Ołtarzyk polski katolickiego nabożeństwa/Nabożeństwo przy Mszy świętéj

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania

Nabożeństwo przy Mszy świętéj.



Piękne przykłady o wielkiéj zacności téj świętéj Ofiary i o pożytku częstego a nabożnego Mszy św. słuchania.

Ś. Jan z Fakundo, zakonnik, odprawiał co dzień Mszę ś. bardzo rano, a odprawiał tak długo, że ministranci uciekali od ołtarza, a wreszcie żaden nie chciał mu służyć. Przeor zakonu rozkazał mu, aby nie czytał tak długo Mszy ś, Jan ś. zastosował się do tego rozkazum ale po kilku dniach prosił uniżenie przełożonego, aby cofnął ten rozkaz dla ważnych powodów. Przeor chciał wiedzieć te powody. Wyznał mu je zakonnik, ale tylko na spowiedzi. Gdy późniéj przeor za pozwoleniem ś. Jana mógł ogłosić te powody, rzekł do jednego z zakonników: „Wierz mi, że nasz brat Jan dla tego tak długo Mszę odprawia, że mu Bóg objawia wielkie tajemnice, zachodzące we Mszy ś., które tak są wzniosłe, że ich żaden rozum ludzki ogarnąć nie może. Z tych tajemnic takie mi cudowne rzeczy opowiadał, że mnie świętym napełnił przestrachem. Wierz mi, że jemu Chrystus objawia się widzialny, z nim mile rozmawia, pokazuje mu swe pięć ran i tak jego duszę i ciało nasyca, że ludzkiego pokarmu wcale nie potrzebuje. Ojciec Jan widzi ciało Chrystusa w jasnych promieniach i tyle innych niebieskich rzeczy, że żadnemu człowiekowi ich dociec i o nich mówić nie przystoi.” Odtąd wolno było ś. Janowi Mszę ś., jak długo chciał, odprawiać. Wieśniak pewien pobożny chodził bardzo często na Mszę ś., a nawet choć był w polu na robocie, gdy usłyszał głos dzwonka, spieszył czemprędzej do kościoła. Pewnego razu idąc na Mszę, myślał sobie: „Jużem stary, dla tego gdy będę w polu daleko, nie pójdę, choć zadzwonią na Mszę, chyba z domu.” Wtem nagle ujrzy za sobą pięknego anioła, niosącego w zawoju prześliczne róże kwitnące. Chłop przelękniony padł na kolana. Anioł rzekł do niego: „Jestem twoim aniołem stróżem. Bóg mnie posłał, abym chodził za tobą. Ile razy szedłeś na Mszę ś., to za każdym krokiem kwitnąca róża wyrastała. Te róże zbierałem i odnosiłem do nieba. Chodź tedy i nadal na Mszę ś., abyś się nie pozbawiał łaski. Jeżeli aż do zgonu swego wytrwasz w tym uczynku chwalebnym, uwieńczę temi różami przy śmierci twą głowę i tron twój w niebie ustroję w róże na wieczne twoje uczczenie.” Wtem aniół zniknął, a wieśniak podziękował Bogu za to radosne widzenie. Odtąd tak był zachwycony pięknością anioła i cudną wonią róż, że już tylko myślał o rzeczach niebieskich. Wkrótce téż umarł więcéj a pożądania radości niebieskich, aniżeli z boleści choroby.
Ś. Mechtyldzie objawił się Pan Jezus, mówiąc: „Powiadam tobie, że kto pilnie i nabożnie słuchać będzie Mszy ś., temu przy śmierci na pociechę i obronę, oraz do towarzyszenia jego duszy wychodzącéj z ciała, tyle przyślę moich Świętych, ile wysłuchał za życia Mszy świętych nabożnie.” Jakże to słodkie słowa i pociechy pełne! a chociaż nie są artykułem wiary, jednakże uważane są za wiarogodne.
Błogosławiony Nankier, biskup krakowski, a późniéj wrocławski, miał szczególne nabożeństwo do Mszy ś., to téż codziennie wysłuchiwał pobożnie wszystkich Mszy świętych, które się odprawiały w jego kościele. Kiedy umierał, usłyszała pewna pobożna niewiasta śpiewanie aniołów tak dźwięczne i miłe, że mieniła się być w raju. Usłyszała głos, że to są śpiewy aniołów, niosących dusze biskupa Nankiera do nieba. Téj łaski dostąpił za to, że do ofiary Mszy ś. miał wielkie nabożeństwo, przez co zgładził swe grzechy i karę za nie i zasłużył sobie na zgon szczęśliwy i na tak zaszczytne wniebowzięcie.
Ś. Jan Jałmużnik opowiada następujące zdarzenie: Żyło w Aleksandryi dwóch szewców, z których jeden miał zonę i dzieci, a ponieważ codziennie słuchał Mszy ś., błogosławił mu Bóg na dobytku doczesnym; drugiemu, chociaż dzieci nie miał i dniem i nocą pracował, w niczem się nie szczęściło dla tego, że nie słuchał Mszy ś. Wtedy poszedł pewnego razu do drugiego szewca i zapytał go: „Powiedz mi, jakim téż sposobem dorobiłeś się majątku, kiedy daleko mniéj pracujesz, niżeli ja?” Na to odpowiedział ma szewc pobożny, że znalazł skarb, z którego co dzień znosi do domu potrosze. Szewc bezdzietny rzekł wtedy do nieco: „Pokażże mi, kochany sąsiedzie, ten skarb, i dozwól, abym i ja zabrał sobie nieco z niego.” „A więc, odrzekł ma tamten, przyjdź jutro rychło do mnie, to ci pokażę miejsce, gdzie skarb jest ukryty tak wielki, że całe nasze miasto z niego mogłoby być wzbogacone.” Nazajutrz raniutko już stawił się on szewc biedny, lecz jego sąsiad rzekł do niego: „Pójdźmy naprzód na Mszę ś., a potem pójdziemy do skarbu.” Po Mszy ś. zaś puścił go do domu, obiecując go jutro zaprowadzić na miejsce umówione. Nierad odszedł tamten do domu, lecz nazajutrz już rychło przybył, ale jak dnia poprzedniego, był znowu prowadzony na Mszę ś. i z próżną ręką wrócić musiał do domu. Co gdy się dnia trzeciego ponownie z nim stać miało, rzekł oburzony: „Drogę do kościoła znam sam i już od dawna wiem, co to jest słuchać Mszy świętéj; dla tego wcale nie widzę potrzeby, żebyś sobie drwił ze mnie, skoro mi skarbu pokazać nie chcesz” Wtedy odrzekł mu szewc pobożny: „Nie gniewaj się na mnie, mój sąsiedzie, bo nie drwiłem z ciebie, alem ci pokazał miejsce skarbu. Miejsce skarbu bowiem jest kościół, a skarbem jest Msza święta; z niéj codziennie tyle czerpałem dobrego, że w moim domu żadnego nie miałem niedostatku. Jeżeli i ty chcesz tak uczynić, bez wątpienia to samo dobrodziejstwo uzyskasz od Boga. Za świadka odwołuję się na Chrystusa, który powiedział w swéj ewangielii: szukajcie najprzód królestwa niebieskiego i sprawiedliwości jego, a to wszystko (doczesne) będzie wam przydane. Ja od początku mego małżeństwa słuchałem Mszy św., szukałem króelstwa Bożego i rzeczywiście doznałem, że mi Bóg przydał dostatki doczesne; ty zaś pogardziłeś tą zbawienną radą Chrystusa Pana i Mszy Św. zaniedbałeś dla roboty; to téż doznać musiałeś, że ci Bóg nie daje doczesnego mienia, ale przeciwnie dał ubóstwo.” Tego upomnienia usłuchał szewc niepobożny, często odtąd słuchał Mszy św. i doznał błogosławieństwa Bożego.
Z nabożnego słuchania Mszy św. wynika 77 szczególnych łask,[1] z tych kilka tu przytaczamy. Dla ciebie Syn Boży zstępuje z nieba i kryje się pod postacią Hostyi św. — Dla twojego zbawienia rodzi się na nowo duchowym sposobem w każdéj Mszy ś. — Dla twego zbawienia przelewa duchowym sposobem najświętszą krew swoję i ofiaruje ją Bóstwu za siebie. Tą krwią najświętszą skrapia twą duszę i obmywa ją z brzydkich plam. — Za ciebie ofiaruje się Chrystus, jako ofiara pojednania i przywraca ci przyjaźń zagniewanego Boga. — Każdą Mszą ś. odkupujesz więcéj kary, aniżeli innemi surowemi uczynkami pokutnemi. — Kiedy ofiarujesz Mszę św., dasz przenajświętszéj Trójcy dar najprzyjemniejszy. — Nabożném wysłuchaniem jednéj Mszy św. więcéj się zbogacić możesz, jak wszystkiem innem na świecie. — Pilnem a częstem słuchaniem Mszy ś. wyjednasz sobie błogosławieństwo Boże w dobrach duchowych i doczesnych, oraz łaskę szczęśliwéj śmierci. — Wielu grzesznikom ofiarowaniem Mszy ś. nawrócenie wyjednać możesz, a dobroczyńcom wywdzięczysz się stokrotnie za dobrodziejstwa. — Słuchaniem Mszy św. wszystkim prawowiernym chrześcianom wiele do zbawienia uprosić, a dusze, męki czyścowe cierpiące, przez to samo ochłodzić możesz.
Pewien znakomity pisarz kościelny pisze, że Msza ś. jest tak ważną i świętą sprawą, iż wszystkie zasługi N. Maryi Panny, modlitwy Aniołów, prace Apostołów, cierpienia Męczenników cnoty Wyznawców, słowem, dobre uczynki wszystkich Świętych Pańskich, którzy żyli, żyją i żyć będą od początku do skończenia świata, wszystko to razem nie ma tyle znaczenia, ile jedna msza ś., gdyż msza święta znaczy tyle, co śmierć Chrystusowa.
X. Piotr Skarga mówi o Mszy św: „Bogatą bardzo spiżarnią i skarbnicą wszystkich dóbr i potrzeb naszych mamy tę przenajświętszą ofiarę, w któréj sam Chrystus przednim kapłanem i ofiarnikiem będąc, wszystko nam jedna. Tu się pośrednictwo jego i wstawianie się za nami do Ojca pokazuje, i swoje dzielności rozsiewa. Tu prawie przez imię Chrystusowe prosim, gdy ciało Jego i krew, wspominając gorzką śmierć Jego, ofiarujem.”





Przypisy

  1. *) Łaski te są wymienione w książce: Wykład Ofiary Mszy świętéj, przez X. Marcina z Kochem, Kapucyna. Na polskie przełożył T. Daszkiewicz. Książka ta powinna się znajdować w każdym katolickim domu, a zasługuje, aby co dzień w niéj czytać. Piękne przykłady o Mszy św. są właśnie z tego użytecznego dzieła wyjęte.