Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego/Rogneda

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Piotr Chmielowski
Tytuł Kobiety Mickiewicza, Słowackiego i Krasińskiego
Podtytuł Zarys literacki
Data wydania 1886
Wydawnictwo Gebethner i Wolff
Drukarz Wł. L. Anczyc i Spółka
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: Pobierz Cały tekst jako ePub Pobierz Cały tekst jako PDF Pobierz Cały tekst jako MOBI
Indeks stron


IV.
Rogneda.

Stare pojęcia znikają. Bogowie pogańskiéj Litwy obracają się w nicość. Duma książęca pragnie królewskiej korony i każe sojuszem się łączyć z najzawziętszym wrogiem ojczyzny. Wszędzie zamęt straszny. Matka książęcego rodu widzi z boleścią, że syn jej własny przeniewierza się dawnym, świętym obyczajom dla kawałka złotej obręczy. Smutek łamie jej siły, ciemnota oczu tem sroższe zadaje jéj męki, że nie dozwala niewiernych spiorunować wejrzeniem. Nigdy nie widziała krzyża — jak on strasznym być musi... Imię papieża podnosi ją jak sprężyna. Marzy tylko o wielkości Litwy i tém uczuciem wiedziona zaklina Mindowę, ażeby chrystyanizmu nie przyjmował. Nie usłuchał. Ona wypowiada wieszczą groźbę:

Ta wiara — wiara ciemna, przez ciebie przejęta,
Połączy cię z narodem, co Litwę pochłonie...
Siedzisz na tronie — z tobą i papież na tronie!

Ta dusza, pogrążona w wiecznych ciemnościach, wszystko w najczarniejszych widzi kolorach: dzieci Mindowy — to morderce. „Idź, zabij je w kołysce — powiada — urodziłam gadzinę, ty rodzisz gadziny“.

Jednakże oprócz wyobrazicielki świętéj tradycyi i przeszłości litewskiéj jest w niéj i matka. Wprawdzie to macierzyńskie uczucie w fantastyczny przedstawia się sposób, w każdym razie istnieje. Chce zabić własnego syna, ażeby wraz z nim zabić wiarę chrześcijańską, która podług niej ma zniszczyć Litwy potęgę; ale chce mu zarazem śmierć osłodzić:

Ja go zabiję z płaczem — powiada —
Ja go łzami obmyję, na stosie położę;
Zaśpiewam pieśń — grobowa uczczę go posługą.

Nie jest to ironia — to dziwny przejaw uczucia. Łza upadla do zatrutego wina. „Może ta łza matki zniszczy skutek trucizny?“ — pyta się sama siebie Rogneda. Przeklinając syna, boi się spełnienia słów swoich, a kiedy Mindowe powiada, że nikt go nie kochał, ona wybucha wymówką: „Słyszysz tego serca bicie? kochałam cię“. — A jednak przeklęłaś... dodaje Mindowe — „Nie masz ty serca, synu! On mi przypomina! Przekleństwo zapomniane“...
Ale w chwili działania ona jest silna. „Nigdy się nie chwiałam“ — powiada o sobie. Gdy Mindowe rozbił puhar z trucizną, nie usiłuje się uniewinnić: „Nie chciałam cię urazić — jam cię zabić chciała!“ — oto cała jéj odpowiedź na gorzkie wyrzuty syna.
Kiedy Mindowe zrywa z Krzyżakami, nowy duch w nią wstępuje. Widzimy ją w świątyni pogańskiéj, jak sypie bogom kadzidła: „dla bogini wiosny — ten kwiat, co rozkwita; dla boga zimy — ten kwiat, co usycha; dla boga piekieł — brylant z krzyża mnicha...“ Pyta się o przyszłość syna, niespokojna, czy przekleństwo, które nań poprzednio rzuciła, nie zaszkodzi mu w życiu. Z sercem gwałtownie bijącém, które własnym modłom nie dowierza, bez tchu, bo jéj braknie wyrazu na zaklęcie bogów — oczekuje odpowiedzi. Odpowiedź brzmiała: „Mindowe zginie od ręki rycerza, który poległ zabity z Mindowy rozkazu“. Uspokojona wyrocznią, ulegając obłąkaniu, które już zdawna ją nawiedzało, śni o minionéj przeszłości, o czasach dzieciństwa, o mężu swoim, o grobie; pyta się męża: „Czy przyjmiesz mię do grobu, czy przyjmiesz?“ A ostatnie jéj słowa, jakie słyszymy, odnoszą się do syna:

Nie lękaj się, nie zginiesz od Trojnata dłoni!
Siła wyroczni ciebie od zgonu zasłoni;
Chyba umarli wstaną, chyba Dowmunt wstanie!

Wymawia je właśnie wtedy, gdy Trojnat wyszedł ze skrwawioną ręką, wołając: „Spełnione twe chęci!“ Rogneda nie słyszy, bo już od kilku chwil stała się „blada — nieruchoma — skościała — zimna...“
Szczegóły obłąkania Rognedy są prawie też same co i Aldony. Przeczucie śmierci — marzenia o kołowrotku, wrzecionach, to jest o tych zajęciach, jakie w dzieciństwie i młodości całą jéj uwagę pochłaniały — wreszcie ostatnie widzenie męża — oto są główniejsze jego rysy. Jako przedstawicielce starego porządku rzeczy, kapłance narodu, brakuje jéj siły słowa, energii czynów. Poeta nie zdołał się jeszcze postawić dość silnie na stanowisku zupełnie niezależném; i to, z czém sympatyzować nie mógł, przedstawiał mniéj stanowczo, mniéj obrazowo. Rogneda stoi osamotniona; nie ma żadnéj partyi w narodzie; jeden Trojnat w widokach własnéj pomyślności pragnąłby spełnić jéj życzenia; ale skutki jego czynów ukazują się dopiéro po śmierci Rognedy. Wieszczka — nie włada piorunami, nie może uprosić kary bogów, którym myśli swe powierza. Stąd wypływają: jéj smutek i przygnębienie, ustępując jaśniejszym chwilom tylko na bardzo krótki przeciąg czasu. Zupełnie inaczéj przedstawia się podobna — późniejsza postać Rozy Wenedy.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Piotr Chmielowski.