Strona:Dzieła Krasickiego dziesięć tomów w jednym (Polona).djvu/50

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Wiele ucierpiał, wiele musiał znosić,
    Któreżto pióro wyobrazić zdoła?
    Nie raz się ledwo potrafił wyprosić,
    Nie raz obskoczon prawie dookoła;
    Nie raz kryjomo musiał się wynosić,
    Nie raz pracował w pocie swego czoła.
    Powab go żaden bynajmniej nie nęcił;
    Ztąd się odwagą, ztąd sztuką wykręcił.


    Święta miłości kochanej ojczyzny,
    Czują cię tylko umysły poczciwe!
    Dla ciebie zjadłe smakują trucizny,
    Dla ciebie więzy, pęta nie zelżywe!
    Kształcisz kalectwo przez chwalebne blizny,
    Gniezdzisz w umyśle rozkoszy prawdziwe!
    Byle cię można wspomódz, byle wspierać,
    Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać![1]


    Już się ku krajom Sarmackim przybliża:
    Snują się różne myśli na przemiany.
    Stan smutny prawej radości ubliża,
    Cieszy pielgrzymstwa termin pożądany.
    Choć go los przykry gnębi i poniża;
    Chociaż przewlekłą podróżą stargany;
    Nie dba na prace, sili się i śpieszy,
    Aż jej się miłym widokiem nacieszy.

    Staje tam, kędy wśród nizin rozległych
    Pieniste wały bystra Warta toczy:
    Chciałby zgromadzać towarzyszów zbiegłych,
    Nie raz z bitego gościńca wyboczy.
    Pamięć społbraci w srogich bitwach ległych
    Łzami napełnia zapłakane oczy.
    Zemsta potępia umysł zbyt spokojny,
    Miłość ojczyzny wstręt czyni od wojny.

    Rzuca się w rzekę mimo groźne wały,
    Coraz to bardziej wzmagającej burzy,
    Zimnem przejęty i prawie zmartwiały;
    I lubo cały firmament się chmurzy,
    Krzepi sił słabość animusz wspaniały,
    Czy się nad flukta wznosi, czyli nurzy.
    Po pracowitym, lądem, wodą, biegu,
    Na pożądanym przecież stanął brzegu.

    Wkrótce śpichlerze owego lichwiarza,
    Koło nich zgraje myszy, gdy obaczył;
    Kontent, iż mu się dobra pora zdarza,
    Wiernym poddanym ukazać się raczył,
    Wesołe echo okrzyki powtarza,
    Zwłaszcza gdy zbiegłym rycerzom przebaczył:
    Widok monarchy cały naród cieszy,
    Ze wszech stron każdy do niego się śpieszy.

    Nie stawiły się w takowym pośpiechu,
    Wojska Sarmackie na rozkaz Popiela.
    Nie chcą się mięszać w wojnę godną śmiechu:
    Kotom tej wieści gdy xiążę udziela,
    Ucieka do swej wyspy bez oddechu,
    Ani już wynijść z zamku się ośmiela.
    Wódz kotów, choć się tą nowiną strwożył,
    Obóz porządnie nad Gopłem rozłożył.

    Lelum Polelum Popiel błaga, wzywa,
    Ale ofiary złe wróżki przynoszą:
    Wtem zgraja myszy idzie zapalczywa;
    Rotmistrze hasła po szykach roznoszą:
    Całe się wojsko do broni poryw[2]
    Kotły i trąby czas potyczki głoszą:
    Mruczysław hufce swoje uszykował;
    Popiel trwożliwy w piwnicę się schował.

    Prawem Serowind zawiadował skrzydłem,
    Wodne prowadząc z ponad Renu szczury.
    Gryzander, co był Popiela pieścidłem,
    Nieulękniony na kocie pazury,
    Mężnych rycerzów godny być prawidłem,
    Straszny z postaci, straszny z armatury,
    Wiedzie lewego skrzydła wojowniki;
    Gryzomir średnie ustanawia szyki.

    Nie mieli czasu do przemowy wodze,
    Taka złość obie wojska zdejmowała.
    Rozpacz wzajemna nie myśli o trwodze,
    Mięsza się w kupę wojsk gromada cała:
    Gryzą się wzajem zapaleni srodze,
    Od wrzasku, pisków aż ziemia zadrżała:
    Tuman sie wzbija pod same obłoki,
    Trupów mogiły, krwi płyną potoki.

    Świecą się we łbie, jakby dwie pochodnie,
    Zapalczywego Mruczysława oczy.
    Straszy pozorem swoje i przychodnie:
    Gryzomir niemniej mężny i ochoczy,
    Dawniejszą sławę utrzymuje godnie;
    W tem trochę na bok gdy znagła uskoczy,
    Widzi Mruczysław, że już bardzo zbliska
    Hufce Renańskie trwoży i uciska.

    Stary Serowind, mimo wiek zgrzybiały,
    Dawnej mężności swojej nie uwłacza.
    Olbrzymowatą postacią wspaniały,
    Nieprzyjaciołom w niczem nie przebacza.
    Tuż koło niego hufiec okazały,
    Synów i wnuków grono go otacza.
    Pełne odwagi i mężnej ochoty,
    Na przelęknione rzucają się koty.

    Wrzaskiem trwożliwym swoich wskróś przejęty,
    Mruczysław prosto na ten odgłos leci.
    Za jednym razem Gomułkiewicz ścięty,
    Sławny półkownik szczurów roty trzeciej.
    Szperkas, Twarogus, pazurmi ujęty,
    Osierociały pozostałe dzieci.
    Nie wybiegał się przemysły sztucznemi;
    Poległ Serosław razem z bracią swemi.

    Parmezanidas bieży z lewej strony,
    Syn Serowinda piękny i waleczny.
    Widzi, iż ojciec wkoło obskoczony,
    Od natarczywych kotów mniej bezpieczny:
    Gdy leci obces, w punkcie zagryziony,
    Godzien pamięci, godzien sławy wiecznej,
    Serowind, który śmierć syna oglądał,
    Pełen rozpaczy, umrzeć tylko żądał.

    1. Przypis własny Wikiźródeł Ten fragment pieśni IX Myszeis znany jest także jako osobny utwór, występujący pod tytułami Święta Miłości lub Hymn do miłości Ojczyzny. W okresie rozbiorów pełnił rolę hymnu narodowego.
    2. Przypis własny Wikiźródeł tekst nieczytelny, powinno być porywa