Jałmużna (Odyniec, 1874)

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Antoni Edward Odyniec
Tytuł Jałmużna
Pochodzenie Poezye
cykl „Legendy“
Data wydania 1874
Druk Drukarnia Gazety Lekarskiej
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Pobierz jako: Pobierz jako ePub Pobierz jako PDF Pobierz jako MOBI Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub Pobierz Cały zbiór jako PDF Pobierz Cały zbiór jako MOBI
Indeks stron
JAŁMUŻNA.
DO ALINKI.



Litość ku biednym, wdzięczność sieroty,
Jakiegóż serca nie wzruszą?
Alinko! wszystkie piękne są cnoty,
Lecz litość wszystkich cnót duszą.

Widziałem wczoraj, gdyś przez okienko —
I za tom wdzięczność ci dłużny —
Zebranym dziatkom, rączką maleńką
Hojne sypała jałmużny.

Jak Aniół na wpół skryty w obłoku,
Zwiastunnik Bożéj litości,
Taką się memu wydałaś oku,
Słodkiéj pełnemu radości.

Po kres żywota cieszyć się będę
Miłą téj chwili wspominką,
A za nagrodę, moję legendę
Tobie poświęcam, Alinko!




Lubisz, Alinko! w porankach Maju,
W rozkosznych bawiąc Giełwanach,[1]
Biegać po łąkach, igrać po gaju.
Lub zbierać kwiatki po łanach. —

Maj to był właśnie — ledwie jutrzenka
Rozlała blaski i wonie,
Gdy jak ty piękna, jak ty maleńka,
Biegła dziewczynka przez błonie.

I znać że spieszno było niebodze.
Że pełna żalu, czy trwogi. —
Aż gdzie drewniany krzyż stał przy drodze,
Pod krzyżem siedział ubogi.

„Pan Jezus z tobą! dziewczynko miła!
„Gdzie to tak spieszno? i czego? —
„Uczcij krzyż Pański! — Bóg pomoc zsyła
„Tym, co jéj proszą u Niego.“ —

Na taki widok, na głos staruszka,
Dziewczynka nagle się wstrzyma,
I łzy otarłszy końcem fartuszka,
Mierzy go długo oczyma.

A starzec znowu: „I cóż tak stoisz,
„Tak patrzysz? — Zkąd te łzy twoje? —
„Czy czego żądasz? — czy się mnie boisz?“ —
— „Ja się ubogich nie boję.


„Bo oni biedni, kochać ich trzeba,
„Często słyszałam od matki;
„Zawsze im sama wynoszę chleba.
„Jak który przyjdzie do chatki.

„Ale, mój dziadku! matka mi chora,
„Chce mnie, jak mówi, porzucić;
„Z łóżka nie może wstać już od wczora.
„Ach! jakże nie mam się smucić!

„Całą, noc słysząc jęk nieustanny,
„Klęcząc, prosiłam ze łzami
„Pana Jezusa, Najświętszéj Panny,
„By mieli litość nad nami.

„I ty, staruszku! módl się do Boga,
„Proś go o zdrowie mej matki,
„A przyjm to — choć ja sama uboga,
„Choć to już nasze ostatki.

„Chciałam dziś za to bochenek chleba
„Kupić dla siebie; — lecz lepiéj
„Tobie to oddam; — proś tylko Nieba,
„Niech moje matkę pokrzepi!“ —

— „Tak jest, pokrzepi! będę go prosić,
„Nie próżna twoja otucha!
„Przestań, dziewczynko! ócz łzami rosić,
„Bóg szczeréj prośby wysłucha.


„Bo kto biednemu poda jałmużnę,
Cierpiącym boleść osłodzi,
„Temu, rzekł Jezus, Niebo jest dłużne,
„I Bóg go hojnie nagrodzi.“ —

Zaledwie skończył — aż w mgnieniu oka
Blask nagły błysnął dokoła,
Z plec mu szat grubych spadła powłoka,
Starzec się zmienił w Anioła.

Z ramion mu złote skrzydło wystrzeli,
Trzy gwiazdy młodą skroń wieńczą;
Do kolan długi, strój śnieżnéj bieli,
Jasną przepasan był tęczą.

Pogoda wiosny śmiała się z czoła,
Wonność wionęła we tchnieniu,
Gdy mgłą przejrzystą oblan dokoła,
Wzlatał ku nieba sklepieniu.

I gdy dziewczynka nagłém widzeniem
W dłoni strwożony wzrok chowa,
Z tkliwym uśmiechem, z wdzięczném spojrzeniem,
Te jeszcze do niej rzekł słowa:

„Nie płacz, dziewczynko! wracaj do chatki!
„Bóg twoje żałość obaczył,
„I drogie zdrowie wrócił dla matki,
„I dla cię szczęście przeznaczył.


„Bo kto biednemu poda jałmużnę,
„Cierpiącym boleść osłodzi,
„Temu, pamiętaj! Niebo jest dłużne,
„I Bóg go hojnie nagrodzi.“ —

To rzekł — i coraz, i coraz chyżéj
Wznosi się we mgle obłoka,
I coraz wyżéj, i coraz wyżéj,
Aż całkiem zniknął z przed oka.—

Długo dziewczynka, drżąca i zbladła,
Jak wryta na miejscu stała,
Przez nadzwyczajne zlękła widziadła,
Wracać do chatki nie śmiała.

Wróciła wreście — o! co za radość,
O! co za szczęście tam było!
Stało się wszystkim życzeniom zadość,
Matce jéj zdrowie wróciło! —

Ale, Alinko I jeszcze nie na tém
Koniec Niebieskiéj nagrody.
Bóg ją opatrzył mieniem bogatém,
Rozmnożył stada i trzody.

A gdy w szesnastym żyła już maju.
Taka ją piękność odziała,
Że była jak ów posłaniec raju,
Co go przed laty widziała. —

Raz gdy w orszaku rówiennych dziewic
Zbierała kwiatki w dąbrowach,
Ujrzał ją trafem młody królewic,
Co się tam bawił na łowach.

Ujrzał, pokochał, wzajem kochany,
Wziął ojca błogosławieństwo,
I wkrótce, mimo nierówne stany,
Pojął dziewczynkę w małżeństwo.

Długo im, długo, szczęśliwe lata
I uciech płynęły zdroje;
Aż utrudzeni marnością świata,
Do Nieba poszli oboje. —

Litość ku biednym, widzisz, Alinko!
Jak hojnie Pan Bóg nagradza.
Z każdym to będzie, co z, tą dziewczynką,
Kto bliźnim nędzę osładza.

Bo tylko dobrych uczynków ślady
Wiodą do szczęścia świątyni. —
W niéj cię postawią ojca przykłady,
I rady mądréj mistrzyni.
1824.





Przypisy

  1. Wieś w powiecie Wileńskim.


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Antoni Edward Odyniec.