Na śmierć Filtusia

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Prus
Tytuł Na śmierć Filtusia
Podtytuł Czworo trenów
Pochodzenie Pisma Bolesława Prusa
tom I To i owo
Data wydania 1935
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Drukarnia Narodowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
NA ŚMIERĆ FILTUSIA.

CZWORO TRENÓW.

I.

Dziwi się poeta smutkowi natury i własnemu — i odgaduje, że powodem jest skon Filtusia. Rozpamiętywa jego przychylność i postanawia uwiecznić go przez sztukę rymotwórczą.

Czego tak wicher zawodzi w komnatach,
I sechną liście na rozkosznych kwiatach?...
Czego tak krwawo zachodzisz na niebie,
Złocisty Febie?...
I mnie samemu z jakowej przyczyny,
Łzami zaciemnił oczy smutek srogi?...
Ach! to po tobie, piesku mój jedyny,
Z krzywemi nogi...
Mam li rzec prawdę? ze znajomych wiela,
Któryż od ciebie kochał mnie goręcej?...
Dziś ostatniegom stracił przyjaciela,
Niemasz cię więcej!
Lecz chocieś zmarniał, czyny wiekopomne
Nierychło zginą!... i wieki potomne,
Powtórzą kiedyś w bolejącym rymie,
Filtusia imię!...


II.

Opiewa poeta przodków, tudzież postać i rozliczne cnoty Filtusia, zastanawia się nad usługami jego w gospodarstwie i popada w głęboki smutek.

Wielkich talentów fortunać nie dała,
Wychowan byłeś jak inni, poprostu;
A przecz cię miła Żolka pokochała,
Dla twego wzrostu.

Przytem i ojciec twój nie był z ulicy...
I urodzonyś nie z podłej macierze...
I wszystką postać miałeś w takiej mierze,
Jako jamnicy.
Ach! wspomną ciebie nie w jednej godzinie,
Chłopcy, pastuchy, owczarze i łowce;
Boś zwierza imał, — targał uszy świniej,
I zganiał owce.
Więc zazdrościły mi ciebie sąsiady,
Żeś był tak sprawny jak innych niewiele...
Nie weszły przez cię do alkierza dziady,
Też izraele!...
Bez ciebie trzodom nie poradzą płoty;
Wilki na ścierniach me owce policzą;
Gdy marzec przyjdzie, głowę mi rozkrzyczą
Wrzaskliwe koty.
Ach! płyną z oczu moich słone zdroje!
Trawi się w ciężkiej, niezmiernej żałobie,
Osierocone, biedne serce moje...
Wszystko po tobie!...


III.

Przyczynę wszelkich nieszczęść na tym świecie dopatruje poeta w miłości i surowo strofuje Filtusia, że oddał gardło dla tak błahego uczucia.

Wojny trojańskiej kto wzniecił zawiłość?
Kto Ilijonu zburzył mury święte?
Kto Achilesa strzałą trafił w piętę?...
Zdradziecka miłość!...
Kto budzi w człeku nieprzystojne chucie?
Przez co łzy gorzkie leje Dydo smutna?...
Ach! to przez ciebie miłości okrutna,
Płoche uczucie!...

Gdybyś, o Filtuś! jak Kruczek owczarski,
Miłosnym szeptom nie poddawał ucha,
Nie byłby tobie rozpruł zębem brzucha
Pies arendarski!...


IV.

Poeta po raz wtóry puszcza wodze boleści swej, utyskując na strzykanie w kościach i idąc spać rozmyśla nad losem Filtusia, który podczas dżdżu w polu leżyć musi.

Za nierozsądek swój ciężkoś zapłacił!...
A ja?... Bodajbym lepiej oczy stracił,
Niżem cię ujrzał tak szpetnie rozdartym,
Z pyskiem otwartym!...
Napróżno czeka za piecem posłanie,
Kędyś bez przerwy sypiał rok już trzeci,
Napróżno słucham... czy mnie nie doleci,
Twoje szczekanie!
............
Brzydko... deszcz pada... coś mię strzyka w kościach...
Trza iść do łóżka po tych okropnościach...
Jak to być musi źle na takiej słocie,
Leżąc przy płocie...




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Głowacki.