Krach na giełdzie/Obrazy z dziejów głodu

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Łukasiewicz
Tytuł Krach na giełdzie
Podtytuł Zarys historii kryzysów ekonomicznych
Wydawca Wiedza Powszechna
Data wydania 1967
Druk Katowicka Drukarnia Dziełowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


GŁÓD — NAJSTARSZY TOWARZYSZ CZŁOWIEKA
Żałość mnie gnębi na moim wysokim tronie z powodu tej wielkiej klęski, że za moich czasów przez 7 lat nie nastąpił ani jeden wylew Nilu. Ziarno jest liche, urodzaje zawiodły i brak wszelkiego rodzaju żywności... Dzieci płaczą, młodzieńcy ledwo się wloką, a to samo starcy; ich dusze chylą się ku ziemi, ledwo powłóczą zgiętymi nogami, ręce przyciskają do brzuchów... Rozwarto na oścież skrzynie z żywnością, ale nie ma w nich nic, tylko powietrze. Wyczerpało się wszystko.
Słowa faraona Tosorthusa wyryte na skale nad Nilem
Obrazy z dziejów głodu

Głód — to stary i nieodstępny towarzysz dziejów społeczeństwa ludzkiego. Można bez przesady powiedzieć, że w ciągu całej dotychczasowej historii większość ludzi zarówno na półkuli wschodniej, jak i zachodniej wegetowała na granicy między życiem a śmiercią. Wciąż aktualne jest zdanie Micheleta, dziewiętnastowiecznego pisarza i historyka francuskiego, że przeszłość ludzkości „nie będzie zrozumiana, dopóki nie zostanie napisana przerażająca księga: historia głodu”.
Najcięższe klęski głodowe przeżywała i przeżywa Azja, kolebka społeczeństwa ludzkiego, najbardziej zasługująca na miano kontynentu głodu; nigdzie indziej nie wycisnął on tak wyraźnego piętna na dziejach społeczeństwa, jego strukturze, sposobie myślenia i obyczajowości.
W Chinach klęski głodowe pojawiały się tak często, że kraj ten nazywano „krajem głodu” lub „akwarium głodu”. Obliczono, że od 108 r. p.n.e. do 1911 r. przez Chiny przeszło 1828 fal głodowych, czyli przeciętnie co roku klęska ta dotykała jakąś prowincję. Każdy kataklizm żywiołowy, a zwłaszcza powodzie i susze pociągały za sobą natychmiast klęskę głodową, rzucały większość ludności na dno nędzy. Zgony, żywienie się trawą, korzeniami lub korą drzew oraz kotami, psami, szczurami stawały się zjawiskami masowymi. Chińskie powiedzenie o pożytku z psa głosi: „Pies zawsze znajdzie coś do zjedzenia, ale kiedy my nie możemy nic znaleźć, wtedy możemy przynajmniej zjeść psa.” Pojawiało się nawet ludożerstwo. Sędziwy ojciec Wang Lunga, bohatera Ziemi błogosławionej Pearl Buck, widząc głodującą rodzinę skazaną na żywienie się trawą i korą drzew, mówi: „Były gorsze czasy. Widziałem jak mężczyźni i kobiety jedli swoje dzieci.”
W XIX w. zmarło z głodu w Chinach około 100 milionów ludzi, z tego w jednym tylko 1877 r. około 10 milionów. W XX stuleciu sytuacja uległa zaledwie w niewielkim stopniu poprawie. I tak na przykład w czerwcu 1935 r. europejskie gazety doniosły, że „w prowincji Tsi-Jan-Tsi prawie cała ludność włościańska żywi się trawą i korą drzewną”, a w prowincji Huan-Hung „ogólna liczba głodujących chłopów sięga 13 milionów”, „chłopi zbiorowo popełniają samobójstwa”. Na wsi rodzice, by ratować się od głodu, sprzedawali córki po 30 dolarów, przy tym kupcy płacili im połowę umówionej ceny, zasłaniając się nadmiarem żywego towaru w całych Chinach. Wielu chłopów, którym nie udało się sprzedać dzieci, rzucało je na pastwę losu i uciekało ze wsi. Przyjacielskie powitanie Chińczyków brzmiało wówczas: „Czy już jadłeś?”
O wielkiej roli głodu w najnowszej historii Chin tak pisze znany uczony brazylijski de Castro, autor słynnej Geografii głodu: „Chociaż Czang Kaj-szek ma tak potężnego sprzymierzeńca jak Stany Zjednoczone, rewolucja komunistyczna zwyciężyła, ponieważ stronnicy Mao Tse-tunga mają sprzymierzeńca bez porównania silniejszego. Jest nim głód. Przez długie lata mocarstwa zachodnie były przekonane, że głód jest ich sprzymierzeńcem, jako że regularnie zabijał miliony Chińczyków i w ten sposób trzymał na wodzy Żółte Niebezpieczeństwo. Dzisiaj widać już jasno, jak dalece się mylili. Siły Czang Kaj-szeka załamały się dlatego, że walczył po stronie chronicznego głodu przeciw interesom własnego narodu, podczas gdy Mao Tse-tung prowadzi naród do walki, której celem jest ostateczne zwycięstwo nad głodem. Strach przed klęską głodową najskuteczniej werbował rzesze ochotników do armii Mao Tse-tunga, a decydującym czynnikiem wojny domowej była strategia głodu.”[1]
Równie często klęski głodowe nawiedzały Indie. Twierdzono, że co 5 albo co 10 lat przychodzi mały głód, a co 50 lat wielki. I rzeczywiście w ciągu 200 lat Indie zostały dotknięte pięciokrotnie wielkimi głodami. W 1769 r. zmarło z głodu w Bengalii 10 milionów ludzi, czyli trzecia część ludności. W czasie straszliwej klęski w latach 1790—1792 doszło do tego, że nikt już nie grzebał zmarłych i nikt ich nie liczył. Na początku XIX w. z głodu zginęła połowa ludności południowych prowincji Indii (Madras, Majsur, Hajdarabad), a pod koniec tegoż stulecia ponad 20 milionów ludzi. Najstraszliwsze jednak były w Indiach lata 1876—1878. W ciągu owych 2 lat z głodu zmarło 4 miliony osób.
W naszym stuleciu głody bynajmniej nie ustąpiły. Niecałe ćwierć wieku temu, zimą 1942/1943 r., w Bengalii zmarło z głodu 2 miliony ludzi. Na ulicach Kalkuty nie nadążano z usuwaniem zwłok. Pewien lekarz angielski pisał: „Psy miały prawdziwe używanie. Nie gardziły mięsem ludzkim i pożerały je, nim władze miejskie miały czas usunąć zwłoki tych, którzy padali z głodu na ulicach miasta.”[2]
W Japonii klęski głodu były mniej katastrofalne, lecz osiągano to za pomocą zalecanej od XV do XIX w. i masowo praktykowanej drakońskiej kontroli przyrostu ludności. Obok sztucznych poronień stosowano szeroko pozostawianie starych rodziców na pastwę śmierci, zabijanie dzieci, szczególnie dziewczynek. Pewien japoński pisarz twierdzi, że ludność w ten sposób odnosiła się do kwestii zabijania dzieci, co do przerywania zagonów fasoli. W niektórych prowincjach z reguły zabijano dwoje na pięcioro, w niektórych pozostawiano przy życiu tylko troje dzieci na rodzinę, w innych jedynie pierworodne. Przez taką właśnie niemal masową rzeź japoński system feudalny zapobiegał katastrofalnym przebiegom okresowych głodów.
Również i w Europie aż do XVIII w. włącznie lata masowego głodu bywały częstym gościem. I tak w ciągu IX stulecia miały miejsce cztery okresy powszechnych głodów; każdy z nich trwał po kilka lat i obejmował swym zasięgiem większą część Europy zachodniej i środkowej. Ponadto wiadomo o 64 latach w IX w., a w XI stuleciu o 60 latach lokalnych klęsk głodowych, które nawiedzały coraz to inne kraje. Tak na przykład we Francji w XI w. było 48 lat głodu, Anglia w ciągu XI i XII stulecia przeszła 20 wielkich klęsk głodowych. Uczony brytyjski, Walford, wylicza w słynnym dziele o klęskach głodowych na świecie 22 najdotkliwsze, które wraz z towarzyszącymi im zwykle nieszczęściami nawiedziły w XIII w. Europę. W owych okresach pojawiało się ludożerstwo i handel ludzkim mięsem, przy czym nie były to pojedyncze wypadki, lecz zjawiska masowe. „Wykopywano i pożerano trupy, silniejsi mordowali słabszych, matki, aby zaspokoić głód, zabijały swe dzieci” — pisze kronikarz. Jak obliczają historycy od X do XVI w. Europę nawiedziło około 400 klęsk głodowych o szerokim zasięgu. Ludność Europy ratowała się trawą i zielskiem, korzeniami i korą drzew, a podczas zimy — rodzajem zbiorowej śpiączki na wzór snu zimowego niektórych zwierząt. Całe wsie spędzały po 4 do 5 miesięcy w roku w stanie jakby odrętwienia, „ludzie leżeli niemal cały czas, ruszając się jak najmniej i tylko po to, aby zaspokoić najbardziej nieodzowne potrzeby[3]. Ten sposób zapadania w sztuczny sen przetrwał w niektórych okolicach carskiej Rosji aż do XX w., jako pozostałość zwyczajów i trybu życia w wiekach średnich.
Od XVI stulecia, wraz z rozwojem rolnictwa, klęski głodowe w Europie zachodniej przebiegały coraz łagodniej i stawały się rzadsze, niemniej jednak czyniły jeszcze olbrzymie spustoszenia. W 1586 r. nawiedziła Anglię jedna z najstraszliwszych klęsk głodowych w jej dziejach; wielkie głody miały miejsce nadal w czasie niszczących wojen. Tak na przykład w 1590 r., w czasie trzymiesięcznego oblężenia Paryża przez Henryka IV, ludność żywiła się psami, kotami, szczurami, zjadano nawet świece łojowe. Władze miejskie, po wyłapaniu wielu psów i kotów, gotowały na ich mięsie z dodatkiem traw i korzeni „zupę”, którą karmiły przez 2 tygodnie 12 tysięcy najbiedniejszych. Jednakże mimo tak rozpaczliwych wysiłków śmierć głodowa zbierała obfite żniwo. W końcowych tygodniach znajdowano każdego ranka na ulicach ponad 100 zmarłych z głodu.
Jeszcze bardziej wstrząsające fakty miały miejsce w Niemczech w czasie wojny trzydziestoletniej (1618—1648). Ludność nie cofała się nawet przed zjadaniem trupów. Tak było na przykład w Neustadt w Palatynacie Reńskim, gdzie w 1635 r. władze postawiły straże przed cmentarzem, by nie dopuścić do wygrzebywania zmarłych. W kronice augsburskiej pod datą 1634 r. czytamy, że rodzice próbowali zaspokoić głód, zjadając zwłoki dopiero co zmarłych dzieci. „Na drogach Europy poniewierały się [wówczas] trupy mężczyzn i kobiet z ustami pełnymi trawy, a na cmentarzach dzieci wysysały kości nieboszczyków”, „gdzie szalał głód, tam ludzie i psy rzucali się na tego samego trupa, łapano, i zarzynano dzieci”.[4]
We Francji ostatni wielki głód miał miejsce w 1709 r., kiedy to w Beaujolais powszechnie jedzono koty, psy i chleb z korzeni paproci. Mniejsze głody trwały jeszcze do 1817 r. Znany jest okres głodu poprzedzający rewolucję francuską, będący jedną z bezpośrednich jej przyczyn. Historyk francuski XIX w., Taine, pisał: „Kiedy wody rzeki płyną na równi z brzegami, starcza małego przyboru, aby nastąpił wylew. Tak było z nędzą w XVIII w. Człowiekowi, któremu nawet wtedy, gdy chleb jest tani, z trudem wystarcza na życie, gdy ceny wzrastają — śmierć zagląda w oczy.”[5] Na wiosnę 1789 r. nędza opanowała biedotę miast i wsi. W Paryżu liczba biedoty potroiła się, czwarta część ludności Normandii stała się żebrakami. Naoczni świadkowie podawali, że w Paryżu, „gdy zbliżał się 14 lipca, głód stawał się coraz dokuczliwszy. Tłumy oblegały wszystkie piekarnie. Chleb wydzielano niesłychanie skąpo. Chleb zresztą przeważnie czarny, gorzki, na wpół z gliną, powodował zapalenie gardła i bóle brzucha”.[6] Biskup Chartres stwierdził publicznie, że „ludzie jedzą trawę jak owce, a mrą jak muchy”.
Ostatnia wielka klęska głodu nawiedziła niektóre kraje Europy zachodniej i środkowej w latach 1846—1848, szczególnie zaś dotknęła Irlandię. Wiązała się z powszechną prawie zarazą ziemniaczaną, powodującą gnicie ziemniaków na polu przed ich wykopaniem. W Irlandii nieurodzaj ziemniaków, które stanowiły podstawę wyżywienia ludności, już w 1846 r. był powszechny, a w roku 1847 absolutny. „Wielki Głód”, jak nazwali go Irlandczycy, rozpoczął się w całej swojej grozie jesienią 1846 r. Tragedię pogłębiło postępowanie obszarników angielskich, którzy z bezwzględnością ściągali należności i wywozili wielkie ilości zboża z kraju. Pewien książę z angielskiego domu panującego wyraził się wtedy: „Sądzę, że zgniłe kartofle i wodorosty morskie albo nawet trawa, odpowiednio ze sobą zmieszane, tworzą pełnowartościowy i pożywny posiłek. Wiadomo, że Irlandczycy mogą zadowolić się byle czym, na polach zaś jest pełno trawy, gdyby nawet ziemniaki nie obrodziły.”[7] Dlatego Irlandczycy mówili wówczas często: „Zarazę zesłał Bóg, ale głód zesłali angielscy obszarnicy.”
W ciągu owych dwóch lat liczba wypadków śmierci głodowej lub w wyniku tyfusu przekroczyła milion ludzi. Rząd angielski uważał, że najlepszym lekarstwem na głód jest emigracja. Instytucje dobroczynne opłacały statki, które wywoziły ofiary głodu i eksmisji. „Statki były przeładowane ludźmi, warunki sanitarne — okropne, emigranci nie mieli ani pieniędzy, ani żywności, ani odzieży. Byli natomiast obficie zaopatrzeni w zarazki tyfusu i cholery. Po wyjściu na pełne morze na statkach powtarzały się najstraszliwsze sceny głodu.”[8] „Był to cały naród, który się zerwał na widok groźnej mary głodu i który, chcąc uciec, porzucił wszystko, co najbardziej kochał po skarbie wierzeń swoich — rodzinę i ojczyznę.”[9] Gdy głód ustał, przekonano się, że ludność irlandzka w ciągu 2 lat zmniejszyła się o 2 miliony, czyli o 25%.
Lata owego wielkiego głodu rozpoczęły w dziejach Irlandii proces zmniejszania się liczby ludności. W 1841 r. w Irlandii mieszkało 8,2 miliona ludzi, czyli ponad 51% liczby mieszkańców Anglii (z Walią), w 1901 r. zaś ludność Irlandii, wynosząca 4,5 miliona osób, stanowiła niecałe 14% ludności Anglii.
Ostatni wielki głód w Europie wschodniej miał miejsce w latach 1891 i 1892 na terenie Rosji i był wynikiem straszliwej suszy.
Również ziemie polskie nawiedzane były często przez periodyczne głody. W początkach państwa polskiego notowano je m. in. w latach 987, 988, 1003 i 1007, nieco później w latach 1317—1319. O tym ostatnim głodzie pisze Długosz: „Głód, który przez 2 lata poprzednie Królestwu Polskiemu srodze dojmował, przedłużając się jeszcze na rok trzeci i z większą niż wprzódy wzmagając wszędy srogością, do takiej ludzi przywiódł ostateczności, że (strach powiedzieć!) rodzice dzieci, a dzieci rodziców z głodu zabijały i jadły. Niektórzy ciała wisielców z szubienicy odrywali i zjadali.”[10] Tak było również w czasach, gdy z ziem polskich wywożono znaczne ilości zboża. W latach 1451—1536 liczono na ziemiach polskich 30 „głodnych lat”, w latach 1648—1696 aż 37 lat głodu.
Przyczyny głodu bywały różnorodne. Współczesny pamiętnikarz, Jan Cedrowski, pisze, że w 1656 r. na Białorusi i w Inflantach „dopuścił Pan Bóg... na różnych miejscach i w moim domu [w powiecie nowogródzkim] straszną moc myszy polnych, tak że zboża wprzód w polach, a potem w pieniach i swirniach i przeplotach strasznie psowali i za którym dopuszczeniem bożym zaraz głód straszny nastąpił, który trwał aż do żniw roku 1657 tak, że kotki, psy, zdechliny wszelkie ludzie jadali, na ostatek rżnęli ludzi i ciała ludzkie jedli i umarłym trupom ludzkim wyleżeć się w grobie nie dali, czegom się sam mizerny człowiek oczyma mojemi napatrzał”[11].
Podobny skutek miała plaga szarańczy, która w 1690 r. ogarnęła całą Ukrainę, a także Małopolskę i Śląsk. Tak pisze o tym w swym pamiętniku Jakub Rubinkowski: „Roku 1690... nawiedzenie boskie na Polskę padło, albowiem straszna moc szarańczy... nie tylko zboża, słomę, trawę, ale i wszystko, co się znajdowało w polu do szczętu pożarła. Leżało też szarańczy miejscami na 2 łokcie od ziemi wysoko, aż niepodobna było jechać przez nią.”[12]
Okresem wielkiego głodu na znacznych obszarach ziem polskich były lata 1846—1848. Szczególnie dotknął on Królestwo Polskie, Górny Śląsk, a do całkowitej klęski doprowadził w Galicji. Zasadniczym źródłem głodu, a następnie różnych chorób (puchliny głodowej, szkorbutu, biegunek) i epidemii (tyfusu, cholery) była zaraza ziemniaczana, a ziemniaki, podobnie jak w Irlandii, już w tym okresie stanowiły podstawę wyżywienia ludności polskiej. Na terenie Królestwa Polskiego zbiory ziemniaków w 1847 r. wyniosły zaledwie 45% średnich zbiorów z lat 1843—1845, w 1846 były już od nich mniejsze o 33%.
O sytuacji żywnościowej dobitnie świadczyć mogą artykuły zamieszczane w ówczesnych czasopismach. I tak „Tygodnik Rolniczo-Technologiczny” pisał w 1847 r. O użyciu mąki z kartofli nadpsutych w ziemi zakopanych, O używaniu i przyrządzaniu mąki z perzu, donosił o doświadczeniach w wypiekaniu chleba z mąki perzowej dokonywanych w guberni radomskiej. Gubernator tamtejszy wzywał wójtów i plebanów do rozpowszechniania „nowego” sposobu wypiekania chleba, według którego 4 garnce perzu porżniętego na sieczkę miesza się z 7,5 garnca żyta i z tego otrzymuje się mąkę na chleb. Głód, który dotknął wówczas szczególnie gubernie radomską i warszawską, oraz choroby doprowadziły do bardzo znacznego wzrostu śmiertelności. Gdy w poprzednich latach umierało rocznie średnio 3,2% ludności, to w 1848 r. śmierć zabrała ponad 4,7% mieszkańców całego Królestwa Polskiego. W niektórych regionach sytuacja przedstawiała się jeszcze gorzej. Na terenie parafii Będzin, Czeladź i Zagórze w latach 1836—1845 umierało rocznie średnio 349 osób, a w roku 1848 zanotowano liczbę 777 zgonów, czyli ponad dwa razy więcej. Jednocześnie spadła liczba urodzin z 543 do 412.
O powiatach pszczyńskim i rybnickim na Górnym Śląsku czytamy: „Niedostatek i nędza, widoczne już w latach poprzednich, zmieniły się w klęskę głodową. Od początku lata 1847 r. ludność zaczęła jadać rzeczy niejadalne: perz, koniczyny, trawy, korzenie.”[13] W powiecie pszczyńskim w ciągu roku 1847—1848 wymarło 10% ludności, z tego 6,5% z głodu i zaraz, a 1,3% wyłącznie z głodu. Oznacza to, że w ciągu roku umierał co dziesiąty mieszkaniec, z tego co ósmy — z głodu.
W Galicji głód pojawił się już na jesieni 1846 r. i objął prawie całe Podkarpacie. „Nieurodzaj kartofli był tak wielki, że na przykład dwoje ludzi, kopiąc przez cały dzień, nakopało dwie miarki, tj. 1/8 q kartofli, toteż zagony kartoflane przeorywano i zasiewano oziminą... Podczas powstałego głodu spożywano najrozmaitsze namiastki jak: mieszane ze zbożem główki lnu, ciętą drobno słomę żytnią, sieczkę. Zbierano na polach gorczycę, lebiodę, pokrzywę. Chleb był rzadkością. Żebractwo poczęło się nadzwyczajne... Rozszerzyły się również kradzieże. Zapomogi rządowe były rozdzielane w zbożu, chlebie i pieniądzach, lecz w ilości i jakości niedostatecznej, nieraz rozdzielany chleb okazywał własności trujące i powodował śmierć. Zwroty późniejsze zapomóg skrzywdziły wielu ludzi. Pod wpływem niedostatku wyjeżdżano po zboże w chlebniejsze okolice, nieraz bezskutecznie. Również rozpoczęło się przesiedlenie, częściowo na Bukowinę lub Podole. Pola, zostawione na bożą łaskę, nieraz sprzedawano po 1—2 morgi za chleb lub drobne pieniądze na drogę. W Gołewce zaszedł wypadek sprzedaży 2 ćwierci pola za 2 owsiane placki. Bywały wsie, które traciły po połowie mieszkańców. Ciągnięto pieszo i wozami, najmowano się za wyżywienie, dzieci zaś zostawiano po drodze.”[14]
Głód wzmógł się jeszcze w 1847 r. Pamiętnikarz tych czasów wspomina o drogach pełnych głodujących ludzi, o rowach przydrożnych zapełnionych trupami. „Po kościołach leżały dziesiątki zwłok, w trupiarniach zaś składano jeszcze żywych ludzi w tym przekonaniu, że i tak muszą umrzeć.” W innym pamiętniku czytamy: „Widywaliśmy w on czas na przednówku, nawet na ulicach Krakowa, chłopów z Galicji konających z wiązką perzu w zanadrzu, a niekiedy nawet niedojedzoną w ustach zsiniałych.”[15]
Zdarzały się nawet pojedyncze wypadki kanibalizmu. W Mesznie Szlacheckiej koło Tuchowa rodzeństwo zjadło zmarłe dziecko; w Piwnicznej parobek zarżnął ukradzione dziecko, upiekł je i zjadł; we wsi Buchcice w cyrkule tarnowskim dwunastoletni chłopiec zabił z głodu i upiekł młodszego brata. Najdotkliwiej odczuły głód obwody wadowicki, bocheński, tarnowski, jasielski i sądecki. W 1847 r. zmarło tu blisko 5 razy więcej osób niż w roku poprzednim, a przyrost naturalny, wobec równoczesnego spadku urodzin, zmalał piętnastokrotnie; w 1847 r. liczba ludności tych obwodów zmniejszyła się o ponad 145 tysięcy osób. W całej Galicji ilość zgonów w latach 1844—1847 wzrosła ze 157 tysięcy do 380 tysięcy, a przyrost naturalny spadł z +83 tysięcy do —183 tysięcy.
Tak więc w latach 1847—1848 w wyniku głodu zmniejszyła się poważnie liczba mieszkańców Królestwa Polskiego, Galicji, Górnego Śląska, a także Poznańskiego i Śląska Cieszyńskiego.
Okres głodu na terenie Królestwa Polskiego i Galicji powtórzył się w latach 1853—1855 (w Królestwie także w roku 1851/1852), lecz nie przybrał tak katastrofalnych rozmiarów jak poprzedni, głównie na skutek dobrych urodzajów zbóż w latach 1852 i 1854, które złagodziły szczególnie niski zbiór ziemniaków z 1853 r. i ograniczyły głodowy okres do przednówka 1854 r. Cały jednak okres aż do zbiorów 1856 r. zaliczyć należy do bardzo ciężkich, ponieważ w 1855 r. z kolei były dość niskie zbiory zbóż. O latach tych tak pisała Eliza Orzeszkowa: „Jesienią piekli chleb z jęczmienia, zimą z plewy, a na wiosnę, gdy i plewy zabrakło, zaczęli jeść trawę... lebiodę i pokrzywę.”[16]
Ta sytuacja doprowadziła do olbrzymiej śmiertelności w czasie epidemii duru plamistego i cholery w Królestwie Polskim i Galicji. W 1855 r. śmiertelność doszła w Królestwie Polskim do 5,9%, a w Galicji sięgała blisko 7,5% całej ludności. Królestwo Polskie osiągnęło liczbę ludności z 1846 r. dopiero w 1861 r. Jeszcze gorzej było pod tym względem w Galicji, która do końca lat czterdziestych posiadała więcej ludności niż Królestwo, a później nigdy już mu nie mogła dorównać.
Różne były bezpośrednie przyczyny okresowych głodów. Wynikały najczęściej z całkowitej bezradności ludzi wobec sił przyrody. U podstaw każdego głodu leżał nieurodzaj oraz ogólny niedostatek środków żywności. Zasadniczej jego przyczyny upatrywać należy w stosunkach ekonomiczno-społecznych i związanym z nimi poziomem uprawy ziemi.
W ustrojach przedkapitalistycznych panowała w rolnictwie rabunkowa gospodarka ekstensywna, stosowano przy tym prymitywne narzędzia uprawy. Nawet w Europie aż do XVI w. żelazny pług należał do rzadkości. Najbardziej wówczas wydajny trójpolowy system uprawy roli zostawiał co roku trzecią część pól nieuprawioną. Wydajność ziemi była bardzo niska, uzyskiwano przeciętnie najwyżej 6 q ziarna z 1 ha. Stosowanie nawożenia było rzadkie, a niemal wyłączny siew zbóż często wyjaławiał glebę. Niska wydajność ziemi prowadziła do tego, że w Europie aż do XVIII stulecia potrzeba było pracy aż 15—20 rolników na zaspokojenie potrzeb jednej osoby nie pracującej na roli. W tych warunkach osiągano zwiększenie zbiorów jedynie w drodze zwiększenia obszaru uprawy. Stan taki panował we wszystkich krajach świata, a nadwyżki zboża na poszczególnych jego obszarach były nawet w latach dobrych urodzajów stosunkowo niewielkie. W rezultacie każdy większy nieurodzaj faktycznie je niwelował.
Zmiany w uprawie roli pojawiły się wraz ze zmianami w stosunkach ekonomicznych. Rozkład ustroju feudalnego rozpoczął się najwcześniej w Niderlandach i Anglii, gdzie w XVI i XVII w. dokonały się rewolucje burżuazyjne. Tu także od końca XVII w. rozpoczął się proces postępu w metodach uprawy ziemi. Podobne zmiany ogarnęły od końca XVIII stulecia całą resztę Europy, zwłaszcza po zwycięstwie rewolucji francuskiej. Zaczęto uprawiać nowe rośliny, takie jak ziemniaki czy koniczyna, rozszerzać zasiewy roślin strączkowych, używać nowych, ulepszonych narzędzi uprawy roli. Wreszcie pojawił się system płodozmianu, którego stosowanie stało się możliwe dzięki rozpowszechnieniu nawożenia gleby.
W końcu XVIII w. nastąpił olbrzymi skok w nauce o uprawie roli. Jego ukoronowaniem były prace niemieckiego chemika Justusa Liebiga, który w 1840 r. opracował podstawy produkcji nawozów sztucznych. Pierwsza fabryka nawozów powstała w Anglii w 1843 r. Zaczęto też sprowadzać guano i saletrę z Peru i Chile. Wszystko to doprowadziło do znacznego zwiększenia zbiorów. Wzrost uprawy roślin paszowych pozwolił na zwiększenie i podniesienie poziomu hodowli zwierząt domowych.
Przemiany na wsi, związane ze zwycięstwem stosunków kapitalistycznych, wpłynęły na ogólny wzrost produkcji środków żywności, a rewolucja przemysłowa, zwłaszcza zaś przewrót w dziedzinie komunikacji i transportu, umożliwił powstanie światowego rynku wymiany. W tych warunkach Europa, Ameryka Północna, Australia i Nowa Zelandia uwolniły się od groźby klęsk głodowych.
Zwycięstwo stosunków kapitalistycznych więc zlikwidowało klęski głodowe, wynikające ze zbyt małej produkcji rolnej, która stanowiła przedtem główną dziedzinę działalności ludzkiej. Czy jednak w krajach, gdzie zwyciężył kapitalizm, nie ma już powtarzających się okresów głodu ludności przy równoczesnym ogólnym dostatku środków żywności?
W Anglii najwcześniej, bo już w XVIII w., nastąpiło pełne zwycięstwo stosunków kapitalistycznych w rolnictwie. Tymczasem w roku 1826 angielska gazeta „Times” z 4 kwietnia podała: „W Blackburn stoi bezczynnie ponad 7 tysięcy warsztatów, a los prawie 14 tysięcy ludzi uzależniony jest od dobroczynności społeczeństwa Blackburn, które zamieszkuje zaledwie 21 tysięcy osób... Miasto znajduje się w niesłychanie ciężkiej sytuacji. Biedni ludzie umierają z głodu, wszystkie zaś warstwy ludności cierpią wskutek złych czasów.” W dniu 8 maja gazeta doniosła: „W dzielnicach robotniczych Manchesteru zaobserwować można skrajną nędzę i głód.” Ta nędza i głód nie miały podstaw w niedostatecznej produkcji rolnej. Wręcz przeciwnie, ludzie cierpieli dlatego, że wyprodukowali „za dużo”. Nowym towarzyszem społeczeństwa kapitalistycznego, przynoszącym mu nędzę, stał się kryzys nadprodukcji.
Kapitalizm, likwidując klęski powtarzających się wielkich głodów, przyniósł z sobą klęski periodycznych kryzysów. Kryzysy, aczkolwiek powodowały skrajną nędzę licznych rzesz biedoty, nie doprowadzały do tak masowych głodów, jakie przedstawiliśmy. Stąd m.in. wyższość stosunków kapitalistycznych nad stosunkami panującymi w poprzednich formacjach.


Przypisy

  1. J. de Castro, Geografia głodu, Warszawa 1954, s. 174.
  2. Cyt. za J. de Castro, Geografia głodu, s. 180.
  3. A. Maurizio, Pożywienie roślinne i rolnictwo w rozwoju dziejowym, Warszawa 1926, s. 76.
  4. Cyt. za J. Kuliszer, Powszechna historia gospodarcza średniowiecza i czasów nowożytnych, t. II, Warszawa 1961, s. 24.
  5. H. Taine, Les origines de la France contemporaine, La Revolution, t. I, Paryż 1896, s. 6.
  6. Tamże, s. 7.
  7. Cyt. za T. Jackson, Walka Irlandii o wolność, Warszawa 1955, s. 169.
  8. Tamże, s. 180.
  9. E. Hervé, Irlandia, Warszawa 1886, s. 174.
  10. J. Długosz, Dzieje Polskie, t. III, Kraków 1868, s. 87.
  11. Pamiętniki historyczne do wyjaśnienia spraw publicznych w Polsce XVII wieku, Wilno 1859, s. 146—147.
  12. Cyt. za S. Namaczyńska, Kronika klęsk elementarnych w Polsce i w krajach sąsiednich w latach 1648—1696, Lwów 1937, s. 102.
  13. K. Chełchowski, Klęskowe lata na ziemiach polskich, Pamiętnik Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego, t. 112, Warszawa 1916, s. 7.
  14. Cyt. za J. Szewczuk, Kronika klęsk elementarnych w Galicji w latach 1772—1848, Lwów 1939, s. 171—172.
  15. Tamże, s. 183.
  16. E. Orzeszkowa, Obrazek z lat głodowych, Warszawa 1952, s. 5, 10.


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.