Krach na giełdzie/Czarna sobota i długi strajk

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Juliusz Łukasiewicz
Tytuł Krach na giełdzie
Podtytuł Zarys historii kryzysów ekonomicznych
Wydawca Wiedza Powszechna
Data wydania 1967
Druk Katowicka Drukarnia Dziełowa
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


KRYZYSY WSTRZĄSAJĄ ŚWIATEM
„Czarna sobota” i „długi strajk”

W  pierwszych miesiącach 1873 r. w wielkim Wiedniu szalała spekulacja giełdowa. Dziennie dokonywano tam ponad 50 tysięcy transakcji. Bogacono się na budownictwie linii kolejowych. Do 1865 r. włącznie zbudowano na terenie Austro-Węgier 6400 km linii kolejowych, w następnym dziesięcioleciu aż 10 400 km. Sfery rządzące i posiadające wierzyły w długotrwałość dobrobytu i bawiły się jak nigdy. Wiedeń przygotowywał się do otwarcia światowej wystawy i spodziewał się wiele zarobić na zwiedzających z całej Europy. Przygotowano 3 miliony biletów wstępu. Na wielkim, 25-hektarowym placu w Praterze stanął pałac wystawowy o powierzchni 7 ha. Główna galeria ciągnęła się przez 900 m. W kwietniu z całego świata zaczęły napływać eksponaty. Sensację budziły wyroby zakładów Kruppa z Essen, a zwłaszcza wielkie działo o wadze 36 ton.
Od świąt wielkanocnych, które przypadły tego roku na dzień 13 kwietnia, wszyscy co zamożniejsi wiedeńczycy bawili się codziennie. Tuż po świętach, od 16 do 19 kwietnia, od środy do niedzieli, trwały uroczystości ślubne najstarszej córki cesarza, arcyksiężniczki Gizelli, z ks. bawarskim Leopoldem. Rozpoczęły się wielkim koncertem w sali redutowej pałacu cesarskiego. „Opisać Wam świetność tego wieczoru, nie w mej mocy” — pisał korespondent warszawskiej „Gazety Polskiej”. W czwartek bal dla młodej pary wyprawił zarząd miejski w salach Towarzystwa Muzycznego. Podziwiano wspaniałą toaletę cesarzowej. „Cesarzowa miała tego wieczoru suknię jedwabną koloru perłowego srebrem haftowaną, włosy rozpuszczone i podtrzymywane brylantowymi agrafami, na szyi przepyszną brylantową kolię”. W piątek odbyło się w operze galowe przedstawienie Snu nocy letniej Szekspira. I znów gazety pisały: „Cały parter zasiany był lśniącymi od złota mundurami... natomiast loże wyglądały jak jedna girlanda różnokolorowych kwiatów, błyszczących w miejsce kropel rosy brylantami”[1]. W niedzielę w południe salwy armatnie obwieściły miastu zaślubiny.
Później nastąpiły uroczystości związane z zamknięciem sesji Rady Państwa. Mowa tronowa Franciszka Józefa wyrażała ogólny nastrój: „Kilka dni tylko dzieli nas od wspaniałego widowiska wszystkich sił i zabiegów przemysłu i cywilizacji... W pomyślnych okolicznościach urzeczywistnia się to wielkie przedsięwzięcie: pokój Europy jest niezamącony i Austria pocieszający we wszystkich kierunkach wzrost okazuje... Z radosnymi widokami pomyślnego kochanej ojczyzny naszej rozwoju i z ponownym wyrazem cesarskiej podzięki i zadowolenia ogłaszam sesję Rady Państwa za zamkniętą.”[2]
Następnie uwaga Wiednia i całej Austrii skierowała się na wystawą światową. Ceremonii jej otwarcia w dniu 1 maja dokonał sam cesarz w obecności następców tronu angielskiego, niemieckiego i duńskiego oraz wielu arcyksiążąt i książąt. Równocześnie zabłysły po raz pierwszy światła potężnego kręgu świetlnego na nowo zbudowanym wielkim kole w Praterze, który do dziś dnia błyszczy na nocnym horyzoncie Wiednia. Mimo deszczu w uroczystości uczestniczyło 35 tysięcy wiedeńczyków, a kto tylko mógł i jak mógł wykorzystywał przybywających turystów, wśród których najliczniejsi byli bogaci Anglicy.
Falę plotek wywołał młody jeszcze wówczas cesarz Franciszek Józef, kiedy pięknej Fräulein Tingel-Tangel ofiarował nagrodę za to, że na śnieżnobiałym koniu stanęła na dachu jednego z wagoników nowiutkiego wielkiego koła i pozostała tak aż koło zakończyło swój obrót.
Wkrótce jednak ustały bale i zabawy, prysnął radosny nastrój naddunajskiej stolicy. Nastąpiła „czarna sobota” na giełdzie wiedeńskiej. Załamanie przyszło w ciągu kilku godzin przedpołudniowych 9 maja 1873 r. Kursy akcji, zwłaszcza towarzystw bankowych, budowlanych i kolejowych, co parę minut spadały o kilkanaście procent. 12 maja wstrzymano wszelkie transakcje papierami wartościowymi. W ciągu niewielu dni zbankrutowało około 300 firm, w tym ze 126 banków austriackich upadło aż 74. Przez Wiedeń przeszła fala samobójstw zrujnowanych spekulantów. M. in. popełnił samobójstwo członek jednej z najbogatszych rodzin, niespełna trzydziestoletni von Boschau, wiceprezydent Towarzystwa Kolei Południowej i członek zarządu wielu towarzystw akcyjnych. Pisano wówczas z Wiednia: „Więcej jak 2000 osób, po większej części giełdowców, wymówiło swe wielkie mieszkania i wysyła rodziny z żonami i dziećmi do Galicji, Węgier i Rumunii. Na każdym domu ulicy Ringstrasse znajdują się karty o wolnych lokalach... Lombardy są w oblężeniu. Kosztowności, suknie i meble sprzedawane są za bezcen.”[3]
Był to zaledwie początek wielomiesięcznych panik giełdowych i masowych bankructw na całym świecie. Wkrótce zaczął się powszechny spadek kursów na giełdach niemieckich. Główna fala jednak przyszła dopiero na jesieni tegoż fatalnego roku. W Nowym Jorku w ciągu trzech dni: 18, 19 i 20 września powtórzyły się w zwiększonej skali wypadki wiedeńskie. Rozpoczęło je bankructwo znanej firmy finansowej „Jay Cooke et Comp.”, następnie bankructwo 19 dużych firm. Wszystkimi drogami i pojazdami przybywali do Nowego Jorku posiadacze różnorodnych akcji, aby je zbyć po jakiejkolwiek cenie. Rano 20 września jezdnie Wall Street i wielu innych ulic przylegających do giełdy zapełniał gęsty tłum. Kiedy otwarto giełdę, kursy akcji licznych wielkich firm, m.in. Vanderbilta, w ciągu 10 minut spadły o 30%. Giełda uległa tak silnej dezorganizacji, że nastąpił fakt bez precedensu: zamknięto ją na 10 dni. Prywatna stopa dyskontowa, wynosząca dotąd 6,5%, podskoczyła w październiku do 17%, ale nawet na tak lichwiarskich warunkach prawie nie można było uzyskać pożyczki pod najlepsze nawet zabezpieczenie. Stracono zaufanie do kas oszczędności. Musiały one uciec się do nadzwyczajnego środka, wypłacały tylko sumy nie przekraczające 100 dolarów, wycofanie zaś większych sum wymagało zgłoszenia na 30—90 dni wcześniej. W ciągu 1873 r. i kilku lat następnych zbankrutowało ponad 47 tysięcy przedsiębiorstw. Kurs akcji spadał aż do 1877 r., przy czym wartość przemysłowych papierów wartościowych spadła o 40%, a kolejowych zmniejszyła się prawie 2 i pół raza.
Tej jesieni fala kryzysu pieniężnego ogarnęła również Europę. Świadek tych wydarzeń tak ją opisuje: „Katastrofa ta wywołała w Niemczech powszechny brak zaufania... bankructwa trwały 2 miesiące, przestały istnieć nie tylko towarzystwa kolejowe, bankowe i budowlane, ale i wielkie przedsiębiorstwa przemysłowe... Po Berlinie przyszła kolej na Kłajpedę i Zgorzelec, Poznań i Królewiec, Wrocław i Głogów, Zieloną Górę, Drezno i Kamienicę, Pirnę i Lipsk, Magdeburg i Szczecin, Hamburg i Essen, Kolonię i Milhuzę Turyngską. W Monachium i Erfurcie oraz w innych punktach rozszalała się fala bankructw, wszędzie, po Alzację włącznie, odczuwało się wpływ kryzysu.”[4] W Poznaniu upadł pierwszy polski bank akcyjny „Tellus”, a w Galicji z 8 istniejących banków aż 6 uległo likwidacji.
Światowy kryzys ekonomiczny stał się faktem. Punktem wyjścia i głównym ogniskiem kryzysu nie była jednak jak dotąd Anglia. Po 1866 r. nastąpiła ważna zmiana. Rolę Anglii w tym względzie przejęły Stany Zjednoczone i Niemcy.
W USA dogodne warunki dla rozkwitu powstały w wyniku wojny domowej, w Niemczech zaś w rezultacie zlikwidowania ich politycznego rozdrobnienia i osłabienia feudalnych przeżytków. W Ameryce nastąpiła znaczna poprawa koniunktury w związku z przypływem kapitałów zagranicznych, głównie angielskich, a w Niemczech — francuskich miliardów płynących z kontrybucji. Państwa te nie poszły angielską i francuską drogą rozwoju przemysłu, punktu ciężkości ich gospodarki nie stanowił przemysł lekki, lecz rozwijały one od początku przede wszystkim przemysł ciężki.
W latach 1837—1873 produkcja surówki żelaza we Francji wzrosła niecałe 4 razy, w Wielkiej Brytanii 5 i pół raza, a w Stanach Zjednoczonych ponad dziewięciokrotnie, w Niemczech zaś dwunastokrotnie. W czasie ostatniego cyklu koniunkturalnego produkcja surówki w Niemczech wzrosła ponad 2 razy, w Stanach Zjednoczonych ponad 2 i pół raza, natomiast we Francji o około 20%, w Wielkiej Brytanii o 40%. Na terenie USA w latach 1865—1875 zbudowano więcej wielkich pieców hutniczych na paliwo mineralne niż działało ich w 1864 r. Ważną rolę odgrywało budownictwo kolejowe, które nadal wszędzie się rozwijało (z wyjątkiem Wielkiej Brytanii). W latach 1866—1875 oddano na świecie (poza wyspami brytyjskimi) do użytku 145 000 km linii kolejowych, podczas gdy we wszystkich okresach poprzednich tylko 124 000 km.
Punktem wyjścia więc i głównym ogniskiem kryzysu, podobnie jak poprzedzającego go rozkwitu, były po raz pierwszy w historii Stany Zjednoczone. Ze szczególną siłą kryzys zaatakował przemysł ciężki. Odtąd będzie już tak zawsze. Natomiast nadprodukcja przedmiotów masowego użytku nastąpiła później i w znacznym stopniu pod wpływem kurczenia się budownictwa i produkcji przemysłu ciężkiego. W Stanach Zjednoczonych 4 lata trwał spadek budownictwa kolejowego, w ciągu 3 lat spadał wytop surówki, na przestrzeni 6 lat kurczyło się budownictwo okrętowe. Nigdy jeszcze USA nie przeżywały tak rujnującego kryzysu.
Już w końcu 1873 r. stanęła trzecia część zakładów hutniczych, a w 2 lata później na 713 wielkich pieców nieczynnych było 420. Najmniej ucierpiało wydobycie węgla; w przemyśle włókienniczym produkcja zmniejszyła się o blisko 20%, a wytop surówki spadł o 27%. Wielkie spustoszenia nastąpiły w zakładach parowozowych, wagonowych i stoczniowych, gdzie produkcja zmalała do około połowy z okresu przedkryzysowego. Charakterystyczną cechę tego kryzysu, nie tylko w Ameryce, ale na całym świecie, stanowił głęboki, powszechny i długotrwały spadek cen, zwłaszcza wyrobów hutniczych i metalowych. Znaczne było również zmniejszenie importu do USA, przy stosunkowo niewielkim spadku eksportu.
Podobnie wyglądała sytuacja w Niemczech. Kryzys w hutnictwie trwał bardzo długo. W ciągu 3 lat zmniejszał się wytop surówki, trzeba było jeszcze 4 lat, aby osiągnąć i przekroczyć poziom przedkryzysowy.
Anglia znalazła się w fazie kryzysu wskutek wydarzeń w Niemczech wcześniej, niż dojrzały niezbędne ku temu przesłanki w jej własnej ekonomice. Wpłynęło to w sposób istotny na rozwój angielskiego kryzysu i nadało mu specyficzne piętno. W latach 1873—1876 wewnętrzny rynek nie był jeszcze przepełniony i zbyt krajowy nadal wzrastał, ale jednocześnie malały możliwości sprzedaży za granicą. Eksport skurczył się szybciej nawet niż nastąpił wzrost zbytu krajowego. Spadek produkcji więc w tym okresie, m.in. surówki, wywołały przyczyny zewnętrzne. Natomiast w latach 1877—1879 sytuacja zmieniła się: eksport wzrósł, malał zbyt wewnętrzny i znów produkcja spadała. Wspomniana już produkcja surówki po pewnym wzroście w latach 1875—1877 wykazywała znów spadek. Szczególnie duże zmniejszenie produkcji miało miejsce w przemyśle wełnianym. O tym właśnie kryzysie w Anglii Marks pisał: „A o tym, jak poważny jest ten zastój, może pan sądzić po strasznej rozpaczy angielskiego filistra handlowego i przemysłowego, który utracił już wszelką nadzieję na lepsze czasy. Nigdy czegoś podobnego nie widziałem, choć byłem w Londynie w 1857 i 1866 roku.”[5] Taki przebieg kryzysu w Anglii przesądził o jego długotrwałości na całym świecie, ponieważ gospodarka angielska wciąż jeszcze odgrywała przodującą rolę.
Również we Francji w 1873 r. wewnętrzne przesłanki do wybuchu kryzysu nie były jeszcze dojrzałe. Mimo to, podobnie jak na wyspach brytyjskich, lata 1873—1879 to we Francji okres kryzysu i depresji. W przeciwieństwie do USA, Niemiec i Anglii przybrał on we Francji najostrzejsze formy w przemyśle włókienniczym, nieco łagodniejsze w przemyśle ciężkim. Wynikało to ze ścisłej zależności przemysłu włókienniczego od eksportu oraz z tego, że przed kryzysem przemysł ciężki nie przeżywał szczególnego rozkwitu. Jak zwykle najbardziej ucierpiał przemysł jedwabniczy, którego wyroby w 75% szły na eksport, nastąpiło również głębokie załamanie w przemyśle bawełnianym. Francuski eksport artykułów włókienniczych w latach 1874—1879 spadał bez przerwy i w ostatnim roku był mniejszy o 30% niż w 1873 r., przy czym eksport tkanin jedwabnych zmalał ponad dwukrotnie.
W Rosji kryzys lat siedemdziesiątych nie był jedynie odbiciem sytuacji w innych krajach. Do 1873 r. bowiem kapitalizm rozwinął się tu tak dalece, że ukształtowały się już wewnętrzne przesłanki powstawania i powtarzania się kryzysów ogólnej nadprodukcji. Bardzo znacznie wzrosło wydobycie węgla kamiennego. Głównym ośrodkiem jednak systemu fabrycznego pozostał przemysł włókienniczy. W latach 1867—1875 zużycie bawełny zwiększało się tu szybciej niż w Europie zachodniej czy w Stanach Zjednoczonych. Kryzys w Rosji, podobnie jak na zachodzie Europy, był długotrwały i charakteryzował się spadkiem produkcji w 1873 r. i w latach 1876—1877. Ognisko kryzysu stanowił przemysł włókienniczy. Spadek produkcji nastąpił także w przemyśle ciężkim; m.in. zmniejszyło się zużycie żelaza. Był to pierwszy w Rosji kryzys ogólnej nadprodukcji.
Mocno odczuły go, poza wymienionymi krajami, Austro-Węgry, Belgia, Włochy, Szwecja, Holandia. Jego światowy charakter ujawnił się znacznie wyraźniej niż w 1866 czy 1857 r., co więcej, kryzys ów był szczególnie głęboki i przewlekły oraz najbardziej rujnujący ze wszystkich kryzysów XIX w.
Królestwo Polskie, mające bardziej rozwinięty przemysł fabryczny niż Rosja, również przeżywało swój pierwszy kryzys ogólnej nadprodukcji. Wyraźne załamanie dokonało się w przemyśle bawełnianym. Według danych przedstawionych przez gubernatora piotrkowskiego, w Łodzi, największym ośrodku tego przemysłu, wartość produkcji brutto zakładów bawełnianych spadła w latach 1876 i 1877 o blisko 18% w porównaniu z rokiem 1875, a liczba zatrudnionych w nich robotników o 20%. O sytuacji w Łodzi w 1877 r. donosiły gazety: „Straszliwa nędza, jaka panuje wśród robotników przemysłowych tego miasta i jego okolic, spowodowana ograniczeniem lub nawet całkowitym przerwaniem pracy w niektórych fabrykach, wzrasta w bardzo widoczny sposób niemal z każdym dniem.”[6] W całej guberni piotrkowskiej wartość produkcji brutto przemysłu bawełnianego we wspomnianych latach zmniejszyła się o ponad 17%. Produkcja przemysłu wełnianego znacznie obniżyła się w 1876 r. w Zgierzu i Tomaszowie Mazowieckim. Kryzys odczuł również przemysł hutniczy Królestwa, zwłaszcza cynkowy. Spadek produkcji i zatrudnienia można zaobserwować także w cukrownictwie i przemyśle budowy maszyn. Według niezbyt wiarygodnych danych urzędowych z 1876 r. ogólna wartość produkcji brutto całego przemysłu w Królestwie zmniejszyła się o 7% w stosunku do roku poprzedniego.
Długotrwałe bezrobocie, wielokrotna obniżka płac oraz pogorszenie się innych warunków pracy przyczyniły niemało cierpień klasie robotniczej. W szczególnej nędzy znalazła się olbrzymia rzesza bezrobotnych. W końcu 1879 r. w Anglii liczba ubogich, otrzymujących nędzne zapomogi, wzrosła do ponad miliona. Bezrobotni często woleli głód od katorżniczego reżymu domów pracy i poniżenia, z jakim związane było otrzymywanie pomocy na zasadzie ustawy o ubogich. Co najmniej 12% robotników pozostawało bez pracy, wśród metalowców liczba ta sięgała 15%. Gazety donosiły o licznych wypadkach śmierci głodowej. W 1878 r., w chwili kiedy ogólna sytuacja angielskiego przemysłu nie była jeszcze najgorsza, w samym tylko Londynie zarejestrowano oficjalnie ponad 70 wypadków śmierci głodowej.
W Rosji w okresie największego nasilenia kryzysu wyrzucono na bruk około 25% robotników przemysłowych. Bezrobotnych było około pół miliona; wielu z nich wróciło na ubogą wieś.
Korespondenci gazety niemieckiej „Der Arbeiterfreund” donosili 10 stycznia 1875 r.: „W Paryżu panuje nędza i głód. Codziennie giną z głodu kobiety i dzieci, które znajduje się na bruku umarłe z głodu i zimna.” Z Wiednia w 1874 r. pisano: „Trwa nadal masowe zwalnianie robotników; z każdym dniem nędza rośnie... W Wiedniu większość robotników wyrzucono na bruk, ci zaś, którzy jeszcze pracują, otrzymują niższe płace... Z fabryk Czech, Moraw i Śląska zwolniono 66% robotników, zarobki zaś tych, którzy pracują, są bardzo nędzne.”[7]
Najsilniej chyba kryzys uderzył w robotników w Stanach Zjednoczonych. Tam w latach 1877–1878 armia bezrobotnych sięgała 3 milionów osób. Co najmniej 20% robotników pozostawało stale bez pracy, 40% pracowało zaledwie przez 6–7 miesięcy w roku, a tylko mniej niż 20% miało pełne zatrudnienie. Nigdy dotąd w historii Stanów Zjednoczonych bezrobocie nie zatoczyło tak szerokich kręgów. Stąd też mimo nędzy w Europie emigracja do Ameryki bardzo znacznie się zmniejszyła. W roku 1878 była ona ponad trzykrotnie mniejsza niż w 1873 r.
Oto, co pisze na ten temat historyk amerykańskiego ruchu robotniczego Philip Foner: „W ciągu pierwszych trzech miesięcy 1874 r. około 90 tysięcy bezdomnych robotników, z których 2/5 stanowiły kobiety, mieszkało w nowojorskich komisariatach policji. Nazywano ich »bąkami«, gdyż nie pozwalano im spędzać więcej niż 2 dni w miesiącu w tym samym komisariacie. W swych wilgotnych łachmanach spali oni stłoczeni na twardych ławach. O świcie wyrzucano ich głodnych na ulicę... W miarę jak kryzys pogłębiał się, los tysięcy bezrobotnych robotników, włóczęgów lat siedemdziesiątych, stawał się coraz cięższy — mieszkali w norach i przetrząsali śmietniki w poszukiwaniu jedzenia.”[8]
Foner cytuje również odpowiedzi bezrobotnych na pytania reportera wychodzącej w San Francisco gazety „Mail”. Jeden z nich mówi: „Czy myśli pan, że gdybyśmy mogli znaleźć pracę, mieszkalibyśmy tutaj i walczyli o jedzenie z psami?”; drugi powiada: „Męczę się tak już od trzech miesięcy, jem i śpię na tym śmietniku. Nie było dnia, bym nie przemierzył wielu mil w poszukiwaniu pracy... Godziłem się na najcięższą pracę za połowę zarobku wypłacanego Chińczykom, niestety bezskutecznie. Nikt nie chciał mnie zatrudnić. Nie piję, nie kradnę, a mam do wyboru albo śmierć głodową, albo życie na śmietniku.”[9]
Kapitaliści wykorzystali to wielkie bezrobocie, by w skali masowej znacznie obniżyć płace. Po wojnie domowej realna płaca robotników wzrosła znacznie. Do 1873 r. zwiększyła się o ponad 50% i przewyższyła płace robotników europejskich. Kapitaliści amerykańscy postanowili tę różnicę zlikwidować. „Robotnik amerykański musi odtąd wybić sobie z głowy myśl o tym, że należy mu się lepsza stopa życiowa niż robotnikowi europejskiemu... Ludzie muszą się zadowolić pracą za niższe stawki” — pisano w dzienniku „New York World” z 1 sierpnia 1877 r. W czasie kryzysu powiodła się kapitalistom ofensywa na płacę roboczą, m.in. w wyniku rozgromienia ruchu związkowego i braku partii robotniczej. W latach 1874—1879 nominalna płaca zmniejszyła się o 20% (realna — tylko o 10% wskutek obniżki cen artykułów żywnościowych). W niektórych gałęziach przemysłu, szczególnie na wschodzie Stanów Zjednoczonych, spadek płac był jeszcze większy. Przeciętny zarobek dzienny górników i hutników w Pensylwanii zmalał o około 50%.
Mimo ciężkich i nie sprzyjających warunków walka klasy robotniczej nasilała się. W pierwszym etapie kryzysu rozpoczął się masowy ruch bezrobotnych. W latach 1873—1874 bezrobotni Nowego Jorku, Chicago i innych miast organizowali wiece i demonstracje, tworzyli własne organizacje. Jedną z takich demonstracji, która odbyła się 13 stycznia 1874 r. na Tompkins Square w Nowym Jorku, władze rozpędziły siłą. Policja konna zaatakowała niespodziewanie demonstrantów i biła ich, nie szczędząc kobiet ani dzieci. Wielu w czasie paniki stratował tłum. Setki bezrobotnych poniosło ciężkie obrażenia, wielu aresztowano i skazano na kary więzienia.
Ruch bezrobotnych po masakrze na Tompkins Square zaczął słabnąć. Wzmagała się natomiast i rozwijała walka strajkowa robotników przeciwko obniżkom płac, o poprawę warunków pracy, o prawo organizowania się. W końcu 1874 r. do walki przystąpili włókniarze. Liczne strajki wybuchły też w górnictwie węglowym. W 1875 r. miał tam miejsce półroczny, tzw. długi strajk. „Górnicy z nie notowanym dotąd bohaterstwem i poświęceniem walczyli o zwycięstwo w strajku... Śniadanie setek rodzin składało się ze skórki chleba i szklanki wody. O obiedzie można było tylko marzyć. Co dzień górnicy udawali się razem z kobietami i dziećmi do pobliskich lasów, gdzie wykopywali korzenie i zbierali zioła, aby utrzymać się przy życiu.”[10] W czasie owego strajku powstała znana pieśń górników:

W siedemdziesiątym piątym panowie związali się zmową,
By nas, nasze żony i dzieci trzymać bez dachu nad głową.
Głodem chcieli nas złamać, by głód nas wydusił i mróz,
Lecz górnik trzymał się twardo i dalej sztandar swój niósł.

Dziś dwa miesiące już mija niedoli, głodu, poświęceń,
Lecz jeśli trzeba trzeciego — górnik wytrzyma i więcej!
Nie damy obniżyć zarobków, choć nędza nawiedza nasz dom.
Niech najpierw płacą jak dawniej, a potem weź kilof i łom.

Głód jednak ostatecznie pokonał robotników. Przywódca strajkujących, John Walsh, oświadczył wówczas: „Jesteśmy pobici, okrutna nędza naszych żon i dzieci zmusiła nas do przyjęcia warunków, na jakie w żadnym innym wypadku nie przystalibyśmy.”[11]
Jedną z największych walk klasowych był strajk pracowników kolejowych latem 1877 r. Spowodowało go ogłoszenie kolejnej redukcji płac o 10%. Jednocześnie na niektórych liniach kolejowych w wyniku intensyfikacji pracy masowo zwalniano robotników. Strajk wybuchł żywiołowo, kiedy 40 palaczy na linii Baltimore — Ohio porzuciło pracę. Rozszerzał się szybko. Zastrajkowały koleje od Atlantyku do Oceanu Spokojnego. W wielu większych ośrodkach przemysłowych, jak m.in. w Pittsburgu, Chicago, St. Louis robotnicy fabryk przyłączali się do strajku, nadając mu powszechny charakter.
Była to pierwsza w historii amerykańskiego kapitalizmu bitwa klasowa o zasięgu ogólnokrajowym. Po raz pierwszy też w dziejach Ameryki użyto na rozkaz prezydenta do złamania strajku wojsk federalnych. Przeciwko robotnikom skierowano tysiące żołnierzy. W Baltimore strzelali oni do tłumu, usiłującego przeszkodzić wojsku w rozprawieniu się z kolejarzami. 10 osób zostało zabitych. Wybuchły zamieszki, które zostały po 3 dniach zlikwidowane przez przysłaną z Nowego Jorku piechotę i artylerię. Poległo 13 robotników, a około 30 zostało ciężko rannych.
W Pittsburgu jacyś chłopcy obrzucili oddział żołnierzy kamieniami; wojsko zareagowało na to dwiema salwami w tłum. Zabito 20 i raniono 29 osób, w tym również kobiety i dzieci. Oburzenie robotników było tak wielkie, że wybuchło powstanie. Rozbito sklepy z bronią, zagarnięto 3 armaty, miasto znalazło się w ręku robotników. Żołnierzy, którzy ukryli się w parowozowni, okrążył dwudziestotysięczny tłum mężczyzn i kobiet. Usiłując wydostać się z okrążenia, żołnierze torowali sobie drogę ogniem. Zabili kilkadziesiąt osób. W czasie zamieszek w Pittsburgu spalono 500 wagonów, 100 parowozów i kilkadziesiąt budynków należących do towarzystwa kolejowego.
Poważne starcia z wojskiem miały miejsce także w Chicago, gdzie zabito co najmniej 30 osób i około 100 zraniono. Łącznie, w czasie tłumienia strajku, od kul żołnierzy zginęło około 300 osób, kilkakrotnie więcej raniono, wielu robotników aresztowano. Wielką, trwającą dwa tygodnie bitwę przeciwko kapitalistom, popieranym przez potęgę aparatu państwowego, policji i wojska, robotnicy przegrali.
Kryzys 1873 r. zaostrzył także antagonizmy klasowe w innych krajach. Przez Anglię w latach 1873—1879 przeszła potężna fala strajków, wzrosła również wtedy aktywność robotników rosyjskich.


Przypisy

  1. „Gazeta Polska” z 20 IV 1873 r.
  2. Tamże.
  3. „Gazeta Handlowa” z 21 V 1873 r.
  4. M. Wirth, Geschichte der Handelskrisen, Frankfurt 1890, s. 569.
  5. K. Marks i F. Engels, Listy o „Kapitale”, Warszawa 1957, s. 242.
  6. „Nasz Wiek”, nr 23 z 1877 r.
  7. Cyt. za L. Mendelson, Teoria i historia kryzysów, t. II, Warszawa 1960, s. 134—135.
  8. P. S. Foner, Dzieje ruchu robotniczego w Stanach Zjednoczonych, t. I, Warszawa 1956, s. 570—571.
  9. Cyt. za P. Foner, Dzieje ruchu..., s. 571.
  10. Tamże, s. 590.
  11. Tamże, s. 591.


Tekst udostępniony jest na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0 Polska.