Pamiętnik dr Z. Karasiówny/Tak bywa często

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Karasiówna
Tytuł Pamiętnik
Pochodzenie Pamiętniki lekarzy
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Data wydania 1939
Drukarz Drukarnia Gospodarcza Władysław Nowakowski i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały pamiętnik
Pobierz jako: Pobierz Cały pamiętnik jako ePub Pobierz Cały pamiętnik jako PDF Pobierz Cały pamiętnik jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


Tak bywa często.

Siedzenie ze słomy okazuje się najpraktyczniejsze, gdy jedzie się chłopskim wózkiem. Najmniej odczuwa się złą drogę. Najgorsze jest drewniane. Po dwóch godzinach jazdy, gdy człowiek wysiada z wózka, nie wie, czy ma wszystkie wnętrzności. Słoma łagodzi wstrząsy. Brzuch się nie rozleci. Jednak słoma przedstawia duże trudności techniczne. Trzeba umieć na snopku siedzieć. Geometrycznie w środku. Powiem ściślej: środkiem w środku. Bo jeżeli tylko trochę zboczy się z linii środkowej, wyrasta zaraz z jednego boku góra, z drugiej przepaść. Góra rośnie, przepaść stopniowo się pogłębia. Po kwadransie pasażer siedzi na dnie wozu. Snopek wysunął się w górę. Poza tym gdy koń rusza, spada się z zadartymi w górę nogami w tył, poza siedzenie słomiane. Gdy jedzie się do góry człowiek zsuwa się w tył powoli. Gdy na dół, spada się na plecy furmana. Jeżdżenie na siedzeniu słomianym jest osobną sztuką. Każdy doświadczony lekarz ją posiada.
Po 3-ch godzinach słomianych trudności przyjechałam do chorego. Jak zwykle nie wiedząc, do czego jadę. W takim wypadku przezorność nie zawadzi. Pewien lekarz przywiózł raz wszystkie narzędzia położnicze przez ostrożność. Przyjechał do starego chłopa. I w tym wypadku chłop choruje. Spuchł z powodu choroby serca. Stan ciężki. Dostał już digitalis z dodatkiem środków moczopędnych. Nie używa soli, mało pije. Wszystko jak potrzeba. Okazuje się, że miał już lekarza. Ale nie bardzo sklęsnął. Trzeba by mu wstrzyknąć moczopędny środek rtęciowy. Są takie novuryty na świecie. Mam nawet jedną ampułkę przy sobie. Sprawa prosta. Może się jeszcze jakoś wygrzebie. Odejdzie kilkanaście litrów moczu. Będzie mógł lżej oddychać. Będzie mógł jeść. Zacznie spać w nocy. Pożyje jeszcze jakiś czas.
Tylko że przedtem trzeba się koniecznie przekonać, czy nerki zdrowe. Na chore nowuryt by zaszkodził. Mogło by się źle skończyć.
Oczywiście, że prostą jest rzeczą zbadać mocz. Najprostszą w świecie. Wystarcza sięgnąć ręką po mikroskop. Położyć szkiełko pod soczewką.
Tylko że mikroskop został w domu. A tu jest Górna Tarnawa. Mogę pojechać z moczem chorego do domu. Ale wtedy odjadę z zastrzykiem od pacjenta. Jednym słowem muszę przyjechać jeszcze raz. Przyjechać po zbadaniu moczu. Zapewniam że na drugi wyjazd nie wezmę pieniędzy. Za pierwszy sam pacjent na razie nie chce płacić. Zaczyna mu się to wydawać podejrzane. Zapłaci jutro, gdy przyjadę z zastrzykiem. Dzisiaj już bardzo późna godzina. Jutro znów przyślą po mnie konie.
Nie przyjechały konie drugi raz. Nie wiem, co się stało z pacjentem.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Karaś.