Pan Beksalski

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Elwira Korotyńska
Tytuł Pan Beksalski
Podtytuł Komedyjka w 1-ym akcie
Pochodzenie Księgozbiorek Dziecięcy Nr 52
Wydawca „Nowe Wydawnictwo”
Data wydania 1934
Druk Bristol
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron

KSIĘGOZBIOREK DZIECIĘCY.
E. KOROTYŃSKA.



Pan
Beksalski.
Komedyjka w 1-ym akcie.
NAKŁADEM „NOWEGO WYDAWNICTWA“
WARSZAWA, ul. MARSZAŁKOWSKA 141.
Druk. „BRISTOL“ Warszawa, Elektoralna 31






OSOBY:

Jaś lat 9.
Kocio lat 12.
Cesia lat 10.
Nastusia, dziewczynka lat kilkunastu.
Głos za sceną.


Rzecz dzieje się w mieście. Scena odbywa się w pokoju dziecinnym, gdzie stoi stół, krzesła, szafa, leżą książki i kajety. Może być etażerka i łóżko. Na oknie kwiaty.



AKT I.
SCENA 1.
Jasio (siedzi nad książką, oparty łokciami na stole i płacze).

U—u—u! u—u! ja nieszczęśliwy!

(Wpada Cesia i woła):


Cesia.

I czegoż tak znów zawodzisz! Już obrzydły nam wszystkim te twoje lamenty... Co ci się stało?

Jasio.

Nie mogę się wyuczyć gramatyki... A! a! a! (znów płacze).


Cesia.

Zamiast płakać, przyszedłbyś do mnie lub do Kocia, a pomoglibyśmy z największą chęcią...

Jasio.

Taka trudna, że i wy nie nauczycie...

Cesia.

Tak źle nie będzie... Pokaż, co tam masz tak trudnego do wyuczenia się...

Jasio (płaczliwym tonem)

Te nieznośne odmiany, wyliczanie przypadków i nazw... np. mianownik, dopełniacz... ot już zapomniałem, jak się trzeci nazywa... U! u! u! (płacze).

Cesia.

A przestańże, bekso jeden! I czegoż tu płakać?... Trzeci zwie się celownik, bo oznacza cel, np. ku słońcu, ku dobru, lub kierunek np. idziemy ku wschodowi... Cóż tak trudnego zapamiętać?...

Jasio (wymienia po kolei).

Mianownik, dopełniacz, celownik...

Cesia.

A czwarty?

Jasio (chwilkę myśli).

Czwarty?.. czwarty? otóż to właśnie, że zapomniałem (opiera głowę na rękach i płacze).

Cesia (z gniewem).

Dosyć już tego! słuchać tych beków nie mogę! Czwarty: Biernik. Powtórz!..

Jasio (jeszcze płacząc).

Biernik... U! u! u!

Cesia.

I czegóż teraz płaczesz? Czy na zapas?...


Jasio.

Bo się gniewasz... U! u! u!

Cesia.

No, cicho, cicho, już się wcale nie gniewam, ale przestań się mazać... Powtórz...

Jasio.

Mianownik, Biernik, Celownik..

Cesia (przerywa).

Mianownik, Dopełniacz nie biernik...

Jasio.

Mianownik, Dopełniacz, Celownik, Biernik... A co dalej?

Cesia.

Wołacz.

Jasio.

Ach! prawda, prawda! to będę pamiętał...


Cesia.

Szósty będzie narzędnik... Siódmy miejscownik...

Jasio.

Mianownik, Dopełniacz, Celownik, Biernik, Wołacz, Narzędnik, Miejscownik...

Cesia.

A widzisz! I potrzebne te płacze?... Jak ty się tego nie wstydzisz?... Powtórz sobie raz jeszcze, żebyś się jutro nie pomylił. (Wychodzi).

SCENA 2.
Jaś (sam) potem Kocio.
Jaś (podskakując na jednej nodze).

Umiem! umiem! ach! jakto dobrze! Ale... (zamyśla się) Ale... ta nauczycielka taka sroga... chociażbym nie wiem, jak umiał, gotowa mi dać (płaczliwie) pałkę!.. Ach! ja nieszczęśliwy! pałkę, pałkę, dostanę! palicę, nie więcej!... U! u! u! (płacze).

Kocio (wchodzi i stoi zdziwiony).

Czego ryczysz?!... Co ci dolega? kto cię pobił? kto na życie twoje nastaje?... Ach! ty bekso, ty bekso! kiedyż się nareszcie poprawisz?

Jaś.

Pałkę, pałkę dostanę...

Kocio.

Będziesz miał się czem bronić, kij lub pałka zawsze się chłopcom przydadzą...

Jaś (płacząc).

Pałkę z gramatyki...

Kocio.

A to dlaczego? Wszak jest na to rada: naucz się dobrze, a dostaniesz piątkę...


Jaś.

Umiem doskonale, ale ta nauczycielka polskiego taka sroga... napewno da mi pałkę...

Kocio.

Ale jeszcze nie dała... pocóż więc lamentujesz?... Zresztą, jak będziesz umiał, nikt ci nie da palicy... Uspokój się!..

Jaś.

Dobrze mówić: uspokój się! jak masz same piątki..

Kocio.

Bo się nie mażę...

Jaś.

Bo nie masz czego się mazać..

Kocio.

A ty masz czego? Naprzykład teraz? Toć nie wiesz jaki stopień dostaniesz i już płaczesz..


Jaś (ocierając oczy).

Jestem pewny, że dostanę zły stopień, taki już mój los...

Kocio.

Co tam los? Ucz się pilnie, nie becz, a będziesz pierwszym uczniem w klasie... masz duże zdolności...

(Wchodzi Nastusia).


Nastusia.

Proszę paniców na obiad... A cegój, to panicyk Jasio bucał?...

Jasio.

Cicho bądź! co ci do tego? pilnuj swojego garnka!...

Nastusia.

Pilnuję, pilnuję, panicyku... ugotowałam to, co panicyk tak lubi.


Jasio (ożywiając się).

Coś ugotowała? zupę rakową, co? tak?

Nastusia (tajemniczo).

O, coś lepsego... Zupę wiśniową z gzankami...

Jasio.

Coo? zupę wiśniową?! Nie będę jadł! Nie cierpię! nie znoszę! głowa mi po niej boli! Pfuj!... (po chwili) Nie pójdę na obiad! Będę dziś głodny... umrę z głodu! o, ja nieszczęśliwy! (płacze).

Nastusia.

Ola Boga! co ten panic wyprawia! Toć nie dalej jak zeszłego tygodnia panic mówił, zeby codzień zupę z wiśni gotować... Teraz znów nie lubi!... Musi panic chory na nerki...


Kocio.

Jakie nerki? co pleciesz?!

Nastusia.

A no na te jakieś nitki, co pani mówiła, ze po clowieku psechodzą...

Kocio (śmiejąc się).

To nie nerki, ale nerwy...

Nastusia.

Wsystko jedno!...

Jasio.

Idź sobie! czego chcesz?... Zjadaj sobie moją zupę wiśniową!.. (płacze) Umrę z głodu! Napewno umrę!...

Kocio.

Daj pokój! chodź na obiad! Tatuś będzie się gniewał.


Nastusia.

I będzie cego się gniewać!... Niech panice idą! (wychodzi).

Kocio (bierze Jasia za rękę).

Daj pokój! chodźmy!

Jasio.

Ale jeść zupy nie będę!

Kocio.

Dobrze, dobrze! zobaczymy! (wychodzą).

SCENA 3.
Kocio, Cesia, potem Nastusia.
Cesia.

Co tu robić z tym Jasiem? Płacze i lamentuje o byleco, ani chwili nie da spokojnej... Poproszę mamusi, żeby mi dała inny pokoik... Uczyć się wcale nie mogę... Byle powód, a czasem, i to najczęściej, bez powodu — piszczy, szlocha, jakby mu kto krzywdę wyrządził...

Kocio.

A teraz czego płakał?

Cesia.

Uczył się geografji... Naraz wyczytał, że gdzieś w Afryce rośnie kakao z którego się robi czekolada... Zaraz w płacz!... Pytam się go czego? A on mówi, szlochając:
— Jakżem nieszczęśliwy, że się nie urodziłem w tej Afryce... ja tak lubię czekoladę, tak za nią przepadam... tambym miał ilebym zechciał!... — I tak dalej i dalej... beczał i beczał bez przerwy, aż zagroziłam mu, że powiem tatusiowi... To coś okropnego!...

Kocio.

Rzeczywiście, to nie do uwierzenia!.. Chyba żartujesz?

Cesia.

Ależ nie żartuję! Mówię najoczywistszą prawdę!

Kocio.

Trzeba go z tego wyleczyć... Toć obrzydnie on wszystkim...

Cesia.

Już teraz patrzą nań, jak na warjata!

Kocio.

Bo prawdziwie do niego podobny... Co tu robić? co robić?

(Wbiega Nastusia).

Nastusia.

Panienko! panicu! co ten panie Jasio wyprawia! Niech panic zobacy!

Kocio.

Cóż takiego?

Nastusia.

Psysła panienka Jadzia z sąsiedztwa i powiedziała, że cyganie w lesie na polance i ze tutaj tez psyjdą... Panic usłysał... Jak nie zacnie płakać, ze mu zabawki ukradną, ze powyciągają z safy ubranie!...
Panienka Jadzia mówiła, ze mu nic nie wezmą, ze wchodzą tylko do kuchni, ale to nic nie pomogło... Płace i zabawki i wsystko zakopać chce w ziemi... Niech panienka i panic idą!.. (wychodzi).

Kocio.

To już przechodzi granice! chodźmy!..

(Wychodzą).

SCENA 4.
Cesia, Kocio, potem Jasio i Nastusia.
Cesia (do wychodzącego Kocia).

No i cóż? uspokoił się?

Kocio.

Uspokoił się, ale po jakich namowach! Wprost nie do uwierzenia, żeby taki duży chłopak był podobnym beksą!..

Cesia.

Jakby go z tego uleczyć?...

Kocio.

Sądziłem, że to choroba... poszedłem do doktora, ojca mojego kolegi Stasia, zapytując, czy jest na to lekarstwo. Odpowiedział, że chłopak zdrów jak ryba, że jest rozpieszczony przez rodziców, więc sobie na beki pozwala... że bardzo to brzydka wada u chłopca... Wreszcie obiecał nam dopomódz w jego uleczeniu z tego obrzydliwego beksalstwa...

Cesia.

W jaki sposób? Powiedz...

Kocio.

Wiesz, że mamy zamiar jechać do babci, którą Jasio kocha serdecznie. Jest tam chłopczyk w jego wieku, bawi się więc doskonale, a przysmaki i owoce z ogrodu również go tam ciągną... Doktór chce go opukać i uznać za chorego, z powodu jego ciągłych łez, wylewanych bez przyczyny... Naturalnie, że nie pojedzie z nami... Może się w ten sposób poprawi...

Cesia.

Będzie to dla niego okropną karą...


Kocio.

Ale go nazawsze poprawi...

Cesia.

Gdybyż się poprawił!

Kocio.

Poprawi się! poprawi!

(Wbiega Jasio).


Jasio.

Jedziemy, jedziemy do babci! Za dwie godziny przyjedzie powóz i zabierze nas wszystkich! Ale gdzież mój palant?... O, ja nieszczęśliwy! ktoś mi go zabrał!... (płacze).

Kocio.

Znowu płaczesz?...


Nastusia (wpada).

Panicu! panicu Jasiu! prosę ze mną! Doktór psysedł!

Jaś.

Poco mi doktór? Gdzie mój palant?!

(Głos za drzwiami).

Jasiu! chodź na chwilkę!

Jasio

To głos tatusia... idę!...

(Nastusia i Jaś wychodzą).


Kocio.

Doktór dotrzymał słowa.... przyszedł...

Cesia.

Ach! gdyby go to poprawiło!..

(Wchodzi Nastusia).

Nastusia.

Panica połozyli do łózka... Doktór powiedział, że ile razy będzie beksał, tyle razy do łózka go wepchną... I do pani starsej nie pojedzie... A im więcej będzie płakał, tem dłuzej lezeć musi... Mówi, ze to cięzka choroba te płace, więc lezeć musi...

Cesia.

Biedny Jasio!

Kocio.

Pocierpi, ale się poprawi.

Nastusia.

Oj, zeby się poprawił, a toć wytsymać z nim nie mozna... cięgiem płace i płace...


Cesia.

Czy bardzo się zmartwił?

Nastusia.

O, bardzo... ale nie płakał, bo mu doktór obiecał, że jak przez dzień cały nie będzie bucał, to pojedzie jutro do pani starsej...

Cesia.

Wiesz co, Kociu, i my jutro pojedźmy, dziś nie miłoby było bez Jasia...

Kocio.

I jemu nie będzie tak przykro, jeśli pozostaniemy...

Cesia.

Pójdźmy go pocieszyć i powiedzieć, że nie jedziemy..

Kocio.

Pójdźmy!


Nastusia.

A co będzie z powozem?

Cesia.

Pójdziemy jutro w trójkę na własnych nogach...

KONIEC.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Elwira Korotyńska.