Kronika Marcina Galla/Księga II/Księga wtóra. List się poczyna

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Gall Anonim
Tytuł Kronika Marcina Galla
Data wydania 1873
Drukarz Drukarnia Józefa Sikorskiego
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Zygmunt Komarnicki
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI
Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


LIST SIĘ POCZYNA.

Jego Przewielebności Jegomość Księdzu Pawłowi, z Bożej łaski pasterzowi katedry wielkopolskiej (kruszwickiej)[1], jego też w krzewieniu wiary świętej pomocnikowi nieutrudzonemu, kanclerzowi Michałowi, maluczkiej przyprawy dostarczyciel, synowskie uczczenie i służby powolne.
Wśród rozmyślań wielorakich, żywo stanęła mi w pamięci, najprzód pełna miłości chrześcijańskiej i nie hamująca się niczém, z waszej strony, doznawana uczynność; dalej odgłos po wielkim obszarze, udzielonej wam z niebios mądrości a prawości, w rozumieniu nawet ludzkiém. Lecz gdy najczęściej zamiar w myśli powzięty, rozbija się o niezdolność odpowiedniego wysłowienia, starczyć ma chęć dobra za czyn wymowy. Jakoż próżnoby temu przyganiać, jeżeli ktoś czyni tyle, ile to w jego możności. Aby się jednak nie zdawało iż milczeniem pokrywamy rozmyślnie, chwałę zasłużoną wysoko postawionych bądź w hierarchji świeckiej, bądź w duchownej, krajowych mężów, kusimy się na pokaz znaczenia ich właściwego; luboć to czynimy w takim sposobie, jak gdybyśmy usiłowali przylać kroplę z nikłego źródła do wód Tybrowych[2], szerokim płynących rozlewem. Przymnożyć tego się nie da, co już stanęło w pełnej swej mierze; słuszność atoli nie wzbrania, i temu jeszcze z zakresu sobie przysługującego, pochwał wypowiadać należnych. Niema się tego za rzecz nieprzyzwoitą w malarstwie, gdy do farb świetnych, dla cienia, czarna się przymiesza. Na stole królewskim także, nie pogardza się lichym z pozoru przydatkiem, który ckliwość z powodu jednostajnych codzień łakoci, odpędza. A w innym znów względzie, mrówka, choć w ogromie ciała wielbłądowi nie dorówna, stosownie do sił swoich, dzieła na swój wymiar, dokonywa przecież starannie. Takichto przykładów zwabiony ponętą, usiłuję na wzór, mówić poczynającego dziecka, składać wyrazy, ku ocenie mężów przez się chwalebnych, podjęte niepochwalnie, lecz w celu uwielbienia postawionych na świeczniku w Izraelu, wyrzeczone prawdziwie, bez ukrytego podstępu; w celu uwielbienia tychto właśnie, powiadam, których żywot chlubny, nauka widna każdemu, obyczaje godne naśladowania, słowo do ludu zbawienne: których mądrość z dwugłowej wyżyny filozofii albo Parnasu początek wiodąca, wśród gęstwin leśnych Polski, tak sobie przezornie drogę toruje, by nie wprzód ziarno pszeniczne wiary na rolę serca ludzkiego nieuprawną rzucali, dopókiby motykami słowa Bożego, z korzenia nie wytępili w niej chwastów i głogów. Podobni w tém oni do ojca rodziny ewangielicznego, który wié co ma nowego dobyć ze skarbca, albo starego, i do Samarytanina (do Samarytanki?), co opatrując rany kaléce, naprzemian zlewa je winem i olejem. Pod miarą nieuchybną wydzielają czeladkom swym pszenicę ze spichlerzy, i talentu pod korcem nie skrywają, lecz dzielą go, rozdając na odsetki spodziewane. Cóż jednak porywa się niemy rozprawiać o mówcach? lub małego wykształcenia chłopię o głęboko z rzeczą oswojonych? Przebaczcież zatem wiedzy niedostatecznej, wyrozumiejcie chęć dobrą, wspaniali ojcowie. Niechaj nie patrzy na to rozwaga świątobliwości waszej, jaką, i jakiej doniosłości prace przedsiębierzemy, ale na cel istotny tego przedsięwzięcia. Wszakże to przysługa przez ubogiego przyjaciela zamożnym czyniona. Z tego więc punktu widzenia zapatrujcie się na nią do końca, a dziełko niniejsze, kreślone piórem naszej nieudolności, ku pochwale książąt naszej ojczyzny podjęte, gdzie tego zajdzie potrzeba widoczna, oczyśćcie z błędów w porę dostrzeżonych, dopełnijcie niedostatków: by w zamian Pan wszechmocny, i wam miał przecz odpłacić na dobrach doczesnych i wiecznych.

Przypisy

  1. Nie utrzymał się, jak wiadomo, wywód Kownackiego, co do togo oznaczenia miejscowości katedry (Historya Bolesława III, str. 191). Domysł był jogo, iż „autor (z powodu należenia biskupstwa poznańskiego do metropolii magdeburskiej), nie połączywszy w pierwszym liście przypiśnym biskupa poznańskiego pomiędzy biskupatmi sufraganami Marcina arcybiskupa gnieźnieńskiego, osobno mu drugą księgę przypisuje, nazywając go biskupem polskim, „episcopo Poloniensi“. — Idziemy tu za Bielawskim, który zdaje się nam, we wstępie swym krytycznym, zbił to mniemanie, podstawiając natomiast tytuł dlań biskupa kruszwickiego, zamiast poznańskiego, pomimo nazwy niegdyś ogólnej biskupa polskiego, Jordanowi nadawanej.
  2. Ażaliż tylko nawiasowa ta wzmianka de gurgitibus Tyberiuis, ma służyć za dowód, iż krnikę swą pisał w Rzymie?.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Gall Anonim i tłumacza: Zygmunt Komarnicki.