Jan Feliks Piwarski (wspomnienie pośmiertne)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
>>> Dane tekstu >>>
Autor Ludwik Jenike
Tytuł Jan Feliks Piwarski
Podtytuł wspomnienie pośmiertne
Wydawca Tygodnik Illustrowany nr 13
Data wydania 12-21 grudnia 1859
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Okładka lub karta tytułowa
Indeks stron
Artykuł w Wikipedii Artykuł w Wikipedii
Galeria grafik w Wikimedia Commons Galeria grafik w Wikimedia Commons
Jan Feliks Piwarski.
(Wspomnienie pośmiertne.)
Starajmyż się, ponieważ musi zniszczéć ciało,

Aby imię przynajmniéj po nas tu zostało.

(Jan Kochanowski w pieśniach.)
Zaledwo pismo nasze piérwsze postawiło kroki na trudnéj drodze dziennikarskiéj, a już podobało się Bogu ciężką, bolesną dotknąć nas stratą. Jan Feliks Piwarski, zacny i czcigodny kierownik części artystycznéj „Tygodnika Ilustrowanego,” w dniu 17 b. m. i r., po 30-godzinnéj chorobie, zakończył żywot pełen pracy i zasługi. Nie będziemy się tu rozwodzić nad tém, jakiego osobiście straciliśmy przyjaciela i współpracownika, jak zmarły odpowiedziéć umiał stanowisku, które w piśmie naszém zajmował: zrozumieją to wszyscy, którym wiadomo jakiém poważaniem synowskiém, jaką czcią nieograniczoną, jaką wreszcie miłością całe młodsze pokolenie naszych malarzy otaczało szanownego nauczyciela i patryarchę swojego. Uczucia indywidualne niknąć powinny i nikną w obec straty, którą przez śmierć ś.p. Piwarskiego kraj cały ponosi. Ten żywot pracy użytecznéj i poczciwéj, pełen poświęcenia i gorzkich nieraz zawodów, postawić można za wzór prawego, objawianego czynem obywatelstwa, jakiego niewiele już teraz znajdujemy przykładów.
Zanim przebieżemy pokrótce zawód jego urzędowy i wymienimy ważniejsze jego prace artystyczne i naukowe, niechaj nam wolno będzie w kilku rysach charakterystycznych uczcić zacnego człowieka, a szczególniéj przewodnika młodzieży. Zmarły całą duszą, całém sercem oddany był sztuce, którą obrał za gwiazdę przewodnią swego życia. W młodym bardzo wieku rozpocząwszy prace nauczycielskie przy różnych zakładach naukowych, odtąd jeden cel tylko nieodmiennie miał przed oczyma: kształcenie młodzieży malarskiéj, w kierunku jaki dla kraju uważał za najpożyteczniejszy, i dążył do tego celu z wytężeniem wszystkich sił swoich, na drodze pracy cichéj, lecz wytrwałéj i niezmordowanéj. Nikt téż nad ś.p. Piwarskiego nie mógł być stosowniejszym na kierownika młodych adeptów sztuki. Gruntowny znawca wszystkich gałęzi malarstwa, biegły estetyk, wytrawny sędzia w rzeczach techniki i smaku, łączył on z temi przymiotami nieporównaną słodycz, pobłażliwość i delikatność, niezakłóconą niczém pogodę umysłu i miłość bez granic dla młodzieży, która miłością téż odpłacała się szanownemu przewodnikowi swojemu. Któż z jego uczniów lub przyjaciół nie pamięta téj twarzy szlachetnéj, szeropolskiéj, tak wyrazistéj, a pełnéj jednak łagodności i niewysłowionéj dobroci, tych gęstych brwi, ocieniających oko bystre i rozumne, tego czoła, z którego świecił blask poczciwości?... Zaprawdę, jeżeli o kim, to o nieodżałowanym Piwarskim naszym powiedziéć można bez przesady, że nie miał żadnego nieprzyjaciela, że dosyć było poznać go choć zdaleka, żeby pokochać szczerze i od razu. To téż młodzież czciła go jak ojca, widząc w nim nietylko gorliwego o dobro swe
JAN FELIKS PIWARSKI.
przewodnika na drodze sztuki, ale opiekuna i doradzcę w każdéj życia przygodzie.

Niezapomniane dla wszystkich są owe wycieczki artystyczne, które ś.p. Piwarski, będąc jeszcze professorem szkoły sztuk pięknych, przedsiębrał z młodymi jéj wychowańcami w przyległe naszemu miastu okolice. Otoczony gronem kilkunastu, a czasem kilkudziesięciu uczniów, szanowny nauczyciel przewodniczył im ku miejscom najwłaściwszym dla studyów z natury, obierał punkta i sadowił każdego stosownie do potrzeby; obchodząc potém kolejno wszystkich, zaglądał do rysunków, wskazywał błędy, zachęcał, radził, poprawiał, i nareszcie, dobywszy sam książkę szkicową, siadał gdzie na uboczu, pracując razem z młodzieżą. Powrót z takich przechadzek bywał zwykle huczną ożywiony wesołością: uczniowe śpiewali piosnki na cześć uwielbianego nauczyciela, których sami byli i autorami i kompozytorami, a przy końcu każdéj wrotki czapki leciały w górę i z piersi tych, kipiących ogniem miłości, rozlegał się chórem okrzyk: „Vivat! nasz pan professor!!!” — Przytaczamy tu ustęp z takiéj piosnki, nacechowany junacką trochę lecz poczciwą jędrnością, udzielony nam przez jednego z ulubionych uczniów zgasłego:

„Gdy ołówki i wiszory
Nie zrównają czuciom twoim,
Chwyć penzelki i kolory,
A naturze kurtę skroim.
Jest chłop z ciebie tęgi, dziarski,
Tak ci powié pan Piwarski!”

Rubaszne te, a nawet trywialne nieco słowa, doskonale jednak malują stosunek młodzieży do czcigodnego professora, którego pochwała najwyższą dla niéj była nagrodą.

Gdy wysłużywszy całkowitą emeryturę, przestał już być czynny jako nauczyciel szkół publicznych, nie zaniechał jednak pracy około kształcenia młodzieży: otworzył we własném pomieszkaniu salę rysunkową i tam gromadził uczniów pragnących za małą opłatą, a często i bezpłatnie, korzystać z doświadczenia jego i nauki. Serdeczny i wymowny obraz tych posiedzeń artystycznych skréślił zmarły zawcześnie dla piśmiennictwa ojczystego ś. p. Władysław Wieczorkowski, uczeń także Piwarskiego, w Nr. 47 „Kroniki wiadomości krajowych i zagranicznych” z r. 1856. Wypisujemy tutaj wyjątek z téj pracy, dla poparcia słów naszych i na dowód z jakiém współczuciem, z jaką miłością młodzi malarze, wszyscy bez wyjątku, lgnęli do sędziwego professora.
„Wśród najrozmaitszego rodzaju zająć, mówi autor artykułu, znalazł zawsze Piwarski parę godzin, które ze szczerą a serdeczną chęcią poświęcał pragnącéj się kształcić młodzieży. I tak się to działo nie rok, nie dwa, ale przez całe życie Piwarskiego: to téż każden młody pracownik w sztuce przeszedł pewno przez jego szkołę.
„Pamiętamy jak przed kilką laty otworzył u siebie Piwarski salę rysunkową. Schodziła się młodzież dwa razy na tydzień i pracowała po trzy godziny. Wszyscy zajęci byli żywo swoim przedmiotem, bo Piwarski umiał zachęcić i najleniwszego. Jedni rysowali z wzorów, drudzy z gipsów, inni znowu z prześlicznych akwareli Piwarskiego i pejzażowych jego szkiców; więcéj uzdolnieni kopiowali z olejnych obrazów, lub téż odtwarzali na większą skalę drobne swoje szkice podróżne. Na każdéj twarzy panowało zajęcie, a trzygodzinny termin przedłużał się prawie zawsze jeszcze o jedną godzinę. Piwarski przechadzał się pomiędzy uczniami, żadnego z oka nie spuszczając: temu rzucił słówko zachęty, tam sprostował rys nieśmiały i nieudatny, i zaraz wyłożył na prędce główne zasady i proporcyje głów i figur ludzkich; czasami zasiadał przy sztalugach lub akwarelowym reisbrecie i kończył jaką cząstkę pejzażu, która potém służyła na długi czas za wzór dla ucznia; czasami znów, gdy już wykończona była robota, i kiedy uczeń nic w niéj nie potrafił już ani dodać, ani ująć, wtedy przychodził Piwarski i śmiałemi rzutami penzla harmonizował rozrzucone części obrazu. Piwarski był wtedy mistrzem, w całém znaczeniu tego wyrazu. A z jaką to chęcią, cierpliwością i sumiennością wywiązywał się z podjętego obowiązku, o tém niech zaświadczą wszyscy jego uczniowie. My tu od siebie wspomnimy, że nie znaliśmy nigdy professora, któryby więcéj odpowiadał powołaniu swemu, jak Piwarski. Nie miniemy się z prawdą, jeśli powiemy że Piwarski nietylko wszystką swą naukę, ale nawet ducha swojego i całe swe uczucie artystyczne, wszystko to pragnął w jednéj chwili tchnąć w swojego ucznia.
„Z taką szlachetną, pełną poświęcenia postacią trudno się dziś gdzie spotkać; więc tém wyżéj cenimy zasługi Piwarskiego, zasługi które położył nie na tém jedném tylko polu, a cośmy tu powiedzieli, jest jeno bladém odbiciem téj szczeréj wdzięczności, jaką serca wszystkich jego uczniów są przepełnione.”
Na tych słowach, tchnących prawdą i uczuciem, kończymy charakterystykę Piwarskiego jako człowieka i nauczyciela, a przechodzimy do szczegółów jego życia i zawodu publicznego.
Jan Feliks Piwarski urodził się d. 20 listopada 1794 r. w b. województwie lubelskiém. Ukończywszy nauki szkolne w Galicyi, kształcił się początkowo w sztuce pod kierunkiem Richtera, znakomitego wtedy artysty. Służbę rządową rozpoczął w r. 1816, jako kancellista w biurze kommissyi sprawiedliwości. Ówczesny prezes senatu i minister oświecenia, Stanisław Potocki, oraz minister stanu Stanisław Staszic ocenili wkrótce zdolność i gorliwość młodego pracownika, i skutkiem tego już w roku 1818 mianowany został konserwatorem gabinetu rycin przy publicznéj bibliotece warszawskiéj, któréj był zarazem sekretarzem. Znakomity ten gabinet utworzony głównie z darów króla Stanisława Augusta i ministra Stanisława Potockiego, ś. p. Piwarski własnoręcznie urządził i uporządkował, a obok tego, wspólnie z Adryanem Krzyżanowskim, Linde’m, Brodzińskim i wielą innmi, był współpracownikiem „Gazety literackiej“, pisując do niéj artykuły o rytownictwie. W tym także czasie, kosztem skarbowym, odbył podróż do Wiednia, dla obejrzenia tamecznych gabinetów i studyowania historyi sztuk pięknych, któréj katedrę objąć miał przy b. uniwersytecie warszawskim; utworzenie jednak téj katedry, skutkiem śmierci ministra Potockiego w r. 1821, nie przyszło do skutku. Wezwany do udziały w wydawnictwie dzieła pod tytułem „Monumenta regum Poloniae cracoviensia,” zajmował się pracą i korrespondencyą przedmiotu tego dotyczącą, od r. 1820 aż do końca 1830. Niezawiśle od posady sekretarza biblioteki i konserwatora rycin, pełnił nadto obowiązki starszego nauczyciela rysunków w b. szkole przygotowawczéj do instytutu politechnicznego, gdzie przysposobił wielu zdolnych uczniów, w rysunkach zwłaszcza technicznych, zastosowanych do budownictwa, kunsztów i t. p. Przy odbywaném śledztwie dla wykrycia fałszerzy dowodów likwidacyjnych na dostawę różnych dla wojska potrzeb i roszczonych ztąd znakomitych do skarbu pretensyj, na żądanie władzy, jako urzędnik uznanéj powszechnie prawości i sumienności, roztrząsał i sprawdzał fałszywe podpisy i dokumenta. Czynność ta trwała pięć lat, to jest od 1827 do 1832 roku, i skończyła się ze znakomitą dla skarbu korzyścią, ponieważ skutkiem takowéj usunięto podrobionych pretensyj na blizko 2,000,000 złotych.
Po roku 1831, przy reorganizacyi szkół w królestwie polskiém, otrzymał posadę starszego nauczyciela w gimnazyum gubernialném warszawskiém, oraz członka komitetu egzaminacyjnego, a nadto, na własne żądanie, wykładał bezpłatnie przez dwa lata naukę rysunków technicznych w b. kursach dodatkowych dla przygotowania kandydatów do stanu nauczycielskiego. W r. 1840, z rozporządzenia władzy, przeniesiony został do gimnazyum realnego i zarazem mianowany nauczycielem rysunków w instytucie Aleksandryńskim wychowania panien. Niezależnie od tych obowiązków, przeznaczony r. 1844 na nauczyciela malowania pejzażów w warszawskiéj szkole sztuk pięknych, w któréj urządzaniu czynny także wziął udział, wykładał przedmiot ten gorliwie aż do końca października 1848 r., to jest do chwili zupełnego wyjścia ze służby, po otrzymaniu całkowitéj emerytury. Roku 1842 towarzystwo naukowe krakowskie, w uznaniu jego zasług, wezwało go do grona swoich członków korespondentów.
W ciągu pracowitego żywota swego ś. p. Piwarski wykonał wiele bardzo dzieł znakomitych i pomniejszych, których szczegółowe wymienienie i ocenienie zostawiamy znawcom specyalnym. Nieprzeliczone mnóstwo rysunków i kompozycyj ołówkiem, kredą, piórem, sepią, tuszem, akwarellą i gwaszem, któremi to sposobami obrabiał każdy niemal rodzaj rysunku, a mianowicie: portrety, sceny i typy ludowe, krajobrazy, architekturę i perspektywę, świadczy o żelaznéj pracy i wszechstronném wykształceniu nieodżałowanego artysty naszego. Malował każe olejno i rytował na miedzi; lecz największe podobno zasługi położył dla litografii krajowéj, którą on jeden z piérwszych u nas upowszechniał i doskonalił, niezrażony przeciwnościami, chociaż, dla braku zdolnych drukarzy, nieraz po kilka razy prace swe przerabiać był zmuszony. Niektóre z dzieł jego we wszystkich tych rodzajach wyliczamy, o ile zdołaliśmy o nich zasięgnąć wiadomości.
Jeszcze w r. 1819, w czasie podróży swéj do Wiednia, wykonał tam z powodzeniem kilka szychów na miedzi, podług Schmidta. Po powrocie do kraju, przez czas jakiś zajmował się najwięcéj świéżo wtedy wynalezioną sztuką litograficzną. Z prac jego na kamieniu w téj epoce, piérwsze próby, jak: Ecce homo, podług Giuido Reni, wizerunku Jana III, Stefana Batorego i t. p., odbito w litografii założonéj przez Siestrzyńskiego przy warszawskim instytucie głuchoniemych, z dokładnością nic prawie nie zostawiającą do życzenia; dalsze, jak: portrety Jana Zamojskiego, Euzabiusza Słowackiego, Łukasza Gołębiowskiego, generała Stan. Mokronowskiego, Szaniawskiego, Franciszka Zeltnera adjutanta Kościuszki, Kopernika, Białoskórskiego, swój własny na cynku i wiele innych, oraz wizerunki pięciu jeszcze królów podług Bacciarellego, odbijał częścią w litografii szkolnéj, częścią u Letronne’a, Bułakowskiego i w Banku polskim. W tym także peryodzie, wspólnie z Jakubem Sokołowskim, Stachowiczem i Dietrichem ojcem, krzątał się około wydawnictwa „Monumentów” krakowskich, do któréj to pracy, jak wspomnieliśmy, wezwany został w r. 1820.
Z innych dzieł Piwarskiego pamiętamy: Wnętrze głównéj sali biblioteki publicznéj w Warszawie, prześliczny obraz perspektywiczny akwarellą, ożywiony osobami potretowanemi. — Część Bielan w czasie Zielonych świątek i puszczę białowieżską, gwaszem. — Widok wewnętrzny ogrodu puławskiego, malowidło znacznych rozmiarów en guache. — Z obrazów olejnych: Wnętrze lasu, — Powrót z jarmarku, — Krajobraz wiejski, — Krówkę w oborze, dojoną przez dziewczynę i t. p., nie licząc płócien podmalowanych. — Z widoków litograficznych: Miasto Kaźmirz, — Ratusz w Kaźmirzu, Ogród botaniczny w Krakowie i kilka innych. Oprócz tego wykonał mnóstwo kompozycyj do albumów artystycznych, ornamentów i kostiumów, wiele miniatur na kości i portretów akwarellą na bristolu i papierze.
Zbiorowo wypracował: Znaki i medale nagrodowe w Polsce, dzieło znakomite pod względem sumienności i dokładności wykończenia, na szarym papiérze en guache kolorami, do którego opis dorobił Feliks Bentkowski. — Rysunki na blasze, kamieniu i cynku do różnych dziei, jak: Pamiątka po dobréj matce Klementyny Tańskiéj, Opis Syberyi Kobyłeckiego, Pieśni ludu Wójcickiego, Słownik malarzów polskich Rastawieckiego i t. p. — Sceny i zdarzenia miejscowe, mające związek z histroyą kraju, sześć tablic na miedzi, aqua tinta. — Arsenał warszawski, w cztérech tablicach, starannie iluminowych, z ozdobną okładką. — Nakoniec w nowszych już czasach ogłosił na przedpłatę i wydał: „Album cynkograficzne, w 12 tablicach,” — „Kram malowniczy warszawski,” w 24 tablicach i „Galeryą królów polskich” podług Bacciarellego, któréj wyszło dotąd 6 numerów, a 8 przygotowanych jest do druku, wszystko to w pokroju arkuszowym, z artystyczne wykonanemi okładkami, własnoręczną pracą i nakładem autora.
Z przepysznych plansz rytowanych ś. p. Piwarskiego znamy następujące: Pomnik Kopernika aqua tinta, kolorowany, zrobiony z polecenia b. towarzystwa przyjaciół nauk w Warszawie. — Pomnik Krzysztofa Szydłowieckiego w kollegiacie opatowkiéj, na miedzi, do dzieła „Liber Geneseos Illustr. familiae Schidloviciae,” wydanego nakładem Tytusa hr. Działyńskiego. — Wizerunki: ks. arcybiskupa Woronicza, ks. biskupa Prospera Burzyńskiego i Abrahama Sterna, wynalazcy machiny rachunkowéj, członka warszawskiego towarzystwa przyjaciół nauk, (ostatni w „Kramie malowniczym”).
Obok tych prac artystycznych, ś. p. Piwarski napisał z polecenia władzy i wydał dla użytku szkół publicznych dzieło znakomitéj wartości, p. t. „Wzory i nauka rysunku,”, którego dwa działy, każdy w cztérech częściach, ukazały się w druku, trzeci zaś i ostatni pozostał w materyałach. Przedmiot ten, poraz piérwszy przez niego w piśmiennictwie polskiém dotknięty, obrobiony jest gruntownie, jasno i praktycznie, pomimo wielkich trudności jakich autor doznawał pod względem szczególniéj nomenklatury, którą tworzyć i naginać dopiéro musiał do potrzeb naszego języka.
Taki ogrom prac różnorodnych najwymowniéj świadczy o niezmordowanéj, wszechstronnéj działalności nieodżałowanego professora. Ś. p. Piwarski był artystą czysto polskim, w najściślejszém znaczeniu tego wyrazu. Za granicą mało przebywał, nie kształcił się, jak inni, we Włoszech, lecz na żywiołach wyłącznie krajowych, i wszystko, rzec można, winien był sam sobie. To téż z upodobaniem zawsze wracał do postaci i typów ludowych, do scen i uroczystości barwy miejscowéj, które przedstawiać umiał z talentem sobie tylko właściwym, pełnym prawdy, jędrności i swojskiego nieraz dowcipu. Podniesienie sztuki krajowéj przez własne prace i kształcenie młodzieży, było głównym celem jego życia. Z jakąż chlubą i radością lubił on wspominać o swojém „Album cynkograficzném,” że wydał je środkami czysto miejscowemi: na cynku krajowym, na papierze z Jeziorny, w zakładzie Banku polskiego i używając nawet drukarza Polaka, tak iż nikt obcy ręką go nie dotknął! A jednak łatwiéj nierównie i dogodniéj mógł zrobić to samo na bawarskim kamieniu litograficznym i na francuzkim papierze.
W podeszłym będąc już wieku, lecz krzepki na ciele i umyśle, nie ustawał w pracy i przed kilką jeszcze miesiącami podjął się kierownictwa części artystycznéj naszego „Tygodnika,” wspierając nas z gorliwością bez granic doświadczeniem swém, radą i czynem. Śmierć zaskoczyła go na wyłomie, przy kompozycyi, jaką z wytężeniem sił starganych długoletnią i mozolną pracą, własnoręcznie na drzewie dla pisma naszego wykonywał. W zeszły wtorek ta młodzież, dla któréj zgasły całe swe życie poświęcił, dziś już w dojrzałych wyrosła mężów, razem z nami na barkach swych poniosła go do grobu. Pokój cieniom sprawiedliwego!

Ludwik Jenike.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Ludwik Jenike.