Myszeis/Pieśń IX

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Ignacy Krasicki
Tytuł Dzieła Krasickiego
Podtytuł Myszeis
Data wydania 1830
Wydawnictwo U Barbezata
Miejsce wyd. Paryż
Źródło skany na Commons
Indeks stron
PIEŚŃ IX.


Gryzomir prowadzi wojska. Popiel rozpacza: bitwa z kotami kończy się śmiercią Mruczysława, którego w szczególnym pojedynku Gryzomir, król szczurów, zabija.


Kiedym był młodszy, i jam też wędrował:
Co i z drugiemi, toż się ze mną działo.
Nie razem próżnej włóczęgi żałował;
Nie raz sposobów i wątku nie stało.
Rzadki z ustawnych podróż profitował;
Kto zyskał; temu szczęściem się udało.
W pielgrzymowaniu kto czas drogi trawi,
I innych trudzi, i sam się nie bawi.

Nadto się lekko wybrał w podróż wielką
Nasz rycerz, który do ojczyzny bieży.
Skoro się rozstał z swoją wodzicielką,
Porzuca miejsce, gdzie obozem leży
Wielki Serowind: ten uczynność wszelką
Gdy obiecuje, srodze się najeży:
«Czas, rzecze, przestać ustawnego smutku:
«Co my umiemy, poznasz to po skutku.»

Gdzie teraz żyzne Renu okolice,
Przejeżdżającym widok czynią miły:
Hercyńskich lasów, naówczas ciemnice
Okropną swoją zaroślą straszyły.
Pragnące żeru zjadłe niedźwiedzice
Straszliwy odgłos po kniejach czyniły.
Miłość ojczyzny bojaźń gdy uśmierza,
Nie dba Gryzomir na dzikiego zwierza.

Wiele ucierpiał, wiele musiał znosić,
Któreżto pióro wyobrazić zdoła?
Nie raz się ledwo potrafił wyprosić,
Nie raz obskoczon prawie dookoła;
Nie raz kryjomo musiał się wynosić,
Nie raz pracował w pocie swego czoła.
Powab go żaden bynajmniej nie nęcił;
Ztąd się odwagą, ztąd sztuką wykręcił.


Święta miłości kochanej ojczyzny,
Czują cię tylko umysły poczciwe!
Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe!
Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
Gniezdzisz w umyśle rozkoszy prawdziwe!
Byle cię można wspomódz, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać![1]


Już się ku krajom Sarmackim przybliża:
Snują się różne myśli na przemiany.
Stan smutny prawej radości ubliża,
Cieszy pielgrzymstwa termin pożądany.
Choć go los przykry gnębi i poniża;
Chociaż przewlekłą podróżą stargany;
Nie dba na prace, sili się i śpieszy,
Aż jej się miłym widokiem nacieszy.

Staje tam, kędy wśród nizin rozległych
Pieniste wały bystra Warta toczy:
Chciałby zgromadzać towarzyszów zbiegłych,
Nie raz z bitego gościńca wyboczy.
Pamięć społbraci w srogich bitwach ległych
Łzami napełnia zapłakane oczy.
Zemsta potępia umysł zbyt spokojny,
Miłość ojczyzny wstręt czyni od wojny.

Rzuca się w rzekę mimo groźne wały,
Coraz to bardziej wzmagającej burzy,
Zimnem przejęty i prawie zmartwiały;
I lubo cały firmament się chmurzy,
Krzepi sił słabość animusz wspaniały,
Czy się nad flukta wznosi, czyli nurzy.
Po pracowitym, lądem, wodą, biegu,
Na pożądanym przecież stanął brzegu.

Wkrótce śpichlerze owego lichwiarza,
Koło nich zgraje myszy, gdy obaczył;
Kontent, iż mu się dobra pora zdarza,
Wiernym poddanym ukazać się raczył,
Wesołe echo okrzyki powtarza,
Zwłaszcza gdy zbiegłym rycerzom przebaczył:
Widok monarchy cały naród cieszy,
Ze wszech stron każdy do niego się śpieszy.

Nie stawiły się w takowym pośpiechu,
Wojska Sarmackie na rozkaz Popiela.
Nie chcą się mięszać w wojnę godną śmiechu:
Kotom tej wieści gdy xiążę udziela,
Ucieka do swej wyspy bez oddechu,
Ani już wynijść z zamku się ośmiela.
Wódz kotów, choć się tą nowiną strwożył,
Obóz porządnie nad Gopłem rozłożył.

Lelum Polelum Popiel błaga, wzywa,
Ale ofiary złe wróżki przynoszą:
Wtem zgraja myszy idzie zapalczywa;
Rotmistrze hasła po szykach roznoszą:
Całe się wojsko do broni poryw[2]
Kotły i trąby czas potyczki głoszą:
Mruczysław hufce swoje uszykował;
Popiel trwożliwy w piwnicę się schował.

Prawem Serowind zawiadował skrzydłem,
Wodne prowadząc z ponad Renu szczury.
Gryzander, co był Popiela pieścidłem,
Nieulękniony na kocie pazury,
Mężnych rycerzów godny być prawidłem,
Straszny z postaci, straszny z armatury,
Wiedzie lewego skrzydła wojowniki;
Gryzomir średnie ustanawia szyki.

Nie mieli czasu do przemowy wodze,
Taka złość obie wojska zdejmowała.
Rozpacz wzajemna nie myśli o trwodze,
Mięsza się w kupę wojsk gromada cała:
Gryzą się wzajem zapaleni srodze,
Od wrzasku, pisków aż ziemia zadrżała:
Tuman sie wzbija pod same obłoki,
Trupów mogiły, krwi płyną potoki.

Świecą się we łbie, jakby dwie pochodnie,
Zapalczywego Mruczysława oczy.
Straszy pozorem swoje i przychodnie:
Gryzomir niemniej mężny i ochoczy,
Dawniejszą sławę utrzymuje godnie;
W tem trochę na bok gdy znagła uskoczy,
Widzi Mruczysław, że już bardzo zbliska
Hufce Renańskie trwoży i uciska.

Stary Serowind, mimo wiek zgrzybiały,
Dawnej mężności swojej nie uwłacza.
Olbrzymowatą postacią wspaniały,
Nieprzyjaciołom w niczem nie przebacza.
Tuż koło niego hufiec okazały,
Synów i wnuków grono go otacza.
Pełne odwagi i mężnej ochoty,
Na przelęknione rzucają się koty.

Wrzaskiem trwożliwym swoich wskróś przejęty,
Mruczysław prosto na ten odgłos leci.
Za jednym razem Gomułkiewicz ścięty,
Sławny półkownik szczurów roty trzeciej.
Szperkas, Twarogus, pazurmi ujęty,
Osierociały pozostałe dzieci.
Nie wybiegał się przemysły sztucznemi;
Poległ Serosław razem z bracią swemi.

Parmezanidas bieży z lewej strony,
Syn Serowinda piękny i waleczny.
Widzi, iż ojciec wkoło obskoczony,
Od natarczywych kotów mniej bezpieczny:
Gdy leci obces, w punkcie zagryziony,
Godzien pamięci, godzien sławy wiecznej,
Serowind, który śmierć syna oglądał,
Pełen rozpaczy, umrzeć tylko żądał.

Znagła Gryzomir natychmiast przypada:
Rzuca Mruczysław połów pewny prawie:
Ażeby koniec wzięła dawna zwada,
Stanęli razem na pięknej murawie.
Trwoga we wszystkich umysłach osiada,
Komu niebiosa stawią się łaskawie.
Nim się zaczęła jednak bitwa żwawa,
Gryzomir mówił tak do Mruczysława:

«Niechaj się postać twoja nie nadyma,
«Zuchwalcze, godzien prędkiego skarania.
«Nie straszy mężnych statura olbrzyma:
«Owszem jest celem sławy pożądania.
«Kto zbyt o sobie tak, jako ty, trzyma,
«Nie wart jest względów, nie wart pobłażania.
«Uznasz, twym zgonem ślachcąc me zwycięztwo,
«Jak głupią hardość karze prawe męztwo.»

Rzekł, a ku górze gdy oczy podniesie,
Postrzegł łaskawą babę na łopacie.
Pewnym zadatkiem szczęścia raduje się,
Tuszy o losu kotów alternacie.
Pewien, że nowy laur bitwa przyniesie,
Myśli Mruczysław o szczurów zatracie.
Dalszą rozmową czasu nie trawili,
Obadwa pędem ku sobie skoczyli.

Widziec tam było rzeczy niesłychane,
Sztuki rycerskie przedniego wyboru.
Pobojowisko krew czyni rumiane,
Nie gasi jednak srogiego rankoru.
Patrzą się na to wojska zadumiane,
Co może zjadłość wraz z punktem honoru.
Mruczysław srogi i w mocy potężny,
Gryzomir szybki, udatny i mężny.

Trzykroć się jeden na drugiego miota,
Trzykroć zamachy oba nadaremne:
Szarpie kot szczura, dogryza szczur kota;
I zysk i strata z obu stron wzajemne.
Dodaje siły rozpacz i ochota;
Każdy cios czyni dźwięki mniej przyjemne.
Snują niepewne nici czułe Parki,
Gdy się rycerze porwali za barki.

Los, który waży stan wszego stworzenia,
Natychmiast stawił szale swoje złote:
Los, co wyroków swoich nie odmienia,
I w jedno jarzmo wsprzęga złość i cnotę,
Fatalny kotom wyrok zaginienia
Na Mruczysława dał: a wtem ochotę
Ujął i dzielność; rycerz zawołany,
Padł Gryzomira męztwem pokonany.


Przypisy

  1. Przypis własny Wikiźródeł Ten fragment pieśni IX Myszeis znany jest także jako osobny utwór, występujący pod tytułami Święta Miłości lub Hymn do miłości Ojczyzny. W okresie rozbiorów pełnił rolę hymnu narodowego.
  2. Przypis własny Wikiźródeł tekst nieczytelny, powinno być porywa


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ignacy Krasicki.