Moja fantazya

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Sándor Petőfi
Tytuł Moja fantazya
Pochodzenie Wybór poezyj
Data wydania 1880
Wydawnictwo Wydawnictwo Dzieł Tanich A. Wiślickiego
Druk Drukarnia Przeglądu Tygodniowego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Sabowski
Tytuł orygin. Képzetem
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
MOJA FANTAZYA.

Jakież to znów słyszę głosy?...
Że ciągle pełzam po ziemi,
Że nigdy skrzydły orlemi
Nie wzlatuję pod niebiosy;

Tak! fantazya ma skrzydlata
Gdy chce — ziemi nie odlata;
Nawet pod nią śle swe oko,
Niekiedy bardzo głęboko.

I z zapałem zgłębia, bada,
Świat tajemny, niezbadany,
I z rozkoszą się zapada
W serc człowieczych oceany.

Ale kiedy powiem do niej:
Wznieś się w górę, na wyżyny...
Szybsza od leśnej ptaszyny,
Wzlatuje i piosnkę dzwoni.

Gdy ją głos mój znów podnieci,
Ma fantazya wyżej leci,
Ścigam wtedy jej polotem
Orły pod niebios namiotem.

A gdy orzeł się już zmęczy,
Ona dalej w blasku tęczy
Lotem równym mknie do góry,
Gdzie najwyższe błądzą chmury.

Lecz i z chmur gromadką białą
Nie jest długo... wnet ją mija,
I mknąc dalej prosto, śmiało.
Sklepienie niebios przebija.

A naówczas, gdy się zdarzy
Że blask słońca cień zakrywa,
Ona znowu w lot się zrywa
Ku posępnej słońca twarzy.

Patrzy w jego twarz zaćmioną,
Zgasłych szuka w niej promieni,
Przez zasłonę co je cieni
Wnika śmiało w jego łono...

Wówczas jeszcze nie przerywa
Nadpowietrznej swojej jazdy,
Wzlata ciągle i przybywa
Aż po nad najwyższe gwiazdy...

Tam gdzie dalej już nie sięga
Niezmierzony wszechświat boży,
I tam jeszcze jej potęga
Nowe światy sobie tworzy.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Sándor Petőfi i tłumacza: Władysław Sabowski.