Strona:List otwarty B. Prusa.djvu/2

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tów i przynajmniej 1% starozakonnych są również Polakami, ponieważ wśród ludności w roku 1897 zaliczanej do prawosławnych również znajduje się mnóstwo Polaków, więc w tym kraju, a nawet w tem mieście, przeważającą ludnością są Polacy i oni powinni nadawać ton wyborom, tudzież polityce kraju i miasta.
Czy to znaczy, że wyborcami i posłami mogą być tylko rodowici Polacy?... Bynajmniej. Naszem polskiem hasłem jest i musi być, zasada sprawiedliwości a zatem między wyborcami i posłami w kraju powinno znajdować się:

Polaków 74 na 100 wyborców
Żydów 14 —
Prawosławnych 7 —

Protestantów ze względu na stosunki liczbowe powinno być 4, ale ze względu na niewątpliwy patryotyzm większości ich, może być 5, 6 a choćby i więcej. Z tymi naszymi braćmi o liczby, ani o miejsca nie będziemy się targowali.
Co się zaś tyczy Warszawy tutaj na 100 wyborców powinno być:

Polaków 57
Żydów 31
Prawosławnych 7.

Protestantów znowu pomijam z powodów zdaje się dostatecznie wyjaśnionych.
Jeżeli teraz od cyfry wyborców przejdziemy do posłów, których w kraju ma być 36, wówczas na podstawie liczb powyższych w Izbie Państwowej winni mieć:

Polacy
29 posłów,
Żydzi
5
Prawosławni
2 lub 3.

W Warszawie Polacy zgodnie z arytmetyką powinni mieć 1,14 posła a Żydzi 0,63. Ale ponieważ trudno dzielić posłów na ułamki, więc obaj posłowie winni być Polakami, notabene życzliwymi dla Żydów, o co wreszcie nie ma strachu.
Tak wygląda sprawa w teoryi: nasze społeczeństwo składa się z rozmaitych żywiołów, z rozmaitych wyznań i narodowości, ale przewagę liczebną posiadamy my, Polacy. A ponieważ stoimy i musimy stać na gruncie ścisłej sprawiedliwości, każde zatem wyznanie czy narodowość powinna mieć głos w tym chórze społecznym i każde powinno mieć zapewnione warunki swobody i rozwoju. Kto z pośród Żydów, protestantów czy prawosławnych chce uważać się za Polaka, a język polski za swój rodowity, temu szeroko otworzymy braterskie objęcia. Kto jednak pragnie być Rosyaninem, Niemcem, czy Żydem-nacyonalistą, niech nim będzie bez przeszkód. Nas, Polaków, tylu jest na świecie, że możemy rozwiązywać wszelkie zagadnienia cywilizacyjne, byle nam zostawiono swobodę. Chwytać zaś obcych ludzi za kark czy za poły i wciągać do sklepiku z „naszą narodowością,“ tego ani chcemy, ani potrzebujemy, to nie odpowiada naszej godności.
Niech więc każdy uczy się jak mu wygodniej, mówi, jak mu przyjemniej i niech po swojemu chwali Boga, byle nie szkodził innym, byle był uczciwym sąsiadem.
W rezultacie nasze położenie w kraju nie jest niekorzystne. Aby jednakże takiem zostało i przyniosło pożądane owoce, musimy ciągle wypełniać trzy moralne warunki: solidarności, sprawiedliwości i narodowej godności.
Zasada solidarności wymaga, ażebyśmy my, Polacy, umieli, przynajmniej chwilowo, zapominać o różnicach partyjnych a pamiętali o fundamentalnych interesach narodowych. Gdyż jeżeli podzielimy się na partyje, przeszkadzające sobie nawzajem, wówczas nie tylko nie przeprowadzimy swoich posłów w liczbie należytej i z pożądanemi przymiotami, lecz wytworzymy chaos, z którego wypłynie kompromitacja i nieszczęścia.
Sprawiedliwość znowu domaga się, nie tylko tego, ażeby każda z mieszkających obok nas narodowości nie była pokrzywdzona, ale jeszcze ażeby każdy prąd społeczny, każda partyja, miała należyty udział w wyborze posłów i dawaniu im instrukcyi. Narodowcy, postępowcy, socyjaliści, realiści, bezpartyjni i t. d. to nie są wytwory czyjejś fantazyi, ale przedstawiciele ważnych potrzeb społecznych. Narodowcy występują w obronie prześladowanej polskości, socjaliści przemawiają w interesie bardzo zaniedbanych klas pracujących i proletaryjatu, postępowcy, każą pamiętać o zadaniach cywilizacyjnych, realiści o naszych drobnych siłach potrzebie rachowania się z okolicznościami, a nareszcie bezpartyjni, chcieliby wszystkie programy i wszystkie stronnictwa skupić około tego, co nazywa się: „bezpieczeństwem Ojczyzny,“ a co w dzisiejszych warunkach, kto wie, czy nie jest zagrożone.
Trzeba dodać, że aczkolwiek Pan Bóg nie stworzył nas politykami, to jednak, we wszystkich razem wziętych partjach, można znaleźć ludzi uczciwych, ukształconych i zdolnych, którzy umieliby radzić o rzeczach publicznych i godnie reprezentować nas w Petersburgu.
Trzecim punktem jest... godność narodowa. Na miłość Boską obywatele! pamiętajcie, że posłowie przez Was wybrani staną wśród obcych, że muszą zabierać głos w kwestyjach stanowiących o życiu lub śmierci dla nas, że zatem posłowie ci nie mogą być ani nieukami, ani ludźmi tępych umysłów, ani pustymi deklamatorami, ani fanatykami jakiejś nacyonalistycznej czy społecznej teoryi, ale muszą być rozumnymi obywatelami, o ile