Malczewski (Lange)/Epilog

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Lange
Tytuł Malczewski
Pochodzenie Malczewski i kilka erotyków
Wydawca J. Mortkowicz
Data wydania 1931
Druk Drukarnia Naukowa Towarzystwa Wydawniczego
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały tekst jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
EPILOG

Scena taż sama. Słońce zachodzi

Na scenie półmrok. Malczewski siedzi na fotelu pośrodku
sceny. Zofja leży uśpiona

MALCZEWSKI
(trzyma książkę w ręku — przygląda się Zofji)

Ona śpi. Niech jej dusza — wzniósłszy się nad ziemię —
W dziedzinach tajemnicy nieświadoma drzemie.
W jej oczach jakaś wielka trwoga się przebija — —


ZOFJA

O, o!


MALCZEWSKI

Co mówisz?


ZOFJA

Boże, widzę, jakaś żmija
Pełznie tu jadowita! Uchodź, o mój miły.


MALCZEWSKI

Nie rozumiem.


ZOFJA

Ach, czuję tu oddech mogiły!
Gdybym ci mogła pomóc! Nie mam, nie mam siły.


MALCZEWSKI

Co ty mówisz?


ZOFJA

Mgła czarna — opisać nie umiem.


MALCZEWSKI

We śnie coś mówi. Ale słów jej nie rozumiem.
Mów — mów! (Nasłuchuje)
Zamilkła.

(Zofja zapada w mrok i przestaje być widzialną)

Jakieś dziwne słowa
Mówiła mi uśpiona. Jak mi cięży głowa —
Cierpienie, jak nóż ostre, ciało mi rozdziera.

(Po chwili)

Lecz teraz ból już ustał. — Już mi się otwiera
Nieskończoność — i duch się wyrywa do lotów —
O Boże, bądź miłościw grzesznemu — jam gotów —

(Przegląda książkę)

I pusto, smutno, tęskno w bujnej Ukrainie!
O Marjo, o Wacławie — czy wasz sen przeminie?
Czy losy wasze smutne ludzi wzruszać będą?

(Po chwili)

Mówiła, że me imię stanie się legendą.

(Po chwili)

Ileż dni przeminęło tu, śród wiru cieni?
Gdzie Zofja? Sam samotny jam tu jest w przestrzeni.
Nie czuję już niczego — nie czuję sam siebie —
Wszystko, niby mgła, prysło — — —

Byłem kiedyś w niebie — — —
Gdzieśkolwiek jest na krańcach widomego bytu —
Zjaw mi się, mój najsłodszy śnie pełny błękitu.

(Wpobliżu miejsca, na którem leżała Zofja, ukazuje się
widmo: Księżna — w złoto-błękitnem świetle)

WIDMO

O, czyste, przezroczyste, o, srebrzyste fale
Genewskiego jeziora! w waszych wód krysztale —
Do dziś się odbijają dwa szczęśliwe cienie
Dwojga dusz rozkochanych!


MALCZEWSKI

O lube wspomnienie!


WIDMO

A kiedy już nadchodzi ten moment ostatni,
Ostatni na twych ustach pocałunek bratni
Składam, aby na wieki przywarł na twych licach,
By cię nawskroś przeniknął we wszystkich tętnicach,
Bym wiecznie była twoja — i z tobą — i w tobie,
I by na krańcach świata nasze dusze obie
Przypominały wiecznie poprzez bytu pęta...


MALCZEWSKI

Wszystko, o czem pamięta duch, choć nie pamięta!


(Widmo znika)

(Malczewski zadumany siedzi na fotelu — patrząc w ten

punkt, gdzie widmo znikło)


KONIEC




Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Lange.