Niebezpieczne związki/List XXVII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

LIST XXVII.

Cecylia Volanges do Markizy de Merteuil.

Mój Boże, jaka pani jest dobra! Jak pani to dobrze odczuła, że łatwiej mi będzie pisać do pani, niż mówić! Bo też to, co mam pani powiedzieć, to bardzo ciężko jest wyznać: ale przecież pani jest moją przyjaciółką, wszak prawda? Och, tak, moją ukochaną przyjaciółką! Będę się starała nie bać się; mnie tak trudno dać sobie rady bez pani, bez pani wskazówek! Bardzo mi jest ciężko, zdaje mi się, że każdy odrazu pozna po mnie, co ja myślę: a szczególniej, kiedy on jest przytem, to czerwienię się zaraz, jak tylko kto spojrzy na mnie: wczoraj, kiedy to pani widziała, że płakałam, to z tego, że chciałam powiedzieć coś pani, a potem nie wiem co takiego nie dawało mi się odezwać i kiedy mnie pani spytała, co mi jest, łzy mi tak same jakoś napłynęły do oczu. Nie umiałabym poprostu wymówić jednego słowa. Żeby nie pani, mama byłaby wszystko spostrzegła i coby się wówczas stało ze mną? Oto, jakie teraz jest moje życie, zwłaszcza od ostatnich czterech dni!
Całe cztery dni upłynęło już, tak, wszystko muszę pani powiedzieć, od czasu jak p. kawaler Danceny do mnie napisał; och! zaręczam pani, że kiedy znalazłam jego list, zupełnie nie wiedziałam, co to takiego; ale, żeby już nic nie skłamać, nie mogę się zaprzeć, że strasznie mi się przyjemnie zrobiło, kiedym czytała ten list; widzi pani, wolałabym już mieć zmartwienie przez całe życie, niż żeby on nie był do mnie napisał tego listu. Ale wiedziałam dobrze, że nie powinnam mu była tego powiedzieć, i mogę pani zaręczyć nawet, że mu powiedziałam, że jestem bardzo rozgniewana; ale on mówi, że to było ponad jego siły i ja to bardzo rozumiem; bo i ja postanowiłam sobie, że mu nie odpowiem, a i tak nie mogłam się powstrzymać i odpowiedziałam. Och, ja tylko jeden raz napisałam do niego i to nawet głównie poto, żeby mu powiedzieć, żeby już do mnie nie pisał: ale, mimo to, on ciągle pisuje do mnie; a że ja mu nie odpowiadam, widzę, że jest taki smutny, a mnie to martwi jeszcze bardziej: tak, że nie wiem już, co mam robić, ani jak postępować i doprawdy jestem bardzo biedna.
Niech mi pani powie, proszę pani, czy to bardzo byłoby źle, żeby mu odpisać od czasu do czasu? tylko dopóty, aż on potrafi przemóc to na sobie, żeby nie pisać więcej i żeby zostać tak, jak byliśmy przedtem: bo, co do mnie, jak tak dalej będzie, to nie wiem, co się ze mną stanie. O, kiedym czytała jego ostatni list, tom płakała, płakała tak, żem się nie mogła uspokoić; i jestem pewniutka, że, jeżeli mu jeszcze teraz nie odpowiem, to znowu będziemy mieli z tego masę zmartwienia.
Poślę pani także jego list, albo odpis z niego i niech pani osądzi; zobaczy pani, że to naprawdę nic złego to, o co on prosi. Jednakże, jeżeli pani się będzie wydawać, że to nie trzeba, to przyrzekam pani, że się powstrzymam; ale pewna jestem, że pani będzie myślała tak jak ja, że w tem niema nic złego.
Kiedy już o tem mówimy, niech mi pani pozwoli zadać sobie jeszcze jedno pytanie: mówiono mi, że to jest złe, żeby kogoś kochać; ale dlaczego tak? Dlatego się pani o to pytam, bo kawaler Danceny utrzymuje, że w tem wcale nie ma nic złego i że prawie wszyscy kogoś kochają; gdyby tak było w istocie, to nie wiem, czemu ja jedna miałabym sobie tego zabraniać: lub też, może to jest co złego tylko u panien? bo przecież słyszałam, jak mama sama mówiła, że pani de D... kocha pana M... i nie mówiła o tem, jak o czemś bardzo niedobrem; a przecież pewna jestem, że pogniewałaby się na mnie, gdyby choć trochę domyślała się mojej przyjaźni dla pana Danceny. Mama uważa mnie zawsze za dziecko i o niczem ze mną nie mówi. Myślałam, kiedy mnie odbierała z klasztoru, że to po to, aby mnie wydać za mąż; ale teraz wydaje mi się, że nie: nie, żeby mi chodziło o to, zaręczam pani; ale pani, która jest z nią w takiej przyjaźni, może pani wie, jak to z tem jest naprawdę; jeżeli pani wie, mam nadzieję, że mi pani powie.
To dopiero długi list mi się napisał; ale, skoro pani pozwoliła pisać mi do siebie, skorzystałam z tego, aby powiedzieć pani wszystko i liczę na pani przyjaźń. Mam zaszczyt pozostać etc.

Paryż, 23 sierpnia 17**.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.