Strona:PL Bolesław Prus - To i owo.djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Przytem i ojciec twój nie był z ulicy...
I urodzonyś nie z podłej macierze...
I wszystką postać miałeś w takiej mierze,
Jako jamnicy.
Ach! wspomną ciebie nie w jednej godzinie,
Chłopcy, pastuchy, owczarze i łowce;
Boś zwierza imał, — targał uszy świniej,
I zganiał owce.
Więc zazdrościły mi ciebie sąsiady,
Żeś był tak sprawny jak innych niewiele...
Nie weszły przez cię do alkierza dziady,
Też izraele!...
Bez ciebie trzodom nie poradzą płoty;
Wilki na ścierniach me owce policzą;
Gdy marzec przyjdzie, głowę mi rozkrzyczą
Wrzaskliwe koty.
Ach! płyną z oczu moich słone zdroje!
Trawi się w ciężkiej, niezmiernej żałobie,
Osierocone, biedne serce moje...
Wszystko po tobie!...


III.

Przyczynę wszelkich nieszczęść na tym świecie dopatruje poeta w miłości i surowo strofuje Filtusia, że oddał gardło dla tak błahego uczucia.

Wojny trojańskiej kto wzniecił zawiłość?
Kto Ilijonu zburzył mury święte?
Kto Achilesa strzałą trafił w piętę?...
Zdradziecka miłość!...
Kto budzi w człeku nieprzystojne chucie?
Przez co łzy gorzkie leje Dydo smutna?...
Ach! to przez ciebie miłości okrutna,
Płoche uczucie!...