List otwarty hr. Maurycego Dzieduszyckiego do p. Ćwiklińskiego

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Maurycy Dzieduszycki
Tytuł List otwarty hr. Maurycego Dzieduszyckiego do p. Ćwiklińskiego wydawcy pisma spirytystycznego „Życie Duchowe“
Data wydania 1875
Wydawnictwo Redakcja "Wiadomości Kościelnych"
Miejsce wyd. Lwów
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
LIST OTWARTY
hr. Maurycego Dzieduszyckiego
do
p. ĆWIKLIŃSKIEGO
wydawcy
PISMA SPIRYTYSTYCZNEGO „ŻYCIE DUCHOWE“.

Przedruk z „Wiadomości Kościelnych“.

LWÓW.
NAKŁADEM REDAKCYI „WIAD. KOŚC.“
Z drukarni Ludowej, ul. Jagiellońska. I. 12
1875.
Panie Redaktorze!

Zaproszony listem pańskim do wspierania pisma spirytystycznego, pod tytułem: Życie duchowe, poczytuję sobie jako katolik i Polak, kraj mój kochający, za obowiązek wyłożyć Panu wszelką szczerością wrażenia, jakich doznałem po bacznem rozpatrzeniu się w osnowie przysłanego mi na okaz pierwszego numeru tej zamierzonej publikacyi, a to tem bardziej, że domyślam się, iż ma ona być organem pewnego, istniejącego już w tym duchu, kółka. To co wyczytałem, jest też powtórzeniem lub streszczeniem znanych podobnych pism zagranicznych, i sięga nietylko w dziedzinę filozofii i metafizyki, ale i w wyższą sferę objawienia Boskiego, wiary i Kościoła, który jest jej strażnikiem. Zdaje się zaprawdę, że ci, co kreślili artykuły owego pisma, nie znają nauki katolickiej, lub sądzą, że ich czytelnicy nie mają o niej dokładnego wyobrażenia, bo jakżeby mogli twierdzić (str. 2), że „ich zasady zgodnemi są z prawdami Kościoła katolickiego?“ Wykażę zaraz ogromne owszem ich w tem sprzeczności, przyczem dotknę i twierdzeń, nie dających się żadną miarą pogodzić nawet ze zasadami zdrowej filozofii.

I.

1. My wierzymy, że jest jeden Bóg w trzech osobach: Bóg Ojciec, Bóg Syn, Bóg Duch św.; trzy osoby, a jedna istota Boska. Na str. 3 czytam, że Ojciec z Synem i Duchem św. jest jedną osobą, a na str. 11 zaprzeczona jest nawet istność Boża, bo gdy Bóg jest duchem, a każdy duch tylko myślą, z ogniska najwyższej myśli oderwaną, toć o istności, mającej coś więcej niż myśl, ani mowy być nie może. Duch, jeżeli jest osobą, samoistną istotą, musi mieć koniecznie byt rzeczywisty, przeświadczenie o sobie, rozum i wolą, różne też inne władze i własności, np. pamięć, wyobraźnią itd. Myśl jest tylko jedną z własności ducha, a nie samymże duchem. Duch rozróżnia swe myśli; jednę przyjmuje, drugą może odrzucić, więc góruje nad niemi, jest ich ojcem i panem.
2. Wierzymy, że człowiek ma duszę nieśmiertelną, która ożywia ciało, a jest też duchem, to jest istotą, mającą rozum i wolą. Wierzymy, że ta dusza jest bezpośrednio od Boga stworzoną i z ciałem połączoną. Według wykładu na str. 9—12 dusza jest tylko myślą, zatem bez woli i wolności, a są nawet ludzie mający duszę, a nie mający ducha. Dusza ma się przemienić w ducha, a nawet ciało przeistacza się w ducha, bo wyraźnie powiedziano: „że gdzie ono istnieć przestało, tam zaczyna istnieć duch“. Sprzeciwia się to elementarnym pojęciom o istocie ducha i istocie ciała. Pierwszy jest essencyonalnie pojedyńczym, z żadnych części nie złożonym, więc i nierozdzielnym, a zatem i nieśmiertelnym. Ciało przeciwnie z części złożone, podlega rozkładowi, jest skazitelnem. Tymczasem na str. 12 zapowiedziano rozprawę: „z czego się duch składa“. Jest to po prostu zmateryalizowanie ducha, mimo że na wstępie wyrażono zamiar walczenia z materjalizmem!
3. Widzimy, (co zresztą i zdrowe rozumowanie wskazuje), że Bóg jest od wieków sam przez się i nigdy nie mógł mieć początku. A na str. 3 uderza najwyższa możliwa niedorzeczność, że „Bóg powstał własną mocą“. Wynika stąd, że to, co nie istnieje, może działać, że nicość (negacya istnienia) może dać z siebie początek istnieniu, i to jeszcze najdoskonalszemu! Jest w związku z tem i to, co na str. 12 czytam o szatanie, ze nie mógł stworzyć się sam z własnej mocy, bo jest najbezsilniejszym. A skądże miał mieć Bóg moc, kiedy jeszcze nie istniał? Najprostszy rozsądek pojmuje, że aby ktoś lub coś było, musi mu dać ktoś inny początek, a tylko Bóg jeden nigdy go mieć nie mógł.
4. Wierzymy, że druga osoba Trójcy Przenajświętszej stała się człowiekiem, a ten Jezus Chrystus jest w jednej osobie prawdziwym Bogiem i prawdziwym człowiekiem. Według str. 3 wszystkie trzy osoby są jedną osobą, uwidocznioną w bożostanie Chrystusa. Jest to wyraz niezrozumiały, bo i nie polski, a w tak ważnej rzeczy nie godzi się pisać hieroglifami. Lecz i samo to orzeczenie jest zupełnie heretyckiem; nikt też nie domyśli się z różnych miejsc, gdzie o Chrystusie Panu jest mowa, że On jest wyższym od któregoś np. z proroków.
5. Wierzymy, że Bóg jest twórcą nieba, ziemi i wszystkich rzeczy widomych i niewidomych. Na str. 11 zaprzeczonem jest stworzenie przyrody, bo Bóg „rzuca tylko myśl swoję w łono rodzicielki przyrody, a ta rodząc, wymawia owo wielkie „stań się“. Przyroda ma więc godność Jego małżonki, a nie będąc stworzoną, musi oczywiście być Bogu współwieczną.
6. Wierzymy, że Bóg stworzył wszystko w moc swej nieograniczonej wolności, bo Mu się tak podobało, a mógł i nie stworzyć. Na str. 8 jest stworzenie świata koniecznością, „bo jeżeli są miejsca, gdzie światów nie ma, muszą być i miejsca, gdzie światy są“. Jestto i logiczne nawet absurdum, bo światy mogły nie istnieć, ale mogły być przestrzenie, gdzieby być mogły. Miejsce nie wymaga koniecznie swego wypełnienia.
7. Wierzymy, że zmartwychwstanie ciał jest w istniejącym porządku rzeczy nadprzyrodzonem, ale z wywodów (na str. 9 do III mniemanego prawa) wynika logicznie transmigracya dusz, stara, czysto pogańska nauka!
8. Wierzymy, że Kościół katolicki jest od samego Boga ustanowiony do uczenia i przechowywania wszystkiego, cokolwiek Syn Boży nauczył i objawił, wszystkiego, co tylko do zbawienia rodu ludzkiego jest potrzebnem, że kto go nie słucha, Boga nie słucha, że nikt nie ma prawa, ani powołania, naukę jego doskonałą w czemkolwiek odmieniać, że nikt jej jako boskiej poprawić nie może, i że (jak św. Paweł pisze do Galatów, rozdz. I. w. 8) „choćby i anioł z nieba przepowiadał wam mimo to, cośmy wam przepowiadali, niech będzie przeklętym“.

II.

Tymczasem wykazaliśmy ogromne sprzeczności Waszej nauki z wiarą katolicką, a na str. 12 podnosicie niedostateczność katolickiego Kościoła, mianowicie co do pojęcia różnicy między duchem a ludzką duszą. Nie śmiecie jeszcze wyrażać się o tem jaskrawiej, jak istotnie myślicie, ale przypisujecie te mniemane braki jakiejś delikatności Kościoła. Gdyby tak czynił, nie wypełniałby swego powołania, a że tak nigdy nie czynił, stwierdza cała historya, bo zawsze bez ogródki prawdy swe głosił, i potępiał innowierców. Ależ on właśnie i w owym przedmiocie uczył zawsze w myśl św. Pawła, (list do Tessal. V. 23 i do Hebreów IV. 12), że „duch oznacza wyższą część człowieka, a dusza niższą, zmysłową, ale że te dwie części stanowią jednę istotę, która bezpośrednio ciało ożywia“.
Panowie wypieracie się na str. 4 wszelkiego sekciarstwa i usiłujecie wykazać różne czysto powierzchowne różnice między swemi wykładami a obcokrajowymi spirytystami, których zwiecie sekciarzami. Ależ wasza nauka ma w zasadzie i rzeczywistości wszelkie cechy herezyi, jako dążąca do rozszerzenia się i sekciarstwa, bo

a) nie zgadza się bynajmniej z nauką katolicką;
b) nie uznaje Kościoła katolickiego za dzieło Boskie, jedynego doskonałego mistrza prawdy, owszem (str. 2) prawdy jego nazywa tylko „uświęconemi powagą wieków“. Tak samo może mówić o swym poganizmie Indyanin, Chińczyk i Turek;
c) pozwala sobie naciągać i zastosowywać do swych twierdzeń texta Pisma św. starego i nowego testamentu najdowolniej, kiedy (w obec takich dowolności wszystkich heretyków) już Sobór Trydencki zabronił wykładać inaczej texta święte, jak tylko według wykładu Ojców Kościoła. Nie mogąc rozszerzać się tu nad wszystkiemi tego rodzaju w waszem piśmie wyskokami, przestanę na kilku uwagach, i tak:

I. Żaden z waszych textów nie odpowiada dosłownie zatwierdzonemu od Kościoła polskiemu naszemu przekładowi Wujka, więc wzięte są skądeś inąd, może z któregoś przekładu innowierczego.
II. W texcie na str. 15 z księgi Joba słowa ostatnie są zupełnie odmienione i bez sensu. Nie ma tam (Rozdz. XXXIII. w. 16) „a to czem ich ćwiczy, pieczętuje“, ale: „a ćwicząc je, naucza karności“, co też dokładnie odpowiada Wulgacie: et erudiens eos, instruit disciplina.
III. Słowa Zbawiciela „o odrodzeniu w duchu“ nie rozumieją się bynajmniej tak, jak na str. 12, lecz dotyczą odrodzenia przez łaskę usprawiedliwiającą. Podobnie i słowa Pańskie, że „mocy niebieskie poruszone będą i gwiazdy spadać będą“ rozumieją się o „sądzie ostatecznym“, a nie (jak na str. 9) o 7 dniu, w którym Bóg odpoczął, a tem mniej o jakiejś ohydnej konieczności powrotu świata do chaosu.
Ale jakąż to jest wasza nauka? Nim się bliżej nad tem zastanowię, nie mogę nie dotknąć jeszcze i kilku twierdzeń już pod samym względem filozoficznym zupełnie błędnych i zdradzających brak odpowiednich pojęć. I tak:
1. Zaraz na wstępie materyalizm jest przedstawiony jako konieczność, z którą jednak spirytyzm walczyć zamierza. To co jest koniecznem, nie da się zwalczyć, ale materyalizm nie jest bynajmniej koniecznością, lecz tylko złą wybujałością, ze złych pochodzącą nauk i obyczajów, a z nim walczy Kościół, opatrzony od Boga we wszelkie ku temu środki. Jakoż pokonał pogaństwo, wykształcił duchowo świat, i podnosi człowieka, (jeżeli ten sam mu się nie opiera), do wysokiej doskonałości. Spirytyzmu więc nie potrzeba, a jak zaraz obaczymy, nie ma do tego ani powagi, ani środków odpowiednich.
2. Widać że autor pisma na str. 8 nie odróżnia tego co jest sprzecznem (contradictorium) od tego, co jest tylko innem, różnem, bo między rzeczami istotnie sprzecznemi, zamieszcza rzeczy bynajmniej z sobą nie sprzeczne, ale tylko różniące się między sobą, jak: płeć męzką i żeńską, górę i dolinę, ląd i morze, młodość i starość, twory lądowe i morskie, zwierzęta ziemne i napowietrzne...

III.

Lecz przypatrzmy się teraz samej tej nowej nauce, o ile to w tak zwięzłym liście jest możliwem.
Ona niby nie wie sama, skąd jej początek (str. 5) i szuka go jak w pociemku, omackiem, i zbywa to ważne pytanie ryczałtowo, ale wiemy że przed 30 laty nigdzie o niej nawet nie słyszano. Ona według własnego wyznania (str. 4) nie przedstawia bynajmniej wykończonej całości, ani księgi ustaw, ale jej zwolennicy muszą ciągle jeszcze oddawać się zbieraniu objawów i wydarzeń „natury duchowej“ i usiłują zdobyć tylko te prawdy, któreby ostatecznie nasyciły ich ducha, tak ażeby już więcej nie pragnął. A co najciekawsza, „że większa część prawdziwych duchowników nie zna nawet tego, że są duchownikami!“ Zaprawdę, jakże się dziwić, że muszą być „więcej smutni jak weseli“ (str. 5) i że są „sobie sami sternikami i okrętem“ po licznych życia tego toniach. Zaiste trudno to pogodzić z owym świetnym obrazem i skutkami, jakie (według wstępu) zapowiada spirytyzm!
A jakiemiż są jego drogi działania i środki do tego mglistego i nieokreślonego dokładnie celu? Mamże płakać, czy może wołać: risum teneatis amici! Dowiadujemy się (str. 4, 6, 7, 13), że do tego celu służą badania snów, ciemnych, głuchych, chromych, letargistów, zabitych piorunem, utopionych, zmarzłych, „bo dusza, która była już wyszła z ich ciał, później zjawiła się w nich napowrót“ (str. 6). Widzimy więc, że człowiek może umrzeć i dwa razy, a jeżeli dwa razy, to dlaczegożby nie mógł umrzeć i dziesięć razy? Jaka to pocieszająca, jak zgodna z wiarą, filozofią, a nawet ze sztuką lekarską nauka! Ona wiedzie do cnoty, ona pociesza, i niewątpliwie zabije materyalizm.
My wiemy, że wszystkie podobne usiłowania szukania jakiejś zaświatowej wiedzy temi drogami, są potępione już pierwszem przykazaniem Boskiem jako zabobony, że nie godzi się bez ciężkiej obrazy Boskiej szukać prawdy innemi drogami, jak te, które On sam wskazał, ani usiłować zdzierać zasłony świata nadziemskiego, które przed nami w swej najwyższej Mądrości i Opatrzności zakrył, bo oszukując się sami w wyobraźni i zapędach nagannej ciekawości, otwieramy złemu duchowi wrota i przystęp do dusz naszych. Nic więc dziwnego, że Stolica Apostolska zakazała wszystkich książek o spirytyzmie już 20 kwietnia 1864 r., nie uwodząc się i w tem żadną delikatnością!

IV.

Ależ, (mówicie i przytaczacie na to przykłady), są w samem Piśmie św. wzmiankowane sny od Boga pochodzące. Prawda, ale kto dobrze zna i rozważy te miejsca, nie będzie z nich bynajmniej wyprowadzał waszych wniosków, ani ujrzy w nich choćby najmniejszego stwierdzenia waszej nauki, a owszem i w tem uzna nauki Kościoła mądrość.
Jakże to mało takich snów w długim przeciągu 4000 lat... jak mało jest stosunkowo i cudów, bo Bóg tylko w nadzwyczajnych razach używa środków nadprzyrodzonych. Wszystkie takie sny, jak np. patryarchów Jakóba i Józefa, jak Faraona, Nabuchodonozora, Salomona, św. Józefa itp. miały na celu sprawy Boże, Jego chwałę, dobro całego wybranego narodu lub najważniejszych i Bogu miłych osób, a były też zesłane nie lada komu, lecz mężom górującym nad innymi i wyciągającym z nich duchowny pożytek dla siebie, lub dla ogółu. Cechą więc esencyonalną snu od Boga pochodzącego jest:
1. że służy do dobrego, wiedzie do cnoty, do opamiętania się;
2. że obdarzony nim czuje w skutek tego popęd do wyższej doskonałości i do gorliwego wypełniania swych obowiązków.
3. że ma wyraźne znamiona jego pochodzenia, bo jeżeli Bóg posługuje się tym środkiem, to daje oraz taką pewność o tem, że żadna w tej mierze nie może zachodzić wątpliwość.
Kościół uczy bowiem, iż mogą być sny i od złego ducha pochodzące. A cóż dopiero powiedzieć o snach zwyczajnych, w których powtarzają się i odbijają w duszy wrażenia, wspomnienia, uczucia z jej życia codziennego! Takie sny nie tylko na żadną uwagę nie zasługują, ale przywięzywanie do nich jakiegoś wyższego znaczenia jest starą cechą umysłów nieoświeconych, jest nader nagannym zabobonem, może zamącić myśli, zaniepokojić umysł itp. A właśnie spirytyzm poczytuje je za jeden z głównych środków swego działania!
List ten dość jest długi, a przecież za krótki w obec tego wszystkiego, co o tym przedmiocie dałoby się jeszcze w różnych kierunkach powiedzieć, a do czego zresztą jako człowiek świecki nie mam zapewne i dostatecznej wiedzy; kończę na tem, od czego zacząłem, podnosząc w tym względzie stanowisko nietylko katolickie, ale i polskie, narodowe. Bo nasza narodowość, wszystko co kochamy i do czego tak wysoką przywięzujemy wagę, nasza przeszłość i przyszłość stała, stoi i stać może tylko na gruncie katolickim. Cokolwiek więc narusza go i osłabia, jest nam zasadniczo przeciwnem i niebezpiecznem. Uczą nas tego aż nadto boleśnie mnodzy a potężni nasi nieprzyjaciele, którzy pragnąc zniszczyć żywotne soki naszej narodowości, usiłują wszędzie i bez wytchnienia wykorzeniać, a przynajmniej podkopywać wiarę i Kościół katolicki. Gdy zaś (jak wykazałem podobno dostatecznie), spirytyzm jest wręcz przeciwny wierze i duchowi katolickiemu, ani wątpić, że zaniechanie zupełne onegoż jest obowiązkiem nietylko oświeconego sumienia, ale i niezbędnym obowiązkiem patryotycznym.

Lwów 25 lutego 1875.
Maurycy Dzieduszycki.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Maurycy Dzieduszycki.