Krach na giełdzie/Kapitaliści niszczą żywność

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Łukasiewicz
Tytuł Krach na giełdzie
Podtytuł Zarys historii kryzysów ekonomicznych
Wydawca Wiedza Powszechna
Data wydania 1967
Druk Katowicka Drukarnia Dziełowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


Kapitaliści niszczą żywność

Jedną z przyczyn głębokości i przewlekłości kryzysu 1929—1933 oraz postępującej za nim depresji stanowił kryzys agrarny, którego głównym ogniskiem były też Stany Zjednoczone. Rozpoczął się tam już latem 1920 r. Koniec XIX w. i pierwsze dwa dziesięciolecia XX stulecia nazwano złotą erą (Golden Age) rolnictwa amerykańskiego. Ceny produktów żywnościowych w tym czasie podnosiły się szybciej niż ceny wyrobów przemysłowych, rosły więc dochody rolnictwa, a jego produkcja w latach 1895—1915 zwiększyła się o 50%. Szczególny rozkwit rolnictwa w USA przypadł na okres pierwszej wojny światowej i tuż po niej. Duży popyt na produkty rolne w Europie spowodował niebywały, bo aż ponad dwukrotny wzrost cen. Zwiększył się areał ziemi uprawnej. Powierzchnia zasiewu pszenicy rozszerzyła się w latach 1913—1919 o ponad 40%. Dochód brutto rolników USA wzrósł do 1919 r. o ponad 150% w porównaniu z poziomem przedwojennym, w pierwszym rzędzie za sprawą wzrostu eksportu. Wywóz pszenicy z USA w latach 1919—1921 był ponad 3 i pół raza większy niż w latach 1909—1913.
Podobną koniunkturę przeżywało rolnictwo w Kanadzie, gdzie obszar uprawy pszenicy rozszerzył się o 75%, a pogłowie bydła rogatego o 56%. Tuż po zakończeniu wojny wysoką koniunkturę przeżywało też rolnictwo argentyńskie i australijskie, które w czasie wojny miało utrudnione warunki eksportu wskutek podwodnej blokady stosowanej przez Niemcy. Wojna wyeliminowała ze światowego rynku rolnego europejskich eksporterów: Rosję, Węgry i kraje bałkańskie. Natomiast wywóz pszenicy czterech wspomnianych zamorskich eksporterów w latach 1919—1921 był niemal 2 razy wyższy niż 10 lat wcześniej.
Objawy długotrwałego kryzysu agrarnego, który ogarnął głównie owych wielkich zamorskich eksporterów produktów rolnych, wystąpiły — jak już wiemy — w Stanach Zjednoczonych w sierpniu 1920 r. w postaci spadku cen wełny i owiec. Mówiono wówczas pół serio, że farmerom opłacałoby się karmić świnie owcami. Wkrótce spadek cen ogarnął wszystkie artykuły rolne. Najcięższa faza tego kryzysu rolnego przypadła na zimę 1921/1922. W ciągu jednego roku cena pszenicy zmalała blisko dwukrotnie, bawełny — ponad trzykrotnie, wełny przeszło dwukrotnie. Nieco mniej zniżkowały ceny artykułów zwierzęcych, ale i tu spadek wynosił 30—45%. Ogólny indeks cen artykułów rolnych w 1921 r. był o ponad 40% niższy niż w 1920 r. Spadek ten był większy niż obniżka cen towarów przemysłowych. Za tonę węgla farmer musiał zapłacić w 1919 r. — 6 buszli kukurydzy, w 1920 r. — 40 buszli, a w roku 1921 — 60 buszli. Rozpiętość cen artykułów rolnych i przemysłowych, na korzyść tych ostatnich, czyli tzw. nożyce cen, są cechą charakterystyczną dla całego okresu międzywojennego we wszystkich krajach kapitalistycznych. Dochody brutto rolnictwa amerykańskiego w 1921 r. stanowiły zaledwie 55% dochodów z 1919 r., a dochody netto — jedynie 40%.
Istniały dwie bezpośrednie przyczyny wybuchu długotrwałego kryzysu agrarnego. Po pierwsze: gwałtownie zmalał popyt zagranicy na amerykańskie produkty rolne wskutek rozpoczęcia odbudowy rolnictwa europejskiego oraz ogólnego spadku konsumpcji zbóż w Europie, co było głównie wynikiem zubożenia mas pracujących. W Niemczech roczne spożycie mięsa na głowę ludności spadło z 46 kg w 1913 r. do około 25 kg 10 lat później. W oficjalnym roczniku Departamentu Rolnictwa USA z 1921 r. pisano: „Strasznym oskarżeniem dzisiejszej cywilizacji jest fakt, że przy takiej obfitości tutaj znajdują się za morzem miliony ludzi cierpiących z powodu braku najpotrzebniejszych artykułów, a ponadto dalsze miliony ludzi po prostu umierają z głodu.”[1]
Drugą przyczyną był spadek popytu w USA, wywołany kryzysem przemysłowym oraz późniejszą zmianą struktury spożycia. W Stanach Zjednoczonych zaczęła spadać konsumpcja podstawowych artykułów rolnych, a więc produktów zbożowych, tłuszczów i mięsa. Wzrastało natomiast z wielu przyczyn spożycie cukru, nabiału i jarzyn, co nie poprawiało sytuacji rolnictwa. Produkcja rolna nie mogła zmaleć w tym stopniu, co popyt, a fakt ten utrzymywał ceny na niskim poziomie.
Pewna poprawa sytuacji rolnictwa nastąpiła w 1924 r. w wyniku polepszenia ogólnej koniunktury, lecz kryzys agrarny w Stanach Zjednoczonych trwał aż do wybuchu drugiej wojny światowej. Łagodniejszy jego przebieg w latach 1924—1929 nie przywrócił już stanu wysokich cen ani dochodów. Bankructwa farmerów osiągnęły punkt szczytowy dopiero w latach 1924—1926, kiedy wobec przedłużającego się kryzysu, farmerzy wyzbyli się poprzednio nagromadzonych zysków. W ciągu 3 lat, 1926—1928, ponad 430 tysięcy gospodarstw w USA zostało sprzedanych przymusowo na licytacji, a ogólnie 20% wszystkich gospodarstw zmieniło swych właścicieli. Upadały naturalnie gospodarstwa najsłabsze, najmniejsze. Na tym etapie kryzysu wielkie kapitalistyczne gospodarstwa rolne, by obniżyć koszty produkcji, forsownie mechanizowały uprawę roli. W latach 1920 — 1930 liczba traktorów na farmach USA wzrosła z 246 tysięcy do 920 tysięcy, samochodów ciężarowych z 139 tysięcy do 900 tysięcy, a kombajnów z 4 tysięcy do 61 tysięcy.
Na lata 1929—1935 przypadł trzeci etap kryzysu agrarnego. W 1929 r. zbiegł się z nim kryzys przemysłowy, co gwałtownie pogłębiło ten pierwszy. Od tego czasu kryzys ów przybrał wyjątkowo powszechny i wszechświatowy charakter, ogarniając wszystkie kraje kapitalistyczne i wszystkie gałęzie rolnictwa. Kryzys przemysłowy wpłynął na gwałtowne zmniejszenie popytu na surowce rolnicze i artykuły żywnościowe. Ceny artykułów rolnych wszędzie spadły bardzo znacznie, lecz szczególnie w krajach rolniczych i eksporterskich. W Kanadzie, Argentynie, Australii i w Polsce ceny artykułów rolnych zmalały do 33% stanu poprzedniego. W Stanach Zjednoczonych do roku 1933 spadły o około 60%, czyli poniżej poziomu cen z połowy lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy były najniższe.
Rolnictwo reagowało inaczej na spadek cen niż przemysł. Przemysł odpowiadał zmniejszeniem produkcji, w związku z czym ceny towarów przemysłowych w USA spadały przeciętnie o 33%, czyli w mniejszym stopniu niż ceny artykułów rolnictwa, które nie reagowało na kryzys znacznym spadkiem produkcji. Następowało dalsze rozwarcie owych nożyc. Stosunek cen artykułów rolnych do przemysłowych w latach 1929—1932 zmniejszył się o blisko 36% na niekorzyść tych pierwszych, toteż poziom kosztów własnych właścicieli farm był o 40% wyższy niż przed wojną, gdy poziom cen artykułów rolniczych — o 45% niższy niż przed wojną. Dochód rolnictwa USA w 1932 r. zmalał prawie do 33% w stosunku do 1929 r., gdy wszelkie inne dochody — do 50%.
W rezultacie długiego okresu niskich i stale spadających cen artykułów rolnych nastąpiło pod koniec kryzysu załamanie także i produkcji rolnej. Z jednej strony zahamowano intensyfikację rolnictwa i tempo jego mechanizacji. Z drugiej — zmniejszano obszar zasiewów i pozostawiano wiele ziemi odłogiem. Wskutek równoczesnego spadku poziomu uprawy doszło w 1934 r. do znacznego zmniejszenia zbiorów zbóż w krajach eksporterskich. W roku 1933—1934 zbiory pszenicy wielkich producentów zamorskich były o 40% niższe niż w roku 1928—1929.
Do walki o zmniejszenie produkcji rolnej i zahamowanie spadku cen włączył się na wiosnę 1933 r. rząd Stanów Zjednoczonych. W celu opanowania kryzysu agrarnego rząd Roosevelta postanowił skupywać artykuły rolne pod warunkiem ograniczenia areału uprawy. Poza tym za zmniejszenie obszaru uprawy rolnicy mieli otrzymywać specjalne premie. Za każdy akr obszaru wycofanego z uprawy farmerom wypłacano od 7 do 20 dolarów, zależnie od jakości gleby. Już w 1933 r. na mocy kontraktów z farmerami zniszczono przez zaoranie ponad 4 000 000 ha już zasianej bawełny, czyli czwartą część całej powierzchni zasiewu. Na jesieni 1933 r., w celu zmniejszenia pogłowia świń, rząd USA zakupił 6 milionów świń, które częściowo utopiono w Missisipi, częściowo zaś przerobiono na tłuszcze techniczne i nawozy. W 1934 r. zakupiono i zniszczono 7,5 miliona sztuk bydła rogatego i 5 milionów owiec i jagniąt. Podobnie, choć na mniejszą skalę, postępowano w innych krajach. W Brazylii kawą palono w lokomotywach, w Danii mleko wylewano do morza.
W tym samym czasie, w 1935 r., w Szanghaju znaleziono na ulicach 29 tysięcy mężczyzn, kobiet i dzieci zmarłych z głodu. W grudniu 1932 r. w jednym tylko dniu na ulicach Nowego Jorku zmarło z głodu 95 osób. Znany współczesny pisarz amerykański, John Steinbeck, pisał: „Gniją owoce w całej Kalifornii, słodkawa woń staje się plagą kraju. Ludzie, którzy umieją szczepić drzewa, ulepszać gatunki nasion i zwiększać ich płodność, nie znajdują sposobu na to, by głodni mogli spożywać owoce swej pracy. Ludzie, którzy dali światu nowe owoce, nie potrafią stworzyć systemu, w którym wszyscy mogliby je jeść. Cień klęski wisi jak wielkie nieszczęście nad stanem.
Aby utrzymać ceny, trzeba zniszczyć płody drzew i winorośli, i to właśnie jest ze wszystkiego najsmutniejsze i największą napawa goryczą. Wozy pomarańcz wyrzuca się na śmietnik. Ze wszystkich stron zbiegają się ludzie, by pozbierać owoce, ale wara im od nich! Kto zapłaci 20 centów za tuzin pomarańcz, jeśli może przyjechać i nazbierać ich darmo? Więc uzbrojeni w gumowe węże robotnicy zlewają stosy pomarańcz naftą, rozwścieczeni popełnianą zbrodnią, wściekli na ludzi, którzy zbiegli się po owoce. Milion głodnych, spragnionych owoców — i złociste ich stosy polane naftą.
A kraj wypełnia zapach zgnilizny.
Palcie kawą pod kotłami okrętów. Palcie kukurydzą, a będzie wam ciepło — kukurydza pali się aż miło. Wrzucajcie ziemniaki do rzeki i postawcie straże na brzegu, by głodni biedacy nie mogli ich wyłowić. Bijcie świnie i zakopujcie je, niech rozkład przeniknie w głąb ziemi.
Oto zbrodnia, na którą nie ma słów potępienia. Oto cierpienie, którego nie potrafią wyrazić żadne łzy. Oto klęska, która obala wszelkie nasze osiągnięcia. Żyzna ziemia, równe, proste rzędy drzew, mocne zdrowe pnie i dojrzałe owoce. I dzieci umierające z niedożywienia, dzieci, które muszą umierać, gdy bowiem nie ma na pomarańczach uzysku, nie ma i pomarańcz. Coroner [urzędnik] pisze w aktach zgonu: »Zmarł z niedożywienia«, żywność bowiem musi gnić — i robi się co można, by gniła. Nad rzekę ciągną ludzie z sieciami, by wyłowić z wody ziemniaki, ale strażnik zawraca ich wpół drogi. Zjeżdżają roztrzęsionymi wozami po wyrzucone na śmietnik pomarańcze, lecz oblano je już naftą. Stoją więc bez ruchu, patrząc na unoszone falami rzeki ziemniaki, słuchając kwiku świń zarzynanych w rowie i posypywanych niegaszonym wapnem, patrzą, jak w ich oczach gniją i topnieją stosy pomarańcz, zmieniając się w cuchnące lepkie błoto. Klęska wyziera z oczu tych ludzi. Z oczu tych zgłodniałych wyziera rosnący gniew.”[2]
Środki przedsięwzięte przez rząd USA dla powstrzymania rozwoju rolnictwa (w latach 1933—1940), na które wydano 7 000 000 000 dolarów, niewiele pomogły w walce z kryzysem agrarnym. Starania o zmniejszenie obszaru upraw nie zawsze były skuteczne. W 1934 r. farmerzy, którzy zawarli umowy z rządem, istotnie zmniejszyli powierzchnię zasiewów pszenicy o 23%, lecz farmerzy, którzy nie zawarli takich umów, stanowili zresztą mniejszość, tak znacznie powiększyli swe zasiewy, licząc na wzrost cen, że w sumie obszar zasiewów zmalał tylko o 8%. Kontrola areału nie przyniosła na dłuższą metę zmniejszenia zbiorów (z wyjątkiem bawełny). Do wybuchu drugiej wojny światowej areał uprawy pszenicy zmalał o 13% w porównaniu z latami 1931—1933, lecz zbiory wzrosły o 21%. Chwilowe rozładowanie kryzysu przyniosła natomiast nie znana od 70 lat susza w 1934 r., która spowodowała tak znaczny spadek zbiorów, że Stany Zjednoczone zmuszone były same importować zboże.
Ważnym czynnikiem, który utrudniał wyjście rolnictwa USA z kryzysu agrarnego, był stały spadek eksportu produktów rolnych. W latach 1932—1936 wartość tego eksportu zmniejszyła się do 25% w porównaniu z latami 1917—1921, była też zdecydowanie mniejsza niż przed wojną.
Właśnie pod koniec kryzysu główne kraje europejskie importujące artykuły rolne (Anglia, Niemcy, Francja, Włochy) robiły wszystko, aby podnieść własną produkcję rolną. Zastosowano bardzo wysokie cła na import produktów rolnych, wprowadzono nawet zakazy przywozu niektórych artykułów, wzrastały fundusze przeznaczone na własny rozwój rolnictwa. W rezultacie rosła tam uprawa zbóż, a jeszcze szybciej zbiory.
Tak więc, mimo pewnej ogólnej poprawy sytuacji rolnictwa amerykańskiego w latach 1935—1937, z kryzysu wyjść ono nie mogło. Nawet w roku 1937 dochody netto z rolnictwa były niższe o 14% niż w 1929 r. i znacznie mniejsze niż w 1919 r. Dlatego znów wzmogły się bankructwa farmerów. W latach 1933—1937 przymusowej sprzedaży uległo około miliona farm, czyli ponad 15% ogólnej ich liczby. W latach 1935—1940 ogólna liczba farm zmniejszyła się o ponad 10%, przy czym zmalała ilość gospodarstw mających mniej niż 400 ha. Dla całego kryzysu agrarnego lat 1920—1940 charakterystyczny objaw stanowi systematyczny spadek liczby najczęściej występujących w USA gospodarstw od 8 do 40 ha. W ciągu 12 lat kryzysu, 1926—1937, niemal co trzecia farma musiała zbankrutować z powodu niezapłacenia długów i podatków.
Kryzys agrarny bardzo ciężko dotknął rolnictwo polskie. Spadek cen artykułów rolnych w Polsce rozpoczął się już od 1928 r. i trwał aż do roku 1935. Ceny pszenicy, żyta, ziemniaków i świń spadły w tym czasie o 66%, a ogólny wskaźnik cen artykułów rolnych o 56%. Ciężką sytuację wsi pogarszało olbrzymie zadłużenie wysokości ponad 2 200 000 000 zł w 1933 r., podczas gdy wartość całego zbytu produkcji rolnej zamykała się wówczas zaledwie kwotą 1 500 000 000 zł. Coraz bardziej rozwierały się nożyce cen. W latach 1934—1935 relacja cen płaconych rolnikom i cen artykułów przemysłowych, nabywanych przez nich, była przeciętnie 2 razy niższa niż w roku 1928. W niektórych wypadkach stosunek ten kształtował się jeszcze gorzej. Nabycie pługa, które w 1928 r. wymagało sprzedaży 1 q żyta, w 1935 wymagało zbytu 2,7 q tego zboża; za sól trzeba było w zbożu zapłacić ponad 3 i pół raza więcej. Za 10 pudełek zapałek w 1928 r. chłop sprzedawał 1,6 kg żyta, w 1935 — aż 7,6 kg. Dlatego wieś polska w czasie kryzysu nie kupowała właściwie towarów przemysłowych. Ogólny indeks spożycia przez wieś towarów przemysłowych w latach 1928—1934 spadł o ponad 55%.
Nastąpiła degradacja gospodarki rolnej w Polsce. Plony pszenicy z 1 ha były przeciętnie w latach 1932—1936 o blisko 12% niższe niż w poprzednim pięcioleciu, podobnie działo się z plenami żyta i jęczmienia. Co więcej, plony w latach 1909—1913 w wypadku żyta i pszenicy były wyższe niż w okresie 1932—1936. W latach 1931—1933 nastąpił spadek pogłowia trzody chlewnej o ponad 20%, zmniejszyła się również liczba bydła-rogatego. Nastąpił upadek uprawy buraków cukrowych; w 1933 r. obszar ich zasiewu wynosił zaledwie 40% poziomu z 1929 r. O ogólnej tendencji świadczył fakt, że przeciętny roczny zbiór zbóż chlebowych (żyto i pszenica) na 1 mieszkańca w latach 1934—1938 wynosił 249 kg wobec 265 kg w poprzednim pięcioleciu, natomiast zbiór ziemniaków odpowiednio wzrósł do 1025 kg wobec 945 kg. Najwyższa produkcja zbóż chlebowych na 1 mieszkańca aż do wojny przypadła na rok 1930, jęczmienia i owsa — na 1929 r., natomiast ziemniaków na rok 1937.
Kryzys wtrącił chłopów i robotników rolnych w otchłań nędzy. W latach 1933—1935 spożycie roczne 1 osoby z grupy chłopów (posiadających gospodarstwa od 2 do 3 ha) wynosiło zaledwie 158 zł (13 zł miesięcznie!), gdy na 1 osobę w rodzinie obszarnika — 10 204 zł. A przecież według spisu z 1931 r. ponad 64% ogółu gospodarstw w Polsce stanowiły gospodarstwa posiadające mniej niż 5 ha ziemi, najczęściej około 3,5 ha. Nędza i głód stały się udziałem całej biedoty wiejskiej i zdecydowanej większości chłopstwa średniorolnego.
Jerzy Michałowski w 1935 r. stwierdzał na podstawie badań wsi rzeszowskiej prowadzonych z ramienia Instytutu Spraw Społecznych: „Cukier na wsi nie istnieje. Większość dzieci nie widziała go nawet nigdy, chyba w formie cukierków na odpustach... Zapałka stała się osobliwością oglądaną z rzadka w ręku przybysza z miasta.”[3] O wielkiej nędzy wsi opowiadały Pamiętniki chłopów wydane w 1935 r. Jeden z autorów, posiadający trzy-morgowe gospodarstwo, półproletariusz z powiatu radomszczańskiego, pisał: „Minionej wiosny, kiedy już słońce zaczęło pożerać wilgotność pól, na dworskich ziemniaczyskach ukazali się ludzie i poczęli zbierać zmarznięte i przegniłe ziemniaki, leżące na roli, wypłukane przez śniegi i deszcze, by potem zanieść je do domu i po zdjęciu wierzchniej skorupy, piec krochmalowe placki na kominie, aby nasycić głód umierających dzieci.”[4]
Straszny los dotknął robotników rolnych, wśród których liczba bezrolnych sięgała miliona. O nich to pisał organ konserwatystów krakowskich „Czas”, że „pozbawieni dachu nad głową i kawałka chleba, głodni, pokryci łachmanami, włóczą się bez celu po wsiach, podobni do widm cmentarnych”[5].
Nawet prorządowy „Ilustrowany Kurier Codzienny” informował w 1932 r.: „Nędza wsi jest u nas bezprzykładna. Tylko gdzieś w Indiach lub Brazylii można znaleźć coś podobnego.”[6]


Przypisy

  1. Cyt. za L. Luboszyc, Problemy marksistowsko-leninowskiej teorii kryzysów agrarnych, Warszawa 1951, s. 148.
  2. J. Steinbeck, Grona gniewu, Warszawa 1959, s. 540—541.
  3. J. Michałowski, Wieś nie ma pracy, Warszawa 1935, s. 45, 53.
  4. Pamiętniki chłopów, t. I, Warszawa 1935, s. 93.
  5. „Czas” z 15 V 1934 r.
  6. Cyt. za L. Grosfeld, Polska w latach kryzysu gospodarczego 1929—1933, Warszawa 1952, s. 257.


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.