O dumie narodowej Wielkorusów

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Włodzimierz Lenin
Tytuł O dumie narodowej Wielkorusów
Pochodzenie Pamięci Hercena; O dumie narodowej Wielkorusów
Wydawca Spółdzielnia Wydawnicza „Książka”
Data powstania 1914
Data wydania 1945
Druk Zakł. Graf. „Książka”
Tłumacz E. B.
Tytuł orygin. О национальной гордости великороссов
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron


O DUMIE NARODOWEJ WIELKORUSÓW[1]



Jak wiele się ostatnio mówi, rozprawia, krzyczy o narodowości, o ojczyźnie! Liberalni i radykalni ministrowie Anglii, mnóstwo „postępowych“ publicystów Francji, (co do których okazało się, że są zupełnie zgodni z publicystami reakcji), krocie urzędowych, kadeckich i postępowych pismaków w Rosji (aż do niektórych narodnickich i „marksistowskich“ włącznie) — wszyscy na tysiąc sposobów opiewają wolność i niepodległość „ojczyzny“, doniosłość zasady samodzielności narodowej. Nie podobna odróżnić, gdzie się tu kończy sprzedajny chwalca kata Mikołaja Romanowa, albo oprawców, znęcających się nad Murzynami i mieszkańcami Indyj, a gdzie się zaczyna tuzinkowy mieszczuch, płynący wskutek tępoty lub braku charakteru „z prądem“. A zresztą nie warto się nad tym zastanawiać. Mamy tu do czynienia z bardzo szerokim i głębokim prądem ideowym, którego korzenie są niezwykle ściśle związane z interesami panów obszarników i kapitalistów narodów wielkomocarstwowych. Na propagandę korzystnych dla tych klas idei trwoni się corocznie dziesiątki i setki milionów: jest to spory młyn, który czerpie wodę zewsząd, poczynając od przekonanego szowinisty Mieńszykowa i kończąc na szowinistach z oportunizmu lub z braku charakteru, Plechanowie i Masłowie, Rubanowiczu i Smirnowie, Kropotkinie i Burcewie.
Spróbujmyż i my, wielkorosyjscy socjaldemokraci, określić swój stosunek do tego prądu ideowego. Dla nas, przedstawicieli wielkomocarstwowego narodu skrajnego wschodu Europy i sporej części Azji, byłoby rzeczą nieprzyzwoitą zapominać o olbrzymim znaczeniu kwestii narodowej; — zwłaszcza w takim kraju, który słusznie nazywają „więzieniem ludów“; — w takim czasie, kiedy właśnie na dalekim wschodzie Europy i w Azji kapitalizm budzi do życia i świadomości cały szereg „nowych“ narodów wielkich i drobnych; — w takiej chwili, kiedy monarchia carska wezwała do broni miliony Wielkorusów i „inorodców“, by „rozwiązać“ cały szereg zagadnień narodowych zgodnie z interesami rady zjednoczonej szlachty i Guczkowów z Krestownikowami, Dołgorukowami, Kutlerami, Rodziczewami.
Czy obce jest nam, świadomym proletariuszom wielkorosyjskim, uczucie dumy narodowej? Oczywiście, nie! Kochamy swój język i swoją ojczyznę, pracujemy najwięcej nad tym, by jej masy pracujące (czyli 9/10 jej ludności) podnieść do poziomu świadomych demokratów i socjalistów. Nas najbardziej boli, gdy widzimy i czujemy, jakim gwałtom, uciskowi i szykanom poddają naszą piękną ojczyznę carscy oprawcy, szlachta i kapitaliści. Jesteśmy dumni, że gwałty te napotykały na opór w naszym środowisku, w środowisku Wielkorusów, że to środowisko dało Radiszczewa, dekabrystów, rewolucjonistów — raznoczyńców lat 70-tych, że wielkorosyjska klasa robotnicza stworzyła w roku 1905 potężną rewolucyjną partię mas, że chłop wielkorosyjski zaczął w tym czasie stawać się demokratą, zaczął obalać klechę i obszarnika.
Pamiętamy, że przed pół wiekiem demokrata wielkorosyjski, Czernyszewski, niosąc swe życie w ofierze rewolucji, rzekł: „nędzny naród, naród niewolników, od góry do dołu sami niewolnicy“. Jawni i zamaskowani niewolnicy — Wielkorusy (niewolnicy wobec monarchii carskiej) nie lubią wspominać o tych słowach. Według nas zaś, były to słowa prawdziwego umiłowania ojczyzny, miłości, która cierpiała z powodu braku rewolucyjności w masach ludności wielkorosyjskiej. Wtedy jej nie było. Teraz jest jej niewiele, lecz już jest. Jesteśmy pełni poczucia dumy narodowej, albowiem lud wielkorosyjski również stworzył klasę rewolucyjną, również dowiódł, że zdolny jest dać ludzkości wielkie wzory walki o wolność i o socjalizm, a nie tylko wielkie pogromy, las szubienic, katownie, wielki głód i wielkie upodlenie się przed klechami, carem, obszarnikami i kapitalistami.
Jesteśmy pełni uczucia dumy narodowej i dlatego właśnie szczególnie nienawidzimy swej niewolniczej przeszłości (kiedy to szlachta obszarnicza prowadziła na wojnę chłopów, by dusić wolność Węgier, Polski, Persji, Chin) i swojej niewolniczej teraźniejszości, kiedy ci sami obszarnicy, przy współudziale kapitalistów, prowadzą nas na wojnę, by dusić Polskę i Ukrainę, by dławić ruch demokratyczny w Persji i Chinach, by wzmocnić bandę Romanowów, Bobryńskich, Puryszkiewiczów, hańbiącą naszą wielkorosyjską cześć narodową. Nikt nie jest winien, że urodził się niewolnikiem, lecz niewolnik, któremu nie tylko obce są dążenia do własnej wolności, lecz który usprawiedliwia i upiększa swoje niewolnictwo (na przykład nazywa zdławienie Polski, Ukrainy itd. „obroną ojczyzny“ Wielkorusów), taki niewolnik to sługus i cham, wywołujący słuszne uczucie oburzenia, pogardy i obrzydzenia.
„Nie może być wolny naród, który uciska inne narody“, tak mawiali wielcy przedstawiciele konsekwentnej demokracji XIX stulecia, Marks i Engels, którzy stali się nauczycielami rewolucyjnego proletariatu. I my, robotnicy wielkorosyjscy, pełni poczucia dumy narodowej, chcemy bezwzględnie wolnej i niepodległej, samodzielnej, demokratycznej, republikańskiej, dumnej Wielkorosji, opierającej swe stosunki z sąsiadami na ludzkich zasadach równości, nie zaś na poniżającej wielki naród poddańczej zasadzie przywilejów. Właśnie dlatego, że chcemy takiej Wielkorosji, mówimy: nie można w XX stuleciu w Europie (chociażby nawet na dalekim wschodzie Europy) bronić ojczyzny inaczej, niż walcząc wszelkimi środkami rewolucyjnymi przeciw monarchii, przeciw obszarnikom i kapitalistom swojej ojczyzny, t.j. przeciw najgorszym wrogom naszej ojczyzny; — Wielkorusy nie mogą „bronić ojczyzny“ inaczej, niż pragnąc klęski caratu w każdej wojnie, jako najmniejszego zła dla 9/10 ludności Wielkorosji, gdyż carat nie tylko uciska te 9/10 ludności pod względem ekonomicznym i politycznym, ale również demoralizuje, poniża, hańbi i prostytuuje ją ucząc uciskać inne narody, ucząc osłaniać swą hańbę obłudnymi, rzekomo patriotycznymi frazesami.
Odpowie nam ktoś może, że prócz caratu i pod jego skrzydłami zrodziła się i okrzepła inna siła historyczna, kapitalizm wielkorosyjski, który dokonywa pracy postępowej, centralizując pod względem ekonomicznym i zespalając olbrzymie obszary. Ale odpowiedź taka nie tylko nie usprawiedliwia, lecz jeszcze bardziej oskarża naszych socjalszowinistów, których należałoby nazwać carsko-puryszkiewiczowskimi socjalistami (podobnie jak Marks nazywał lassalczyków królewsko-pruskimi socjalistami). Przypuśćmy nawet, że historia rozstrzygnie tę kwestię na korzyść wielkorosyjskiego, wielkomocarstwowego kapitalizmu i przeciw stu i jednemu małym narodom. Nie jest to rzeczą niemożliwą, cała bowiem historia kapitału jest historią gwałtu i grabieży, krwi i brudu. I nie jesteśmy bynajmniej zwolennikami koniecznie małych narodów; jesteśmy bezwarunkowo, zakładając, że wszystkie inne warunki pozostają jednakowe, za centralizacją i przeciw mieszczańskiemu ideałowi stosunków federacyjnych. Jednakże i w takim nawet wypadku, po pierwsze, nie jest naszą rzeczą, nie jest rzeczą demokratów (nie mówiąc już o socjalistach) pomagać Romanowowi — Bobryńskiemu — Puryszkiewiczowi w duszeniu Ukrainy itd. Bismarck urzeczywistniał na swój sposób, sposób junkierski, postępowe dzieło historyczne, lecz wspaniały byłby „marksista“, któremu by na tej podstawie przyszło do głowy usprawiedliwiać pomoc socjalistyczną dla Bismarcka! A przy tym Bismarck pomagał rozwojowi ekonomicznemu, jednocząc rozdrobnionych Niemców, których uciskały inne narody. Ekonomiczny zaś rozkwit i szybki rozwój Wielkorosji wymaga uwolnienia kraju od ucisku przez Wielkorusów innych narodów — o tej różnicy zapominają nasi wielbiciele rdzennie rosyjskich prawie — Bismarcków.
Po drugie, jeżeli historia rozstrzygnie kwestię na korzyść wielkorosyjskiego, wielkomocarstwowego kapitalizmu, to wynika stąd, że tym większa będzie rola socjalistyczna proletariatu wielkorosyjskiego, jako głównego motoru rewolucji komunistycznej, którą rodzi kapitalizm. Dla rewolucji zaś proletariatu niezbędne jest długotrwałe wychowywanie robotników w duchu najzupełniejszej równości i braterstwa narodów; a więc, właśnie ze stanowiska interesów wielkorosyjskiego proletariatu, konieczne jest długotrwałe wychowywanie mas w duchu jak najbardziej zdecydowanej, konsekwentnej, śmiałej, rewolucyjnej obrony całkowitego równouprawnienia i prawa do samookreślenia wszystkich uciskanych przez Wielkorusów narodów. Interes (rozumiany nie po lokajsku) dumy narodowej Wielkorusów jest zgodny z interesem socjalistycznym wielkorosyjskich i wszystkich innych proletariuszy. Dla nas pozostanie wzorem Marks, który po wielu latach pobytu w Anglii stał się na poły Anglikiem i domagał się wolności i niepodległości dla Irlandii w interesie ruchu socjalistycznego angielskich robotników.
Nasi zaś domorośli szowiniści socjalistyczni, Plechanow i inni, w tym ostatnim i przypuszczalnym wypadku, któryśmy rozpatrywali, okażą się zdrajcami nie tylko swojej ojczyzny, wolnej i demokratycznej Wielkorosji, lecz również zdrajcami braterstwa proletariackiego wszystkich ludów Rosji, tj. zdrajcami sprawy socjalizmu.



Przypisy

  1. Artykuł niniejszy wydrukowany został po raz pierwszy dn. 12 grudnia 1914 r. w piśmie „Socjał-Demokrat“ Nr. 35. Red.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Władimir Iljicz Uljanow i tłumacza: anonimowy.