Murowanka/X

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Murowanka
Pochodzenie Świat. Dwutygodnik ilustrowany 1888 nr 1 i 2
Wydawca Redakcyja „Świata”
Data wydania 1888
Druk Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


X.

— Posłuchajcie cierpliwie — zawołał Juljan — sądzić będziecie potem; powiem wam myśl moją. Rzucał dawniej kościół klątwy na nieszczęśliwych, którym ognia, wody, dachu i chleba odmawiano; cały świat spełniał anatemę, odpychając winnego czy niewinnego winowajcę. Czemu by społeczność nie miała rzucać klątwy podobnej?
— Ale zkąd ci to przyszło? — powtórzył Walenty.
— Czekaj — rzekł Julek — wszystko burzy się we mnie; powiem ci zaraz. Byliśmy razem z nim — wskazał na mnie — i z Adolfem na przechadzce. Za miastem, w odludnej pustce, znajdujemy obraz cudowny... Dość powiedzieć żeśmy przed nim uklękli... Było to młode dziewczę... z dziecięciem u piersi, łzami zalane... Z rysów, z postawy poznać w niej było można wychowankę lepszego świata lub takiego co się nim zowie przynajmniej... Dowiedzieliśmy się tylko, że była ofiarą niecnego uwodziciela, odepchnięta przez niego i rodzinę... Ale to mało; jam zajrzał głębiej w tę smutną historyę, ja wam ją opowiem... Nie ma za tę zbrodnię kary w kodeksach. Sprawca jej urąga, chodząc po świecie z uśmiechem na ustach... Nie należałożby, aby społeczność ujęła się za ofiarą?
— Ale mów i indukuj sprawę, bo dotąd ciemna — odparł Walenty.
— Będzie zaraz jasna — zawołał Julek. — Wzdrygniecie się jak ja nad nią; ale cierpliwości, bo ze mnie bucha oburzenie, bo mówić chłodno nie mogę, nie umiem. Potrzebuję na chwilę zestarzeć, aby z kata jakim mnie robi namiętność sprawiedliwości, stać się zimnym inkwirentem.
— Dajcie mu szklankę wody z cytryną — przerwał Walenty. — Poczciwy chłopiec, ale może dostać zapalenia płuc...
— O szydercy! — krzyknął Julek.
— Czekaj z sądem o nas... lat dziesięć... będziesz takim jak my.
— Wolę przed laty dziesięciu umrzeć — odparł Juljan. — Nie chcę tego doczekać, bym po sobie nosił żałobę.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.