Strona:Życie dwutygodnik. Rok III (1899) wybór.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


T. MICIŃSKI: O SPUŚCIŹNIE DUCHOWEJ.

»Nie mów — leniwych duchów nie budź rzeszy,
»Bobyś obudził ogień nienawiści;
»Kto grzeszny teraz — niechaj jeszcze grzeszy,
»A kto jest czysty — niech się jeszcze czyści.
»Czas bliski, który święte z nas pocieszy,
»A złymi pogna, jak wiatr, chmurą liści;
»I będą się jak zwiędły liść sypali,
»W czarne jeziora, które duch zapali«.



Jeśli było trudno za upadku rzymskiego Cesarstwa wstrzymać się od pisania satyry — tem trudniej nam obecnie stłumić okrzyki grozy lub elegii.
My — na przerąbie wieku dwudziestego! dawne bohatyry! potem rycerze śniący! potem budzący się! potem — wieszcze! a teraz — co? Antreprenerzy — epikurejczycy i nędzarze!
Kiedy się patrzy na ruiny Koloseum — czoło się marszczy — rozrasta się pierś.
Kiedy się patrzy na ruiny nasze — ręce opadają i na języku coś zbiera. Protestujecie? o bezwątpienia! lubicie się poetyzować, lubicie pochlebstwa, lubicie literackich eunuchów, od których roi się wasza stolica.
Wy — patryoci — tak pysznie podczas śniadań rozprawiający o tem, co się powinno u nas dokonywać!
Wy — obrażani, a tak dobre interesy robiący na obrazicielach!