In memoriam

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
<<< Dane tekstu >>>
Autor Stefan Napierski
Tytuł In memoriam
Pochodzenie Elegje
Wydawca Księgarnia F. Hoesicka
Data wydania 1937
Druk B-cia Drapczyńscy
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały zbiór
Pobierz jako: Pobierz Cały zbiór jako ePub (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako PDF (z zewnętrznego serwera) Pobierz Cały zbiór jako MOBI (testowo) (z zewnętrznego serwera)
Indeks stron
IN MEMORIAM

Taratajka, dywanem okryta, zajeżdża
koło murawy krągłej przed dworek szlachecki;
tam ganek jest z podsieniem i dwa narożniki,
dach gontem staroświeckim kryty, rosochata
lipa, świerki się smukłą, topola wygląda.
Zaprząg w bramę otwartą! Siwek oraz deresz,
poważnie kłusujące przy dyszlu, a klaczka
spłoszona wbok skoczyła; już bat poświstuje,
czapka czerwona chwieje się, szyta z baranków,
oko gniewnie zwrócone i prawica wzniosła!
Jak odbija chomąto od lśniącego karku,
całego w białych płatach piany, karej maści,
tedy bryczka, z modrzewia dwór, lipa i brama
topolą nadwiślańską wysadzana droga,
i niebo zamyślone i miłe powietrze.
Nic więcej, akwarela, jaki czar śmiertelny!
Którędy stamtąd wyrwać się, dobić ojczyzny?
Samotny wyruszyłeś rankiem. Park pamiętam,
ławkę z głazu, wkopaną w ziemię, mchem zarosłą,
z brózdami czasu; smugi krwawiące jesieni,
w babie lato wplątane, kratkowały czoło,
gdy posępny zasiadłeś, wargę ściąwszy, Piotrze.
Szła wzdłuż brzegu Tatjana, za nią welon wlókł się
na powietrzu, tak pełnem szczęśliwości, smużąc
plamą białą w jeziorku. O, tonąć w rozpaczy!
Na te błonia zasnute wyjść, gdzie jeszcze błądzi,
dłonią nieśmiertelniki muskając w szeleście,
Joasia; więdnie łąka, ona łamie ręce.
Jak się wydrzeć miłości i nie skonać? Widmo
wspaniałe, bezlitosny, straszną miarą serca
mierzący, znów otwartą źrenicą nas sądzisz,
że cofamy się w lęku przed śpiącem sumieniem.

Gorycz ziemi podźwignąć jak, i sprostać szczęściu?
wolność pokonać? wielkość pojąć? i nie umrzeć?
podeptać cześć? i zbawić, i zbawić człowieka?
Na wozie, skryta w słomie, jeszcze ciągle brzęczy
powstańców broń, a ona, najmilsza Xeniusia,
przechadza się niedbale! Zdławić ją, o, Nike!
Ty mnie wiedź, karku nagnij pod jarzmo pokory,
ze skroni wawrzyn zedrzyj, bym nie dyszał pychą,
i miotaj słów łachmany w twarze zbladłe; niechaj
nasłuchują muzyki machin, kiedy tłoki
naoliwione dyszą spokojem; czas odejść
gościńcem wygładzonym przez ten trud nieludzki:
pozwólcie, niechaj ziemia spoczywa na piersi
która klątwą mi była, a ryć ją musiałem
do krwi palców, szponami żądzy i zagłady.
Wreszcie odpocznę, prosty, na Zamku w Warszawie,
w szyby gwiazdy naciekną, i podmuch znad Wisły
w czystem przestworzu szepnie o łęgach ojczystych.





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Stefan Marek Eiger.