Pamiętnik dr Z. Karasiówny/Łożysko zostało z poważaniem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Zofia Karasiówna
Tytuł Pamiętnik
Pochodzenie Pamiętniki lekarzy
Wydawca Wydawnictwo Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
Data wydania 1939
Drukarz Drukarnia Gospodarcza Władysław Nowakowski i S-ka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały pamiętnik
Pobierz jako: Pobierz Cały pamiętnik jako ePub Pobierz Cały pamiętnik jako PDF Pobierz Cały pamiętnik jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


Łożysko zostało z poważaniem.

Przerwanie ciąży u lekarza kosztuje kilkadziesiąt złotych, nawet po znajomości. Osobno za świadectwa trzeba płacić. A poronienie, skoro już raz krwawić zaczęło, załatwić musi lekarz za darmo.
Oczywiście o ile się jest ubezpieczoną lub żoną ubezpieczonego.
Więc kobiety poszły po rozum do głowy z pomocą miejscowych akuszerek.
Bierze się w tym celu drucik lub jakikolwiek podobny przyrząd. Podobno i szczoteczki do zębów się nadają. A nieboszczyk, profesor Rosner wspominał kiedyś na wykładzie nawet o marchewce. Jednym słowem przyrządów jest wiele i bardzo różnorodnych. Tylko jedną wspólną mają cechę; do zabiegu się ich nie gotuje. Będzie zakażenie, to się powie, że lekarz winien. Bo lekarz potem robi skrobankę. Tak wymyśliły akuszerki. I ruch jest coraz większy. Trzy do czterech razy w tygodniu słyszę to samo: „podniosłam ręce do góry, dźwignęłam dziecko, spadłam ze schodów i rzucił się krwotok“. Oczywiście same żony ubezpieczonych. 5 zł płacą akuszerce za drucik i zakażenie. Pracę lekarza dostają za darmo. Sezon poronień.
Wreszcie pewnej nocy zajeżdża prywatny mąż. Przywozi list od akuszerki. Położne przyzwyczaiły się już do tego, że żądam dokładnej informacji do czego wzywają. Muszę wiedzieć, co że sobą zabrać. Bo w razie zabrania nieodpowiednich instrumentów, ryzykuje się 4 godziny czasu — czekanie na posłańca lub co gorsza — wracanie po rzeczy.
A z porodem różnie bywa. Za 4 godziny będą narzędzia — ale zato nie będzie już rodzącej.
Więc list jest.
„Wielmożna Pani — oczywiście jest napisane, żeby nie wątpić o dobrym wychowaniu położnej — i dalej: „płut się urodził, łożysko zostało z poważaniem“.
Więc jedziemy z prywatnym mężem do wyjęcia łożyska po porodzie Większość narzędzi została w domu, bo zabieg wykonuje się ręką.
„A dziecko żyje?“ pytam męża po drodze. Jakie dziecko? — odpowiada mąż. Przecie to poronienie w trzecim miesiącu. „No to zawrócić konie, musimy zabrać rzeczy do skrobanki“.
I tak tracimy półtora godziny. A list otrzymałam jak się należy.
Było i Wielmożna Pani i z poważaniem — wszystko co potrzeba.
Brakowało tylko jednej małej informacji: poród czy poronienie. A przydałaby się i druga: zapłaci, czy nie zapłaci.
Bo jak się można domyśleć nie zapłaciła. Jazda tam i z powrotem 4 godziny. Gotowanie narzędzi pół godziny. Mycie rąk 15 minut. Zabieg 10 minut. Wymyślanie na otoczenie celem zorganizowania pomocy przy zabiegu 1 godzina. Cucenie zemdlonego męża 15 minut. Czyszczenie narzędzi po zabiegu pół godziny. Razem 6 godzin 10 minut, w noc.
Według cennika 72 zł za stratę czasu, 45 zł za zabieg.
Razem 117 zł.
Zapłaciłam 15 zł za skargę o należność.




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Zofia Karaś.