Litwa (Niewiadomska)/Branka Litwina

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Litwa
Podtytuł Branka Litwina
Pochodzenie Legendy, podania i obrazki historyczne
Data wydania 1918
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Branka Litwina.

„No, no, Laszko, dość jęku!
Nie płacz, nie mdlej w mem ręku,
Wszyscy na koń już wsiedli,
Wszyscy brańców powiedli,
Jaż mam z tobą czas trwonić?
Bym ich nie mógł dogonić?
Czy cię zabić, bym z bitwy
Z niczem wrócił do Litwy?
Nie, nie, prosisz daremno,
Żywa musisz iść ze mną.
Dalej! śmiało! siądź wpodle
Na słomianem mem siodle!
Bystry koń mój ze Żmudzi
Swym cię biegiem nie strudzi,
A przed wiatrem — na łonie
Wilczą burką osłonię.

Dalej, z sercem ochoczem!
Nie masz płakać tu po czem.
Patrz, twój piękny dwór biały
W ogniach stoi już cały...
A ów Laszek twój młody,
Co na koniu w zawody
Chciał cię unieść przede mną,
Chciał obronić daremno,
Wierz mi, w zimnym swym grobie
Nie zatęskni po tobie.
Patrzno, patrzno, jak zbladła!
Jak nieżywa upadła.
Żal jej brać mię zaczyna:
Taka piękna dziewczyna!
No, przyjdź tylko do siebie,
Sam dbać będę o ciebie:
Ponad brzegiem Zejmiany
Mam ja zamek drewniany,
Pełne gumna i pełny
Śpichrz kądzieli i wełny.
Tam nie będzie ci smutno:
Przez dzień będziesz tkać płótno,
Wieczór, w gronie mych dziewek
Przędąc, słuchać ich śpiewek.
A gdy syn mój jedyny
Wróci z pruskiej krainy,
Kto wie, gdy cię polubi,
Może nawet zaślubi!
Nie, dziewczyno, nie gaszek,
Jak ów piękny twój Laszek, —
Wzrost jak dębu wyniosły,
Cały czarno zarosły,
Wzrok jak gdyby Perkuna,

Błyszczy ogniem pioruna,
A niech zginę, gdy kłamię:
W ręku sztabę rozłamie!
Ho! już płakać przestała!
Ogniem płonie twarz cała.
Czy dziękujesz, czy prosisz,
Że tak w niebo wzrok wznosisz?
Skąd z tym nagłym pośpiechem
Siadasz na koń z uśmiechem?
No, no, przytul się do mnie.
Ręce zarzuć koło mnie,
Tak, tak, teraz już mogę
Ptakiem puścić się w drogę.
Skądże znowu to drżenie?
Co tam patrzysz w płomienie?
Cóż, że jedziem koło nich?
Wszak nie wepchnę cię do nich.
Ha! ha! stój, stój zuchwała!
Z konia mi się zerwała;
Lecz nie ujdziesz pogoni,
Lub cię strzała dogoni!
Ale gdzież ją strach żenie?[1]
Czekaj, nie leć w płomienie!
Przez Perkuna! nic tobie
Za to złego nie zrobię!
Ani słucha szalona,
Leci, wzniósłszy ramiona,
Prędzej, koniu, już blizko,
Spiesz, nim skoczy w ognisko!
Spiesz! — Lecz gdzież się podziała?
Ha, to suknia jej biała

Pośród gruzów zwalonych
Miga w ogniach czerwonych!
Jakem Litwin, dziewczyna
Warta była Litwina!
Spaliła się! — a szkoda:
Była piękna i młoda“.

(E. Odyniec).





Przypisy

  1. Pędzi, niesie.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.