Niebezpieczne związki/List VIII

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Pierre Choderlos de Laclos
Tytuł Niebezpieczne związki
Data wydania 1912
Wydawnictwo E. Wende i Spółka
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Lwów
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Tytuł orygin. Les Liaisons dangereuses
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
LIST VIII.

Prezydentowa de Tourvel do pani de Volanges.

Trudno mi pani powiedzieć, jak bardzo jestem wdzięczna za dowód ufności, którym mnie zaszczycasz, i jak żywo mnie obchodzi sprawa zamęścia panny de Volanges. Z całej duszy, z całego serca życzę jej szczęścia, którego nie wątpię, że jest godna. Nie znam wcale pana hrabiego de Gercourt; ale, skoro na niego padł tak zaszczytny wybór, mogę mieć o nim jedynie najlepsze wyobrażenie. Poprzestaję, pani, na życzeniu, aby to małżeństwo uwieńczone było równie pomyślnym skutkiem jak moje, które również jest twojem dziełem i za które każdy dzień pomnaża moją wdzięczność dla ciebie. Oby szczęście twej córki, pani, stało się nagrodą za to, które ja otrzymałam z twojej ręki; i oby najlepsza z pośród przyjaciółek mogła być również i najszczęśliwszą z matek!
Szczerze zmartwiona jestem, że nie mogę osobiście złożyć ci, pani, tych najszczerszych życzeń, a zarazem, czegobym bardzo pragnęła, co rychlej zapoznać się z panną de Volanges. Doznawszy od Ciebie tyle dobroci prawdziwie macierzyńskiej, mam prawo spodziewać się, że znajdę u niej tkliwą przyjaźń siostry, na którą w przyszłości będę się starała zasłużyć.
Przypuszczam, iż zostanę na wsi przez cały czas nieobecności pana de Tourvel. Skorzystałam z tego czasu, aby nacieszyć się towarzystwem czcigodnej pani de Rosemonde. Czarująca to zawsze osoba: sędziwy wiek nie odebrał jej nic z dawnego uroku; zachowała całą swoją wesołość i żywość umysłu. Ciało jej jedynie liczy ośmdziesiąt cztery lat; duch nie więcej jak dwadzieścia.
Samotność naszą ożywiło nieco przybycie siostrzeńca pani de Rosemonde, wicehrabiego de Valmont, który ma zamiar pozostać tu kilka dni. Znałam go jedynie z rozgłosu, który niezbyt zachęcał do bliższego poznania; jednak, zdaje mi się, że p. de Valmont więcej jest wart od swojej reputacyi. Tutaj, gdzie wir światowych uciech nie wiedzie go na pokuszenie, bardzo trzeźwo patrzy na siebie i z rzadką prostotą przyznaje się do swoich błędów. Rozmawia ze mną nieraz z wielką ufnością, a ja roztrząsam mu sumienie i to bardzo surowo. Pani, która go znasz, przyznasz łatwo, iż nawrócenie takiego człowieka byłoby pięknem dziełem: nie wątpię jednak, że, pomimo wszystkich obietnic poprawy, tydzień pobytu w Paryżu wystarczy, aby zapomniał o moich kazaniach. Przynajmniej przez ten czas, który tu spędzi, będzie wyrwany ze swego zwykłego trybu życia, co wyjdzie tylko na korzyść, jeżeli nie jemu, to innym. Pan de Valmont wie, że piszę w tej chwili do pani i prosił mnie, abym przedłożyła jej w jego imieniu wyrazy najgłębszego szacunku. Chciej przyjąć również i moje, z tą dobrocią jaka ci jest właściwa i racz nie wątpić nigdy o najszczerszych uczuciach, z jakiemi mam zaszczyt etc.

Z Zamku  *** , 9 sierpnia 17**.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Pierre Ambroise François Choderlos de Laclos.