Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego/Aldona (Słowacki)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Chmielowski
Tytuł Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego
Podtytuł Zarys literacki
Data wydania 1886
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


III.
Aldona.

Głęboko oczy dziewic toną
I przenikają głazy i zbroje stalowe...
To nasza Ofelia; tylko nie z winy Hamleta — lecz losu. Kiedy była „kapłanką wiosny,“ jej czoło uwieńczały świeżych róż kwiaty; a ona przy cichym szumie jodeł, przy blasku srebrnego księżyca, sama lub otoczona tłumem wiejskich dziewic — marzyła; modliła się. Senna jej dusza ocknęła się zapewne na miły głos Dowmunta; lecz, gdy jej Mindowe go wydarł, jeszcze w większą senność popadła. „Jak mara obłąkana kończę życia drogę“ — mówi o sobie. Twarz jej blada, na twarzy rozmarzone gorączki kolory; oczy ożywione posępnie szklistym blaskiem, albo okryte zasłoną łez ciągłych; mgła ciemna mroczy dla nich wszystkie przedmioty, i zaledwie z łez oschną, znowu we łzach toną. Myśl o śmierci bezustannie jej towarzyszy: „Wkrótce mię całą cichość grobowa otoczy“ — powiada. A i teraz otacza ją głęboka cisza, która ją „osłoniła świętością mogiły.“ To też gdy mówią do niej służebne, głos zniżają i łzami kończą swe słowa. Stała w miłości dla męża, nie słucha ani próśb ani przekleństw Mindowy. Żyje cała w przeszłości, o niej marzy na jawie i we.śnie.

W gronie moich dziewic, przy lampy promieniu,
Widzę, jak wokoło srebrne toczą się przędziwa,
Słyszę pieśń rodzinną w ich łagodnym pieniu,
Widząc, jak kwiat pod igły dotknięciem rozkwita[1].


Kocha Dowmunta, ale gdy ten się zjawia (przebrany), ona nie chce go poznać, ażeby życia jego nie narazić. Śliczna jest scena wahania się. „Boże! niechaj nie przychodzi!“ — mówi w obawie o Dowmunta i zaraz dodaje: „Smutno mi, że nie przyjdzie, że go nie zobaczę; chciałam go widzieć.“ Słuch ma wytężony: chwyta każdy szelest:, Boże słyszę odgłos kroków.... O nie! — to źródła szumią w zamkowym ogrodzie...“ Wreszcie Dowmunt przychodzi. Aldona wita go słowy: „Módl się, oto różaniec widzę przy puklerzu, módl się i wyjdź. Nie, ja nie znam ciebie. Nie, nie! nie przypominam — może — tu tak ciemno!“ — Walka była okropna! Usta jej może rwały się do pocałunku, a ona zmuszona powtarzać ciągle jakby dla przekonania samej siebie, że go nie zna, znad nie może. Dopiero kiedy Dowmunt zawiedziony, zrozpaczony, chce się zabić, Aldona woła:, Dowmuncie, ach Dowmuncie! znam ciebie, kocham!“ Zapomniała o ostrożności, myśli tylko o chwili szczęścia, której się już nie spodziewała. Pragnęła być piękną, wesołą. Na uwagę Dowmunta, że jest bladą, odpowiada: „Nie! to bladszy niż zwykle blask księżyca twarz mi dzisiaj ociemnił“. Słysząc kroki zbrojnych, prosi go o różę z hełmu, może ona zmysły orzeźwi, bo jej w oczach ciemno i płakać nie może. Śmieje się już tylko; śmieje się straszliwie:...

Cha, cha! luby, drogi!
Śmiech mi straszliwy łamie na ustach wyrazy...
Cha, cha, cha! niech tu przyjdą, niech przestąpią progi.

Pada omdlona. Dla niej świat rzeczywisty już istnieć przestał. I słońce, kwiaty i łąki i góry — wszystko już grobowe. Jakaś postać znikoma, choć do niej podobna, oddziela się od niej; przy tej postaci zostały czucia i myśli. Aldona jest już jakby głazem. „Ja bez czucia zostanę!!!” woła w rozpaczy.

Serce się nie pali,
Ostygło — zapominam — pamięć słabo kreśli;
Mówię — a słowa moje nie są wątkiem myśli;
Myślę — a myśli moje nie są wątkiem serca.

Są to właściwie słowa poety — gdyż takiej świadomości swego stanu w obłąkanej przypuszczać niepodobna; zanadto są oderwane od wspomnień życiowych, od owój miłości do Dowmunta, która ją całą przejmuje. Tak jest: o wszystkiem zapomniała, o niczym wiedzieć nie chce, a zapewne i nie może, oprócz o swojej miłości. Na pytanie krzyżaka (Heidenricha) „Jesteś ty chrześcijanką?“ — odpowiada „Jestem nieszczęśliwa!“[2]. Marzy tylko o ostatniej chwili rozstania. Chodząc, kogoś niby prowadzi za sobą; słyszymy słowa: Chodź tu za raną, Dowmuncie — w tej sali tak głucho! — Powtarza ostatnie wyrazy, jakie do siebie przemówili., Aldono, tyś pobladła — Aldono, co tobie? — Nic, mój luby, bywaj zdrów na wieki. Śpiewa piosenki jak Ofelia.

Oto złotą osnową
Winie mi się wrzeciono,
A ja śpiewam dziecinie: —
Jeśli się nić uwinie,
Uwieńczona koroną
Będziesz kiedyś królową.
Jeśli się przerwie — pieśń ci zaśpiewam grobową.

Ale Dowmunt ocalał. Powraca i pyta ukochanej jak przedtem: „Czy ty mię znasz, Aldono?“ Ale Aldona teraz już nie udaje; nie może udawać... Słowa jej są prawdziwe, ale jakże okropne! „Tak, myśmy się znali we śnie. Tyle mi twarzy na świecie się śniło. Któż sny pamięta?“ Po tej melancholicznej uwadze oddaje się wesołości, przesyconej oddechem grobowym., Ach, jak mi wesoło! — powiada. Idę do ślubu; wianek zawieszę na czoło“. Smutek, rozpacz — i zachwyt, szczęście następują po sobie kolejno. „Patrzaj! — mówi — oto poranek blade niebo złoci... i tak mi słabo, tak mi w oczach ciemno”. A w chwilę potem: „Cha, cha, ten śmiech mi łamie na ustach wyrazy i ból. Niech go uczuję głębiej. Och, rozdziera — rozdziera mi wnętrzności... Już widmo ciemne myśli blednie, obumiera..” I wszystko przeszło...

W opisie strony psychicznej Aldony, jako obłąkanej, poszedł widocznie Słowacki za Szekspirem. Majaczenia z lat dziecinnych, z okresu gorącej miłości; zamiłowanie w kwiatach, w piosnkach; wypowiadanie myśli dziwnych, po większej części nie będących w związku z zapytaniem i okolicznościami zewnętrznemi — oto główne tło, na którem rysuje się kilka wybitniejszych szczegółów. Uznając taki sposób przedstawienia rzeczy za dosyć naturalny tj. odpowiadający duchowemu stanowi obłąkanych, zrobiłbym tylko jednę uwagę co do Aldony.Wiemy, że w ostatniej chwili, oddzielającej ją od pomieszania, żądała od Dowmunta róży z hełmu; Dowmunt spełnił życzenie; ale kiedy już leżała w omdleniu, chciał ją wyrwać, „ażeby go nic nie przypominało“.Kwiat wprawdzie zerwał, ale łodyga w ręku Aldony została. Sądziłbym, że to ostatnie świadome wrażenie Aldony musiało silnie występować w czasie obłąkanie..Poeta tego nie uwydatnił. O ile wiem, znajduje się jedna tylko wzmianka („Jeden kwiat polnej róży i dużo rozmarynu“), i to w formie raczej zwykłego przypomnienia sobie obrzędów weselnych, nie zaś osobistej, a nader ważnej pamiątki.



Przypisy

  1. Porównaj Aldonę Mickiewicza.
  2. Przypominamy podobne pytanie w IV części „Dziadów“. Ksiądz pyta: — Znasz ty ewangelią? — Gustaw: A znasz ty nieszczęście?


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Piotr Chmielowski.