Ludwik Lambert/I

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Honoriusz Balzac
Tytuł Ludwik Lambert
Pochodzenie Komedya ludzka
Data wydania 1924
Wydawnictwo Biblioteka Boya
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Tadeusz Boy-Żeleński
Źródło Skany na commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

I.

„Kiedy pani będzie czytała ten list, o ile wogóle go przeczytasz, życie moje będzie w pani rękach: kocham bowiem panią, dla mnie zaś nadzieja wzajemności, to życie. Nie wiem, czy inni, mówiąc pani o sobie, nie nadużyli już słów, któremi się posługuję aby odmalować stan mojej duszy; ale uwierz w prawdę moich wyrażeń: są słabe, ale szczere. Może to źle, że ci tak wyznaję moją miłość. Tak, głos mego serca radził mi czekać w milczeniu aż uczucie moje wzruszy panią, aby je zdławić w sobie, gdyby jego nieme świadectwa były ci niemiłe; lub też wyrazić je jeszcze niewinniej aniżeli słowami, o ilebym znalazł łaskę w pani oczach. Ale, długo posłuszny skrupułom, których lęka się młode serce, poszedłem wreszcie, pisząc do pani, za instynktem, który wydziera daremne krzyki umierającym. Trzeba mi było całej mej mocy, aby nakazać milczenie dumie nieszczęścia i aby przebyć zapory, jakie przesądy stworzyły między nami dwojgiem. Musiałem zdławić wiele myśli, aby pokochać panią mimo twego majątku! Pisząc do pani, czyż nie trzeba mi było narazić się na ową wzgardę, jaką kobiety żywią nieraz dla miłości, której wyznanie jest dla nich tylko jednem pochlebstwem więcej? To też trzeba się rwać wszystkiemi siłami ku szczęściu, obracać się ku miłości jak roślina ku światłu, przecierpieć wiele, aby zwyciężyć tortury, lęki owych tajemnych rozważań, w których rozum wykazuje nam w tysiączne sposoby jałowość pragnień ukrytych na dnie serca, a mimo to nadzieja każe się ważyć na wszystko. Czułem się szczęśliwy, podziwiając panią w milczeniu, byłem tak pochłonięty kontemplacją twojej pięknej duszy, iż, widząc cię, nie wyobrażałem sobie prawie nic ponad to. Nie, nie byłbym się jeszcze ośmielił przemówić do pani, gdybym nie usłyszał zapowiedzi twego wyjazdu. Na jakie męki wydało mnie to jedno słowo! Wreszcie zgryzota moja pozwoliła mi ocenić rozmiary mego przywiązania do ciebie; jest ono bez granic. Nie poznasz nigdy, pragnę przynajmniej abyś nie doświadczyła nigdy boleści, jaką sprawia lęk postradania jedynego szczęścia rozkwitłego dla nas na ziemi, jedynego które rzuciło jakiś blask w mroki niedoli. Wczoraj uczułem, że życie moje nie jest już we mnie, ale w tobie. Istnieje już dla mnie w świecie tylko jedna kobieta, tak jak istnieje tylko jedna myśl w mej duszy. Nie śmiem wymówić w jakiej alternatywie stawia mnie miłość moja do pani. Pragnąc zawdzięczać cię tylko tobie samej, nie powinienem jawić się twym oczom przybrany we wszystkie uroki nieszczęścia: czyż na szlachetną duszę nie działają one silniej, niż urok pomyślności? Zamilczę więc pani wiele rzeczy. Tak, zbyt piękne mam pojęcie o miłości, aby ją kazić myślami obcemi jej naturze. Jeżeli moja dusza godną jest twojej, jeżeli życie moje jest czyste, szlachetne twoje serce przeczuje to: zrozumiesz mnie! Jest przeznaczeniem mężczyzny oddać się tej, która zbudzi w nim wiarę w szczęście; ale twojem prawem jest — wiem o tem — odtrącić najszczersze bodaj uczucie, jeżeli nie odpowiada tajemniczym szeptom twego serca. Jeżeli los, który mnie czeka, ma zburzyć me nadzieje, odwołuję się do delikatności twej duszy dziewiczej, do wyrozumiałości i współczucia kobiety: błagam cię na kolanach, spal mój list, zapomnij o wszystkiem. Nie żartuj z uczucia pełnego szacunku i zbyt głęboko wyrytego w duszy, aby się w niej mogło zatrzeć. Złam moje serce, ale go nie rozdzieraj! Jeżeli wyraz mej pierwszej miłości, miłości młodej i czystej, nie znajdzie oddźwięku w młodem i czystem sercu, niechaj umrze w niem, tak jak modlitwa ginie w łonie Boga! Winien ci jestem wdzięczność: przeżyłem rozkoszne godziny, zajęty patrzeniem na ciebie, oddając się najsłodszym marzeniom mego życia; nie wieńcz tedy tego długiego a przelotnego szczęścia jakiemś dziewczęcem szyderstwem. Poprzestań na tem, że mi nie odpowiesz. Będę umiał zrozumieć twoje milczenie, nie ujrzysz mnie już więcej. Jeżeli mam być skazany na to, aby zawsze rozumieć szczęście i zawsze je tracić; jeżeli, jak wygnany anioł, zawsze mam chować poczucie niebiańskich rozkoszy, ale bez przerwy przykuty do świata boleści, dobrze więc, zachowam tajemnicę mej miłości, tak jak tajemnicę mych niedoli. I bądź zdrowa! Tak, powierzam cię Bogu, do którego będę się modlił za ciebie, którego będę prosił aby ci dał piękne życie: choćbym miał być wygnany z twego serca, do którego wszedłem ukradkiem bez twej wiedzy, nie opuszczę cię nigdy. Inaczej, jakąż miałyby wartość święte słowa tego listu, mojej pierwszej i może ostatniej prośby? Gdybym kiedykolwiek — szczęśliwy, czy nieszczęśliwy — przestał myśleć o tobie, kochać cię, czyż nie byłbym wart mojej męki?“


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Honoriusz Balzac i tłumacza: Tadeusz Boy-Żeleński.