Melodja (Napierski, 1937)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł Melodja
Pochodzenie Elegje
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1937
Druk B-cia Drapczyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
MELODJA

Gdy podpatruję gębę, roześmianą z krzaków,
ciemniejących w powiewie, jak smugi na łanie
(a podmuch je pochyla wukos), między liśćmi
wyłania się zagięta dłoń, wypukła w blasku,
policzki ocienione daszkiem czapki, szyja
luźno krawatem spięta, trwa pod plamą mroku:
oczu prawie nie dojrzeć, fałdy twojej bluzy
ułożone są prosto, jak pokorne peplum,
tak skromnie i nieznacznie pod groźbą uśmiechu!
Ach, liście dotykalne! one jedne! gęstwa
konarów wznosi ramy, jak szpalery parku,
gdzie w ukłonie, w chodakach z klamrą, zakochany.
błądził Szekspir, rojący o płonkach kapusty.
Wzdychał; nie drwiły drzewa; to była melodja,
niefałszowana dźwiękiem. zanim wychynąłeś
z krzewów, rozchwianych cieniem, piszczałkę zgubiwszy,
i huśtając się, ciemny, siadłeś na gałęzi,
która skrzypiała drwiąco. Ironjo zmierzchania!
Przetrwały te zarośla, jak ramy portretu,
gdzie hypogryf przyklękał przed głupiem chłopięciem
o zmierzwionej czuprynie i z mosiężną blasku
kroplą na nosie wgórę zadartym. Jest mruczno,
a szum rzeki widmowej gada; tam błądziłem
nad strumieniem, sam w kniei, o, młodzieńcza luno,
która żeglujesz martwo nad skrętami wiązu!
Wtedy ptaki zrywały się spod nóg, kwiliły,
zbudzone ze snu nagle, jak cios w piersi. Oto
zatoczyłeś się wreszcie, poeto: nie klękaj,
na tej murawie ślisko nie od krwi, od blasku:
nikt nie ujrzy, jak konać rozpoczniesz scenicznie,
prócz gałęzi, i kłamstwa świateł, i obłudy
cieni, i śmiechu w smugach. Aż melodja minie.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.