Liryka francuska (antologia)/Śnieg spadnie

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Francis Jammes
Tytuł Śnieg spadnie
Pochodzenie Liryka francuska
Data wydania 1911
Wydawnictwo J. Mortkowicz
Miejsce wyd. Kraków
Tłumacz Bronisława Ostrowska
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron

ŚNIEG SPADNIE...


Śnieg spadnie za dni kilka; pomnę takie dnie
Z przeszłego roku. Takie szare dnie w żałobie
U kominka. Kiedy mnie pytano: »co tobie?«
Odpowiadałem: »Ależ nic! Zostawcie mnie!«

Rozmyślałem rok temu w tym pokoju,
Podczas kiedy na dworze padał gęsty śnieg, —
Rozmyślałem nad niczem i czas zbiegł,
A ja znów siedzę z wierną fajką moją.

Stara komoda z dębu pachnie mi jak wprzód...
Ale ja byłem głupi, bo tych wszystkich rzeczy
Nie można było zmienić. Któż zaprzeczy?
Pozą jest praca, gdy się wie, że próżny trud.

To śmieszne! Poco dane nam myśli i mowa?
Nie mówi pocałunek, uśmiech, ani wzrok,
A jednak rozumiemy je dobrze! a krok
Przyjaciela jest słodszy, niźli słodkie słowa.


Ludzie ochrzcili gwiazdy, nie myśląc, że im
Wcale nie trzeba imion. A zaś wyliczenia,
Kiedy piękne komety skroś eterów cienia
Przejść mają, — nie przeszkodzi im pójść szlakiem swym.

Albo i ze mną? Gdzież są owe dnie w żałobie
Z przeszłego roku? Ledwie że pamiętam je.
Powiedziałbym: »O, nic! zostawcie mnie!«
Gdyby mię przyszedł spytać ktoś: »co tobie?«





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Francis Jammes i tłumacza: Bronisława Ostrowska.