Strona:Życie dwutygodnik. Rok III (1899) wybór.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jeżeli ani ewangelia, ani wieszcza pieśń trafić do was nie mogły — oby się znalazł porywczy Piotr, któryby wam poobcinał uszy!


Wiem, że grzeszę, mówiąc do was w ten sposób — do swoich braci i ziomków, lecz i to wiem, że te słowa nie dojdą waszego serca, jeno waszej wątroby.
Bo wy macie swoje kuryerki, swoich Omletowiczów — swoje bibki i miłostki — swoje arcydzieła teatralne i swoje geszefty.
Żyjecie w narodzie i z narodu, ale nie tworzycie jego ducha — tylko jego strupy!
Ale do wszystkich tęskniących, do wszystkich płomiennych, do wszystkich mocnych, do wszystkich cichych — zanoszę bratnie życzenie: odrodźmy się w duchu naszych wieszczów!
Wielki słowiański dzwon zakopany w piasku podnieśmy — i rozkołyszmy go naszemi sercami.
W podziemiach się rozlegnie jego dźwięk i przebudzi tych, co jeszcze śpią.
A sowy — nietoperze — i opasłe w spiżarniach szczury — pozabija swym hukiem — lub odpędzi precz.


Słyszałem raz, jak młoda dziewczyna wiejska, wychodząc z kościoła świętej Anny — rzekła do siebie:
— Bardzo pięknie te śpiewaki nucą, ale czemu to nie wszyscy? —
Kiedy lud się modli — każdy śpiewa od starego do dzieciaka.
Ale »inteligencya« zwykła tylko się przysłuchiwać.
Kto chce chórów potężnych i strzelistych i głębokich — niech śpiewa wraz z ludem: »Veni Creator«. Bo »lud — to człowiek cierpiący — człowiek tęskny — człowiek wolny w duchu, człowiek, który nie przychodzi, z zapasem gotowych systemików«.
I jemu dano będzie odgrzebać z prochu posągi naszych wieszczów — i stworzyć nowe.