Ks. Norbert Bonczyk/Proboszczem

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Emil Szramek
Tytuł Ks. Norbert Bonczyk
Data wydania 1918
Wydawnictwo Tow. Oświaty na Śląsku im. św. Jacka
Druk K. Miarka Sp. z ogr. por. w Mikołowie.
Miejsce wyd. Opole
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBICały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron
Emil Szramek - Ks. Norbert Bonczyk grafika 1.png
IV.
Proboszczem.

Ks. Bonczyk był wzorowym proboszczem i niezmordowanym pracownikiem we winnicy Pańskiej. Latem i zimą od wczesnego rana siedział w słuchatelnicy a zawsze jako ostatni wychodził z kościoła. W niedziele i święta po południu o pół do drugiej znowu był przed ołtarzem, odprawiając nieszpór, jeżeli na niego była kolej, a jeżeli nie, to w ławce brewjarz odmawiając. Po nieszporze szedł na ambonę z wykładem nauki katechizmowej, jak to ks. Szafranek był zaprowadził; te nauki ks. Bonczyk zawsze miewał sam, chyba że gdzie wyjechał. Po kazaniu udzielał nowożeńcom nauki przedślubnej a resztę czasu aż do wieczora zapełniała praca w towarzystwach. W dni powszednie zostawało mu kilka godzin na ulubione studja. Bogatą miał bibliotekę, lecz nie tylko jak to często bywa, na ozdobę. Każda książka z niej była mu miłą przyjaciółką, z którą dobrze się znał. Powiedział kiedyś, że książki przypominają mu tylko, co już wie. — Miał rzadki dar wymowy i słynął jako kaznodzieja. Głos miał mile płynący, dźwięczny, wyraźny, który każdemu do serca przemawiał. Nie gromił słuchaczy jak ks. Michalski z Lipin, „młot na chachary, na kocendry, przezmuty, na ludzi bez wiary“, lecz miłością podbijał. Aczkolwiek rzadko kiedy miał czas do szczegółowego przygotowania, mówił zawsze tak treściwie, zajmująco i ciekawie, że nieraz proszono go o spisanie swych nauk i kazań. Niestety czas mu nigdy na to nie pozwalał; tylko cztery zeszyty kazań pozostały po nim. Albowiem jego gorliwości nie wystarczała praca w Bytomiu. Często jeździł z kazaniem na odpusty w parafjach sąsiednich, np. do Piekar lub do Kamienia, albo występował jako kaznodzieja kalwaryjski na Górze św. Anny, gdzie

Drogi, górki, góry nie trawą zielone,
Lecz tłumów nieprzejrzanych barwą upięknione
Aż do łez rozrzewniają przecudnym widokiem.

(Góra Chełmska str. 107).
Tam parafjan swoich z Bytomia tak troskliwą otaczał opieką, że ludzie się dziwowali, mówiąc: „Cóż też to za księdza macie! Dyć matka o swe małe dziecko więcej starości mieć nie może, niż ten ksiądz o was“. Kazań jego wszyscy pątnicy chętnie słuchali a gdy się przy której kaplicy na ambonie ukazał, zewsząd się garnęli wzajemnie się nawołując: „tu będzie miał bytomski!“ albo: „chodźcie, to ks. Bonczyk!“
Dużo czasu poświęcał też pracy w towarzystwach bytomskich, które po wielkiej części onemu zawdzięczają istnienie. Już w roku 1869, zdaje się, założył Kasyno polskie, które łączyło wszystkie stany i pod jego kierownictwem do wielkiego doszło rozkwitu. Sala bywała zawsze przepełniona; byli bowiem mieszczanie i Rozbarczanie, ale też Łagiewniczanie i Szombierczanie, a nawet z Chorzowa, Michałkowic, Siemianowic, Królewskiej Huty, Szarleju i Piekar ludzie przychodzili. Ks. Bonczyk obszedł najprzód wszystkie grupy: w każdej miał coś do powiedzenia, o każdej wiosce coś do zapytania. Potem po odmówieniu pacierza zaczął swoje wykłady. Omawiał wszystkie ważniejsze zajścia w parafji, diecezji i całym kraju, poruszał też sprawy polityczne, zwłaszcza podczas walki kulturnej. Czasem przyprowadził do Kasyna jako też i do innych towarzystw jakiego przyjaciela, n. p. p. dra Chłapowskiego, pozasłużbowego burmistrza Szabona a później i p. Napieralskiego, którzy go tedy owedy w mówieniu wyręczyli. — Jak w Kasynie starszyznę, tak młodzież skupiał w Towarzystwie św. Alojzego na Rozbarku, które również sam był założył (25 marca 1871). Było to najpierwsze Towarzystwo św. Alojzego na Górnym Śląsku. W pierwszych latach był mu niestrudzonym prezesem, w późniejszych chętnym protektorem, a zawsze ojcowskim opiekunem. Celem towarzystwa była oświata na gruncie katolickim, ale też uczciwa zabawa; oprócz tego chciał młodzieńców przyzwyczaić do publicznego występowania. „Chłop nie mowny a kot nie łowny, powiadał, obaj jedną drogą chodzą, t. j. obaj nie wiele warci“. I tu czasem jakiś gość wystąpił z wykładem; jednakowoż najczęściej sam przemawiał i „mówił o sprawach najbliżej wówczas obchodzących kościół nasz, a więc nieraz o sprawach aktualnych, politycznych, o Windhorście i działalności Centrum w odpornej walce z kulturnikami. Mówił poprawnie po polsku, nawet wytwornie czasem, a przytem z werwą i wszyscy go rozumieli i lubili bardzo jego sposób mówienia. Innym razem mówił więcej o rzeczach moralnych, ale nie zaniedbywał też spraw dotyczących historji dawnej Śląska, kościołów i klasztorów jego, a przytaczał opisy i wiersze cudze i własne dla okraszenia opisu“. Tak pisał w r. 1896 dr. Chłapowski. Bywały też deklamacje i czytania z arcydzieł literatury polskiej, które ks. Bonczyk zaraz objaśniał i tłumaczył wciąż powtarzając przytem: „Jak też to piękne! Gdybyście też to zrozumieli!“ Lubił bardzo swych Alojzjanów i chociaż czasem zupełnie już był na siłach wyczerpany, chociaż mu w dni słotne gościec (reumatyzm) dokuczał, chodził na zebrania, aby „się choć pokazać“. Pewnego razu czuł się tak słabym i chorym, że siedząc na jednem krześle musiał nogi wspierać na drugiem, by sobie ulżyć w bólu, ale zebrania nie opuścił. Na wzór bytomskiego związku i w innych parafjach powstawały towarzystwa św. Alojzego. Widząc to ks. Bonczyk myślał o tem, by je wszystkie ująć w jedną organizację z wspólnemi ustawami przez biskupa zatwierdzonemi, jak to już miały związki czeladników Kolpinga. W tym celu ogłosił w roku 1892 w „Katoliku“ (nr. 70) łacińską odezwę do duchowieństwa; niestety przedwczesna śmierć jego udaremniła te zabiegi. — Opiekunem był dalej „Towarzystwu Górnośląskich Przemysłowców“ i „Związkowi wzajemnej pomocy robotników górnośląskich“, który w roku 1889 założono. I tu miewał wykłady, a znając na wylot historję i literaturę polską, nigdy nie był w kłopocie o temat. Starał się związkiem wzajemnej pomocy zainteresować kler górnośląski i rozesłał odpowiednie orędzie, wzywające do zakładania w każdej parafji związków robotniczych. Lecz z dwustu księży, którzy otrzymali orędzie tylko trzynastu odpowiedziało, a z tego pięciu tylko godziło się na propozycję. Wtedy „Katoliku“ zaczął wydawać (od kwietnia 1890) tygodnik „Praca czyli porządek chrześcijański pomiędzy ludźmi“. — Przy śmierci ks. Bonczyka wszystkie te towarzystwa ze żalem wspominały: „Mimo wielkich obowiązków parafjalnych poświęcał nam czas i siły swoje; pouczał nas wykładami z swej znakomitej wiedzy; utwierdzał nas w wierze św. i cnotach chrześcijańskich i obywatelskich; napominał do postępowania zawsze i wszędzie drogami Boskiemi i wedle praw Boskich nieprzedawnionych nigdy i niezłamanych; wskazywał drogi prawe ku oświacie i podniesieniu się społeczeństwa naszego; cieszył się razem z nami, bolał razem z nami a zawsze krzepił, zawsze otuchy dodawał i swoim wielkim duchem naszego ducha ożywiał; był dla nas zawsze łaskawym, dobrotliwym, szczerym i wiernym ojcem i przewodnikiem“. („Katolik“ 1893, nr. 22). — Nareszcie ks. Bonczyk był przewodniczącym bytomskiego Komitetu Wyborczego; był więc politycznym przywódcą na obwód przemysłowy, lecz sam mandatu przyjąć nie chciał. W polityce był pojednawczy, ostrożny i zgrabny. Gdy w listopadzie roku jego śmierci (1893) wybierano posłów do sejmu pruskiego, następca jego ks. dziekan Myśliwiec bezpośrednio przed wyborami przypomniał go wyborcom centrowym w Bytomiu mówiąc: „Gdyby tu nieboszczyk żywy stał przed nami, zapewnieby powiedział jako słowo napomnienia w ostatniej chwili: „Bądźcie zgodni! Bądźcie jedni!“ („Katolik“ 1893, nr. 132).



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Emil Szramek.