Strona:Ludwik Jenike - Jan Feliks Piwarski (wspomnienie pośmiertne).djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

zajęci byli żywo swoim przedmiotem, bo Piwarski umiał zachęcić i najleniwszego. Jedni rysowali z wzorów, drudzy z gipsów, inni znowu z prześlicznych akwareli Piwarskiego i pejzażowych jego szkiców; więcéj uzdolnieni kopiowali z olejnych obrazów, lub téż odtwarzali na większą skalę drobne swoje szkice podróżne. Na każdéj twarzy panowało zajęcie, a trzygodzinny termin przedłużał się prawie zawsze jeszcze o jedną godzinę. Piwarski przechadzał się pomiędzy uczniami, żadnego z oka nie spuszczając: temu rzucił słówko zachęty, tam sprostował rys nieśmiały i nieudatny, i zaraz wyłożył na prędce główne zasady i proporcyje głów i figur ludzkich; czasami zasiadał przy sztalugach lub akwarelowym reisbrecie i kończył jaką cząstkę pejzażu, która potém służyła na długi czas za wzór dla ucznia; czasami znów, gdy już wykończona była robota, i kiedy uczeń nic w niéj nie potrafił już ani dodać, ani ująć, wtedy przychodził Piwarski i śmiałemi rzutami penzla harmonizował rozrzucone części obrazu. Piwarski był wtedy mistrzem, w całém znaczeniu tego wyrazu. A z jaką to chęcią, cierpliwością i sumiennością wywiązywał się z podjętego obowiązku, o tém niech zaświadczą wszyscy jego uczniowie. My tu od siebie wspomnimy, że nie znaliśmy nigdy professora, któryby więcéj odpowiadał powołaniu swemu, jak Piwarski. Nie miniemy się z prawdą, jeśli powiemy że Piwarski nietylko wszystką swą naukę, ale nawet ducha swojego i całe swe uczucie artystyczne, wszystko to pragnął w jednéj chwili tchnąć w swojego ucznia.