List otwarty B. Prusa

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
>>> Dane tekstu >>>
Autor Bolesław Prus
Tytuł List otwarty B. Prusa
Data wydania 1906
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Cena 4 grosze.
List otwarty B. Prusa.


Szanowni Współobywatele!

Piszę ten list, jako człowiek bezpartyjny i bezinteresowny w kwestyi wyborów, a zarazem jako dziennikarz, który z tysiąc razy przemawiał do Was o sprawach publicznych, a niekiedy cieszył się zaufaniem. Nie pochlebiam sobie, że i tym razem zostanę wysłuchany, uważam jednak za obowiązek jasno przedstawić Wam położenie, w jakiem się znajdujemy.
Parę dni później — może być już zapóźno.
Najwyższy Manifest z dnia 30-ego października roku zeszłego przyobiecał prawa obywatelskie i wolność ludom, zamieszkałym w Państwie Rosyjskiem, Monarcha postanowił, że odtąd mieszkańcy państwa będą korzystali ze swobody osobistej, religijnej, swobody słowa żywego i drukowanego, wreszcie ze swobody zebrań i stowarzyszeń. Aby zaś upewnić ludność, że swobody te nie będą przez nikogo ograniczone, Monarcha polecił zwołać Sejm, którego członkami mają być osoby wybierane przez mieszkańców Państwa, a który to Sejm ma przyjmować udział w stanowieniu praw, tudzież czuwać nad ich całością i rzetelnem wykonywaniem.
Dla rodowitych Rosyan prawa te mogą stać się źródłem najpełniejszej wolności i cywilizacyi; dla nas nie są wystarczające, z tego powodu, że wobec wszelkich władz jesteśmy pozbawieni naszego ojczystego języka, usunięci od wszelkich urzędów, od wszelkiego udziału w gospodarstwie naszego własnego kraju.
Swobody praktykowane w obcym języku i pod dozorem obcych urzędników nie są swobodami, lecz dalszym ciągiem niewoli. Praktykowanie zaś niewoli w jednym kącie Państwa jest niebezpieczeństwem dla wolności ogólnej; jak hodowanie cholery w jednym cyrkule miasta grozi całemu miastu. Na okoliczność tą zwrócili uwagę oprócz nas i najszlachetniejsi Synowie oswabadzającej się Rosyi; zrozumieli oni, że wolna Rosya nie może istnieć obok niewolniczej Polski i postanowili w zbierającym się Sejmie wyjednać dla Królestwa Polskiego rozległy narodowy samorząd, w granicach państwowej całości.
Tym sposobem zbierający się za kilka tygodni Sejm Państwowy ma dla nas dwa olbrzymie znaczenie. Gwarantuje stu milionom ludzi swobody obywatelskie, zapowiedziane w październikowym Manifeście, a powtóre ma rozciągnąć owe swobody na nasz kraj i na nasz naród.
Sejm więc, czyli Izba Państwowa jest niezmiernej wagi instytucyą. Tak zrozumiała ją Rosya, która, obok zwyczajnych obywateli ze wszystkich klas społecznych, wysyła do Izby najznakomitszych swoich Synów, najtęższe głowy, najdzielniejszych apostołów i szermierzy wolności.
A w jaki sposób my przygotowujemy się do udziału w tem zgromadzeniu?...
Przedewszystkiem spojrzyjmy na nasze stosunki ludnościowe.
W Królestwie Polskiem mieszka trzy narodowości, które statystyka traktuje jako wyznania. Mamy tedy 74 procent katolików, czyli Polaków, 14% Żydów, 7% prawosławnych czyli Rusinów i 4% protestantów, z pomiędzy których większa część jest Polakami, notabene — bardzo dobrymi Polakami. W Warszawie zaś katolicy tworzą 57% ludności, żydzi 31%, prawosławni 7% a protestanci 3%.
Z powyższych cyfr widzimy, że:
W Warszawie ilość katolików przewyższa o 16% wszelkie inne razem wzięte wyznania.
W kraju liczba katolików przewyższa inne wyznania o 50%, czyli że katolicy są trzy razy liczniejsi aniżeli wyznawcy innych religii.
Wniosek jasny. Ponieważ prawie wszyscy katolicy są Polakami, a większość protestantów i przynajmniej 1% starozakonnych są również Polakami, ponieważ wśród ludności w roku 1897 zaliczanej do prawosławnych również znajduje się mnóstwo Polaków, więc w tym kraju, a nawet w tem mieście, przeważającą ludnością są Polacy i oni powinni nadawać ton wyborom, tudzież polityce kraju i miasta.
Czy to znaczy, że wyborcami i posłami mogą być tylko rodowici Polacy?... Bynajmniej. Naszem polskiem hasłem jest i musi być, zasada sprawiedliwości a zatem między wyborcami i posłami w kraju powinno znajdować się:

Polaków 74 na 100 wyborców
Żydów 14 —
Prawosławnych 7 —

Protestantów ze względu na stosunki liczbowe powinno być 4, ale ze względu na niewątpliwy patryotyzm większości ich, może być 5, 6 a choćby i więcej. Z tymi naszymi braćmi o liczby, ani o miejsca nie będziemy się targowali.
Co się zaś tyczy Warszawy tutaj na 100 wyborców powinno być:

Polaków 57
Żydów 31
Prawosławnych 7.

Protestantów znowu pomijam z powodów zdaje się dostatecznie wyjaśnionych.
Jeżeli teraz od cyfry wyborców przejdziemy do posłów, których w kraju ma być 36, wówczas na podstawie liczb powyższych w Izbie Państwowej winni mieć:

Polacy
29 posłów,
Żydzi
5
Prawosławni
2 lub 3.

W Warszawie Polacy zgodnie z arytmetyką powinni mieć 1,14 posła a Żydzi 0,63. Ale ponieważ trudno dzielić posłów na ułamki, więc obaj posłowie winni być Polakami, notabene życzliwymi dla Żydów, o co wreszcie nie ma strachu.
Tak wygląda sprawa w teoryi: nasze społeczeństwo składa się z rozmaitych żywiołów, z rozmaitych wyznań i narodowości, ale przewagę liczebną posiadamy my, Polacy. A ponieważ stoimy i musimy stać na gruncie ścisłej sprawiedliwości, każde zatem wyznanie czy narodowość powinna mieć głos w tym chórze społecznym i każde powinno mieć zapewnione warunki swobody i rozwoju. Kto z pośród Żydów, protestantów czy prawosławnych chce uważać się za Polaka, a język polski za swój rodowity, temu szeroko otworzymy braterskie objęcia. Kto jednak pragnie być Rosyaninem, Niemcem, czy Żydem-nacyonalistą, niech nim będzie bez przeszkód. Nas, Polaków, tylu jest na świecie, że możemy rozwiązywać wszelkie zagadnienia cywilizacyjne, byle nam zostawiono swobodę. Chwytać zaś obcych ludzi za kark czy za poły i wciągać do sklepiku z „naszą narodowością,“ tego ani chcemy, ani potrzebujemy, to nie odpowiada naszej godności.
Niech więc każdy uczy się jak mu wygodniej, mówi, jak mu przyjemniej i niech po swojemu chwali Boga, byle nie szkodził innym, byle był uczciwym sąsiadem.
W rezultacie nasze położenie w kraju nie jest niekorzystne. Aby jednakże takiem zostało i przyniosło pożądane owoce, musimy ciągle wypełniać trzy moralne warunki: solidarności, sprawiedliwości i narodowej godności.
Zasada solidarności wymaga, ażebyśmy my, Polacy, umieli, przynajmniej chwilowo, zapominać o różnicach partyjnych a pamiętali o fundamentalnych interesach narodowych. Gdyż jeżeli podzielimy się na partyje, przeszkadzające sobie nawzajem, wówczas nie tylko nie przeprowadzimy swoich posłów w liczbie należytej i z pożądanemi przymiotami, lecz wytworzymy chaos, z którego wypłynie kompromitacja i nieszczęścia.
Sprawiedliwość znowu domaga się, nie tylko tego, ażeby każda z mieszkających obok nas narodowości nie była pokrzywdzona, ale jeszcze ażeby każdy prąd społeczny, każda partyja, miała należyty udział w wyborze posłów i dawaniu im instrukcyi. Narodowcy, postępowcy, socyjaliści, realiści, bezpartyjni i t. d. to nie są wytwory czyjejś fantazyi, ale przedstawiciele ważnych potrzeb społecznych. Narodowcy występują w obronie prześladowanej polskości, socjaliści przemawiają w interesie bardzo zaniedbanych klas pracujących i proletaryjatu, postępowcy, każą pamiętać o zadaniach cywilizacyjnych, realiści o naszych drobnych siłach potrzebie rachowania się z okolicznościami, a nareszcie bezpartyjni, chcieliby wszystkie programy i wszystkie stronnictwa skupić około tego, co nazywa się: „bezpieczeństwem Ojczyzny,“ a co w dzisiejszych warunkach, kto wie, czy nie jest zagrożone.
Trzeba dodać, że aczkolwiek Pan Bóg nie stworzył nas politykami, to jednak, we wszystkich razem wziętych partjach, można znaleźć ludzi uczciwych, ukształconych i zdolnych, którzy umieliby radzić o rzeczach publicznych i godnie reprezentować nas w Petersburgu.
Trzecim punktem jest... godność narodowa. Na miłość Boską obywatele! pamiętajcie, że posłowie przez Was wybrani staną wśród obcych, że muszą zabierać głos w kwestyjach stanowiących o życiu lub śmierci dla nas, że zatem posłowie ci nie mogą być ani nieukami, ani ludźmi tępych umysłów, ani pustymi deklamatorami, ani fanatykami jakiejś nacyonalistycznej czy społecznej teoryi, ale muszą być rozumnymi obywatelami, o ile można stojącymi na poziomie europejskiej cywilizacyi.
Jeżeli nie będą takimi, wówczas ośmieszą nas ich jałowe frazesy, zaprzepaszczą naszą świętą sprawę w nieuctwie i jeszcze swoim fanatyzmem przysporzą nam wrogów.
Oto warunki przy zachowaniu których, bez względu na szczupłą liczbę posłów, naród nasz w Izbie Państwowej może odegrać bodajby skromną ale użyteczną rolę i przyczynić się, do usunięcia niewoli gniotącej nas i innych mieszkańców Państwa.
Lecz w jakiż sposób naprawdę przygotowujemy się do podobnej roli?
Przedewszystkiem mamy partyje, które słowem i czynem paraliżowały wybory. Zniechęcano ludzi, straszono, przeszkadzano i otóż dzięki temu ogromna liczba polskich obywateli, mających prawa wyborcze, dotychczas nie zdecydowała się na spełnienie ważnego obowiązku, nawet nie postarała się o karty legitymacyjne.
Dalej — wystąpiła inna partyja, która święte ideały narodu podporządkowała interesom stronniczym, niekiedy bardzo płytkim i ciasnym. Partyi tej nie chodzi o to, ażeby interesa Polski reprezentowali najlepsi, ale ażeby wszelka władza, wszelkie wpływy na społeczeństwo znalazły się w jej rękach. Jest to ciężki błąd, który dla kraju może się stać źródłem nieszczęść, a dla partyi przekleństwem.
Nareszcie są partyje pragnące nie tylko wyborów, ale nawet porozumienia z innemi, solidarnego działania; na nieszczęście wystąpiły one albo zapóźno, albo nie posiadają dostatecznej energii.
Gdyby rzeczy zostały jak dotychczas, czeka nas kompromitacyja wobec Rosyi, kompromitacyja wobec ludów ucywilizowanych i wielka klęska naszych narodowych ideałów. Bo już chyba nikt nie przyzna praw do wolności tym, który nawet przy głosowaniu na posłów nie potrafili zjednoczyć się i zapomnieć o swoich nędznych rozterkach! I, o bodajbym się mylił!... doczekamy tego, że jak dziś rządzą nami silniejsi od nas Rosyjanie i Niemcy, tak jutro będą rozkazywać nam przezorni i solidarni Żydzi.
Wówczas naprawdę zacznie się dogorywanie Polski nieopatrznej, niedołężnej i sproszkowanej!
Najprostszy sposób zapobieżenia gotującemu się skandalowi byłby ten, ażeby — zebrali się przedstawiciele współzawodniczących ze sobą stronnictw i jak przystało na ludzi uczciwych a dbałych o honor narodu, z pośród zalecanych przez każdą partyję kandydatów wyznaczyli na wyborców najlepszych — to jest najzacniejszych, najenergiczniejszych i najzdolniejszych... A dopiero ci wyborcy niech mianują posłów, nie krępując się dotychczasowemi propozycyjami. Może być że, na tak przeprowadzonych wyborach wypłyną ci sami posłowie o których dziś słyszymy. Wówczas jednak nie będą faworytami jakiejś kliki, lecz wybrańcami ogółu.
Jeżeli przedstawiciele dzisiejszych partyi nie zdobędą się na taki akt „bohaterstwa”, jak porozumienie i wzajemne ustępstwa, wówczas niech wystąpią obywatele bezpartyjni, którzy jestem głęboko przekonany, tworzą ogromną większość prawyborców. Niech oni zejdą się, niech rozważą listy partyjne i — z pośród nich — niech wyznaczą wyborców, bacząc, ażeby wszystkie klasy społeczne, wszystkie poglądy znalazły tam przedstawicieli. Nie tylko „proletaryjusze,“ ale i „burżuje,“ nie tylko chrześcijanie, ale i żydzi.
W ten sposób możnaby dla każdego okręgu utworzyć w należytej propozycyi „solidarną“ listę wyborczą, wydrukować ją w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy a do rozdawania jej prawyborcom powołać młodzież szkolną, uniwersytecką, rzemieślniczą, kobiety, nareszcie tych wszystkich obywateli, którzy kochają swój naród, wierzą w jego przyszłość i pragną wydobyć go z upokarzającego a niebezpiecznego położenia.
Jeżeli w taki czy inny sposób nie zapobiegniemy wiszącemu nad nami nieszczęściu, i jeżeli nie pójdziemy do wyborów solidarnie, prędko pożałujemy naszej nie-opatrzności, a bodajby skończyło się tylko na żalach... Pamiętajmy bowiem, że, jeżeli gdzie, to u nas, walka partyi jest jak najmniej usprawiedliwiona. Przecie wszyscy jesteśmy tylko wyjętymi z pod prawa więźniami, wszyscy pragniemy wolności, wszyscy rozumiemy konieczność głębokich reform społecznych, wszyscy wzdychamy do cywilizacyjnej pracy, wszyscy oczekujemy sprawiedliwości. Cóż nas dzieli naprawdę?.. Nieporozumienia i tuzinkowe ambicyjki, o których możnaby choć na dzień wyborów zapomnieć.
A więc niech żyje Naród!.. niech żyje, solidarność i porozumienie stronnictw... Pamiętajcie, że patrzy na nas Rosyja i że złe wybory mogą bardzo osłabić przyjaciół, jakich tam pozyskaliśmy od niedawna i oby nie na krótko...

Bolesław Prus.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Aleksander Głowacki.