Na wesele Zygmunta I z Barbarą Zapolską

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jędrzej Krzycki
Tytuł Na wesele Zygmunta I z Barbarą Zapolską
Pochodzenie Poezye Ludwika Kondratowicza Tom VI
Data wydania 1908
Wydawnictwo Wydawnictwo Karola Miarki
Druk Drukarnia Karola Miarki w Mikołowie
Miejsce wyd. Mikołów-Warszawa
Tłumacz Ludwik Kondratowicz
Źródło Skany na Commons
Indeks stron

I.

Na wesele Zygmunta I z Barbarą Zapolską.

Phoebe, decus vatum, pulcherrime, Phoebe, deorum...

Febie, ozdobo wieszczów, piękny, nieśmiertelny,
Promienny, wdzięczny lirą i w postrzale celny,
Znijdź, o dawco natchnienia, ku tej nizkiej ziemi
I orzeźwij me piersi zdrojmi aońskiemi!
Patrzaj, jako nasz Kraków świetnieje w tej porze,
Jaki blask, jaki przepych na królewskim dworze!
Niechże wstąpi mi w usta święte wieszcza słowo,
Bym opiewał tę wielką świetność narodową,
Niechaj mię moja pieśnią nad Homerów dźwignie,
Niech mię kwirycki śpiewak lotem nie doścignie,
Co, syt kastalskiej wody, piał trojańskich synów
Znakomitą wędrówkę do ziemi Latynów.
Lecz cóż widzę? co słyszę? co za wielkie wieście?
Jakież drogi gotują? skąd ten gwar po mieście?
Skąd ta chętka na sercu wykrzyknąć w tej porze?
Czemu tak świetne gwiazdy, i ziemia i morze?
Siła mężów dmie w surmy, bije taktów krocie,
Pacholęta i giermki błyskają we złocie,
Jedzie konno rycerstwo, — co tu blasku wszędy!
Kapią złotem halsbanty, łańcuchy i rzędy.
Otoczony młodzieżą, jak obwity w kwiecie,

Jedzie Łukasz na dzielnym spienionym dzianecie.
Ledwo młodzian, już dzieli obrady książęce
I rylec prawodawczy piastuje w swej ręce;
Łącząc um znakomity i bogactwo razem,
Jest wzorem obyczajów i cnoty obrazem.
Idzie piastun Chrystusów — złoty krzyż u łona
Zdobi piersi poważne, jak piersi Katona.
To jest Nestor na wiecy, Lukullus w biesiadach,
To jest wierny Achates w senatorskich radach;
On dworu królewskiego podtrzymuje wieże,
Starych godeł monarszych i korony strzeże;
On w środku, jako słońce, dzierżąc cugiel czerstwo,
Na spienionym rumaku prowadzi rycerstwo.
Wzór pasterzów i chluba senatorskiej ławy,
Jego oko ogniste, a wyraz łaskawy,
Jego czoło mądrością natchnęła Pallada,
Jego Juno bogactwy obdarzyła rada,
Jemu nawet sam Jowisz przychyleń niemało,
Dał dzielność, dał roztropność stara i dojrzałą.
Gdyby wielu podobnych w senatorskiem gronie,
Królby polski spokojnie zasypiał na tronie,
Ojczyzna by przywdziała wieniec szczerozłoty.
On dobroczyńca mądrych, on przyjaciel cnoty;
Co mam, tom jemu winien z najszczerszego łona,
Dank mu czuły przyznawani, winny dla patrona.
Póki głosu w mych piersiach, póki strun mi stanie,
Jego chwale poświęcam wszystko me śpiewanie;
nim dzielny Iberczyk, kudłaci Medowie
I czarny Garamanta z mej pieśni się dowie.

Już Pierys natchnieniem rozjaśnia me lice,
Śpiewam więc wielkich bogów wielkie tajemnice.
Jest na Węgrzech Trenczyński zamek znakomity,
Aż pod gwiazdy siekają jego wieżyc szczyty.
To zacny dom Stefanów, sławien z dawnych czasów,
Bogatszy, niż pałace Krezów i Midasów,
Niźli Persy, niż Indy bogatszy bez końca;

W nim wzrosła, jako róża dziewa czarująca.
Krasna rumieńcem wstydu na anielskiej twarzy,
Dziewa, z gniazda starego sarmackich mocarzy
Po matce ród wiodąca, — tę w dzisiejszym czasie
Wybrał Zygmunt, król polski, za małżonkę dla się,
Aby się błogim węzłem zobopólnie wsparłszy,
Podzielić z nią swą przyszłość i swój tron monarszy.
Niemarne się niebiosom wydały korzyście,
Gdyby ród ten królował Polsce wiekuiście.
Ni tem szczęściu ojczyzny trzy węgielne cegły,
Twarda ręką miłości ukute, poległy,
I przychylne nam losy z godowemi godły
Młodzieńcowi żądaną dziewicę przywiodły.
Oto skąd rozruch w mieście, skąd ta świetność płynie.
O domie znakomity! skalisty Trenczynie!
Któż cię zdoła opisać, opowiedzieć słowy?
Kto zliczy promieniste gwiazdy twojej głowy?

O dziewico szczęśliwa z tak pięknego stadła!
Wejdziesz w gród Krakusowy, byś nasz tron zasiadła.
Tu rozkosz niezrównana, tu przepych najżywszy,
Tu Wenus zamieszkała, swój Cypr opuściwszy,
Tu z Aten swe Minerwa przeniosła mieszkanie.
Tutaj dworzec na podziw — wszędy malowanie,
Wszędy złoto — dziewico! jeno obróć oczy,
Oto przepych królewski wkoło cię otoczy.
Tu przysionki na słupach granitowych wsparte,
Tu obrazy cudnemi barwami natarte,
Tu misterne sklepienia, tutaj rzymskie sale, —
O! i król assyryjski nie żył tak wspaniale.
Tu wszystko czarujące do koła się ściska,
Tutaj z całego świata ujrzysz dziwowiska,
Tu muzyka cię zajmie, tu świetne widziadła,
O dziewico szczęśliwa z tak pięknego stadła!
Dalej ujrzysz sąsiednie krainy i miasta,
Gdzie rodzi się żelazo, gdzie złoto urasta,
Jednak i na nie Polska swój zakon nakładła,
O dziewico szczęśliwa z tak pięknego stadła!


Dalej ujrzysz w pośrodku tysiącznego grona
Męża, któremu śnieżna twa ręka sądzona.
Znaczny on w pięknem gronie starszyzny ojczystej,
Jako w lesie zielonym jesion rozłożysty.
Co nad drzewy rozwiesił kudłate gałązki;
Znaczny on, jak ów piękny Parys ilioński,
Co nadobną Greczynkę uwiózłszy za młodu,
Był przyczyną zagłady Pergamskiego grodu.
Lecz mąż twój inak czyni, bo dzielność wziął w podział,
On zdrowe berło polskie w piękny lustr przyodział.
Nawet i nieprzyjaciel, nawet i oszczerca,
Spojrzawszy nań, wyrzuci nienawiść z pod serca.
Tę mowę tak łagodną, tę postać tak piękną
Uczczą nieprzyjaciele i przed nim uklękną.

O dziewico szczęśliwa z tak pięknego stadła!
Jeśli ród jego badać żądza ci przypadła,
Wiedz, że niemasz na ziemi króla, jak ten młodzian,
Żaden książę w tak wielką chwałę nie przyodzian!
Z matki krewien cesarza, sam królewskie dziecię,
Bracia jego i krewni są królmi po świecie.
Tylu książąt i wodzów — o! zaręczam śmiało,
Że i w radzie Pryama tylu nie bywało.

O dziewico szczęśliwa z tak pięknego stadła!
Um jego uposażon, samaś to odgadła,
Wyśpiewać jego mądrość nie mam i nadzieje,
Nawet i sam Apollo dosyć nie wypieje:
Jakie serce królewskie, jaka dusza tkliwa,
Jaka w uściech i w myśli stateczność przebywa,
Jako czuwa nad państwem, jako słuszność waży,
Jak ma ucho powolne ku prośbom nędzarzy!
A też nad wojskiem jego zwycięskie znamiona?
Są siady już nieśmiałe, Moskwa przepłoszona
I niedawno odparta, — wyśpiewać niesnadno,
Że zamilczę Wołoszę potężną i zdradną,
Co tyla krwi niewinnej zapluskawszy łany,
Pierzchły przed nim zelżywie okrutne tyrany,

Zwalczeni przez Zygmunta, ich ziemia w pożarze,
Ugięli przecież karków, nakłonili twarze.
Oto ojciec ojczyzny, zbawca starej sławy,
On wskrzesił sprawę polską ciosem swej buławy!

O dziewico szczęśliwa z tak pięknego stadła!
Ochoczo przyjmuj dolę, co na cię przypadła!
O szczęśliwa dziewico, dzisiaj poślubiona!
Królu! miłą małżonkę przyciśnij do łona!
Bogdajby w krótkim czasie dozwoliły dole,
By na zamku królewskim igrało pacholę!
Zygmunt nadzieja państwa — niechaj ta dziecina
Nam obliczem i sercem ojca przypomina,
Niech idzie jasną ścieżką, kędy chodzą męże,
Niechaj świat zwyciężony w swój zakon zaprzęże!


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Andrzej Krzycki i tłumacza: Ludwik Kondratowicz.