Lew (La Fontaine, 1876)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Jean de La Fontaine
Tytuł Lew
Pochodzenie Bajki
Księga jedenasta
Wydawca Jan Noskowski
Data wydania 1876
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Władysław Noskowski
Źródło Skany na Commons
Inne Cała Księga jedenasta
Pobierz jako: Pobierz Cała Księga jedenasta jako ePub Pobierz Cała Księga jedenasta jako PDF Pobierz Cała Księga jedenasta jako MOBI
Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
PL Jean de La Fontaine Bajki 1876 687.png


BAJKA  I.
LEW.

Sułtan Lampart, jak wieść niesie,
Przez haracze i daniny,
Posiadł obfitość wszelakiej zwierzyny,
Mnóstwo owiec na łąkach i jeleni w lesie.
Mniemał więc, że jest wielki i niezwyciężony.
Aż oto, w sąsiednim kraju,
Dziedzic zwierzęcej korony,
Lew się narodził. Więc, wedle zwyczaju,

Lampart kazał, by wielcy dworu dostojnicy
Udali się na dwór lwicy,
I z okazyi tak wielce miłego zdarzenia,
W jego imieniu złożyli życzenia.
Sam zaś, doświadczonego w niejednej potrzebie,
Lisa wezyra przywołał do siebie.
«Czemu się trwożysz, rzecze, iż Lew się narodził?
Ojciec mu zmarł, więc żałuj biednego sieroty.
Zamiast, ażeby nam szkodził,
U siebie znajdzie dosyć do roboty,
Jeśli dziedziczne swoich przodków włości
Zechce utrzymać w całości.»
Lis wstrząsnął głową. «Wielki padyszachu!
Nie dziw się, że drżę ze strachu
Słysząc o Lwa zrodzeniu nowinę radosną;
Podług mnie, teraz winno być twym celem
Zostać jego przyjacielem;
Lub, nim pazury i kły mu wyrosną,
Staraj się, swego sąsiada i brata
Zgładzić ze świata.
Działaj, póki czas jeszcze, Najjaśniejszy Panie!
To moje zdanie.»
Napróżno wezyr prawił. Sułtan spał spokojnie,
O przyjaźń nie dbał, nie myślał o wojnie,
Z nim spał lud, wojsko drzemało:
Aż w końcu Lwiątko wielkim Lwem się stało.
Lampart w strach! z sąsiadami zawiera przymierze,
A Lew tymczasem wszystko pustoszy dokoła,


LEW.

Szerzy mordy i grabieże.
Sułtan znów wezyra woła.
«Nie drażnij Lwa, Lis rzecze; sprzymierzeńcy twoi,
Okrom jedzenia, na nic się nie zdadzą;
O swoją skórę każdy z nich się boi,
Każdy drży przed króla władzą;
Zamiast więc karmić tylu darmozjadów,
Weź się raczej do układów:
Daj Lwu barana, a jeśli to mało,
Daj trzodę całą.
Ciężki to okup, lecz sposób jedyny
Ocalić resztę zwierzyny.»
Lampart rady nie słuchał, i źle wyszedł na tem:
Zwalczony, musiał przed Lwa majestatem
Pochylić głowę, i swe państwa lenne
Oddać za koszta wojenne.

Jeśliś Lewka nie zabił, gdy na Lwa wyrasta,
To go pieść, głaskaj — i basta!






Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Jean de La Fontaine i tłumacza: Władysław Noskowski.