O spuściźnie duchowej

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Tadeusz Miciński
Tytuł O spuściźnie duchowej
Pochodzenie Życie dwutygodnik
Rok III (wybór)
Redaktor Stanisław Przybyszewski
Wydawca Stanisław Przybyszewski
Data wydania 1899
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały wybór
Pobierz jako: Pobierz Cały wybór jako ePub Pobierz Cały wybór jako PDF Pobierz Cały wybór jako MOBI
Indeks stron
T. MICIŃSKI: O SPUŚCIŹNIE DUCHOWEJ.

»Nie mów — leniwych duchów nie budź rzeszy,
»Bobyś obudził ogień nienawiści;
»Kto grzeszny teraz — niechaj jeszcze grzeszy,
»A kto jest czysty — niech się jeszcze czyści.
»Czas bliski, który święte z nas pocieszy,
»A złymi pogna, jak wiatr, chmurą liści;
»I będą się jak zwiędły liść sypali,
»W czarne jeziora, które duch zapali«.



Jeśli było trudno za upadku rzymskiego Cesarstwa wstrzymać się od pisania satyry — tem trudniej nam obecnie stłumić okrzyki grozy lub elegii.
My — na przerąbie wieku dwudziestego! dawne bohatyry! potem rycerze śniący! potem budzący się! potem — wieszcze! a teraz — co? Antreprenerzy — epikurejczycy i nędzarze!
Kiedy się patrzy na ruiny Koloseum — czoło się marszczy — rozrasta się pierś.
Kiedy się patrzy na ruiny nasze — ręce opadają i na języku coś zbiera. Protestujecie? o bezwątpienia! lubicie się poetyzować, lubicie pochlebstwa, lubicie literackich eunuchów, od których roi się wasza stolica.
Wy — patryoci — tak pysznie podczas śniadań rozprawiający o tem, co się powinno u nas dokonywać!
Wy — obrażani, a tak dobre interesy robiący na obrazicielach!
Dręczą was obce świątynie na waszych placach, ale który uchyli serca we własnej?
Mickiewiczowi stawiacie posągi, a piętnaście lat jego życia — jego wysileń prometejskich, aby rozbudzić wasze bawełniane mózgi — uważacie za stracone!
I w tem jednem macie słuszność — bo wy nic — prócz strzępów nie uchwyciliście ze spuścizny Króla Ducha, który się objawił przez wieszczów.
»Gdybym swe ognie mógł w słuchaczy przelać«, marzył każdy z nich — i oto jak muchy brzęczące latają dźwięki ich harf koło waszych uszu, ale żadna pieśń »waszych wnętrzności nie zatarga«.
Odżegnaliście się od »romantyzmu«, i przez to zerwaliście związek z rdzeniem swego narodu.
Tu nie chodzi o podniety chwilowe, o egzaltacye w noc miesięczną — ani o przewagę studentów w polityce —
ale o to, żeby »wasze prawa i wasze granice rozszerzały się wraz z duchem waszym«.
Ilu z was powstając rano, myśli co się w kraju dzieje? — nie jakie plotki kursują, ale jak rośnie zboże naszej narodowości?
Ilu z was przyczynia się do dzieła miłości i prawdy?
Ilu z was czynem zaświadczy, iż nie są nędznymi »zjadaczami chleba?«
Ilu z was należy do hufca żołnierzy Chrystusowych?
Wy — bracia, gryzący się jak psy — o kość! — wy — nienawistni — małoduszni — kabotyni!


Jeżeli ani ewangelia, ani wieszcza pieśń trafić do was nie mogły — oby się znalazł porywczy Piotr, któryby wam poobcinał uszy!



Wiem, że grzeszę, mówiąc do was w ten sposób — do swoich braci i ziomków, lecz i to wiem, że te słowa nie dojdą waszego serca, jeno waszej wątroby.
Bo wy macie swoje kuryerki, swoich Omletowiczów — swoje bibki i miłostki — swoje arcydzieła teatralne i swoje geszefty.
Żyjecie w narodzie i z narodu, ale nie tworzycie jego ducha — tylko jego strupy!
Ale do wszystkich tęskniących, do wszystkich płomiennych, do wszystkich mocnych, do wszystkich cichych — zanoszę bratnie życzenie: odrodźmy się w duchu naszych wieszczów!
Wielki słowiański dzwon zakopany w piasku podnieśmy — i rozkołyszmy go naszemi sercami.
W podziemiach się rozlegnie jego dźwięk i przebudzi tych, co jeszcze śpią.
A sowy — nietoperze — i opasłe w spiżarniach szczury — pozabija swym hukiem — lub odpędzi precz.


Słyszałem raz, jak młoda dziewczyna wiejska, wychodząc z kościoła świętej Anny — rzekła do siebie:
— Bardzo pięknie te śpiewaki nucą, ale czemu to nie wszyscy? —
Kiedy lud się modli — każdy śpiewa od starego do dzieciaka.
Ale »inteligencya« zwykła tylko się przysłuchiwać.
Kto chce chórów potężnych i strzelistych i głębokich — niech śpiewa wraz z ludem: »Veni Creator«. Bo »lud — to człowiek cierpiący — człowiek tęskny — człowiek wolny w duchu, człowiek, który nie przychodzi, z zapasem gotowych systemików«.
I jemu dano będzie odgrzebać z prochu posągi naszych wieszczów — i stworzyć nowe.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Tadeusz Miciński.