość — to namyśl się, czy nie warto, abyśmy byli szczęśliwi razem. Namyśl się zaraz. Bo ta moja słabość prędko przejdzie, a wtedy, jeżeli znudzisz się swojem znakomitem babskiem i zwrócisz się do mnie — to mój fryzjer wykłuje ci oczy. Będziesz się wściekał, a ja cię wyśmieję.

Twoja służka Lançon.

List ten nie doszedł do celu przeznaczonego. Albo raczej przyszedł w nieodpowiedniej chwili, kiedy czterdziestoletnia znakomita pani, znawczyni sztuki miłosnej, zamknąwszy się z młodym Duvalem na 24 godzin darzyła go „szczytem błogości“. Posłaniec nie mogąc się dopukać, podsunął list przez szparę drzwi.
Duval przeczytał go zapóźno, kiedy minął termin 24-godzinny i kiedy był zbyt wyczerpany, aby pisać o miłości — narazie zbrzydła mu nawet jego wielka dama. Machnął ręką i położył się spać na 24 godzin.
Joanna nie doczekawszy się odpowiedzi, zaklęła: „Osioł!“ — i wymazawszy Duvala ze swego serca, zwróciła się do fryzjera Lamet‘a.
Czas opowiedzieć coś o nim.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Leopold Blumental.