Płomienie (Zbierzchowski)/Jesień

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Henryk Zbierzchowski
Tytuł Jesień
Pochodzenie Szlakiem Legionów
Data wydania 1916
Wydawnictwo Wydawnictwo Księgarni Maryana Hasklera
Miejsce wyd. Wiedeń
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


JESIEŃ.

 
Wiem ach! wiem,
Że jesień się zbliża smutna.
Mówią mi o tem liście drzew
Zwarzone śmierci tchem,
Mówi mi wiatru zimny wiew
Co nocą łka,
Mówi mi o tem mgła,
Snująca białe płótna
Wśród sinych pól,
Mówi mi o tem tępy ból,
Ukryty wśród duszy głębin,
I kraśne korale jarzębin,
Płonące w słońcu jak krew.
 
Wiem ach! wiem,
Próżno tę myśl chcę odegnać,
Kończą się radość, słońce, śpiew
Zwarzone śmierci tchem.
Czuję już zimny, mroźny wiew.
Coś kończy się,

Coś wkrótce zginie w mgle,
Trzeba się z czemś pożegnać.
I taki żal,
Że szczęście już odchodzi w dal,
I znika wśród nocy głębin.
O! kraśne korale jarzębin,
Płonące w słońcu jak krew!
 
Wiem ach! wiem,
Że gdzieś, w ten czas jesieni
Giną bracia, jak liście drzew
Zwarzone śmierci tchem.
Że każdy dzień to krwawy siew.
Przez jakiś czar
Widzę tysiące mar
Korowód bladych cieni,
Jak płyną w dal,
Wlokąc swą rozpacz, nędzę, żal,
I nikną wśród nocy głębin.
O! kraśne korale jarzębin,
Płonące w słońcu jak krew!










Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Henryk Zbierzchowski.