Noc październikowa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Alfred de Musset
Tytuł Poezye
Data wydania 1890
Wydawnictwo Księgarnia Teodora Paprockiego S-ki,
"Biblioteka Romansów i Powieści"
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Bolesław Londyński
Źródło skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
NOC PAŹDZIERNIKOWA.
POETA.

Boleść, co mnie gnębiła, pierzchła, jak snu mara,
Dziś odległe wspomnienie jest dla mnie, jak para,
Co się wzbija, gdy ranne przybywają zorze,
Lecz z rosą się rozrzedza i ginie w przestworze.


MUZA.

O mój poeto, cóż ci więc było?
Jakich to cierpień tajemną siłą
Naszéj miłości zadano kres?
Niestety! Dzisiaj wraca mi życie!
Jakaż więc boleść truła cię skrycie,
Żeś mi dał tyle wytoczyć łez?


POETA.

Była to boleść zwykła, dobrze znana w świecie;
Lecz gdy jaka tęsknota serce nam przygniecie,
Wyobrażamy sobie, wśród oszołomienia,
Że nikt dotąd przed nami znać nie mógł cierpienia.


MUZA.

Wszak pospolitość zwykłéj boleści
Wśród pospolitéj duszy się mieści.

O przyjacielu! niech dziś twe łono
Zdradzi przede mną troskę tajoną.
Mów z zaufaniem, uwierz mi, drogi!
Bożek milczenia okrutny, srogi,
To w liczbie innych téż śmierci brat.
Wszak dusza na to skargę wypowie,
By mieć pociechę; — po jedném słowie
Niekiedy zgryzot przepada ślad!


POETA.

Gdyby mi przyszło dzisiaj wyznać boleść całą,
Nie wiem, jakieby imię dać jéj wypadało:
Miłość, czy szał, czy duma, czy fantazya mglista?
I czy aby kto z tego choć trochę skorzysta?
Bądź jak bądź, do gawędki mam dziś dosyć chęci.
Skoro jesteśmy sami tu, przy tym kominku,
Weź tę lirę, siądź bliżéj, pozwól méj pamięci
Niech się zwolna w twych dźwiękach budzi ze spoczynku.


MUZA.

Zanim mi zdradzisz twą tajemnicę,
Powiedz, poeto, czyś wyleczony?
Bo wszak dziś musisz odkryć przyłbicę,
Nie zakochany, nie uprzedzony!
Jeśli pamiętasz, że imię noszę
Pocieszycielki twojéj, mój miły,
Nie róbże ze mnie wspólniczki, proszę,
Tych namiętności, co cię zgubiły!


POETA.

Jam się dobrze wyleczył z téj choroby swojéj,
I nieraz, myśląc o niéj, wątpię, czy istniała;
Tam zaś, gdzie memu życiu zguba zagrażała,

Zda mi się, że w mém miejscu obcy jakiś stoi.
Bądź więc, Muzo, bez trwogi. W tchnieniu, co cię rodzi,
Możemy się spowiadać bezpiecznie i śmiało.
Ach, słodko jest zapłakać i pośmiać się godzi
Na wspomnienie tych bólów, co się zapomniało!


MUZA.

Tak jak ta matka, w noc czuwająca
Po nad kołyską drogiego syna,
Tak i ja również zwieszam się drżąca
Nad sercem, które spowiedź zaczyna.
Mów, przyjacielu. Gdy głos usłyszę,
Méj bacznej liry dźwięki wnet ściszę,
Niechaj żałością i smutkiem drży,
Niech ponad światła tego promienie
Wzbiją się w górę przeszłości cienie,
Blade jak widma, lekkie jak mgły!


POETA.

Dnie mego życia! Pracy méj dnie!
O samotności, trzykroć mi droga!
Znowu tu jestem, o chwalić Boga!
Przy starém biurku znów trudzę się!
Izdebko! takem zdradzał cię przecie...
Wierny mój fotel i lampa ta...
Mój ty pałacu, mój ty wszechświecie,
I ty wciąż młoda, o Muzo ma! —
Dzięki ci Boże!... Niech żyje śpiew!...
.................
1837 r.







Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Alfred de Musset i tłumacza: Bolesław Londyński.