Noc sierpniowa (Musset)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alfred de Musset
Tytuł Poezye
Data wydania 1890
Wydawnictwo Księgarnia Teodora Paprockiego S-ki,
"Biblioteka Romansów i Powieści"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bolesław Londyński
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
NOC SIERPNIOWA.
POETA.

Dziś wieczorem, gdy po łące
Szedłem w ścieżki ślad,
Zwieszał listki zwiędłe, drżące
Polnéj róży kwiat.
A tuż przy nim wśród zieleni
Pączek zdobił krzak.
On najmłodszy kwiat wypleni,
W najpiękniejszy się więc zmieni:
Człowiek zmienny tak.


MUZA.

Niestety! Zawsze człowiek! Zawsze łzy i jęki!
Wciąż nogi zakurzone, czoło potem zlane!
Nic, tylko straszne walki, krwawéj broni szczęki,
Niech sobie serce kłamie, gdy w głębi ma ranę.
Niestety! We wszech krajach jedno tylko życie:
Dłoń wyciągać, zazdrościć, brać, pożądać skrycie.
Komedya i aktorzy wciąż jedni dokoła,
I cokolwiek wynaleźć fałsz człowieka zdoła,
Prawdziwemi zostają jedynie szkielety!
Kochanku, tyś poetą przestał być, niestety!
Nic twéj liry milczącéj do życia nie zbudzi.
W jakiejś mrzonce dziwacznéj serce ci się studzi,
A jednak nie wiesz o tém, że miłość kobiety
W łzy zamienia, marnując, skarby twojéj duszy,
I że Bóg więcej płaczu, niźli krwi, osuszy!


POETA.

Raz, gdy szedłem przez dolinę,
W gniazdku śpiewał ptak,

Choć pisklęta mu pomarły,
Choć czuł dziatwy brak.
Muzo! Ptaszek raźno śpiewał,
Nie płacz więc — ja sam
Wszystkom stracił, ale Boga
I nadzieję mam.


MUZA.

Ale cóż znajdziesz wtedy, kiedy, wynędzniony,
Sam przybędziesz z powrotem w twoich ojców strony,
Gdy drżąc, zaczniesz pył ścierać wśród biednéj siedziby,
O któréj w życia matni zapomniałeś niby?
Z jakiém czołem ty wkroczysz do własnego domu,
By zażywać spokoju, ciszy, gościnności?
W każdéj porze zapyta cię głos, pełen sromu:
Coś zrobił z swego życia, coś zrobił z wolności?
Czy sądzisz, że w pamięci wszystko się pogrzebie?
Sądzisz, że gdy poszukasz, odnajdziesz sam siebie?
Tyś poetą, czy serce? Któż się o tém dowie?
Serce chyba, a serce wszak ci nie odpowie!
Miłość je zmiażdży; pośród żądz rozpanoszenia
Pójdzie na łup złośliwych to serce z kamienia,
I pewnie twoje oko w niém tylko odkryje
Wstrętne szczątki, drgające, jak pocięte żmije.
Ach, któż ci dopomoże? Co stanie się ze mną,
Skoro sam Bóg mą miłość uczyni daremną?
Skoro me złote skrzydła zawisną na niebie,
Drżące i wbrew méj woli dalekie od ciebie?
O biedny! Miłość nasza była w całéj mocy,
Kiedy w lasach Otejlskich[1], twéj rozrywce gwoli,
Wśród zielonych kasztanów lub białych topoli,

Zakopana w twych myślach szalałam po nocy!
Byłam młodą naówczas i Nimfą. Dryady
Brzóz korę, by mnie ujrzeć, zlekka uchylały,
A łzy, któreś ty ronił wśród spacerów, blady,
Czyste, jak szczere złoto, ciekły w wód kryształy.
Cóżeś zrobił, najdroższy, z twéj młodości dniami?
Kto mi z drzewa zachwytów zerwał owoc biały?
Niestety! Swych policzków porwałeś kwiatami
Boginię, co w swém sercu moc i zdrowie trzyma.
Twarz ci zbladła, boś płakał tęsknemi oczyma;
Tak, jak piękność twa znikła, tak stracisz i siły.
A ja, cobym kochała cię wiecznie, mój miły,
Gdy zagładzą twój geniusz zgniewani bogowie,
Cóż mi, gdy spadnę z nieba, kochanek mój powie?


POETA.

Skoro śpiewać i skakać ptaszek leśny może,
Choć z gniazda mu jajeczka psotnik wybrał skrycie,
Skoro kwiat polny, ranne powitawszy zorze,
Razem z nocą upada, chyląc się w pokorze,
Gdy na trawce kwiat nowy rozpoczyna życie;
Skoro wśród lasów głębi, pod dachem zieleni,
Umarłe drzewa trzeszczą, łamią się z korzeni;
Gdy natura potężna nie władna nic wstrzymać,
Coby trwało, a ludzie wiecznie są zmuszeni
Biedź naprzód i w tym biegu wiecznie zapominać;

Skoro się wszystko, nawet skała na proch ściera,
Skoro, by odżyć jutro, dziś wszystko umiera;
Skoro za mierzwę służą zabójstwo lub wojna,
Skoro ponad grobami z pośród traw wyziera
I ta, co chleb nam daje, trawa kłosem strojna;

O Muzo, cóż mnie życie albo śmierć obchodzi?
Kocham i chcę wyblednieć; kocham — chcę cierpienia.

Kocham! Za pocałunek geniusz mój nagrodzi;
Kocham! Niech na méj twarzy, wśród jéj wynędznienia,
Wiecznie szumiące źródło miłości się rodzi.
1836 r.






Przypisy

  1. Dzisiejszy lasek Buloński w Paryżu.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alfred de Musset i tłumacza: Bolesław Londyński.